• Komunikacja empatyczna. Jak rozmawiać, słuchać i zostać wysłuchanym? – Zdalnie o onlajnie #048

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Czym jest komunikacja empatyczna?
    ➡️ Czy komunikacja zaczyna się dopiero w momencie wypowiadania komunikatu?
    ➡️ Jak różne osoby reagują na ten sam komunikat?
    ➡️ Czy komunikacja empatyczna przydaje się tylko w biznesie?
    ➡️ Feedback – jak dawać informację zwrotną w sposób empatyczny?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Kamila Lachowicz – trenerka komunikacji empatycznej.

    Profil na LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/in/kamila-lachowicz-7273098/
    Fanpage Empatia w biznesie:
    https://www.facebook.com/KamaLachowicz

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam bardzo serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Kamila Lachowicz. Kamila jest trenerką komunikacji empatycznej. Cześć Kamilo!

    Kamila Lachowicz: Cześć Janusz, cześć wszystkim, którzy nas oglądają bądź słuchają.

    J.P.: Powiedz proszę, kim jest trener komunikacji empatycznej? Czym taka komunikacja się cechuje, jakby kiedy może się nam przydać w biznesie czy w życiu?

    K.L.: Jestem osobą, która mocno uczyła się tego, jak się komunikować z ludźmi skutecznie, efektywnie, ale też z taką życzliwością, szacunkiem do innych i ja opierałam swój warsztat o NVC- Nonviolent communication, które zostało kilkadziesiąt lat temu ubrane w pewien model czterech kroków przez Marshalla Rosenberga. Marshall Rosenberg poszukiwał sposobu na komunikację, która jak najbardziej odda taki sposób rozmawiania, bycia z drugim człowiekiem, którego celem jest kontakt, szacunek, zrozumienie, a nie agresja czy szukanie winowajców na przykład za jakąś sytuację. Ja jestem trenerką komunikacji empatycznej, która po prostu w firmach różnych, również w tej, w której więcej pracuję i w innych, uczę ludzi tego sposobu komunikacji. Jeśli chodzi o komunikację empatyczną w biznesie to jak najbardziej się przydaje. Ja nie tylko jestem trenerką, ale również mediatorką, mogę wspierać osoby, które są w jakimś nieporozumieniu, w konflikcie większym lub mniejszym, które poszukują sposobu na to, żeby się usłyszeć i dogadać. Usłyszeć tak naprawdę swoje uniwersalne potrzeby i też usłyszeć, wymyślać wspólnie jakieś rozwiązania na różne niesnaski, nieporozumienia. Być może brzmi to […] empatyczna komunikacja, która opiera się na NBC, jest komunikacją, która opiera się o fakty, potrzeby, pomysły, prośby, strategie, które po prostu są skuteczne i działają dla wszystkich zainteresowanych stron.

    J.P.: Skoro jesteś trenerką tej komunikacji to zakładam, że jest zapotrzebowanie na takie treningi. No bo gdyby nie było, to byś nie była tą trenerką, bo to by to nie miało sensu biznesowego, ale tu moje pytanie. Co my właściwie robimy źle, że my się musimy trenować w tej naszej komunikacji, w sensie, co my takiego robimy? W jaki sposób my się komunikujemy, w sposób błędny, a jaki jest ten sposób prawidłowy?

    K.L.: Ja tak słyszę to pytanie to sobie myślę o tym, że my się komunikujemy w wielu miejscach, w wielu sytuacjach bardzo fajnie prawidłowo, mamy ten kontakt z drugim człowiekiem, wiemy o co nam chodzi i wcale tu nie chodzi mi tylko o słowa, których używamy, ale przede wszystkim o taką współpracę, wzajemność, szacunek. Jednocześnie jeżeli z czymś się nie zgadzamy, jesteśmy w jakimś nieporozumieniu większym lub mniejszym albo mamy inny punkt widzenia po prostu. To czasem robimy coś takiego, że, ja bardzo lubię sformułowanie, słuchamy by odpowiedzieć, a nie bo usłyszeć. Czyli taka moja pierwsza widoczna rzecz, która jest u mnie też i u innych, to jest to, że odpowiadam komuś, przedstawiając swój pomysł na coś, idee, niekoniecznie będąc pytana o ten pomysł i idee, bo chcę odpowiedzieć, chce sprzedać swój pomysł, chce powiedzieć, jak ja to mam, jak ja sobie z czymś takim poradziłam, dlaczego to jest dla mnie ważne, bez usłyszenie tej drugiej osoby, czyli bez zaangażowania tej osoby, a z tego bardzo mocno wynika to, że ludzie taką mają pierwotną potrzebę, myślę dość mocną i czasem zaniedbaną, że pragną i tęsknią być po prostu wysłuchanym, wysłuchanym do końca. I tak jak powiedziałam, my nie robimy niczego tak jakby stricte źle. Chociaż ja oczywiście ja tutaj na warsztatach podpowiadam, co działa, co nie działa, co może zadziałać, że się nie dogadamy, a co może zadziałać, że się dogadamy. Tak nawykowo, komunikacyjnie, językowo, ale przede wszystkim jeżeli chcemy naprawdę usłyszeć drugiego człowieka to okażmy mu szacunek do tego co mówi, spróbujmy go usłyszeć. Spróbujemy odzwierciedlić, to co mówi, zanim odpowiemy na przykład, jak my sobie z czymś poradziliśmy podobnym, zanim opowiemy naszą płytę autobiograficzną, zanim powiemy, jak świat powinien wyglądać, posłuchajmy drugiego człowieka po prostu.

    J.P.: A jak to wygląda w praktycznie na jakimś przykładzie, powiedzmy, no mamy z różnymi takimi, nazwijmy to, konfliktowymi sytuacjami się spotykamy non stop, zarówno w sferze prywatnej jak i zawodowej. Powiedzmy, że ktoś na przykład się spóźnia, czy tam może notorycznie nie, ale powiedzmy, że się spóźnił któryś tam raz. No i jak ktoś taki przychodzi, ja sobie myślę, minutki lecą ja tu płacę, prywaciarz Janusz się we mnie odzywa i mówi co to za spóźnienie, co to ma być i już jadę co to ma być?! Zawsze się spóźniasz?! Wylatujesz zaraz z roboty! OCzywiście, to jest hiperbola, ale powiedz jak w takiej sytuacji można zareagować, żeby to było jednak bardziej empatyczne podejście i takie, które nie będzie wywoływało dalszego konfliktu, a być może zmieni postępowanie tej osoby.

    K.L.: Dzięki za ten przykład. Tak, nawet jeżeli Ty jako Janusz szef nie będziesz mówił na głos- Jak ty Michał możesz się spóźniać? W Ogóle co to ma znaczyć, ja mam płacić za to? Który to już raz w tym tygodniu, chyba od pięciu miesięcy nie przyszedłeś na czas do pracy. Nawet jeżeli nie powiesz tego na głos, a powiesz to tylko w twojej głowie, to w twojej głowie się właśnie zacznie trochę taka scena ocen, interpretacji i osądów drugiego człowieka. I takim pierwszym krokiem, który ułatwia komunikację jest być może powiedzenie sobie na głos: Tak mam, takie mam oceny na temat na przykład Michała, ale widzę, że to są tylko oceny. Jednocześnie pierwszym krok modelu czterech kroków mówi o tym, zobacz fakty, zobacz co tak naprawdę widzisz, co się dzieje. Mogę pomyśleć sobie Michał dzisiaj przyszedł pięć po ósmej do pracy a zaczyna o ósmej. Mogę sobie powiedzieć, że Michał przyszedł o dziewiątej zamiast o ósmej, teraz to już nie ma znaczenia, po prostu widzę ten fake, ale też mogę powiedzieć sobie, że to jest drugi raz w tym tygodniu i w sumie chyba około piąty raz w tym miesiącu i trochę to zmienia postać rzeczy, kiedy ja widzę, że to było 5 razy na 20 dni roboczych, nie codziennie zawsze od pięciu miesięcy od nie wiem od zawsze. Kiedy ja daje sobie stop klatkę i patrzę, co się naprawdę wydarzyło to nie chodzi o to, że nie powiem zaraz, że mi się to nie podoba, czy że mnie to nie wkurza, bo mnie to może wkurzać. Sama bym czy chciałbym być szefem, z którym jak się umawiasz, ze jak przychodzisz na ósmę to jesteś na ósmą, bo masz jakieś takie ustalenia, są klienci, czekają już pod drzwiami, żeby biuro zostało otworzone. Natomiast warto zobaczyć to najpierw, co się wydarzyło, ja na przykład bardzo lubię takie przykłady na ćwiczeniach, na zajęciach przerabiać. Przykład moi klienci są beznadziejni i zawsze się zastanawiam z grupą, co to znaczy klienci. Mówimy o jednym kliencie na jeden, czyli mamy tylko jednego klienta i tak mówimy, tak formułujemy wypowiedź, czy może mamy 15 klientów i dwóch ostatnich nam nie zapłaciło faktury na czas z tych 15. I żeby tak trochę ubrać, powiem tak trochę może mniej grzecznie, żeby nie być w czarnej D z tym, co się dzieje. Żeby nie mówić, wszyscy moi klienci są beznadziejni, świat jest beznadziejny, żeby zobaczyć, okay- dwóch klientów nie zapłaciło i trochę mnie to niepokoi, chciałbym mieć informację, co się dzieje, kiedy te pieniądze wpłyną. Napiszę do nich maila albo zadzwonię to omówię jeszcze dzisiaj i trochę z inną energią zaczynamy ten telefon czy tego maila. Mogę napisać maila: moi klienci są beznadziejni i zacząć pisać, kiedy zamierza pan zapłacić za ostatnią usługę, to niedorzeczne, żeby mógł pan płacić no itd. Itd., a mogę po prostu napisać nawet nie używają konkretnie modelu czterech kroków, jeżeli nie mam takiego nawyku, czy jeszcze i nie nauczyłem się w ciągu kilku dni szkolenia używać tego, nazwijmy to, według litery tego modelu. Po prostu mogę napisać to z takim innym nastawieniem: widzę, że faktura nie wpłynęła, chciałbym się dowiedzieć, kiedy ta faktura wpłynie? Bardzo mi zależy na pieniądzach, ponieważ to wynagrodzenia. Teraz mogę powiedzieć, po co jest mi potrzebne, nie muszę, ale mogę powiedzieć np. Nie wiem, to wpłacam pracownikom, potrzebuję dotrzymać innych zobowiązań czy cokolwiek innego i też nie tylko chodzi o to, co napiszemy w tym mailu, ale jak się będziemy czuli, kiedy będziemy to pisali, czy tam dzwonili, że to nie będzie wymuszone. Ja muszę utrzymywać kontakty z nim, bo on jest moim strategicznym klientem, muszę być poprawny, a to będzie tak naprawdę i tu muszę takiego słowa nawet w biznesie z głębi serca, że ja się pogodziłem z tym, że widzę, że on ostatnio nie zapłacił tej faktury na czas i ja się po prostu chce dowiedzieć w tym momencie. Jeszcze nie wiem, co się wydarzyło, nie przewiduję, że on, nie wiem, upadł albo zrezygnował z moich usług, albo jest, nie wiem, niewypłacalny. Tylko po prostu jedyną rzeczą, którą mam teraz chcę się dowiedzieć, a jak usłyszę: tak panie Januszu za chwilę przelejemy to będę czuł pewnie spokój, a jak usłyszę w tym miesiącu nie mamy pieniędzy to pewnie będziesz czuł coś jeszcze innego. I tu chodzi o takie trochę przepracowanie ze sobą, co się dzieje tak naprawdę, żeby też do drugiego człowieka czy do kontrahenta, czy do pracownika, czy to przypadkowej osobie w sklepie, czy gdziekolwiek indziej po prostu może tak powiem w cudzysłowie, nie wyjeżdżać z jakąś agresją, z taką agresją słowną, tylko po prostu powiedzieć, dlaczego coś robię. Tu nie chodzi też o to, że nigdy nie podnoszę głosu albo nie zasmucę się przy kimś, tylko chodzi o to, żeby być świadomym po co ja to robię i żeby to przede wszystkim po to, żeby się dogadać z drugim człowiekiem, bo chcę, bo wybieram.

    J.P.: Mam takie wrażenie, że to o czym mówisz, że jakby taka komunikacja, ona się zaczyna zanim się zaczniemy komunikować, bardzo dużo mówisz o takim nastawieniu jakby, nie? Jakie mamy w sobie. W sensie, że tak mówisz jakby, trzeba mieć odpowiednie nastawienie i jakby, że później ten komunikat może, nie wiem, inaczej brzmi, ja na przykład czasami mam tak, moja żona mi to mówi, że ona od razu wyczuje, kiedy ja jestem na przykład zdenerwowany albo coś, bo mam trochę inny ton. Co jest delikatnie, mi się wydaje, że nie jestem zdenerwowany wcale, a ona od razu: jesteś wkurzony jakiś, coś cię wkurzyło. Ja mówię: nie. Coś cię wkurzyło. No wkurzyło mnie coś, to właśnie klient dzwonił i nie zapłacił faktury albo coś i ona od razu to wyczuwa, więc to też jest swoją drogą bardzo dobra umiejętność takiego wyłapywania niuansów. Z jakim nastawieniem ktoś mówi, bo ja jeszcze wiesz, w głowie miałem poprzednią sytuację i mówiłem o czym całkiem innym, ale te emocje mi się udzielały i to jest właśnie takie ciekawe w tej komunikacji, dlatego lubię maile, są takie super informacyjne.

    K.L.: A jednocześnie mogą być bardzo różne, zależy kto pisze i właśnie w jakim celu, co chce zrobić. Masz rację, ta komunikacja zaczyna się w głowie. To jest bardzo często tak, że mamy coś co jest bodźcem na przykład na koncie nie widzisz zapłaty od kontrahenta, bo widzisz od niego maila, że w tym miesiącu nie da rady zapłacić, to jest bodziec. My ludzie jesteśmy nauczeni tak po prostu nawykowo realizować od razu, mówię nawyków, gdzieś tam jeszcze w sytuacjach, w których gdzieś tam goni nas jakiś dziki tygrys po dżungli i trzeba było szybko zareagować właśnie ucieczką, zamrożeniem bądź agresją. No i właśnie nawet nie to, że ty się wkurzysz na tego od razu swojego kontrahenta, że on nie płaci tej faktury, tylko niektórych z nas może troszeczkę zmrozić, takie po prostu chwilowe, ale dlaczego? Co? I nic nie mówię, nawet nie umiem powiedzieć: Hola hola, chce tych płatności, bo potrzebuję zapłacić moim pracownikom. Nawet tego niektórzy nie potrafią powiedzieć w tym momencie. No i to jest jakaś reakcja, ta reakcja jest brakiem reakcji, akurat co powiedziałam przed chwilą i to wydłużanie czasu między bodźcem a reakcją to może być czasami minuta, czasami dzień i ta minuta czy ten dzień, czy te parę godzin jest nam potrzebne do tego, żeby się właśnie zastanowić, dlaczego ja teraz w ogóle chce coś powiedzieć. Na czym mi zależy, ale zanim powiem to właśnie zastanawiam się właśnie tak wewnętrznie na czym mi zależy, czyli jeżeli słyszę, że słyszę że, widzę że w mailu, że klient nie zapłacił, bo coś tam i się tłumaczy to czy mnie to bardziej użala czy mnie martwi, czy mnie może zaintrygowało, zaciekawiło, dlaczego coś się u niego dzieje, wcale nie chodzi o to, że nie mam teraz pieniędzy na wypłatę dla moich pracowników. Tylko może mnie to ciekawi, bo to dopiero się dobrze działo w tej firmie, więc różne mogą być motywacje, różne mogą być emocje w związku z daną informacją, z tym bodźcem, no i potem jak mnie to ciekawie to dlaczego, jak mnie to smuci to dlaczego, jak mnie to wkurza to dlaczego. Oczywiście tak tradycyjnie to pewnie można się domyślić, że na pewno wkurzenie właśnie jakieś trzymanie umów z innymi, czyli tam zapłata pracownikom na przykład. No ale niekoniecznie, jesteśmy różni, gdybym na przykład teraz zaproponowała ci albo iluś osobom spotkanym na ulicy bilet na wakacje, który jest na jutro, a czasem pytam ludzi, jakie emocje w nich to budzi. Jedni powiedzą, że radość, satysfakcja, jadę, lecę, teraz gdziekolwiek, a inni: nie nie chcę, boję się, mam pracę do załatwienia, muszę coś skończyć, mam zobowiązania, nie mam, gdzie dzieci zostawić, mam projekt, który się beze mnie nie potoczy i rózne inne rzeczy, więc tak naprawdę warto się zastanawiać nad sobą, jakie ja mam w danej sytuacji, w danym bodźcu właśnie uczucia i co nimi kieruje, czyli na czym mi zależy, co mi przeszkadza, co jest dla mnie fajne. Bo potem zdobywam taką umiejętność, to się nazywa tutaj, empatycznego słuchania innych, czyli też widzimy, że inni też mogą też mieć różnie, mogą mieć inaczej niż ja, mogą mieć w ogóle jakoś. Czyli potrafimy się wtedy no w tym nurcie przynajmniej, taki jest cel, usłyszeć. 

    J.P.: Ale wróćmy jeszcze do tego pierwszego przykładu. Jestem, powiedzmy Michał, imię losowe, ja współpracuję z paroma Michałami, więc nie czujcie się dotknięci […]

    K.L.: To był twój pomysł.

    J.P.: Przysłowiowy Michał się spóźnił i ja sobie myślę, kurde znowu się spóźnił, cały czas się spóźnia, no jasna cholera. Potem sobie myślę, nie, Kamila mówiła, że mam do tego podejść empatycznie, myślę sobie jaka może być przyczyna, że piąty raz pod rząd się spóźnił, bo sprawdziłem, że to pięć razy było i co ja mam dalej zrobić? Jak mam mu to powiedzieć? Powiedzieć: Michale, zauważyłem, że piąty raz się spóźniłeś do cholery jasnej, czy jak?

    K.L: Okay. Bardzo fajny przykład. W wielu nurtach komunikacyjnych jest też rozdział o tym, jak reagujemy na coś, na przykład na trudne komunikaty czy niefajne sytuacje i ten nurt, którym teraz mówimy NVC mówi o tym, że mamy taką reakcję: obwiniam innych, że coś zrobili lub obwiniam siebie, że coś się stało lub właśnie reaguję empatycznie i to, co ty przed chwilą zrobiłeś to nie do końca było ani jedno, ani drugie, ani trzecie. Natomiast to co warto zrobić, do tego ja zachęcam i kurs taki podstawowy, taki pierwszy etap zachęca do tego żebyś zastanowił się dlaczego mnie to wkurzyło, nie dlaczego Michał przyszedł piąty raz za późno, tylko dlaczego mnie to wkurza, dlaczego to jest dla mnie ważne, żeby on przychodził codziennie na ósmą rano. Może to jest dla mnie ważne, bo ja przychodzę na ósmą rano albo chwilę przed, chciałbym, żeby wszyscy robili tak jak ja, a może to jest ważne, dlatego że tak mamy na umowie słownej czy pisemnej, po prostu tak chciałbyś, żeby ludzie dotrzymywali te słowa jako swojego słowa. A może to jest ważne dla Ciebie, bo właśnie powiedzmy, że tak nie masz, ale klienci stoją pod drzwiami i chcieliby skorzystać z waszych usług i trzeba, nie wiem, odbierać telefony albo przyjmować klientów już od 8:01, cokolwiek, bo są różne sytuacje, różne prace i teraz warto się zastanowić dlaczego. Dlaczego, ja tutaj tak mówię bardziej historiami, ale to dlaczego, to są potrzeby na przykład dotrzymywania umów, współpracy, wzajemności, szacunku, zaufania i jeszcze kilka innych. Natomiast to mi pozwoli stwierdzić dlaczego ja teraz chce mu coś powiedzieć i co mu w związku z tym powiem. Czy mu powiem teraz: Hej Michał, widzę, że od dwóch tygodni są dni, że przychodzisz później, możesz powiedzieć, co się stało? A możesz powiedzieć, Hej Michał, widzę, że od dwóch tygodni kilka razy przyszedłeś później niż 8, chciałbym wiedzieć z góry, że następnego dnia przyjdziesz później, żeby też, nie wiem, zorganizować spotkanie chwilę później, albo żeby na Ciebie zaczekać zanim wyjedziemy z ekipą na montaż, czy na film, czy będziemy montować filmy, czy cokolwiek innego. I teraz wracając na chwilę do Michała, no oczywiście możemy tak zrobić, że będę myślał: dlaczego Michał przyszedł pięć dni, pięć razy ostatnio później, czy on się jakoś, nie wiem, czuje zmęczony, czy on potrzebuje odpoczynku, może pogadamy o może by chciał pogadać o urlopie albo o zmianie godziny pracy. Coś tam, coś tam… to jest bardzo ważne i bardzo fajnie wczuć się w to, tylko to i wyłącznie nasze własne pomysły, co tam może się wydarzyć jeśli nie mamy konkretów od Michała. I takie coś jest okay, jeśli wyjdziemy do Michała i powiemy zamiast czego my chcemy to powiemy. Hej Michał, widzę, że od dwóch tygodni kilka razy przyszedłeś później niż ósma, chciałbym zrozumieć, co się dzieje, możesz mi opowiedzieć? I wtedy właśnie słuchać Michałą, co on mówi. Mówi: nie, nic się nie stało. No to Ty powiesz np. Czego byś chciał? A on powie: no wiesz, dziecko mi się ostatnio urodziło i nie mogę spać, bo biorę nocne dyżury za żonę czy coś takiego i na przykład możesz wtedy powiedzieć, po ludzku: kurcze, rozumiem Cię, mam tak samo, a możesz powiedzieć: rozumiem Cię, mam tak samo, a może chciałbyś przychodzić bardziej elastycznie między 8 a 9, zamiast na 8. Może by było dla Ciebie jakieś rozwiązanie? Mówi: no w sumie to byłoby fajne rozwiązanie, ale chyba widzę takie, że wolałbym między 7 a 9. Zaczynacie szukać rozwiązań po prostu, słysząc o co chodzi, więc ja mogę powiedzieć sobie, pomyśleć, co Michał czuje w tej sytuacji, natomiast takim pierwszym krokiem szczególnie na początku jest dobrze dać zastanowić się, dlaczego ja czuję to co czuję, a potem dogadać się z innym. Już nie ważne czy będę jakoś mega używał mocno tego języka NVC, czy tak po prostu po koleżeńsku, po ludzku, tak jaką mamy relację, po prostu powiem, co widzę i czego chcę albo o co proszę, albo o co pytam. Czy jakoś pomogłam ci zrozumieć?

    J.P.: Czyli trzeba pytać.

    K.L.: Tak […]
    J.P.:  Zanim się zacznie krzyczeć. Żartuję.

    K.L.: Nie no to zawsze jest dobra strategia, żeby się dowiedzieć, o co chodzi zanim kogoś powiedzmy zfeedbackujemy w cudzysłowiu.

    J.P.: O feedback też będę pytał za chwilę, a powiedz jeszcze jedno. Zeszły rok wszyscy wiemy, jaki był, zresztą jego kontynuacje chyba mamy nadal. No jest teraz Euro 2020 mamy 21 wszy, więc chyba jest kontynuacja zeszłego roku. Powiedz, jak to w ogóle w twojej branży wyglądało, bo branża szkoleniowa, myślę, że dostała dosyć mocno, tak jak nasza filmowa, eventowa też. 

    K.L.: Okay. No ja opracuję w jakimś tam większym etacie w firmie, w firmie IT jako trener wewnętrzny, więc może ja tak nie dostałam, że tak powiem batów od rynku, który się zamknął na jakiś czas. Jeśli chodzi o szkolenia zewnętrzne, no to oczywiste jest to, że na początku miałam ich mnie, chociaż mi się tak trafiło, że miałam zajęcia na uczelni, więc dla mnie to też była taka praktyka, że oprócz pracy tej etatowej to miałam jeszcze online zajęcia na uczelni, więc uczyłam się na żywca, tego co można zrobić, jak można zrobić szkolenia online. No i myślę, że się nauczyłam przez ten ponad rok, dość dużo ich zrobiłam, też byłam na kursie, który uczy trenerów online, więc, ja osobiście, no w związku z tym, że ta znacząca część mojego etatu to jest praca w firmie IT, to nie odczuwam tego aż tak bardzo, a wręcz przeciwnie się dużo nauczyłam.

    J.P.: A jeśli chodzi właśnie o te szkolenia typowo online, bo mówisz, że to co tak jakby wykładałaś na uczelni i jakby ta forma online jest, to nieco odmienna, ja też uczę na Wrocławskim studentów i miałem tylko jedne zajęcia stacjonarne w ciągu ostatniego roku. Całą resztę wszystko było online, a nie nastawiałem się na takie coś, bo to był mój pierwszy rok na tej uczelni i też się musiałam nauczyć uczyć w tej formie. powiedz , jakie są twoje wrażenia z tej formy. Czy to lubisz, czy wolisz jednak taki kontakt bezpośredni z ludźmi, jak to z twojej perspektywy wygląda?

    K.L.: Ja powiem szczerze, że bardzo lubię szkolenia online. Zrobiłam ich mnóstwo i właśnie wewnętrznie i zewnętrznie, natomiast szkolenia czy też wykłady, zajęcia na uczelni to trochę inny rozdział. Tam większość studentów, myślę, że 95% przez 95% czasu nie włączą kamery, więc po prostu mówiłam do siebie, tak jak j teraz siebie widzę, tak właśnie tam siebie też widziałam. To było dla mnie ciekawe doświadczenie, bo jak się, że tak powiem, umawiałam z koordynatorką kierunku, że będę robić te warsztaty konkretne to jeszcze pandemii nie było, a jak już zaczęłam to pandemia trwała jakieś dwa, trzy tygodnie, więc uczyłam się wszystkiego na żywca. No u mnie to zadziałało tak, że jestem dość mocno samoukiem w wielu dziedzinach, a więc jednocześnie bardzo lubię chłonąć wiedzę, więc w okresie pandemii był taki szał na webinary i webinary były ze wszystkiego, z prawa pracy, z pracy zdalnej miliony, z motywowania ludzi zdalnie, z zarządzania czasem itd. Itd., więc po iluś dziesięciu webinarach w ciągu powiedzmy kilku tygodni to miałam coś takiego, że miałam, coś takiego, że po prostu wiedziałam, co robić, wiedziałam, co robić. Podpowiadałam sobie metody, techniki, wiedziałam, jak angażować, także bardzo lubię, ja też w mojej pracy i w tej firmie i poza firmą oferuję taką usługę one to one, czyli kontakt, to trochę nazwałam coachingiem komunikacyjnym. Czyli ktoś nie chce przyjść na warsztat, który trwa tam ileś godzin albo jak robię je dla firm to nie ma takiej możliwości. No i po prostu potrzebuję przekazać po prostu te casey z tym Michałem. Michał, go strasznie wkurza i nie wie, co robić no to sobie przygotujemy i dużo ludzi skorzystało z tego, z tej formy wsparcia. Również nie tylko akurat coaching komunikacyjny robiłam, ale też po prostu warsztaty one to one, jeden na jeden, kiedy ktoś właśnie nie ma czasu na normalny warsztat do nauki i forma online nie różni się dla mnie zbyt wiele od formy na żywo. Bardzo też lubię to, że właśnie z wszystkimi osobami włączamy kamery, więc ten kontakt wzrokowy jest, a same szkolenia takie grupowe, wielkoformatowe na ileś osób, kiedy robię dla jakiejkolwiek firmy to znacząca większość osób włącza kamerę i wtedy mamy totalnie kontakt. Ja też tworzę dużo ćwiczeń w parach, w trójkach, w czwórkach, grupowo, na whiteboardach itd itd. I mam takie feedbacki, że ludzie nawet będąc te kilkanaście miesięcy na pracy zdalnej mają takie doświadczenie, że wow miałam kontakt, miałam kontakt z innymi uczestnikami. No i to też jest bardzo fajna informacja zwrotna dla trenera, że coś się po prostu dzieje niezależnie od tego gdzie.

    J.P.: Mi właśnie brakowało takiego, przy tych zajęciach online owych, brakowało tego bezpośredniego kontaktu, bo nie widać tych reakcji, nie? W sensie nie wiesz, czy oni słuchają, czy oni nie słuchają, czy oni właśnie sobie robią obiad i skwierczy im kurczaczek na patelni, nic nie słyszę, w ogóle ich to nie interesuje, czy jednak są zaangażowani, też takie różne tricki kombinowałem, żeby po prostu. Tu jakieś pytanie, tu jakieś zawahanie, żeby też trochę wiedzieć, no i też, bo dla mnie to bardzo ciekawe doświadczenie, bo ja też nie wiedziałam, jak jestem odbierany, bo ja to pierwszy raz robiłem. A tak przynajmniej po minach widzę, że jest znudzenie, że wszyscy chcą iść i spać i do domu albo, że nie wiem albo, że mówię coś ciekawego albo dopiero coś tam po zakończonych zajęciach, po wystawieniu ocen, dopiero tam dostał kilka mailu, że spoko, że fajnie było albo, że coś chcieli się dowiedzieć albo dyptam, to coś odpisałam. To mówili, że fajnie zajęcia czy cios tam nie? A do tego czasu to ja zupełnie nie wiedziałem, czy jest super, czy jestem najgorszym wykładowcą na świecie i nikogo to nie interesuje, co tam gadam.

    K.L.: Poprzez patrzenie na innych ludzi miałeś taki empatyczny dar widzenia tego, czy to co mówisz jest dla nich sensowne czy nie.

    J.P.: Trochę tak ja sobie porównywałem z tymi zajęciami, które ja gdzieś tam miałem w swoim życiu wcześniej, bo też trochę sobie postudiowałem. I tak doszedłem do wniosku, że tak może nie jestem taki najgorszy, ale też nie jakiś super i tak nie wiedziałem, nie wiedziałem, trochę jakby czekałem na ten feedback i też to jest moim zdaniem wada tego. Chociaż też to się da rozwiązać, dać jakąś ankietę na koniec itd, natomiast rzeczywiście wielką zaletą tych onlineowych rzeczy moim zdaniem, największe chyba są właściwie dwie. Pierwsza: wszystkie możliwe narzędzia online, które można wykorzystać, to jest super. My, ja prowadziłem warsztat pracy z kamerą przez internet, więc to jest niewykonalne, ale wymyśliłem, jak to zrobić i wyszło, więc są narzędzia tylko trzeba z nich skorzystać. A jeśli chodzi o drugą najważniejszą rzecz: nie dojeżdża się. Idziesz na warsztat, wchodzisz do pokoiku, odpalasz sobie kamerę, zajmuje to około pięciu minut, jesteś w pracy, kończysz, dziesz zjeść obiad, zajmuje to dwie minuty przejście z pokoju do pokoju i nie jesteś w pracy koniec. A nie godzina w korku, coś tam i tak dalej i spalanie benzyny i CO2 emisja, także to jest moim zdaniem największa zaleta.

    K.L: Ja bardzo też bardzo lubię te dwie zalety. Tą drugą za czas właśnie przede wszystkim, za to, że ten czas jest inaczej wykorzystany, a druga zaleta to u Ciebie pierwsza. Narzędzia. To bardzo lubię zajęcia online, bo mam kilka pakietów wykupionych i bardzo lubię też często robię warsztaty z zespołami, nawet teraz jeszcze integracyjne. Oby zespoły stały się, nawet jeżeli część firm wróciłą do biura, to zespoły prz to, że były osoby rekrutowane z różnych miast są dalej albo pierwszy raz rozproszone po prostu, nawet jeżeli mogę iść do biura, to niektórzy nie są umówieni na pracę z biura. Robimy warsztaty online, takie powiedzmy trochę team buildingowe łamane przez poznajmy się, łamane przez ustalmy chociaż podstawowe zasady współpracy i narzędzia online typu choćby Miro czy Mural, pewnie są też inne. Jako, że korzystam z tych dwóch głównie, one dają fajnie narzędzia, one dają fajne narzędzia, żeby te dyskusje, które prowadzimy, nie są tylko o jakichś błahych sprawach, zostały, od razu mogę je po prostu wysłać je po warsztacie w formie pdf. Oni mają po prostu pdf na co się umówili, o czym gadali albo, co jest dla nich ważne, takich bardzo banalnych sprawach, o której możesz do mnie pisać, kiedy mam pracę efektywną, taką głęboką, chciałbym mieć, wtedy potrzebuję spokoju od komunikatów  od komunikatorów, nawet takie rzeczy można ustalić. Oczywiście, to wszystko można na charcie, na kartkach, to wszystko do tej poru robiłam na chartach na kartkach. NAtomiast, jeśli chodzi o taką poostawalność, ze to zostaję z ludźmi, no to wydaje mi się, że online daje takie fajne rzędzie, że ten pdf, wyciągnięcie pdfa z tego narzędzia jest po prostu banalnie proste i bardzo przystępne i w czytelnej formie zostaje materiał dla uczestników.

    J.P.: A powtórz jeszcze proszę z jakich narzędzi korzystasz?

    K.L.: Głównie takich Miro do tablic to Miro i Mural, one są bardzo podobne, ale mają różnice, ale są jeszcze takie inne darmowe typu Jam Board, Padlet.

    J.P.: Okay, okay. A powiedz, pomęczmy jeszcze tego naszego hipotetycznego Michała, bo chciałem jeszcze zapytać o feedback. Powiedzmy tak, no dobra  ten Michał się przestał spóźniać. Empatycznie do niego podszedłem albo przychodzi później, bo tak się umówiliśmy no i poszedł tam nagrać jakiś materiał. No i ten materiał był jakiś sobie, tak sobie go nagrał i ja go teraz muszę zmontować i siedzę nad nim i jest takie nieładne powiedzenie, montażyści mówią, że rzeźbie w mhh, jeżeli dostaniemy zły materiał i musimy długo nad nim siedzieć. Więc ja sobie rzeźbie, rzeźbie, rzeźbie i myślę sobie o tym Michale: o jejku Michale jaki ja jestem wobec Ciebie zdenerwowany z twojej osoby, postawy nieprofesjonalnej zdenerwowany i teraz zaraz do Ciebie zadzwonię i muszę Ci przekazać feedback pod tytułem zrypałeś robotę. Jak to można zrobić? Ja wiem, ze feedback to jest temat na odzdzielony doktorat,a  nie krótkę rozmowę. Natomiast w jaki sposób, jakie są takie dobre praktyki, żeby coś takiego powiedzieć, tak żeby ten Michał zmienił swoje postępowanie następnym razem, żeby się może nie obraził, żeby nie wiem, nie popadł w jakiś straszliwy smutek i żal, i chciał dalej ze mną pracować.

    K.L: To w NVC nie tylko w NVC, bo w takich, powiedzmy, nazwijmy to, najnowszych książkach, czy nurtach o feedbacku, to podstawowe pytanie jakie osoba, która chciałby udzielić feedbacku, powinna sobie zadać, dlaczego chce go udzielić i jeśli odpowiedź jest, bo chcę, żeby się Michał rozwinął i robił te rzeczy po prostu, jak nazwijmy to w cudzysłowiu, jak dobry montażysta, cokolwiek to znaczy, Dobry, miał określone umiejętności i dla jego rozwoju chcę to powiedzieć, to jest to feedback. NAtomiast, jeśli chce go zrypać za to, że tak długo pracuję przez niego, to może jest już mniejszy feedback, więc takie, naczy to nie mniejszy feedback, to nie jest feedback. Oczywiście, kiedy te rzeczy można powiedzieć w jakiś sposób i pierwszym krokiem, który zachęcam Cię, żebyś zrobił to jest przede wszystkim zadzwonienie i zapytanie Michała, bo swoimi słowami, ale mniej więcej, czy dzisiaj jest dobry moment, żeby pogadać o tym ostatnim filmie, który robiłeś, czy na przykład, nie tylko, że masz czas, ale to w nawiasie jest trochę, czy masz dzisiaj nastawienie, motywację do posłuchania o tym filmie. I teraz ja mogę zasugerować, że to chodzi o film, który nagrałeś, nie wiem jakie macie kryteria nagrywania filmu, ale powiedzmy, że w pośpiechu u ostatniego klienta, czy tam na jakimś wydarzeniu, no i chciałbym o tym pogadać i on mniej więcej już będzie wiedział, że to, myślę, że ludzie jakby sami wiedzą często, że coś popsuli lub nie. Może nie właśnie dokładnie wszystko, ale jednak wiedzą. Jakby będzie wiedział, że to chodzi o film, który właśnie nagrywał w pośpiechu i chyba coś nie wyszło, i on może ci po prostu powiedzieć otwarcie i szczerze: słuchaj Janusz ja dzisiaj naprawdę nie ma głowy do tego, czy możemy pogadać jutro? I pierwszym krokiem jest to, że jeżeli zadajesz pytania typu, czy masz na to czas i on Ci mówi nie. Zgódź się na to, że on odpowiedział nie, ale może Ci odpowiedzieć: tak, jasne, możemy o tym pogadać i taki początek jest bardzo podobny do tych innych komunikatów, o których dzisiaj rozmawialiśmy. Tylko to powiedz, co się wydarzyło na przykład dostałeś dzisiaj rano nagranie od niego albo i w tym nagraniu było to i to, albo że na przykład: od czterech godzin, od ośmiu godzin montujesz ten film i to jest fakt. Po prostu są fakty, przedstaw to, jaki to ma na ciebie wpływ, czyli w związku z tym, nie wiem, musiałem powiedzieć żonie, że dzisiaj się nie zajmę dzieckiem albo musiałem zadzwonić do klienta przesunąć moją. Po prostu wytłumaczyć się klientowi, że nie dam rady na za dwa dni tego zrobić, tylko potrzebuję więcej czasu albo musiałem obniżyć mu cenę, cokolwiek tam się wydarzyło w konsekwencji, że tak powiem. W efekcie, bo w konsekwencji może nie, bo w efekcie to i to się wydarzyło, różnych rzeczy to może dotyczyć: Ciebie, że jesteś zdenerwowany i w sumie nie wiesz, w co ręce włożyć. No i potem powiedz po prostu, o co prosisz następnym razem. Bardzo dużo teraz mówi się, nie tyle o feedbacku, tyle o feedforward, czyli takim można powiedzieć, to tłumaczy się na karmienie do przodu, jak nie za coś ci mówię za coś, tylko co w związku tym się wydarzyło chciałbym, żebyśmy zbudowali w naszej relacji biznesowej, zawodowej, czyli o co cię proszę na przyszłość, bo już teraz nie naprawie przeszłości. Ty już nie nakręcisz tego filmu drugi raz, to wydarzenie, te eventy się już nie wydarzą, on się już stał, więc nie ma co też do końca gdybać, jakie to jest beznadziejne albo nie możemy tego nagrać ponownie, bo to już się wydarzyło. Natomiast, możemy, mozesz konkretnie powiedzieć czegoś oczekujesz, o co prosisz w przyszłości albo możesz zapytać, znowu pojawia się pytanie o opcje oczywiście. Jakiej formy wsparcia Michał potrzebujesz w przyszłości, co byś chciał jeszcze, nie wiem, który aspekt, przepraszam, że tak mówię, trochę jak laik. Który aspekt nagrywania jest jeszcze dla Ciebie do zgłębienie, tam jeszcze do przećwiczenia, bo może jest jeszcze coś, co może ja na przykład zauważyłem, że to i to, a może Ty widzisz coś innego, że warto byłoby, żebyś jeszcze przećwiczył. Może to była kwestia czasu, pośpiech, nie wiem , event trwał 8 godzin, a Ty poszedłeś tam na 2 godziny i nagrało się tyle i tyle. Czy możesz, możemy się umówić, że jak event trwa 8 godzin to jesteś dostępny 8 godzin albo jesteś dostępny na początek i na koniec eventu, jeżeli to jest na przykład taka jest umowa z klientem, ze takie rzeczy się mają znaleźć w filmie, więc po prostu wychodzimy z takiej inicjatywy, że chcemy powiedzieć coś niefajnego, trudnego, może niekomfortowego dla tej osoby, czy ma na to dzisiaj energię i czas. Ja to mówię swoimi słowami, ty oczywiście możesz powiedzieć po prostu: Hej Michał, chce pogadać o tym filmie, naprawdę mi zależy, czy Ty masz dzisiaj możliwość pogadać albo czy masz ochotę, albo cokolwiek innego, a kończymy to też takim pytaniem. Jeżeli dajemy konkretny pomysł: słuchaj Michał chciałbym żebyś to i to, to też możemy tutaj zaangażować drugą osobę w tę dyskusję, bo bez zaangażowania nie wiemy, czy feedback dotarł. Co ty na to po prostu na końcu, co ty na ten mój pomysł, że będziesz tak robił albo jak to widzisz w przyszłości albo, co byś chciał zmienić w tym moim pomyśle. Po prostu zaangażowanie ludzi w rozmowę, w wymyślanie pomysłów też w takim nurcie te wszystkie nurty związane z, no choćby turkusowymi organizacjami, takimi organizacjami organizującymi się w różnych nurtach oczywiście mówią o tym, że angażujemy ludzi w rozwiązania, angażujemy ludzi w rozwiąznia, też dajmy im wolność wyboru. Czyli z jednej strony mówimy, co nam się podoba lub, co nam się nie podoba, ale też dajemy im przestrzeń, że oni też na tyle są, mają wiedzę na temat swojej pracy, że mogą po prostu wymyślić te rozwiązania i one zresztą mogą nam się podobać lub nie podobać, ale chcemy żeby z taką inicjatywą, że chcemy, żeby ludziom się chciało pracować, a chce się ludziom pracować jeśli mają wpływ na swoją pracę, więc na przykład są pytani na koniec feedbacku, co ty na to, co ty na ten pomysł?

    J.P.: Takie mam wrażenie po tej rozmowie, że te wszystkie rzeczy, o których mówisz, takich biznesowych, że one się totalnie przekładają na w ogóle każdy rodzaj komunikacji, bo te same narzędzie można zastosować w rozmowie prywatnej jak na przykład, nie wiem, ktoś mnie pozmywał naczyń i czas z tą osobą porozmawiać, dlaczego tego nie zrobiła, chociaż to jest obowiązek, bo tak się podzieliliśmy itd, nie? Więc tak naprawdę takie szkolenia, szkolenia z komunikacji biznesowej, no myślę, że mogą niejedno małżeństwo uratować.

    K.L.: Wiesz co, ja prowadzę szkolenia, które się nazywają empatyczny lider, uważna komunikacja w biznesie, empatia w biznesie. Natomiast, jest wielu trenerów którzy prowadzą te szkolenie dla rodziców na przykład albo dla partnerów, dla osób, które szukają sposobu na lepszą relację. Takich akurat trenerów jest, specjalizujących się w rodzinnym no szkolno, dziecięcych tematach jest o wiele więcej niż biznesowych. Natomiast, nie stanowi dla mnie żadnej przeszkody, żeby rozmawiać też o case’ach osób z biznesu, o case’ach z domu. Natomiast, jeśli chodzi o szkolenia to dedykuje bardziej zespołom i biznesom. Tutaj bardzo lubię ten aspekt komunikacji i uważam, że tutaj też się dzieje życie, które można jakościowo komunikacyjnie usprawnić polepszyć, ale tak masz rację. To co teraz powiedziałam wszystko, jak zaaplikujemy w rozmowę o wakacjach, w rozmowę o zmywaniu naczyń, o odbieraniu dziecka z przedszkola, czy o wspólnym wieczorze, którego dawno nie było, to jak najbardziej ma też zastosowanie.

    J.P.: To powiedz jeszcze tak na koniec, gdzie Cie możemy znaleźć w tak zwanych internetach, gdyby ktoś się chciał skontaktować, zamówić może jakieś szkolenie, to gdzie Cię namierzyć?

    K.L.: Ja serdecznie zapraszam na Linkedin Kamila Lachowicz, tam jestem, też jestem aktywna, można obserwować, czytać o empatii, o biznesie, o zespołach, a jeśli chodzi o facebooka to prowadzę profil na facebooku i instagramie po prostu Empatia w Biznesie. Tak się nazywa mój profil i tam też jest kontakt do mnie, numer telefonu i mail.

    J.P.: Super, to ja Ci bardzo dziękuję za rozmowę. Bardzo mi było miło dowiedzieć się, jak ma krzyczeć na pracowników. Oczywiście dużo hiperbol dzisiaj używam, jestem bardzo miłym człowiekiem, więc bardzo fajnie, że się dowiedziałem, jak to robić, myślę, że dla wszystkich słuchaczy, może dla wszystkich słuchaczy, którzy mają jakieś takie powiedzmy relacje biznesowe, znalazło się dużo rozwiązań i dla wszystkich słuchaczy, którzy mają jakieś relacje prywatne, a wszyscy jakieś mamy. Może się dowiedzieli, jak komunikować, żeby zmywać naczynia.

    K.L.: Dzięki Janusz za zaproszenie i za ciekawe pytania i do zobaczenia.

    J.P.: Super, jeszcze raz wielkie dzięki za rozmowę.

    K.L.: Dzięki.

    J.P.: Wszystkie linki, o których mówiła Kamila są oczywiście w opisie tego odcinka, a my widzimy się jak zawsze już w przyszłym tygodniu w środę o godzinie 10. Do zobaczenia!

  • Jak działa ludzki mózg? Szkolenia ze skutecznej komunikacji online – Zdalnie o onlajnie #047

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak szybko przystosować swoją firmę do nowej sytuacji?
    ➡️ Czy da się utrzymać wysoki poziom koncentracji u odbiorcy przez długi czas?
    ➡️ Czy praca zdalna będzie kolejnym benefitem niczym „owocowe czwartki”?
    ➡️ Co czeka branżę szkoleń w przyszłości?
    ➡️ I co z tym wszystkim ma wspólnego działanie naszego mózgu? Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Wojciech Mendyka – założyciel Meaning Makers – firmy szkoleniowej, która uczy jak zrozumieć i trafiać do mózgu odbiorcy.

    Profil na LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/company/meaningmakers/
    Strona Meaning Makers:
    https://meaningmakers.eu/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Transkrypcja odcinka:

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Wojciech Mendyka. Wojtek jest założycielem firmy Meaning Makers. Jest to firma szkoleniowa, która uczy jak zrozumieć, jak trafić do mózgu odbiorcy i no ma szerokie doświadczenie, bo w 25 krajach szkolenia już się odbywały. Cześć Wojtku.

    Wojciech Mendyka: Cześć, witaj, dzięki za zaproszenie.

    J.P.: Opowiedz coś więcej o swojej działalności. Czym się zajmujesz, kim jest Meaning Maker?

    W.M.: No Meaning Maker przede wszystkim jest to ktoś kto komunikuje się z sensem, samo w nazwie to jest zawarte, mam nadzieje. Czyli ktoś kto potrafi zakomunikować wartość tego co ma do przekazania, produktu, oferty, w rozmowie, w prezentacji, w negocjacjach. A czemu potrafi to zrobić? Bo jest w stanie to zrobić, bo cały element. Bo rozumie trochę tego, czyli rozumie jak jego mózg działa, ale też rozumie jak działa mózg odbiorcy po drugiej stronie i jest w stanie podjąć odpowiednie działania, konkretne kroki, żeby uzyskać rezultaty takie na jakich mu zależy.

    J.P.: Będziemy dzisiaj trochę rozmawiać na temat właśnie tego w jaki sposób można to zrobić. Oczywiście pokrótce no bo to jest temat na co najmniej wielogodzinne szkolenie. Więc tylko tak napomkniemy. Natomiast no jakby jesteśmy w sytuacji takiej w jakiej jesteśmy, pandemicznej. Różne firmy miały różne doświadczenia z tym związane, niektóre wystrzeliły w kosmos, jeżeli chodzi o ich przychody, no niektóre nieco gorzej. Jak to wyglądało u Was? Jak to wyglądało u Ciebie? No branża szkoleniowa nie miała najlepszej passy w zeszłym roku, ale z drugiej strony wiem, że dużo działałeś w takich szkoleniach online, więc powiedz jak to suma sumarum z perspektywy czasu jak to u Ciebie wyglądało?

    W.M.: No tak naprawdę u nas z perspektywy czasu wyglądało to bardzo dobrze. Nawet patrzyłem ostatnio jakby na kwestie przychodów, są bardzo podobne w tym roku i zeszłym. Biorąc pod uwagę sytuację uważam za, znaczy w zeszłym roku i w rok poprzedni, czyli 2019, 2020, ale jednocześnie przy znacznie niższych kosztach, więc to co się udało wypracować zainwestowaliśmy w nowych pracowników, w nowe produkty o których niedługo usłyszycie. To też ja jestem bardzo zadowolony. Jak sobie poradziła cała branża szkoleniowa to taki deck cleaner nie jest w stanie się wypowiedzieć, bo specjalnie też nie śledzę branży szkoleniowej, muszę przyznać się do tego. Jest ku temu kilka powodów. Jeden z nich jest taki, że raz że nie chcemy się za bardzo sugerować tym co robią inni, bo szczerze uważamy, że robimy coś inaczej i chcemy dalej robić to inaczej i idziemy swoją ścieżką. No a druga kwestia, to też są moje inspiracje, moi mentorzy jakkolwiek to nie pretensjonalnie nie zabrzmi. Nie ma ich w Polsce tylko są gdzieś dalej, więc nie śledzę, nie wiem do końca, ale wydaje mi się tak jak mówisz firmy, które się przystosowały były w stanie przenieść. Przenieść to co robią do świata wirtualnego. Poradziły sobie dobrze. No u nas tak naprawdę było, sytuacja była, wyglądała w ten sposób, że że przez to, myślę że przez decyzję podjętą wiele lat temu, że nie szkolimy, nie skupiamy się na tym, żeby było, żeby dać wiesz pięćdziesiąt narzędzi, czterdzieści kulek pointów na każdy temat, nie skupiamy się tylko na tym, żeby dać bardzo dużo takich drobnych rzeczy, które się w jakąś całość wspierają, ale one się łączą tylko nazwą szkolenia. Tylko skupiamy się na dużych tematach, czyli jak działa ludzki mózg, jak do niego trafić, jak to wykorzystać no i zmienił się kontekst. Tak, pandemia uderzyła. Również niespodzianką dla mnie to było. Nie jestem wizjonerem, nie przewidziałem tego, ale fakt, że skupiamy się na tych dużych tematach, zmieniliśmy metody, natomiast cały ten mindset i nasze nastawienie pozostało i te duże tematy, których uczymy, więc przystosowaliśmy się, się fajnie. Dla mnie oczywiście pomijając całą tragedię i dla wielu osób i firm wiem, że to było ciężkie. Z czysto biznesowego punktu widzenia ja dobrze wspominam zeszły rok. 

    J.P.: Ale właśnie mówisz też, że cię pandemia zaskoczyła. Jaka była jakby twoja pierwsza reakcja i w jaki sposób udało się zrobić to co się udało zrobić, czyli no, nie stracić większości przychodów tylko przestawić się na ten tryb, tryb powiedzmy nieco odmienny od tego co znamy na co dzień? Wy już robiliście wcześniej jakieś szkolenia online, czy to było dopiero teraz takie pierwsze doświadczenie? Jakby kiedy to się zaczęło?

    W.M.: No tu się śmieje, bo już mówiłem paru osobom. Gdybyś mnie zapytał na przykład koniec 2019 tak dobrze liczę? Koniec 2019 nawet początek 2020 gdybyś mnie zapytał czy można zrobić dobre szkolenie online to myślę, że bym kręcił nosem. Sam byłem status quo. Status quo i to jak jak łatwo nasz mózg wpędza się w status quo, czyli w pewny zastany stan, trudno nam o jakąś zmianę. Po prostu powtarzamy pewne rzeczy, ja też w tym byłem, tak? I naprawdę mnie to zaskoczyło bardzo. Te pierwsze miesiące były takim, no dla wszystkich, tak?  Dużym uderzeniem kreatywności, myślenia, jak to ma wyglądać, też przełamywania się do nowych form, nawet do tych których dzisiaj mamy. Wymyślania nowych sposobów na dotarcie naszymi ideami, żeby się utrzymały, bo dla mnie zawsze jest ważna spójność. Meaning Makers nigdy nie będzie firmą, która będzie szkolić z Excela na przykład, tak? Tylko skupiamy się na tym na czym się znamy, czyli właśnie jak trafić w różnych płaszczyznach i kontekstach tą komunikacją ludzkiego mózgu, więc to było trudne, ale szybko pojawił się pierwszy klient, który miał takie oczekiwania, żeby ich teraz tego nauczyć. Zrobiliśmy dla niego projekt szkoleniowy i potem już się potoczyło, bo dopracowaliśmy go, kilka projektów pod rząd, no i później zaoferowaliśmy to wszystkim i chwyciło. Dla mnie też, dla mnie to było super, bo i ostatni rok był pod tym względem super, że tak naprawdę, nie wiem miałem pewnie ze sto dni szkoleniowych online w 2020 i 80% z nich dotyczyło tego jak robić dobry online. Jak robić dobry wirtualny przekaz online. Więc w moim wypadku jest taka podwójna rola, bo nie dość, że uczę ludzi tego jak robić to dobrze wirtualnie to jeszcze w tym momencie muszę sam, sobą, ideami mean makers, pokazać, że sam je stosuje. No to oczywiście robimy, bo to jest jeden z większych takich naszych wyróżników i tego z czego ja jest bardzo dumny. No i dla mnie to jest super, jeśli ktoś mi później powie po 2-dniowym szkoleniu, że on widzi wszystkie te elementy zastosowane, więc pod tym kontem to naprawdę bardzo ciekawie, ale wszystko się zaczęło oczywiście od szoku i takiego, lekkiej niepewności co ja zrobię bez recheardów, bez markerów na sali i bez karteczek, ale.. Zresztą się bardzo rozwinąłem przez to i firma też tak naprawdę i wiem że jeśli teraz wrócimy, a wrócimy, bo to już się zaczyna, na salę to zabiorę ze sobą bardzo wiele rzeczy z onlajna, jakby ktoś pewnie powiedział. Zabiorę bardzo wiele z nich na salę. Takich odkryć moich osobistych, osobistego rozwoju jako trenera, jako firmy szkoleniowej.

    J.P.: A jako taka osoba z doświadczeniem teraz zarówno już w tych szkoleniach offlajnowych nazwijmy to i onlajnowych jakby co, czym się różnią takie wystąpienia powiedzmy? Czy jakby te narzędzia one są podobne jak je się dostosowuje do tej formy wideokonferencji powiedzmy czy jakby stosuje się jakieś całkiem inne triki, nie wiem, no bo, gdzieś tam byłem na jakiś szkoleniach różnych i tak dalej, tam są te jakieś, już nie mówię o takich docieraniu do mózgu tylko takich normalnych rzeczach, że tam jest jakaś integracja na początku, potem coś tam, potem coś tam, jest dużo takich elementów, które zawsze się gdzieś tam powtarzają. Już nie mówię o rzucaniu piłeczki i mówieniu imion swoich, tylko inne jakieś takie ćwiczenie. I wydaje mi się, że jakby przez, przy takich całodziennych na przykład szkoleniach, które nie odbywają się na sali w takim bezpośrednim kontakcie utrzymanie tego akceptowalnego poziomu skoncentrowania się uczestników jest no cholernie trudne.  

    W.M.: No ładnie to powiedziałeś. Generalnie poziom skoncentrowania uczestników to jeden z kluczowych obszarów tak naprawdę tych którymi my się zajmujemy, tak? Pod kątem właśnie pracy mózgu i jak do tego doprowadzić, ale pytałeś jakie są różnice tak to rozumiem, jakie są różnice. Jest tam jedna rzecz wspólna i od tego w ogóle musimy zacząć i to jest, to co tam stoi, leży na półce. Bo sama osoba, tak samo ty siedząc na sali, załóżmy na szkoleniu moim, kogoś innego, siedząc na sali w 2019, siedząc w online w 2020, bo jeszcze się rozwinąłeś do tego czasu, rozwijasz się cały czas jak my wszyscy, masz ten sam mózg, nadal masz ten mózg i ten mózg podejmuje decyzje czy się zaangażować, zainteresować, czy ma coś zapamiętać. On tak sam podejmuje te decyzje, tylko ma tutaj. Pojawia się teraz ściana w postaci ekranu, pewnych zmian, jakby tak na szybko miał kilka głównych różnic podać to one są bardziej z tym jak my ten przekaz musimy sformułować. Na przykład z czego to wynika: konkurencja online, zdalnie mamy znacznie większą konkurencję o uwagę. Dobrze to rozumiem? No jeśli wrzucę cię na salę, posadzę cię w biurku albo w ławce z kimś, nie masz zbyt, okej masz ograniczone pole, oczywiście możesz się totalnie nie zignorować, ale masz trochę ograniczone pole tej dystrakcji. W sali konferencyjnej dosyć często to były przypadki działów handlowych, klientów naszych, okej jakby nie kontrolujemy tego klienta. Normalnie byliśmy w tej sali konferencyjnej, była jakaś interakcja, jakiś społeczny kontrakt, który wymusza, że patrzę na ciebie jak z tobą rozmawiam. No a teraz oni siedzą, nie wiem czy klient nie ma z tyłu włączonego na przykład telewizora z netflixem w czasie gdy rozmawia ze mną i ma włączoną kamerą na przykład tak? Więc ta konkurencja o uwagę to jest gigantyczny temat i po prostu myślę, że już jak ktoś sobie wcześniej nie radził w realu z tym jak, jak utrzymywać uwagę, tylko liczył na jakieś szczęście. To w wirtualu, to już moim zdaniem to totalnie się spało. Bo tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym i trzeba też wiedzieć co się robi, trzeba to świadomie robić i trzymać tą uwagę. Sama informacja nigdy nie wystarczała moimi zdaniem już wcześniej upadał taki autorytet ekspertów, którzy powiem co wiem i uważajcie mam wiedze. Wiedza nie wystarczy, trzeba też wiedzieć jak to zrobić.To jest taka pierwsza różnica. Też trudniej jest kontrast zbudować. Wyobraź sobie, wchodzisz na Zooma, na Teamsa i masz x jakiś spotkań dziennie tak i jak to wygląda za każdym razem? No tak samo, wchodzisz, masz ten ul okienek. Wszystko jest takie samo i to jest twoje spotkanie. Ktoś wchodzi na twoje spotkanie, na twoją prezentacje i nie ma tego kontrastu. Spotkalibyście się w realu, byłoby inaczej, tutaj jakaś inna sala, tu jestem Janusz, tak? Jakoś zupełnie inaczej, a nagle jest bardzo obniżony ten kontrast i to jest ogromna kwestia, żeby budować te mikro, makro kontrasty w przekazie, żeby to się wyróżniło. Bo jak mam trzydzieści spotkań wirtualnych tygodniowo to ja nie zapamiętam nic z twojego, ani że się odbyło tak samo dokładnie jak inne. I też w ogóle cały mental się powinien zmienić. Przez mental rozumiem podejście mentalne. Znowu, okej nie widzę tych ludzi często, może część z nich ma wyłączone kamery, może to nie są złe intencje, tylko po prostu nie mogą z jakiegoś powodu włączyć kamer, ale nasz mindset powinien się zmienić z mindsetu. Będę na nich patrzeć, żeby przynajmniej wymusić na nich tą uwagę. Co często się na sali udaje. Korzystają z takiej litości trochę, odbiorców, którzy dobrze spojrzą, pokiwają głowami tak, tak ciekawe, dziękujemy i tak dalej. A tutaj po prostu mogą cię totalnie, mówiąc no… zignorować, nie będę używał innych słów. My musimy zmienić nastawienie, musimy robić przekaz od razu, który jest skupiony na tym, żeby tę uwagę złapać i utrzymać i nawet jak Ci ludzie będą mieli wyłączone kamery to nadal powinno się dziać coś co ich zainteresuje naturalnie, po czym się przekonamy na końcu, że oni tak uważali. Versus ktoś wyłącza kamerę, odpala netflixa, bo ja sobie mówię o swoich rzeczach, które są ważne dla mnie i chciałem je przekazać. To są takie największe zmiany, czyli ta duża konkurencja, dystrakcje, trudność wyróżnienia, no i ten w ogóle inny mindset musi być do przekazu wirtualnego. 

    J.P.: A powiedz, jakby bo ja się tak zastanawiam, bo ja też zacząłem wykładać na Uniwersytecie w zeszłym roku i odbyły się tylko jedne zajęcia. Słucham? 

    W.M.: Gratuluję!

    J.P.: A dziękuje. Odbyły się tylko jedne zajęcia stacjonarne przed którymi miałem oczywiście ogromną tremę, bo to było, jakby prowadziłem jakieś szkolenia filmowe wcześniej, natomiast no to jednak Uniwerystet i tak dalej. To jest moja almamater i tak no czułem, czułem taką tremę przed tym pierwszym spotkaniem i zaraz potem się zaczęły szkolenia online. W sensie zajęcia online, co z jednej strony właśnie było ciekawe, ale z drugiej strony jak już ponad rok, no już rok prowadzę te zajęcia online to mam takie wrażenie, że jakby chociaż jestem wielkim fanem i zdalnej nauki i zdalnej pracy i wszystkiego zdalnie. Ja mógłbym tylko, tylko nie wiem, tylko na piwo chodzić ze znajomymi, nie zdalnie. A całą resztę ogólnie zdalnie robić. To po roku takiej pracy czuję jednak, no jest to o wiele trudniejsze dla mnie z punktu widzenia tam osoby, która wykłada, niż to było gdy była taka relacja, no jakby bezpośrednia. I to jest na przykład o wiele bardziej męczące, w sensie ja na przykład…

    W.M.: Online? Online jest dla ciebie męczące?

    J.P.: Tak, pomimo tego, że nie muszę dojechać na miejsce, pomimo tego, że nie muszę, ja też prowadzę tam takie rzeczy bardziej warsztatowe, więc ja… Męczące jest też to, że ja muszę wymyślić coś, żeby Ci studenci zrobili coś praktycznego, ale mnie tam nie ma albo nie ma tego sprzętu, który bym im tam przywiózł i pokazał, albo nie ma czegoś tam. Więc jakby pomijając już przygotowanie do tych zajęć, że ono jest totalnie bardziej męczące, bo trzeba być bardzo kreatywnym, żeby to miało ręce i nogi i żeby oni tam nie zasnęli przy tych tych, przy tych zajęciach no to z drugiej strony po takim roku ja naprawdę tylko czekam, żeby już wszyscy się zaszczepili i żeby był wreszcie normalny, normalny tryb, bo już po prostu… Pomimo tego, że jestem wielkim fanem nauki zdalnej. Więc tak zastanawiam się jak bardzo to musi być męczące dla innych osób, które na przykład już od początku nie lubiły tej nauki zdalnej. No więc tak…

    W.M.: No wiesz co, wiesz co tak słucham, wiem że to w sumie nie było pytanie, ale tak zacząłeś o tym mówić.To też jest jeden taki z dużych punktów o których myślę często, że wiele osób mimo tego roku nie ogarnęło jeszcze tego jaka to może być przewaga, żeby dobrze coś zrobić online. To jest gigantyczna przewaga, gdyż kilka case’ów, nie wiem dział sprzedaży, który nigdy się nie mógł dostać do jakiegoś klienta i ten klient “yhy nie proszę nie przyjeżdżać, nie mam teraz tyle czasu”, ale może zgodziliby się na trzydzieści minut na Zoomie, może by się zgodzili na to nie? I to jest twój filtr. Twoje pierwsze wejście. I to co ty zrobisz przez te trzydzieści minut na tym Zoomie, to może zaważyć o wszystkim. No jak wyjdziesz, odpalisz sto slajdów, wyłączysz kamerę, coś tam będziesz ględził do siebie, czytając te slajdy i tak dalej, i tak dalej. No to, to nie wiem być może potwierdzisz ich przekonanie, że to była strata czasu. Nawet jak masz fajny kontent, fajny produkt i tak dalej. Moim zdaniem gigantyczny, gigantyczny obszar do wyróżnienia dla firm, dla ekspertów, dla liderów. Właśnie to, żeby dobrze zrobić przekaz wirtualny. Jest bardziej męczący, ja wiem? Na pewno przygotowanie jest. Myślę, że wiele osób upadło trochę, rozpadło się na tym, że faktycznie trzeba się…

    J.P.: Przygotować?

    W.M.: …Te rzeczy. Nie ma tak dużo przypadków. Na sali to wiadomo trzeba się przejść, jakiś żart wleci, czy tu jakiś suchar się uda haha wszyscy się pośmieją. Kawa w przerwach też pomaga, bo zawsze można… Jakby nawet jak zajęcia są beznadziejne to i tak spotkasz się ze znajomymi i ogólny obraz nie będzie taki tragiczny nie? A tutaj jednak jest duża odpowiedzialność na prowadzącym, żeby to poprowadził. No i jest pytanie czy chcesz wziąć tę odpowiedzialność, jak ze wszystkim. Bierzesz tę odpowiedzialność jak ze wszystkim w życiu, nie? Czyli bierzesz na siebie odpowiedzialność, wiesz jak zrobić pewne rzeczy. Trzeba się gigantycznie wyróżnić, gigantycznie. I ja nie ukrywam jestem beneficjentem tego co się działo w zeszłym roku, po prostu przez sam kontrast tego jak my pewne rzeczy robimy, jak szkolimy. Nie mówiąc już nawet o zajęciach ze studentami, które też prowadzę. Jakby nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie chciałbym tutaj wchodzić na niebezpieczną ścieżkę porównywania się. No ale wiem jak to wyglądało i w niektórych sytuacjach na przykład online odbyły się tylko moje zajęcia, a potem nie odbyły się żadne zajęcia już w ogóle, bo wszyscy czekają już na koniec pandemii, bo, no bo po prostu tak te reszte już zajęć nie do końca, nie do końca, nie do końca to był Meaning Maker, jeśli mogę tak powiedzieć, więc naprawdę totalna przewaga, gigantyczna no i pytanie czy chcemy ją wykorzystać czy nie? A teraz już w ogóle będziemy mieli, teraz mamy wielki powrót, tak? Znaczy exodus online. Teraz wszyscy otworzyli ogródki, można, super, lecimy, integracja, szkolenia, super. Ja i tak jestem przekonany, że ten element tego wirtualu nigdy nie zniknie. Nowe hasło hybryda, tak? Bo po prostu no. To jest ta przyszłość, nie? 

    J.P.: No właśnie przeszedłeś do mojego następnego pytania. Czy twoim zdaniem jakby ten udział, jakby mówisz, że hybryda, ale w momencie w którym załóżmy mamy jakiś, no zarówno konferencje, jak i szkolenia, no był jakiś tam udział, nie wiem może 10%, może 5% tych szkoleń online. Później nagle z tego się zrobiło 80, 90, bo też nie było innych możliwości. Jak myślisz jak to będzie wyglądało, wyglądało no powiedzmy w przyszłym roku jak już, no mam nadzieję już sytuacja się unormuje w przyszłych, dalszych latach? Czy to będzie, czy ludzie się w tym onlajnie zakochają, dlatego że nie trzeba jechać gdzieś tam i załatwiać noclegu, czy na przykład szefowie stwierdzą, że kurczę to jest zdecydowanie lepsze pod względem takim ekonomicznym, bo nie wysyłamy na szkolenie trzydziestu osób i nie płacimy im hotelu i oni skupiają się na tym, żeby się czegoś nauczyć, a nie na tym, żeby na after party sobie… się zintegrować delikatnie mówiąc? No, jakby jak twoim zdaniem może to wyglądać? 

    W.M.: To jest pytanie, nie tylko my się nad tym zastanawiamy pewnie. W tym momencie to jest przełomowy moment, bo znowu mamy wielką zmianę i jest taki wielki punkt przełomu, tak? Punkt przełomu co się, w ogóle trzeba, trzeba wymyślić nowy sposób na życie. Czyli w tę stronę wirtualną, a teraz Ci, którzy myślą sprytnie i widzą co się dzieje, jakby wiedzą, że będzie, no będzie takie odbicie, tak? Będzie, będzie odbicie bardzo mocne. Byliśmy w jednej ekstremie, teraz naturalnie dla nas jest, mózg tak działa, że lubi iść w ekstremę, mocne kontrasty. Więc byliśmy bardzo długo zamknięci w wirtualu, nie można było nic robić. Nawet jak chciałeś to nie mogłeś się spotkać. Teraz będzie bardzo taki mocny push w stronę tego żeby się spotkać. To jest okej, to jest naturalne, super. Też na to czekam. Też już mieliśmy takie, też mieliśmy szkolenia na sali, było super. Poczułem taką energię, której dawno już nie czułem. To było coś innego. Więc na pewno, ale z drugiej strony jak o tym rozmawiam właśnie…Też rozmawiam z trenerami, kolegami z innych krajów, którzy też pracują non stop z dużymi firmami i jak oni to widzą, jakie są trendy, co oni czują? Najczęściej pojawia się motyw, teraz będziemy mieli wielkie odbicie, a potem jak to w życiu ta guma trochę wróci i to gdzieś się zbalansuje i stąd ten motyw tej hybrydy. Tego że będzie trochę tak, trochę tak. No nie ma powrotu, no. Jakby nie ma powrotu. Podam Ci taki case ze stycznia, to jest nasz case. Jakby no po prostu, jak na tacy pokazuje zalety, już nie pomijam firmy szkoleniowe, ale w ogóle wszystkich, tak? Pracowaliśmy, mieliśmy pracować z jedną firmą, projekt dla dużej firmy międzynarodowej, ale zlokalizowanej tu we Wrocławiu. Tu jestem w Warszawie teraz. Ale zlokalizowanej tu we Wrocławiu, bo jestem z Wrocławia, także serce wiadomo gdzie jest. I początkowo miał być to projekt dla ludzi w Polsce. Potem nagle się okazało, że im się podoba ta idea. Było to szkolenie właśnie z wirtuala, jak to robić dobrze, więc oczywiście temat totalnie na czasie jeszcze nadal i będzie. I okazało się, że oni mają pod sobą teamy też w Stanach i w Azji. Nagle się okazało, że z projektu, który miał być na polskę, szkoliliśmy tę firmę na trzech kontynentach. No i teraz, wiem, wiem, że mnie lubisz, wiem, że masz wysokie zdanie na temat Meaning Makers. No ale to jest… Musisz sam się zastanowić, czy tak łatwo by do tego doszło, gdyby musieli mnie wysłać do Stanów, do Hongkongu i z powrotem, zrobić te dwie grupy, wciągać tych ludzi do hoteli i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej? Że tak łatwo, by im poszło przejście, rozbudowanie tego projektu, rozwinięcie tego projektu? No nie. To miało największą szansę właśnie przez to, że to było de facto zero kosztowo, to totalnie zero kosztowo pod kątem… Poza czasem oczywiście, no i, żeby nie było, że charytatywnie, ale mówię o dodatkowych kosztach związanych z logistyką. To się odbyło, więc… I takich szans będzie więcej, będzie cała masa, ja nie mam złudzeń, że jest cała masa firm, która zrozumiała też i nie chce się narazić… Ale właściwie, co mi tam. Zrozumiała, że cała masa szkoleń tak naprawdę nic ze sobą niesie. Poza tym, że się spotykamy i można się, można wiadomo się zintegrować. To jest super, ale ja mówię, ja się skupiam na tej merytorycznej wartości. Jak to jest dobre, nie? Że, że firmy nie płacą za to, że będzie fajnie, bo są drinki później wieczorem w hotelu. Można się spotkać. To jest, płacą też za to. I to jest zasługa integracji, ale ten kontent, ten materiał naprawdę jest tak dobry, nie? Że dla niego musimy się spotkać. Wydaje mi się, że dla wielu ta odpowiedź po tym roku będzie, że nie. Bo okazało się, że nie jest po prostu, więc to jest też kwestia tego jaki masz materiał i, i trochę poleciałem tutaj z tą odpowiedzią. Ale jeszcze chciałem dodać Polskę w tym wszystkim, bo myślę, że u nas trochę… U nas jednak trochę bardziej będzie, na pewno będzie ten, będzie ciągnąć te firmy i zarządy w stronę tego, do biura, do biura. No jakby stopień zaufania pracodawcy do pracownika w Polsce nie jest bardzo wysoki, tak? Więc myślę że wielu szefów będzie spało spokojnie wiedząc, że może zaciągnąć tych ludzi znowu do biura. To się oczywiście nie będzie dotyczyć wszystkich, bo są firmy, które zawsze były online, a niektóre będą pół na pół, ale wydaje mi się, że, że w Polsce jest trochę bardziej, ale nadal ten aspekt wirtualny będzie mocny, bo też wydaje mi się, że rynek po prostu nie zostawi wyboru niektórym. A zwłaszcza w kontekście komunikacji zewnętrznej, czyli na przykład jeśli ty jesteś moim klientem, jesteś w firmie, która daje Ci dwa dni home office, tak? Ja jestem, ja mam się  z tobą spotkać i tak dalej, i tak dalej. No, i co? No mam tylko trzy dni w tygodniu, żeby cię złapać w biurze, a pozostałe dwa już totalnie wypadają i nie mogę z tobą się skomunikować. A jeśli ty masz czas tylko na spotkanie ze mną w dzień kiedy jesteś na home office. Znowu co ja robię? Unikam tego, bo nie jestem w stanie zrobić dobrego przekazu w Zoomie? Czy właśnie wiem, że mój przekaz na Zoomie jest w punkt i zrobię to tak, że ty stwierdzisz, że to było najlpesze spotkanie wirtualne i ekstra? I coś z tym zrobię, więc myślę, że też klienci, odbiorcy oni trochę wymuszą to, bo wydaje mi się, że jednak trochę tego… Przyzwyczailiśmy się trochę do tego, do tej wygody, nie? Tak myślę.

    J.P.: Pod tym względem ja w stu procentach popieram i się zgadzam, bo ja też widzę na przykład po nawet firmach czy nawet nie firmach, instytucjach różnego rodzaju, które, do których no czasami trzeba było jechać specjalnie na spotkanie, które trwało półtorej godziny na którym ustalaliśmy, że trzeba się umówić na spotkanie kolejne. I to była cała merytoryka czasami w takim półtora godzinnym spotkaniu. No to teraz widzę, że to też trochę inaczej wygląda, bo po pierwsze jest zawsze ten wytrych na zasadzie: no tak, chętnie się spotkamy, ale no aktualnie jesteśmy 500 kilometrów od Wrocławia, bo pandemia i siedzimy sobie teraz. Montuje sobie filmy na wsi gdzieś tam, nie? No i… I to wszyscy wtedy zaczęli rozumieć, że można tak żyć i można tak funkcjonować i to jest normalne, że na świecie dużo osób w ten sposób w ogóle pracuje. I myśmy też w te, jakby myśmy w zeszłym roku zrezygnowali z biura jak się zaczął, skończył marzec, w sensie jak się zaczęła pandemia no bo, jakby uznaliśmy, że po pierwsze, że cięcie kosztów no bo, no bo poleciało nam dużo zleceń, a po drugie i tak wszyscy będziemy siedzieć w domu. No to dlaczego nie spróbować takiego eksperymentu, żeby całkowicie zdalnie zacząć pracować nad różnymi projektami. I jeszcze jak wtedy doszło do tego możliwość tych spotkań zdalnych nawet z firmami, które zwykle odmawiały tego rodzaju przyjemności, tylko trzeba było jechać tam osobiście to nagle się okazało, że ja w zeszłym roku spędziłem sobie cztery miesiące na wsi przyjemnie w ogródku, słuchając ćwierkających ptaszków zamiast tramwajów i bardzo, bardzo fajnie sobie montowałem, robiłem jakieś animacje i tak dalej. Więc myślę, że dużo ludzi, którzy zaznali tego, że można tak żyć to będzie na przykład dobry argument przy rekrutacji jakiś pracowników takich, których się, że tak powiem poszukuje, że praca zdalna będzie jakąś tam opcją. Myślę, że dużo firm w ogóle teraz to odkryło, że to zamiast “owocowych czwartków” może być dobry argument dla, dla potencjalnego pracownika i myślę, że wielu pracowników odkryło, że no jednak fajnie się pracuje ten, chociaż częściowo z domu.

    W.M.: Nie no to jest jakby, to jest… Dla mnie to jest… Napewno to ma… Wszyscy wiemy praca w domu ma swoje wyzwania. No ja nie wiem. Tak naprawdę to, to jak się pracuje z domu to nie było dla mnie zaskoczeniem, bo ja pracuję z domu tak od 2012, 2013 z doskoku próbowałem tylko w biurze. A od tego czasu wyłącznie pracuję zdalnie. No i sam wiem, pamiętam pierwszy rok, największe wyzwanie było takie, oczywiście popełniałem wszystkie błędy największe, tak? Czyli wstałem późno, wskakiwałem od razu w piżamie przed kompa, wsuwałem się po prostu tak jak spałem. Od razu maile, tutaj muzyczka i tak dalej, i tak dalej. Tak sobie siedziałem i czas leciał i byłem w takiej sytuacji, pamiętam właśnie ten… Pamiętam to uczucie, że o tej 16:00, 17:00 kiedy wszyscy inni wracają do domu. Jest taki moment, nie? Wszyscy wracają, cieszą  się, że wrócą do domu, ugotują obiad z rodziną. Wrócą do domu to jest fajne, żeby być w domu po byciu w pracy. Ja musiałem wyjść, musiałem po prostu nie mogłem już patrzeć na swoje biuro w domu. Musiałem wyjść. No i w tym momencie pamiętam, że bardzo dużo czasu spędzałem poza domem właśnie między 17:00 a 21:00. Do jakiejś kawiarni nawet, żeby tylko pogadać, wiesz zamówić kawę i mieć kontakt z człowiekiem takim realnym. Więc to są na pewno problemy i wyzwania tego, no ale sto procent. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto mógł teraz dużo lepiej zorganizować swoje życie, dzięki temu, że musiał pracować, a część z tych osób wcześniej chciała. No nie oszukujmy się przez takie 5 lat ich przełożeni mówili nie, nie, nie, a teraz nie mieli wyboru. To ciężko będzie do tego tak wrócić na zasadzie… To musi być jakiś opór, tak? Jeśli ktoś ze stu procent online przechodzi na sto procent na biuro. No chyba, że ktoś po prostu totalnie sobie nie radzi w tym onlajnie, no to się cieszy. Jakby to jest okej, tak? Nie ma problemu. Ale wydaje mi się, że dla wielu osób to jest, to będzie gigantyczna strata. Jedną z takich kluczowych koncepcji z resztą, rzucę taki, taki punkt nauki, tutaj z Meaning Makingu. Jedna z takich kluczowych aspektów podejmowania decyzji przez mózg przez człowieka jest awersja do straty, czyli loss aversion, Daniel Careman dla tych, którzy wiedzą o czym mówię. Totalnie unikamy straty, zdecydowanie jesteśmy w stanie więcej zrobić, żeby uniknąć utraty czegoś co mamy niż żeby coś zyskać. No i jaka jest największa teraz potencjalna strata dla ludzi, którzy nagle się dowiedzą, że nie, nie już teraz poniedziałek, piątek w biurze, tak? Gigantyczna strata tej autonomii, tej wolności, także tutaj spodziewam się może nawet nie takiego wyzwolonego buntu, oficjalnego, ale na pewno gdzieś coś będzie buzować, że… Oni sami wiedzą, że to jest po prostu trochę bardziej… Może być dużo bardziej efektywne jak to dobrze, dobrze tym zarządzamy. Ale jasne kontent jest ważny, jakiś balans, dwa dni w biurze reszta na zdalnym. To są fajne rzeczy, to są fajne rzeczy. 

    J.P.: Także podsumowując nie ma powrotu do 2019, świat się zmienił. A jak bardzo się zmienił to zobaczymy na pewno w perspektywie paru lat. 

    W.M.: Myślę, że tak, myślę, że tak. Na pewno się zmienił i no nie jesteśmy tutaj jasnowidzami, tak jak nie byliśmy na początku zeszłego roku. To był szok, ale myślę, że teraz już możemy, trochę też wiedząc o tym właśnie jak ludzie działają… No pewnych rzeczy nie da się odsprawić, tak? Nie da się ich odczarować. Siedzieliśmy w domu, pracowaliśmy. Ty siedziałeś na wsi. To było fajne, tak? Ja mam dwójkę małych dzieci. Dla mnie zeszły rok był niesamowity pod tym względem. Bo ja robiłem projekty dla, normalnie. Gdyby to był 2019, totalnie biorąc case z 2019. Miałem na przykład fajny taki jeden wyjazd, że byłem… Leciałem w niedziele, standard lecę w niedziele, tak? Już mnie nie ma przez pół niedzieli i przez pół weekendu z rodziną. W poniedziałek, w wtorek byłem w Helsinkach, miałem dwa dni szkolenia. A od razu, uwaga! Środa, czwartek miałem szkolenie w Amsterdamie. Także totalny hardcore, nie? Bo kończysz szkolenie o 17:00. Wiesz, zabierasz manatki, samolot, lecisz do innego miasta, wiadomo opóźnienia, może jakiś connecting fly i tak dalej. I jesteś tam 21:00, musisz jeszcze wpaść na salę szkoleniową, sprawdzić czy wszystko jest okej. Jeśli nie jest… Pozdrawiam obsługę tutaj hotelową, która układa materiały i tak dalej. Ale nigdy nie jest tak jak ty chcesz. Bo po prostu masz swoje, swoje odloty jako trener. Musisz wszystko… Wszystko musisz mieć. Idziesz spać o 23:30, 24:00 przy pomyślnych wiatrach i generalnie dążąc do tego, że nie było mnie cztery dni w domu. Piątego wracałem i nie było mnie tydzień. I wiesz 10 lat temu, nie przesadzam, nawet 5 lat temu tydzień był super, ale mam dwójkę małych dzieci i trochę mi się pozmieniało w głowie pod tym kątem. I dla mnie perspektywa tego, że mogłem… Dzisiaj, gdybym dzisiaj robiąc ten projekt w zeszłym roku, albo nawet teraz. Po każdym z tych dni poniedziałek, wtorek, środa, czwartek o 17:00 wyłączam Zooma i jestem z dziećmi, tak? Wspominając o tym, że jestem z nimi rano, bo budzą nas o 5:00, 6:00 rano, więc do tej 9:00 na szkoleniu też mamy ten czas. Ale tego bym nie miał, więc jako… Z mojej perspektywy jako ojca to, to jest the best. Nie dałbym to zastąpić. Nie wyobrażam sobe, żeby idąc dalej spora część mojego życia zawodowego jednak nie została w onlajnie. Nie tylko ze względu na uczestników, ale też egoistycznie trochę ze względu na mnie. 

    J.P.: Mam nadzieje, że tak powiem tak, tak będzie. Że jednak będzie hybryda chociaż, bo ja sobie też bardzo, jakby chwale. Z jednej strony jakby bardzo bym chciał z tymi studentami i tak dalej gdzieś tam chociaż zobaczyć twarze w dobrej rozdzielczości, w full hd. A z drugiej strony też sobie myślę, że kurczę jeżeli no, jeżeli bym miał do wyboru… No powiedzmy, że jeżeli miałbym do wyboru tylko w ten sposób pracować i tylko zdalnie albo tylko stacjonarnie i rzeczywiście poświęcać na to jeszcze ten czas, którego no, którego mamy trochę mało mimo wszystko no to myślę, że chyba bym się przemęczył w tym onlajnie nawet jednak, jednak. I też trochę ze względów, ze względów takich egoistyczno rodzinnych, że tak powiem. 

    W.M.: Ale to jest. Widzisz mówisz… Znaczy ja tak powiedziałem egoistycznych. I jakby wiem o co chodzi, ale…

    J.P.: W cudzysłowiu oczywiście dużym.

    W.M.: Wiem, wiem, ale jakby no, to jest, to jest totalnie ważne. Nie budujemy kariery na sprint tylko na maraton. Jeśli masz w tym biznesie wkład ze swojej branży, mocno cisnąć jeszcze następne 20, 30, 40 lat, tak? No to musisz to mieć na jakiś solidnych fundamentach, tak? I rodzina na pewno jest ważnym aspektem tego. Dla mnie jest. Mam totalnie inną gadkę niż miałbym 5 lat temu, bo 5 lat temu tylko sukces, sukces, sukces, lecimy, siedemnaście dni szkoleniowych dzień pod rząd, ale teraz już… Teraz też wiem, że to nie jest dobre. I ja też się zmieniłem jako trener przez to. Balans jest ważny i na pewno ta autonomia, którą masz, połączenie tego wszystkiego jest fajne i wielu osób to zrozumiało. Firmy to zrozumiały pod względem kosztowym bardziej oczywiście. Że nie muszą płacić za dwadzieścia pięć noclegów razy dwa w hotelu gdzieś tam. A to już w ogóle jest odlot przy szkoleniach międzynarodowych, jakby doceńmy to, tak? Masz dwudziestu pięciu uczestników w dużych firmach, każdy z nich jest na przykład, wiesz z innych krajów, tak? Muszą przylecieć, nie? Nim odlecą do Berlina, lecą na Helsinki, gdziekolwiek lecą. Loty, hotele, jakby diety, nie? Jakby to wszystko, to jest odlot. Więc, no firmy nie są głupie, że tak powiem, też liczą. Myślę, że to nie zniknie i znowu to jest kwestia tego, tego czy ten kontent jest wart, dobry tego, czy jest dobry i wart tego, żeby się spotkać, to jest jedna rzecz. A czasem po prostu jest dobry kontent, który może wygrać tym, że można to fajnie zrobić wirtualnie, czyli po prostu robić to z sensem.

    J.P.: A skoro mówimy o kontencie, który można robić wirtualnie to zdradź jeszcze gdzie Was możemy znaleźć, stronę internetową, social media? Oczywiście wszystkie linki dodamy też do opisu. 

    W.M.: Jeśli chcecie najświeższe informacje i dowiedzieć się co się dzieje i co robimy i też porcję wiedzy, update z tego czym się zajmuje Meaning Makers to zapraszam Was na nasz profil na LinkedIn. Dobijamy już do dwóch tysięcy obserwujących, więc cały czas są tam update, cały czas ileś tam wiedzy odnośnie jak trafiać przekazem do ludzkiego mózgu. To jest raz, strona, zawsze nasz adres ten sam, czyli meaningmakers.eu. Tam znajdziecie informacje o tym czym się zajmujemy. Poza tym kontent na instagramie, facebooku. Jesteśmy bardzo aktywni w mediach społecznościowych, oczywiście gdybym był sam to by tak nie było. Ale pozdrawiam przy okazji zespół, który nad tym pracuje, żeby też odsiedziały, kiedy ja tutaj wymyślam co napisać na tej tablicy i jakby ich czegoś nauczyć.   

    J.P.: Super. To ja też pozdrawiam zespół, no i co, i życzę, żeby ten 2021 był jeszcze lepszy niż 2020 i wszystkie inne, inne poprzednie. No i… No i co? Powodzenia w dalszym, w dalszym rozwoju firmy wirtualnej i w wirtualnym i offlajnowym.

    W.M.: Dzięki, nawzajem.

    J.P.: Super, wielkie dzięki za rozmowę.

    W.M.: Dziękuję bardzo.

    J.P.: A my widzimy się jak zawsze już w przyszłym tygodniu w środę o godzinie 10:00. No i do zobaczenia w onlajnie tym razem, już za tydzień. Cześć!

  • Sprzedaż roślin online. Jak zazielenić domy i biura w całej Polsce – Zdalnie o onlajnie #046

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak sprzedawać rośliny przez internet?
    ➡️ Czy warto mieć rośliny w swoim otoczeniu?
    ➡️ Czym jest makrama?
    ➡️ Dlaczego sprzedaż live np. na Facebooku nie sprawdza się we wszystkich branżach?
    ➡️ Czym jest metoda lean startup i jak ma się ona do sprzedaży kwiatów?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Miłosz Jarosiewicz – założyciel sklepu z roślinami Mała Szklarnia.

    Strona sklepu:
    https://malaszklarnia.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/malaszklarnia
    Instagram:
    https://www.instagram.com/malaszklarnia/
    Kanał YouTube:
    https://www.youtube.com/malaszklarnia

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam was serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie, ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Miłosz Jarosiewicz, założyciel sklepu z roślinami Mała szklarnia. Cześć Miłoszu.

    Miłosz Jarosiewicz: Cześć Janusz, witam serdecznie wszystkich słuchaczy.

    J.P.: Powiedz coś więcej na temat swojego sklepu, czym się zajmujesz, gdzie ten sklep się znajduje, gdzie te sklepy się znajdują. No i może coś więcej na temat sklepu internetowego. Czym właściwie jest Mała Szklarnia?

    M.J.: Mała Szklarnia to jest koncept, który powstał w głowie mojej i mojej dziewczyny około dwa lata temu. Jest związana z tym oczywiście pewna historia, mianowicie ja pracowałem wtedy w Softerhousie. Jeden z naszych klientów tworzył taki startup zajmujący się roślinami w Londynie. Miałem bardzo zielone biuro też, temat był dla mnie bliski, a Karolina z kolei też siedziała w temacie robiła masę słowików, wyplatała makramy, mocno się tymi roślinami interesowała. No i po jakimś czasie pojechaliśmy na urlop do Portugalii, tam ta roślinność jest bardzo ciekawa i w jednym z miejsc, gdzieś przechodząc obok takiej dużej, dużej szklarni obok Lizbony stwierdziliśmy, że a może we Wrocławiu też stworzymy małą szklarnię i w ten sposób otworzyliśmy sklep z roślinami “Mała Szklarnia”. Generalnie jest to miejsce dla każdego roślinomaniaka w Polsce, tak lubię to nazywać, dlatego że z roślinami wiąże się też trochę inna rzecz, bo też są doniczki, osłonki, są różne mieszanki ziemi, kwietniki, makramy, lasy w słoiku, różne środki do ochrony tych roślin. Dlatego chcieliśmy stworzyć taki koncept, w którym po pierwsze ktoś będzie mógł wejść w ten świat roślin, nauczyć się w jaki sposób je pielęgnować, rozpoznawać, dbać o nie. Dostanie eksperckie doradztwo, no i w ten sposób będzie taką małą szklarnię mógł też tworzyć w swoim mieszkaniu. No i zaczęło się od tego, że otworzyliśmy sklep stacjonarny we Wrocławiu, to był listopad poprzedniego roku, czyli 2019 tego, a my mniej więcej po niecałym pół roku otworzyliśmy sklep online i związało się to równo z rozpoczęciem pandemii niemalże, bo w tym największym chaosie pamiętam, symboliczna wtedy była data 13 Marca w piątek. Zamknęliśmy sklep stacjonarny, bo jakby rosły te obawy związane z pandemią, zrobiliśmy szybki restart naszej działalności, zastanawialiśmy się, jak się przystosować do tej sytuacji. No i rozpoczęła się sprzedaż online, taka stricte po grupach dyskusyjnych, przez facebooka, jak włączyłem wtedy platformę e-commerce dla nas, no i w kwietniu odpaliliśmy sklep online, no i tyle, to się potoczyło dalej.

    J.P.: Dwa pytania, co to są makramy?

    M.J.: Makramy.

    J.P.: Co to jest?

    M.J.: Makrama jest to zwyczajowo są to takie kwietniki wyplatane ze specjalnego sznurka. Ja mogę nawet pokazać.

    J.P.: Takie wiszące coś tak?

    M.J.: Tak, tak tak, to są takie wiszące makramy, patrzę czy są gdzieś za mną, widzę jedną. To może przerwę i pokażę od razu. To coś takiego, więc od razu widać co to jest.

    J.P.: A okay.

    M.J.: Coś takiego, to jest wypleciona makrama. To jest taka makrama ozdobna, natomiast są też takie z miejscem na doniczkę. Można powiesić tam roślinę i wtedy to służy jako kwietnik na ścianie.

    J.P.: Okay, dobra, jak czegoś nie rozumiem po drodze to zawsze próbuję zapamiętać, żeby zapytać, bo […]

    M.J.: Jasne.

    J.P.: Bo później zapominam. No i drugie pytanie już bardziej nawiązujące do tego, co mówiłeś. Zaczęliście sprzedawać online, gdzieś tam po jakichś grupach facebookowych itd. W momencie, kiedy zaczęła się pandemia i zamknęliście sklep, czy zaczęliście myśleć o tym już wcześniej?

    M.J.: Wiesz co, dla mnie e-commerce w ogóle, ja mam takie podłoże marketera tzn. Jako marketingowiec pracuję od dziesięciu lat ponad, dlatego zawsze wiązałem gdzieś swoją przyszłość z e-commercem i bardzo mocno wierzyłem w e-commerce, więc no nie jest też to mój pierwszy sklep internetowy. Także już od tam założenia domeny wiedziałem, że będziemy mieć sklep internetowy, tylko że parę miesięcy zajęła mi praca nad sklepem i to tak trochę powiązało myślę, że był on w miarę dopracowany przy starcie, choć daleko mu było do ideału i tego, co chciałem osiągnąć. Natomiast od listopada de facto dość intensywnie nad tym pracowałem, więc w marcu, kiedy ta pandemia się zaczęła to on był na takim wykończeniu. Natomiast wiem, że no nie jedna marka dopiero gdzieś po jakimś czasie zaczęła te prace, no i wiadomo, że troszeczkę czasu trzeba na to poświęcić.’

    M.J.: Dokładnie, idealny.

    J.P.: A powiedz, bo jakby ja tu już prowadziłem wywiady z osobami, które nawet uczą tańca online, chociaż wydawało mi się to niemożliwe, ale nadal trudno mi sobie wyobrazić, że można sprzedawać rośliny przez internet. No bo taka roślina, to jest delikatne stworzenie i jak to? Jak to robicie? Co jest waszym sekretem? 

    M.J.: Raz taką odpowiedź już ułożyłem, bo to pytanie pojawia się często i ja się cieszę, że to pytanie się pojawia, dlatego, że w momencie, kiedy ty pytasz mnie, czy rośliny można bezpiecznie wysłać przez internet, jest dla mnie sygnałem, że jeszcze nie każdy w Polsce o tym wiem. To znaczy, że ten rynek cały czas się rozwija, nie jest u piku. Tak jak mówimy, że Bitcoina trzeba sprzedawać, jak już twój taksówkarz zaczyna Ci o tym opowiadać itd. Rośliny da się wysłać przez internet, czy przez kuriera. Bardzo dużo czasu poświęciliśmy na to, żeby opracować taki bezpieczny sposób wysyłki tych roślin, bo na pewno trzeba wspomnieć o tym, że są bardzo bardzo delikatne, nie lubią zmian tzn, reagują szybko na zmianę tempa natury, światła, jakąś ilość wody w doniczce. Do tego trzeba wspomnieć, że czasami jeden listek kosztuje setki złotych, a nawet tysięcy. To już są bardziej rzadkie rośliny, no i w momencie, kiedy jeden liść kosztuje paręset złotych, a my go już w transporcie uszkodzimy to jednak trochę szkoda, dlatego opracowaliśmy taki system, w którym nic się nie dzieje. Zespół prawie dziesięciu osób czuwa nad tym, żeby te rośliny były bezpiecznie zapakowane, więc zabezpieczyć ziemię w tej doniczce, otulamy całą tą roślinę, żeby listki się nie uszkodziły, to wszystko mocujemy w tym kartonie. No ja się śmieję, że czasami jedną paczkę pakujemy do godziny czasu, co moim zdaniem, to jest bardzo dużo czasu uwzględniając jakieś standardowe zakupy w e-commers, gdzie płacimy powiedzmy 18 czy 15 czy 18, 20 złotych za wysyłkę kurierską. Trzeba zapłacić temu kurierowi za nadanie paczki, natomiast no proszę sobie doliczyć jeszcze godzinę, roboczo godzinę, która idzie na zapakowanie, ale jest też śmieszna historia, bo zanim to dla mnie to stało się takie oczywiste, to kiedy myślałem o sprzedaży przez internet roślin, to pierwsze moje pomysły były takie, że będzie taka sprzedaż live. To znaczy wchodzisz na stronę, jest tam jakiś czat, no u ktoś z kamerkę po prostu pokazuje Ci dany egzemplarz: o to twoja roslina, czy Ci się podoba, możesz ja obejrzeć z kazdej strony. Okay biorę, to pakujemy. Z dzisiejszej perspektywy, no jest to nierealistyczne, to zajmowałoby dużo więcej czasu, no i na pewno też finalnie okazało się, że nie jest to potrzebne, kiedy robimy zdjęcie produktu, który jest w sprzedaży to robimy wszystko, co możemy, żeby ten egzemplarz, który każdy z naszych klientów dostaje był bardzo zbliżony do tego, co jest na zdjęciu. Wiadomo, że są to żywe istoty i zakładamy jakieś 10/20% odchyłów, natomiast ani nie pokazujemy najlepszych egzemplarzy, żeby nie przesadzać i jakby nie sprzedawać tego, czego nie mamy. Także koniec końców już wysłaliśmy myślę, że dobre parędziesiąt tysięcy tych roślin, nauczyliśmy się, jak je prezentować, jak je pakować i co robić, żeby docierały do praktycznie każdego zakątka Polski.

    J.P.: To jest ciekawe, co powiedziałeś o rych takich nazwijmy to licytacjach. Też rozmawiałem kiedyś z taką firmą, z przedstawicielami tej firmy, którzy prowadzą sieć lombardów gdzieś tam w Elblągu czy gdzieś tam w okolicy i u nich to mega mega się wstrzelili z tematem. A to też wynika z tego, że oni bardzo różne rzeczy sprzedają, dużo z tych rzeczy jest droższych, bo zakładam, że tam niektóre roślinki są tam po kilkanaście złotych na przykład, a oni sprzedawali tam po kilka tysięcy, nie wiem, po kilkaset złotych, jakieś wisiorki, jakieś playstation, coś tam, no i nie ukrywajmy w lombardzie spektrum przedmiotów, jakie można kupić jest bardzo szerokie. I oni na przykład, im to świetnie się sprawdziło, oni jakieś tam grupy na facebooku założyli, mieli stałych fanów, którzy, co aukcję coś kupowali, a nawet samochód licytowali parę tygodni temu, więc da się. Ale właśnie to jest ciekawe, co mówisz, że to nie w każdej branży się sprawdzi. No bo rzeczywiście jeżeliby prowadzić u was coś takiego, jeżeli inna sprzedaż się, jest po prostu dobrze działa to rzeczywiście mogło to być nieadekwatne do czasu i jakby nakładów czasowych, technicznych, finansowych itd. Więc, to też dobra uwaga, żeby dobrze sobie, że nie każda metoda sprzedażowa zadziała przy każdym biznesie, tylko to jest jednak szerokie […]

    M.J.: Jeżeli mogę skomentować to, wydaje mi się, że nie jeden lombard sprzedaje rzeczy na Allegro i chyba nie widziałbym problemu w tym, żeby robić zdjęcia tych łańcuszków, samochodów. W roślinach jest to o tyle specyficzne, że masz jakby jeden gatunek, jedną odmianę tej rośliny. No ja mam ich ileś tam sztuk i każda wygląda troszeczkę inaczej, bo jest to żywa istotna, ona po prostu rośnie, więc za trzy tygodnie będzie w ogóle inaczej troszeczkę wyglądała niż w momencie, kiedy ja zrobiłem jej zdjęcie. Natomiast, na pewno jest to o tyle ciekawe, że kiedy gdzieś manewrujemy formą sprzedaży to wzbudzamy zainteresowanie i na pewno czyni jakąś różnicę jeśli ja bym teraz zrobił live sprzedażowego to proces sprzedaży jest podobny. Po prostu ktoś wybiera roślinę i ja mu ją wysyłam, ale ta forma podania tego, co może kupić będzie inna niż to, co widział do tej pory, nie będzie to filmik na YouTube, nie będzie to zdjęcie, a będzie to live, więc pod tym kątem jest to ciekawe.

    J.P.: Ale jeszcze apropo jeszcze filmików na YouTube, też widziałem, przeglądałem sobie was kanał. Bardzo fajnie to macie prowadzone, w sensie, tam macie tematykę taką, taki nazwijmy to content marketing o dbaniu o rośliny itd. I to jest absolutnie nie moja tematyka, to tak, że tak powiem na marginesie, bo ja jestem w stanie ususzyć kaktusa, ale myślę, że moja żona by się bardziej czyś takim zainteresowała, bo to ona jednak no to ona jest tą, którą podlewa te kwiatki o tym pamięta. Natomiast, niektóre te filmiki są bardzo fajne, a to robicie jakby własnym sumptem, czy to gdzieś tam zlecać na zewnątrz?

    M.J.: Tak jest większość z nich prowadzi Ola, która, którą też można spotkać w naszym sklepie stacjonarnym. Najczęściej w filmiku widać mnie, jak prezentuję jakieś tam dostawy, natomiast generalnie grubą większość foto i video realizowałem ja od początku. W tym momencie zaczynam to przerzucać to na zewnętrznych wykonawców, bo po prostu czasowo się z tym nie wyrabiam. Poza tym też nie jestem jakoś, nie mam jakiegoś mega skilla do tego robię to hobbystycznie totalnie. Natomiast, w którymś momencie warto takie rzeczy oddawać ludziom, którzy się w tym specjalizują no i tak jest to forma content marketingu, ale też budowanie rozpoznawalności marki. Ludzie zaczynają utożsamiać się z naszą marką poprzez te filmiki, kojarzą Olę, dostajemy masę, masę bardzo ciepłych komentarzy, że super widzieć taką ekspercką wiedzę, ale też w jakiś inny sposób reagują, kiedy idą do sklepu i widzą Olę w sklepie. Jakby to wydaje nam się, że znamy tą drugą osobę, mamy takie podświadome poparcie jej eksperckiej wiedzy, więc ma to wiele korzyści.

    J.P.: Tak to jest w ogóle bardzo bardzo ciekawe zjawisko, jak się spotyka kogoś z internetu. Mam takiego kolegę, z którym też zresztą wywiad robiłem, który jest fotografem, mieszka w Anglii i on prowadzi takiego vloga na temat fotografii analogowej. Jakiś chłopak, instagramer, czy ktoś tam z nim robił wywiad na live na instagramie i też tam właśnie to mnie tak uderzyło, on tak powiedział: no to jest takie dziwne uczucie, że on tego człowieka z internetu to on go teraz widzi, nie, że on się czuje jakby gadał z kimś sławnym, rozumiesz? To jest takie śmieszne, bo to wiadomo, no Bradem Pittem to on nie jest, ale rzeczywiście jest takie wrażenie jakbyśmy już z kimś rozmawiali co najmniej kilka razy, nie? I nie wiem, jakbyśmy kogoś takiego zobaczyli na ulicy to zwrócimy uwagę i będziemy się zastanawiać przez pół drogi, czy to był ktoś znajomy, czy my go gdzieś widzieliśmy. Ja tak też czasami mam, że gdzieś idę sobie przez Wrocław, patrzę, kurdę mówić cześć, czy to jest ktoś kogo, gdzieś w internecie widziałem, czy to jakiś znajomy, którego gdzieś tam pamiętam. Czasami mam taką właśnie wątpliwość, nie? Rzeczywiście te procesy, zresztą wiesz jako marketer to na pewno to też jest wszystko świadome i wiele może, że to po prostu nasze mózgi działają nie, no ale chciałem właśnie powiedzieć, że bardzo fajną robotę tam robicie. Przeglądałem sobie fajnie to jest zrobione, jeszcze jak to własnym sumptem to już w ogóle całkiem całkiem spoko, także szacun.

    M.J.: To miło słyszeć.

    J.P.: Dobra, to powiedz jeszcze tak, jakby samo, samo pakowanie itd to jest myślę duże wyzwanie. Natomiast, jednak praca w sklepie stacjonarnym i prowadzenie sklepu internetowego to są chyba całkiem różne rzeczy, tak organizacyjnie itd czy nie? Jakby to z twojej perspektywy wyglądało, czy twoim zdaniem na przykład jest, nie wiem łatwiej prowadzić sklep stacjonarny, czy łatwiej jest prowadzić sklep internetowy, czy może to jest tak różne, że tego nie da się porównać?

    M.J.: Jest różne, ciężko byłoby mi ocenić stopień trudności na pewno trudniej jeszcze jest z pakowaniem roślin, dlatego że do sklepu stacjonarnego się przychodzi, wychodzi się z torbami, w których są te rośliny, a kiedy realizuję zamówienia internetowe no to muszę to skompletować, wydrukować listę, czy tam przemielić przez system, skompletować zamówienie, spakować, nadać, tak dalej i tak dalej, więc myślę, że sklep internetowy jest troszeczkę jednak trudniejszy, ale to też zależy od branży, bo to ma swoje plusy i minusy, jeśli to byłyby jakieś książki to prawdopodobnie wysyłka i cały ten fulfilment byłby dużo łatwiejszy i szybszy. Więc nie chcę oceniać łatwe – trudne, to jest po prostu taka jakaś hybryda, połączenie, że ja mam akurat online i offline. Uważam, że ma to wiele plusów i na tym się może skupię. W tym momencie bierzemy, zostaliśmy zaproszeni do udziału w takiej akcji organizowanej przez miasto Wrocław i uniwersytet SWPS, która się nazywa Wrocław Zdalnie Lokalnie i lokalnie zmienia znaczenie, tak się ta kampania nazywa. No i ona ma na celu gdzieś oczywiście zachęcenie do wsparcia lokalnych przedsiębiorstw, ale też zachęcenie przedsiębiorców do tej transformacji do sprzedaży internetowej. No i u nas tak trochę było, my zaczęliśmy od sklepu stacjonarnego we Wrocławiu, to też jest moje rodzinne miasto, więc tu znam dużo ludzi, łatwiej było mi w jakiś sposób sobie tą bazę stworzyć, zbudować tą podstawę popularności czy rozpoznawalności brandu. Wszystkie wysiłki najpierw skupiliśmy na tym, żeby zbudować tą rozpoznawalność we Wrocławiu, zdobyć zaufanie, rozmawiać z tą społecznością i na tej podstawie stworzyliśmy sklep internetowy i zaczęliśmy rozwijać się trochę dalej. To mi przypomina, mam nadzieję, że się nie przestrzelę, ale z tego co pamiętam Uber miał taki model, kiedy zastanawiał się nad tym, żeby wejść w nowe miasto to musiał równocześnie zadbać o to, żeby mieć i klientów i kierowców, więc nie pamiętam już dokładnie jaką oni mieli metodę, czy to był jakiś landing page czy pobrania aplikacji inne gdzieś tam wypuszczali te wici, patrzyli jakie jest zainteresowanie, zbierali wstępne jakieś zgłoszenia. No i żeby odpalić tą aplikację w nowym mieście no to nie może być jeden kierowca i na przykład tysiąc chętnych pasażerów, więc tu właśnie najpierw stricte skoncentrowaliśmy się na jednym mieście. Myślę, że to pomogło w tym, żeby tą popularność później zdobywać w całym kraju, no ale to oczywiście jest też stała praca w mediach społecznościowych, gdzie jesteśmy bardzo aktywni, otworzyliśmy sklep stacjonarny w Krakowie po w Kwietniu tego roku, czyli półtora roku po otwarciu pierwszego, to było po prostu następstwo, jakiś kolejny krok, który mogliśmy zrobić w rozwoju tego biznesu. 

    J.P.: A jeżeli chodzi, bo jakby domyślam się, że na rynku takim stacjonarnym powiedzmy to jest no chyba, jest dość duża konkurencja, a jak to wygląda w przypadku rynku online. Czy dużo osób już wpadło na to, żeby sprzedawać rośliny online?

    M.J.: Wiesz co, pandemia na pewno spotęgowała cały trend związany z roślinami, ale nie tylko, też z wystrojem wnętrz. Na pewno jakby ten taki jeden przekaz, który staram się na lewo i prawo dawać to to, że e-commerce to przyszłość i naprawdę warto, warto się tym interesować i próbować wiązać z tym przyszłość taką przedsiębiorczą. Bo ciekawostką jest na przykład, że producent farb któryś, któryś z producentów farb, chyba w zeszłym roku tam marzec, kwiecień, maj miał wzrost sprzedaży typu 100%, bo ludzie nagle wrócili do domu, rozejrzeli się i zobaczyli, że można coś zrobić w tym domu. Ja też na biznes lubię patrzeć z perspektywy klienta i zawsze to robię, sam po sobie zauważyłem, że w momencie, kiedy ta pandemia się zaczęła, wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach to, no sam zauważyłem, że kurcze w tym domu jest troszeczkę pusto i gdzieś, jak wcześniej o tym nie myślałem, tak wtedy zacząłem myśleć: okay, to może jakiś obraz powieszę, trochę więcej roślin by się przydało, może wymienie sobie fotel, może kanapę, więc pandemia uruchomiła wiele trendów. No i jednym z nich jest ta rośliny domowe, więc otworzyło się trochę sklepów stacjonarnych, bo wcześniej myślę, że bardzo mówiliśmy tutaj o kwiaciarniach typowo sklepów z roślinami jako takich nie było, albo nie wiem, o tym się tak nie rozmawiało. Były to pojedyncze, takie sklepy specjalizujące się w tym. Ta pandemia to mocno wyrzuciła, no i w międzyczasie zaczęło powstawać dużo sklepów internetowych, zresztą jak myślałem o tym dzisiejszym podcaście, o tej rozmowie to doszedłem do wniosku, że gdyby mnie ktoś dzisiaj zapytał prawdopodobnie nie otwierałbym sklepu z roślinami. Dlatego że w biznesie bardzo ważny jest timing i ja otworzyłem z Karoliną ten sklep chyba w idealnym momencie. To znaczy tuż przed pandemią, jakby dopracowaliśmy sobie know-how, pierwsze procesy, jakieś ustaliliśmy, wyznaczyliśmy swoje miejsce, nie było tej konkurencji tak dużo, to były jakieś tam pojedyncze sklepy, to wszystko się zaczynało, a w momencie, kiedy wjechałą pandemia my byliśmy, oczywiście, że wszystko stanęło jakby na głowie, ale my mieliśmy to zaplecze i jakby w tym całym wirze pracy po 16 godzin dziennie, ciężko było nam się odnaleźć, bo tak dużo pracy, ale mieliśmy to pole startowe, a dzisiaj to jest jednak ten. Lubię porównywać to do bitcoina, ten bitcoin w mainstreamie, czyli wszyscy już o tym wiedzą, wszyscy są zachwyceni, wszyscy o tym mówią, no i ok dobra to otwieram sklep z roślinami. Ja myślę, że szukałbym branży takiej, która gdzieś tam wybuch ma przed sobą, no i tak trochę tych sklepów już powstało.

    J.P.: A jeżeli chodzi o samo promowanie takiego sklepu, bo no zakładam, że to nie jest tak, że kupujesz sobie domenę, wrzucasz sobie, stawiasz sobie tam sklep jakiś na jakimś szopperze, czy jakimś innym czymś, no i pyk tysiące klientów, nie? To jest jakiś tam proces i zapewne no już jakieś tam budowanie marki i tak dalej, w jaki sposób, jakby co mógłbyś poradzić takiemu Januszowi biznesu, że tak powiem, którego właśnie chcą namówić. Chociażby miasto Wrocław chce namówić, żeby przeszedł do online, ma jakiś tam sklep, od czego on powinien zacząć? Taki człowiek, który nie ma za bardzo doświadczenia w tej materii, czy powinienem, nie wiem, znaleźć sobie jakąś agencję, która mu to obsłuży, czy może powinien zacząć sam się uczyć, założyć bloga, pisać jakieś teksty, żeby tam, czytać o pozycjonowaniu, o SEO. Jak to z twojej perspektywy to wygląda, takiego człowieka, który jest może nie całkiem zielony, ale nie ma jakiegoś takiego doświadczenia w sprzedaży online?

    M.J.: Myślę, że tu zasada jest podobna zresztą jak przy startupach. Znaczy, biznes trzeba zwalidować, jeśli chcą ludzie, którzy chcą kupić to co sprzedajesz, to jest dobry znak i my zaczęliśmy od tego, że bardzo dużo się udzielaliśmy na grupach dyskusyjnych na Facebooku, tam widzieliśmy, że to zainteresowanie rośnie. W ogóle ciekawostką jest to nawet, żeby wykorzystywać takie narzędzia do badania trendów, nie pamiętam teraz, jak się jedno z nich nazywało, ale widziałem te wskazówki z google trends, oczywiscie jest znane narzędzie, no ale tam pokazywało popularność fraz. No i te rośliny miały tam wybuch, z 5, 10, 15 na 80, 100 i my pierwsze sprzedaże realizowaliśmy nie mając sklepu, to znaczy na grupach dyskusyjnych ktoś pisał: Hej, tam nie wiem, potrzebuję prezentu dla pracowników albo na jakąś tam okazję, no to my zaproponowaliśmy jakieś lasy w słoiku, czy małe kompozycje, ktoś pisał, że szuka takiej i takiej rośliny, “hej mam taką roślinę”, dokonywaliśmy jakichś transakcji, a potem sami zaczęli oferować, że mamy to i to i ludzie zaczęli odpowiadać, że chcą, więc tak naprawdę zwalidowaliśmy biznes zanim zaczęliśmy inwestować jakieś środki i myślę, że to jest kluczowe, bo Tobie, jeśli rozpoczynasz z biznesem, może wydawać się, że masz coś ekstra, ale tak nie jest bo nikt nie chce tego kupić. Więc, na pewno to jest kluczowe choć z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że pewne trendy dopiero się kształtują i może się na rynku pojawić popyt na to, co masz, ale osób o tym wie, mało osób tego chce, dlatego nie ma nigdy jednoznacznych odpowiedzi. Te trendy albo się wykorzystuje istniejące albo one powstają, bo nie wiem, masz coś jakiś kubek specjalny, którym nikt się nie interesuje, ale nagle trzech influencerów wrzuci, że ma taki kubek i masz boom. W tym momencie jeśli masz już założony sklep to cały ruch idzie do Ciebie, bo u Ciebie można to kupić od ręki, wiec no myślę, że nasz przykład pokazuje to wykorzystanie trendu. My już mieliśmy zapleczę sprzedażowe, pojawił się bardzo silny trend, my byliśmy go w stanie zaspokoić. Tak samo jak inne sklepy, które istniały już na rynku, bo każdy z nich bardzo bardzo mocno na tym skorzystał i się rozwinął, także tu myślę, że taką poradą na pewno byłoby szukanie faktycznej, realnej sprzedaży bez inwestowania znacznych środków w platformy i inne rozwiązania. No i ja też w tej swojej biznesowej podróży na pewno uczę się zabijać własny perfekcjonizm, czyli better done than perfect, bo miałem do tego skłonność, że przekładałem w nieskończoność, że muszę mieć idealny sklep, muszę mieć idealne to i to hamowało jakiekolwiek działania, natomiast lepiej jednak jest moim zdaniem robić rzeczy, sprawdzać, co działa, co nie działa, iterować czy tam wprowadzać małe zmiany, małe poprawki, robić kolejną rzecz, zbierać feedback, robić kolejną rzecz, zbierać feedback i tak dalej. Myślę, że podobnie jest z wszystkim nawet u Ciebie w twoim programie, jak nagrałeś pierwszy odcinek to, nie wiem, może byłeś i jesteś niezwykle do tego przygotowany, ale jest taka szansa, że nie byłeś zadowolony z wszystkiego, bo a to dźwięk, a to obraz, a to pytania, a już po 30 stym, po 40 stym jest coraz więcej wniosków, coraz więcej refleksji. Tak jakby nie trzeba mieć przy pierwszym odcinku idealnej okładki, nazwy, tematyki i programu gości na 30 kolejnych odcinków.

    J.P.: To jest ciekawy temat, który poruszyłeś, bo to dokładnie tak było. W sensie zepsułem tam wszystko, co się dało. Tego aż tak nie widać, jak ktoś się nie zna, natomiast ja to wiem i też z tego jakieś wnioski wyciągnąłem później. Pomijając już fakt, że byłem tak zestresowany, bo ja zwykle stoję po tej lepszej, czyli drugiej stronie kamery i to ja filmuję i to ja mówię ludziom, co mają robić albo jak mają się ustawić. A nie że ja sam muszę występować i ja na początku, byłem, jezu, strasznie, sam się nagrywałem i się stresowałem. Nie widziałem w ogóle, że to jest możliwe, ale widocznie, ale na szczęście to trochę przechodzi z czasem.

    M.J.: Nie to też super, to super.

    J.P.: To o czym ty mówiłeś, to czytałem taką książkę, jak zakładałem zresztą swoją firmę Lean startup, to jest dokładnie to, o czym mówisz, czyli stworzyć coś zamiast siedzieć dwa lata w piwnicy i programować jakieś coś, co może się potem nikomu nie potrzebne, no to poświęcić tydzień, zrobić cokolwiek, wrzucić to do ludzi i zobaczyć, czy ktoś się w ogóle tym zainteresuje, nie? To jest dokładnie to i tak samo myślę właśnie z tymi sklepami, nie, że najpierw spróbować dotrzeć do klienta, czy on w ogóle chce kupić te krzaczki jakieś różne, czy nie chce, czy go to w ogóle nie interesuje, a jak się okaże, że tych klientów jest wystarczająco dużo, to już można poświęcić się, zainwestować coś tam czas, pieniądze i stworzyć coś więcej.

    M.J.: No dla mnie takim tutaj przykładem jest, to nie jest już tajemnicą, bo w jednym wywiadzie już powiedziałem, że ja w momencie uruchomienia tej platformy, czyli sklepu internetowego w ciągu pierwszej doby zrobiłem pięciocyfrowy przychód. To mi po prostu pokazuje, że sama ta platforma sama ta platforma była automatyzacją procesu sprzedaży, który już istniał. To nie było tak, że ja wydałem kupę kasy, czasu i energii, na to, żeby dopracować sklep, który dopiero sprawdzę, czy działa i czy ma sens.  To było tylko i wyłącznie zautomatyzowanie tego, że sprzedaż prowadziłem spisując wszystko w excelu, pisząc na messengerze i platforma e-commerce służy temu, żeby ten produkt był już pokazany, było zdjecie, była cena, jest formularz zakupowy, gdzie ktoś może uzupełnić adres wysyłki, może automatycznie uiścić płatność, a to wszystko wpada już w jakimś gotowym wzorcu, który pomaga w realizacji tego zamówienia. Nie należy myśleć o tym, że sklep internetowy zmieni wszystko i przyniesie ci sprzedaż, to tak naprawdę jest miejsce, do którego kierujemy swoich klientów, gdzie mogą oni w łatwiejszy dla nas i dla nich sposób zrealizować zamówienie, dostać to, czego chcą.

    J.P.: Mi się teraz jeszcze przypomniało, Jeden przykład, myśmy w trakcie pandemii, tam na początku jakby no wiadomo, w marcu zaczęły się telefony, że tutaj ten event odwołany, ten event odwołany, a my dużo takich eventów obsługiwaliśmy jeśli chodzi o video. Więc tylko odbierałem telefonu i słyszałem jak bardzo nie zarobię pieniędzy w tym roku, no i też zacząłem wtedy myśleć, że okay, trzeba coś wymyślić, bo to nie może być tak, że będę siedział w domu i nic nie robił, jestem pracoholikiem i muszę coś robić. I wtedy sobie przypomniałem, że mamy sprzed dwóch albo sprzed trzech lat pomysł na taką platformę e-learningową z kursami, związanymi właśnie z tematyką taką video, fotograficzną, marketingu, social media itd. I też było tak, że myśmy zaczęli jakby zrobiliśmy część tej platformy wcześniej, dwa, trzy lata wcześniej, ja ją tam sobie odnalazłem gdzieś tam, no i zacząłem w niej dłubać. Jeszcze z jakimś programistą się dogadałem, żeby mi pomógł, bo ja aż taki super w tym nie jestem. No i dbaliśmy i dbaliśmy, ja tak sobie moze jeszcze taką funkcję znaleźć, może taką, może coś tam, faktury, żeby się automatycznie wystawiały, coś, coś, coś. No i tak wypisałem to sobie i pomyślałem, a jak mi się nic nie sprzeda, to co? To ja zmarnuję teraz dwa miesiące, przez te dwa miesiące konkurencja wypuści swoje kursy, dokładnie te same tematy, bo nagle wszyscy zaczęli robić kursy i webinary. To tak myślę, kurcze to nie ma sensu, dobra róbmy podstawową wersję, odpalamy, zobaczymy, niech się dzieje, co chce nie? No i to bardzo dobrze zadziałało, jakby nie w ogóle nie żałuję, że nie mamy, nadal nie mamy niektórych z tych funkcjonalności, ale niektóre gdzieś tam powolutku sobie dodaje i to fajnie się kręci, więc to jest rzeczywiście. Jak ja bym chciał tak do perfekcji zrobić wszystko, tak jak chciałem, to myślę, że teraz powoli byśmy zaczęli publikować może pierwszy kurs nie? A to było, a dokładnie 14 miesięcy temu czy 13 opublikowaliśmy już pierwszy, więc nie ma co być perfekcjonistą trzeba zrobić tak, żeby działało w miarę, a jak nie będzie działało, to ktoś napisze maila, to się naprawi i już.

    M.J.: Tak, tak, tak, no ważną podstawą jest ten zakres własnych kompetencji i ja jakby wiele rzeczy po prostu w ciągu ostatnich lat robiłem i przez to po prostu zaoszczędziłem tak. Bo jakbym nie robił marketingu to musiałbym, gdzieś to konsultować, szukać pomysłu na strategię, ktoś musiałby mi pisać posty, robić grafiki itd. Itd., więc no jednak mówię sobie, że dużo zaoszczędziłem i czasu i pieniędzy przez to, że sam te kompetencje do firmy wnoszę, dlatego też mam takie podejście, że w ogóle lubię się bardzo uczyć i robić nowe rzeczy, próbować, eksperymentować. Za każdym razem jest to pewna forma jakby zabijania czy akceptowania własnego wstydu, tego mierzenia się z porażką, z tym, że coś nie wychodzi. Gdzieś na własną rękę staram się dużo też kontentu tworzyć, czy to jakieś instagram story czy vlog, czy podcast i oczywiście te pierwsze razy to ciężko się na to patrzy zwykle, ale wiem, że jeśli wstyd mi jest coś publikować to znaczy, że się czegoś nauczyłem. A najważniejsze jest to, że to zrobiłem w ogóle, że odpaliłem ten aparat, że ten telefon do ręki zacząłem nagrywać. Generalnie wydaje mi się, że założenia trochę za dużo rzeczy bierzemy zbyt poważnie i traktujemy zbyt poważnie i patrząc na pięknie wypicowane profili na instagramie my też musimy mieć super zdjęcia, musimy mieć super zdjęcia, super wyglądać, musimy jeść super rzeczy. Jak nie mamy tego to nie mamy nic do powiedzenia, no wydaje mi się, że te rzeczy się wydobywają z nas, jak robimy coś, a jak nie robimy nic no to ciężko, żeby coś z nas wyszło, coś ewoluowało.

    J.P.: Poza tym to też jakby te media to wszystko to jest tak nowe, że to nie jest tak, że mamy tak, jak nie wiem, że istnieje już od 100 lat, że są specjaliści, do których można iść i się wszystkiego nauczyć i w ogóle 10 lat przy jakimś mistrzu pracować i później się jest tym super rzemieślnikiem. Tylko to po pierwsze jest nowe, po drugie jest coraz nowsze, to cały czas ewoluuje, więc jedyny sposób, żeby czegoś takiego się nauczyć to po prostu to robić, a człowiek uczy się na błędach, więc robić z błędami, a potem robić tych błędów mniej, a potem znowu więcej, bo znowu wchodzi jakaś nowa platforma, albo nowa forma i tak dalej. No i w ten sposób i no odwagi!

    M.J.: Też trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nie każdy chce istnieć w mediach społecznościowych, pokazywać swoją twarz. To też jest akceptowalne, szczególnie w przypadku bardziej introwertycznych ludzi albo takich, którzy nie lubią pokazywać siebie, tego, co robią. No mogą oni rozwijać oczywiście inne kompetencje, ale wydaje mi się, że ta możliwość tworzenia kontentu jest też na pewno w jakimś stopniu terapeutyczna i trochę jednak pomaga w takim rozwoju własnym, uczy nas samych trochę o nas samych. To jest też tak, że jak rozmawiamy z kimś, mamy jakąś myśl, mamy jakąś tezę np. E-commerce to przyszłość i chciałbym napisać posta i napiszę tam trzy akapity i opublikuję, ktoś mi skomentuje, a potem porozmawiam z tobą o tym. Nagle w mojej głowie zaczynają się pojawiać myśli, które są kontynuacją tego, któych nie miałem pisząc tego posta. Mówi się, że bogaci myślą na papierze itd, w momencie, kiedy zaczynamy coś zapisywać to musimy zapisać to musimy zapisać trzy zdania, żeby w naszej głowie w ogóle pojawiły się kolejne trzy, żeby pojawiło się rozwinięcie. Musimy odblokować pewne rzeczy, dlatego to tworzenie kontentu, te rozmowy, pisanie jakieś takie, czy morning journal, pisanie porannego notatnika, czyli wyrzucanie tego z podświadomości. Moim zdaniem są pomocne właśnie w takiej ewolucji, czy no rozwoju własnego ja.

    J.P.: W ogóle robienie czegoś nowego to jest przecież cały czas. Jakby jak się nie robi czegoś nowego to się człowiek nie rozwija. Ja właśnie w zeszłym roku miałem tak, że zacząłem gdzieś tam pracę na uczelni i zacząłem tam współpracować z takim serwisem, powiedzmy piszę jakieś tam artykuły, gdzieś tam z mojej dziedziny i też muszę powiedzieć, że to jest jakby coś, co teoretycznie mógłbym robić te artykuły itd. No i skończyłem dziennikarstwo, więc teoretycznie mam papiery na to, że jestem dziennikarz i mogę pisać, natomiast nie robiłem tego, bo zajmowałem się filmem i teraz, jak zacząłem to robić to po pierwsze to też było jakieś przełamanie, bo pod swoim nazwiskiem muszę napisać coś, jakąś opinię na przykład czy coś i ktoś się może przyczepić, że ma inne zdanie albo inną wizję. To też jest takie trochę, trzeba trochę odwagi, a po drugie przygotowując się chociażby do tych zajęć, które prowadziłem albo do tych artykułów się strasznie dużo nauczyłem różnych rzeczy, bo znam jakiś temat no i mogę o nim napisać stronę A4, ale żeby napisać trochę ciekawiej no to robiłem sobie research i nagle się okazywało, że o! Tak było, ale teraz jest coś nowego, jakaś nowa metoda albo o coś takiego, ale można to ugryźć w ten sposób o a tu jest świetny przykład, żeby prostym językiem wytłumaczyć coś skomplikowanego. I naprawdę ostatnie kilkanaście miesięcy poza jakby no całą tą dziwną sytuacją i tym, że ten biznes taki trochę był, że nie wiadomo, co będzie no to uważam to z aabrdzo rok. W sensie takim nazwijmy to samo rozwojowym, nie? Po prostu czuję, że w ciągu ostatniego roku więcej się nauczyłem, niż załóżmy w ciągu ostatnich poprzednich jeszcze trzech lat załóżmy mniej więcej.

    M.J.: Wiesz, co nawet słuchając tego, co mówisz w ogóle mam wrażenie, że niestety słowo rozwój osobisty dostało trochę po tyłku i nie potrzebnie, ja się tym interesuje dobrych paręnaście lat, brzmi dziwnie […]

    J.P.: No spaczone zostało trochę przez tych coachów w cudzysłowiu.

    M.J.: Dokładnie i jednak kiedy, gdzieś myślę, że przepracowałem sobie spojrzenie na to, bo rozwój osobisty tam Richard Bandler, NLP, Mateusz Grzesiak, czy jakieś tam inne znane postacie. To wszystko zostało wrzucone do jednego worka i mam wrażenie, że sporo ludzi, gdzieś tam w moim wieku i więcej, czy tam 85 – 95 , może trzeci rocznik tak na to patrzą podejrzliwie, że a to taka siara trochę, a jednak uważam, że ten własny rozwój, że ten własny rozwój, można odwrócić te słowa, jest turbo ważny i fajnie może by było gdyby to wróciło w jakiejś takiej bardziej pozytywnej otoczce i aurze, bo to jest po prostu bardzo ważne.

    J.P.: Ale myślę, że każdy jakby nawet nie nazywając tego rozwojem osobistym jakoś tak się rozwija, no bo jak się człowiek nie rozwija, tylko stoi w miejscu się zwija, no bo wszystko idzie do przodu, więc nawet jakbyśmy nie chcieli to jako przedsiębiorcy musimy. Rynek nas do tego zmusza i to jest dosyć dobre i stymulujące, może męczące, ale myślę, że dobre. 

    M.J.: Jak męczące to znaczy, że jakiś wysiłek został włożony.

    J.P.: Jak bolą mięśnie to znaczy, że był dobry trening

    M.J.: Tak, tak.

    J.P.: Super, wiesz co trochę dobiegliśmy od tematyki, polecieliśmy w stronę w stronę filozofii i rozwoju, więc jeszcze na zakończenie wróćmy do tematu roślin. Twojego biznesu. Powiedz, gdzie Cię znajdziemy, jakaś strona internetowa, wasz sklep, social media, gdzie gdzie widzowie mogliby zajrzeć i zakupić sobie roślinki albo na przykład dowiedzieć się o nich czegoś więcej.

    M.J.: Jasne, jest to przede wszystkim strona internetowa MałaSzklarnia.pl i tam my się, te nasze działania wszystkie łączą, mamy facebooka to też jest adres Mała Szklarnia, Instagrama Mała Szklarnia, na YouTube rozwijamy kanał o pielęgnacji roślin, gdzie można posłuchać w jaki sposób pielęgnować poszczególne gatunki roślin, jak monstera, filodendron, begonia, lokacja, aglonema i wiele innych, czy też posłuchać o tym, jakie są choroby roślin, jakie szkodniki te rośliny atakują. Dlaczego warto te rośliny mieć i jak już trochę wracamy do tematu, to na pewno rośliny w otoczeniu zmieniając sporo. Zresztą widać w moim otoczeniu trochę, że tam na przykład mamy taką, prawie trafiłem, gablotkę, gdzie akurat w domu trzymamy rośliny kolekcjonerskie. Karolina się tym głównie zajmuje, gablotka jest po to, żeby odtworzyć bardziej naturalne warunki dla tych roślin, bo jednak dużo roślin, które widzimy na rynku to rośliny egzotyczne. Dlatego mówiąc o pielęgnacji, mówimy o tym, żeby dać tym roślinom taką imitację tych warunków naturalnych, jak ona przyszła do nas, gdzieś z Ameryki Południowej, czy z innych miejsc, to nie wiem. Jeśli jest to paprotka czy kalatea i są to jakieś niskie warstwy lasów tropikalnych, gdzie jest półcień, jest wilgotno. W momencie kiedy taką kalatea przyniesiemy do domu i postawimy na słońcu, nie będziemy jej podlewać, będzie suche powietrze no to ona automatycznie zacznie nam umierać dopiero, jak ją przestawimy trochę do takiego bardziej naturalnego środowiska, czy tego półcienia, zapewnimy jej wilgotność powietrza. No to będzie jej lepiej, zaczynie odżywać, te liście będą rosnąć, więc tu takie gablotki służą temu, żeby tą wilgotność powietrza na przykład podnieść plus zapewnić im odpowiednie nasłonecznienie. Tu można wejść oczywiście w dość szeroki temat naświetlania roślin, czyli dawania im tego impulsu do wzrostu czy do rozwoju systemu korzeniowego. Za mną też gdzieś tam na szafce mam ustawione rośliny, na pewno bycie w otoczeniu roślin dużo zmienia. Dla mnie też symboliczna jest taka sytuacja, może ktoś z was też tego doświadczył, przeprowadzka. Miałem takie mieszkanie, w którym był bardzo duży salon, tam miałem poustawiane rośliny i zawsze w głowie mam ten obraz, kiedy wchodzę do tego salonu i jest po prostu taka zielona otoczka. Od razu tworzy się taki jakiś przytulny klimat, a w momencie wyprowadzki, kiedy te wszystkie rośliny wyniosłem, wszedłem na koniec do tego pustego pokoju to ma się wrażenie, że jest to zupełnie inne miejsce, o innej energii. Także, myślę, że dobrze one wpływają na nasze samopoczucie i komfort psychiczny plus rośliny jako istoty żywe mają w sobie to, że musimy o nie dbać i mamy w głowie każdą z doniczek, którą gdzieś tam w domu posiadamy jeśli zaczynamy się z nimi utożsamiać. Wiem, że musimy o nie dbać, one rosną, pojawiają się jakieś młode liście. To naprawdę potrafi wciągnąć, kiedy wraca się z urlopu, robi się obchód po wszystkich doniczkach, które są w domu, żeby zobaczyć jak one się mają, bo są żywe. One są po prostu inne za każdym razem, kiedy wracamy do domu, więc z tego powodu myślę, że mówiliśmy wcześniej już o samorozwoju. To też jest jakiś taki, jakaś taka część tworzenia własnego otoczenia, które sprawia, że się czujemy w określony sposób. Ja mam na przykład też psa, jakby pies zmienił bardzo dużo w moim życiu, w budowaniu więzi, relacji z tą istotą, także to są fajne rzeczy. Wracając jeszcze do roślin, gdzie możecie nas znaleźć, na pewno mamy też takie usługi, które polegają na tym, żeby zazieleniać biura. Pomagamy wybrać rośliny, które przetrwają w środowisku biurowym, bo nie zawsze jest to gwarantowane niestety, najczęściej jest to suche powietrze, bo ciężko zadbać o wysoką wilgotność powietrza w dużych open spaceach, chyba że ma się sporo nawilżający i jakoś się o to dba. Także raz, że doradzamy, pomagamy wybrać, a dwa w zależności od lokalizaji jestesmy w stanie taką sprzestzreń zaaranżować, także można znaleźć nas na stronie Małaszkalrnia.pl na facebooku, na instagramie, na youtubie. Mnie też można znaleźć jako Miłosz Jarosiewicz w sieci społecznościowej na linkedin, na instagramie. Może w kolejnym jakimś mieście niedługo poza Wrocławiem i Krakowem też stacjonarnie jesteśmy.

    J.P.: Super, więc zapraszam serdecznie na wszystkie social media, strony internetowe i do zazieleniania swojego otoczenia. No i ewentualnie do wizyty stacjonarnej, bo już na szczęście pandemia mam nadzieję nam mija, więc powrócą sklepy tradycyjne z tradycyjnym oglądaniem, tradycyjnych produktów na tradycyjnych półkach.

    M.J.: Robimy też warsztaty, bo też właśnie wiąże się z pandemią, nie mogliśmy ich robić, jak wszystko było zamknięte, ale jest to świetny sposób spędzenia czasu, bo sam powiedziałeś, że ususzyłeś kaktusa.

    J.P.: To akurat nie zdarzyło się mi, ale myślę, że byłbym w stanie, tak.

    M.J.: Okay, także myślę, że takie żywe doświadczenie też jest super i robimy warsztaty, gdzie można przyjść przez godzinę, dwie, trzy, posłuchać o podstawach pielęgnacji roślin i w ogóle też w trakcie tych warsztatów przesadzić sobie roślinę, podlać ją jakby, zobaczyć, jak to jest, rozpocząć swoją roślinną przygodę.

    J.P.: I do tego, do tego, serdecznie zachęcam wszystkich, a tobie Miłosz bardzo dziękuję za niezwykle ciekawą rozmowę.

    M.J.: Ja również dziękuję za zaproszenie, miło mi było.

    J.P.: Super, wielkie dzięki.

    M.J.: Do usłyszenia.

    J.P.: A my widzimy się, jak zawsze już w przyszłym tygodniu, jak co środę o godzinie 10. A tymczasem zachęcam do zazieleniania swojego otoczenia. No i do zobaczenia, już w przyszłym tygodniu. Cześć!