• Zajęcia z gimnastyki sportowej na piątkę. Hi! Five Gym – Zdalnie o onlajnie #50

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Czym jest gimnastyka sportowa?
    ➡️ Jaką kondycję mają dzieci w XXI wieku?
    ➡️ Jak w branży sportowej wyglądał pandemiczny rok 2020?
    ➡️ Co zrobić, aby nasze dzieci uprawiały sport i dobrze się odżywiały?
    ➡️ Czego uczy dzieci (i nie tylko) sport?

    Między innymi o tym rozmawiam w najnowszym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Dariusz Pisarek – założyciel szkółki gimnastyki sportowej Hi! Five Gym, wielokrotny medalista Pucharu Polski i uczestnik Mistrzostw Europy i Pucharu Świata w gimnastyce sportowej.

    Strona Hi! Five Gym:
    https://www.hifivegym.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/Hi-Five-Gym-gimnastyka-dla-dzieci-Krak%C3%B3w-1818370908200717

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://www.facebook.com/zdalniewonlajnie

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a Naszym dzisiejszym gościem jest Dariusz Pisarek. Darek jest założycielem Hi! Five Gym, o czym będzie mówił za chwilę. Jest też wielokrotnym mistrzem Polski, medalistą Mistrzostw Polski, uczestnikiem Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata w gimnastyce sportowej. Generalnie sportowiec z kilkudziesięcioletnim stażem. Cześć Darku.

    Dariusz Pisarek: Cześć Janusz. Witam Państwa. 

    J.P.: Powiedz proszę co…

    D.P.: Może tutaj sprostowanie. Uczestnik Mistrzostw Europy i Pucharu Świata. Na Mistrzostwach Świata niestety nie miałem okazji być. 

    J.P.: Okej, okej. Ale i tak dla człowieka, który nie umie przewrotów w tył do dzisiaj zrobić to i tak jest dobrze. Mówię oczywiście o sobie. Powiedz Darku, czym się właściwie na co dzień zajmujesz? Jesteś założycielem Hi! Five Gym, czym że jest to Hi! Five Gym? 

    D.P.: Hi! Five Gym jest to szkółka gimnastyczna. Prowadzimy zajęcia z gimastyki ogólnorozwojowej dla dzieci od 3 roku życia. Są to grupy trzy, czterolatków, pięciolatków, grupa 6-9 lat i powyżej 9 lat. 

    J.P.: I to są zajęcia… W sensie to jest szkółka gimnastyki sportowej, tak? 

    D.P.: Tak.

    J.P.: Co na takich zajęciach się robi? Czy na przykład taki człowiek jak ja, jakby miał 5 lat nadal mógłby się nauczyć przewrotu w tył?

    D.P.: Tak, są to zajęcia z gimnastyki sportowej, ale są to zajęcia z gimnastyki sportowej ogólnorozwojowej. Więc nie jest to wyczyn, tylko jest to szeroko rozumiana rekreacja. Dzieci uczą się podstawowych elementów gimnastycznych jak przewroty w przód, przewroty w tył, przerzuty bokiem, gwiazdy, nawet salta, salta machowe, na drążku ćwiczymy, na kółkach, czyli tutaj wzmacniamy troszeczkę obręcz barkową, czyli kształtujemy te cechy motoryczne jak siła, wytrzymałość, koordynacja ruchowa, gibkość, skoczność, pokonujemy tory przeszkód. Naszym celem jest propagowanie aktywności fizycznej poprzez właśnie takie zajęcia ogólnorozwojowe.  

    J.P.: A powiedz od czego właściwie zaczęła się ta Twoja przygoda ze sportem? No bo wiem, że… Jakby gimnastyką sportową zacząłeś się zajmować, no super szybko, w wieku 6 lat, kiedy ja jeszcze, nawet jeszcze nie grałem w pokemony to ty już uprawiałeś sport. 

    D.P.: Tak, gimnastyka jest takim sportem właśnie wczesnoszkolnym. Trzeba zacząć w wieku 6, 7 lat. Później, jeśli dziecko zacznie powiedzmy w wieku 9, 10 lat, no w wyczynowej gimnastyce niestety jest to już późno. Więc, no rozpocząłem treningi w wieku 7 lat poprzez nabór w sekcji gimastyczenj RKS’u Cukrownik Chybie, więc to taki można powiedzieć, był bo niestety sekcja już nie istnieje, jakiś czas temu zakończyła działalność. Ale była to sekcja, która przez 40 lat w małej miejscowości Chybie, w powiecie Cieszyńskim, w województwie Śląskim, kształtowała, uczyła, no gimnastyków, którzy startowali później w Polsce, no i nawet za granicą. 

    J.P.: A jak to się stało, że no stwierdziłeś, zakładam potem poszedłeś na jakieś studia związane też ze sportem, skończyłeś Krakowski AWF. Jak to się stało, że zdecydowałeś się na założenie własnej, własnej szkoły gimnastyczej? 

    D.P.: Właśnie to była taka można powiedzieć droga od podstaw, czyli zacząłem jako siedmiolatek, trenowałem całą szkołę podstawową, gimnazjum, liceum, właśnie na terenie Chybia. Później poszedłem na studia na Krakowską AWF, tam bardzo dobre warunki, rozwinąłem się jako zawodnik. No później już przyszedł moment, kiedy trzeba było zakończyć karierę i podjąć się pracy zawodowej. Ukończenie studiów na Akademii Wychowania Fizycznego dało mi dyplom trenera gimnastyki sportowej, nauczyciela wychowania fizycznego, więc praktycznie rok po zakończeniu studiów rozpocząłem pracę w Szkole Mistrzostwa Sportowego, gdzie właśnie uczę gimnastyki klas 1-3 i klasę 6. I właśnie jeszcze dodatkowo wpadł mi do głowy pomysł, by popołudniami rozszerzyć swoją działalność na dzieci, dzieci w okolicy, tak?  Dzieci w mojej dzielnicy, tutaj w Krakowie, bo w dwóch lokalizacjach prowadzimy zajęcia. Więc no troszeczkę chciałem rozszerzyć swoje spektrum działania, swojej działalności, swojej pracy na większą liczbę dzieci. 

    J.P.: A jak to wyglądało, kiedy zaczynałeś? Przede wszystkim, kiedy to zaczynałeś? A jak to wygląda teraz? Nie wiem ilu macie właśnie uczestników tych zajęć? Czy nie wiem, czy ty sam prowadzisz te zajęcia? Czy zatrudniasz jakiś trenerów? Jak to wygląda?

    D.P.: Rozpoczynając te trzy lata temu wraz z moim kolegą Mateuszem, rozpoczynaliśmy od dwa razy w tygodniu, to były cztery grupy, czyli w poniedziałki i w środy dwie grupy, była to niewielka liczba dzieci. No początki zawsze są ciężkie, ale no dawaliśmy radę. Dzieci były zadowolone, coraz więcej tych dzieci. Dzieci przychodziły z polecenia. Słyszeliśmy właśnie dobre opinie od rodziców, że zajęcia dzieciakom się podobają. I zaczęło się to, no z miesiąca na miesiąc, z semestru na semestr tak rozwijać, no że teraz tych dzieci jest dużo więcej. Już mamy drugą lokalizację. Pierwsza lokalizacja o której wspominałem jest na Grochowskiej w szkole w której uczę, druga to jest Tauron Arena Hala Sportowa Widowiskowa, bardzo ładny obiekt. Mała hala tam jest zaraz przy tym dużym obiekcie umieszczona i tam we wtorki i w czwartki prowadzimy kolejne grupy. Więc, no szkółka z miesiąca na miesiąc, z semestru na semestr, z roku na rok cały czas się powiększa. Było nas dwóch jak zaczynaliśmy, teraz już jest 5 trenerów. No więc myślę, że wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku. 

    J.P.: Założyłeś firmę trzy lata temu, jak wszyscy wiemy zeszły rok nie był najlepszym rokiem dla ludzi w ogóle, a dla przedsiębiorców to już tym bardziej. Jak to wyglądało u ciebie? No bo, czy ty mogłeś prowadzić te zajęcia w trakcie tych lockdown ów? Jak to w ogóle wyglądało?  

    D.P.: No rok był bardzo trudny, ale staraliśmy się jak mogliśmy. Tak naprawdę, no było to pewnego rodzaju wyzwanie dla nas, dla nas trenerów, dla nas nauczycieli, by dzieci, które siedzą w domu musiały zostać w domu w okresie lockdown’u. Jakoś zachęcić do aktywności fizycznej. Przy pierwszej fali, czyli w samych początkach, w zeszłym roku w lutym no to niestety nie mogliśmy w ogóle prowadzić żadnej działalności przez trzy miesiące. To staraliśmy się przenieść te zajęcia do sieci. Właśnie poprzez aplikację Zoom prowadziliśmy zajęcia dwa razy w tygodniu, gdzie każde dziecko mogło do nas dołączyć. No i w takich trudnych warunkach z zachowaniem bezpieczeństwa, bo to wiadomo nie wszyscy mają duże pokoje czy też domy, by swobodnie skakać i bezpiecznie przeprowadzić te zajęcia. Ale no wyszło to bardzo dobrze i na tak trudne warunki naprawdę wielu dzieciaków podejmowało to wyzwanie i ćwiczyło razem z Nami na odległość. Później jak już troszeczkę zaczęło się to uspokajać, bliżej wakacji, w czerwcu, ale jeszcze nie mogliśmy wejść na obiekty to prowadziliśmy zajęcia na świeżym powietrzu. Wyciągnęliśmy sprzęt, takie różne zabawy z formami gimnastyki dzieciakom prezentowaliśmy i też jeśli były do tego dobre warunki pogodowe to bardzo fajnie te zajęcia, no się prowadziło. W wakacje już, w wakacje generalnie nie prowadzimy zajęć, tylko prowadzimy półkolonie czy obozy, to właśnie licznie dzieciaki uczestniczyli w tego rodzaju zajęciach. Widać, że były bardzo, bardzo stęsknione za taką, takim kontaktem, aktywnością fizyczną. Więc wakacje przepracowaliśmy bardzo dobrze. Od września do grudnia też było spokojnie, mogliśmy normalnie prowadzić zajęcia. Wiadomo, że z zachowaniem wszystkich warunków i obostrzeń sanitarnych. Dopiero w styczniu przyszedł taki właśnie dwumiesięczny, wtedy był taki dwumiesięczny taki kryzys, gdzie nie mogliśmy wejść na salę, a później już ta końcówka, już ten początek roku to w zależności od, jakie były rozporządzenia. Musieliśmy się do tych rozporządzeń stosować, jeśli były dla nas przychylne, czyli był tam zapis, że młodzież zakwalifikowana w Polskich Związkach mogła trenować no to normalnie staraliśmy się działać. 

    J.P.: Czyli kombinowaliście jak to było możliwe, żeby jednak, że tak powiem nie, dzieci nie przestały się ruszać. A powiedz…

    D.P.: Tak, trzeba było troszeczkę kombinować, ale no udawało nam się to. Rodzice też mówili że po prostu dzieci są już tym wszystkim zmęczone, rodzice również, więc staraliśmy się działać dla nich. No tak, żeby było im łatwiej przetrwać ten czas, bo lekcje nie odbywały się. Jedyną taką opcją dla nich wyjścia z domu, porozmawiania z rówieśnikami, poruszania się to właśnie były takie zajęcia dodatkowo. 

    J.P.: A skoro już jesteśmy przy tym temacie powiedzmy nauki zdalnej czy nawet zdalnego sportu jak widać. Powiedz, uczysz też w szkole, powiedz jak to wygląda z twojej perspektywy, jak wygląda że tak powiem kondycja fizyczna dzieciaków teraz, a jak to wyglądało powiedzmy za Twoich czasów czy za Naszych czasów, kiedy my byliśmy w wieku właśnie w takim powiedzmy wczesnoszkolnym? Wiem, że te wytyczne jakiś tam ćwiczeń czy jakiś tam nie wiem powiedzmy poziomów, które tam trzeba zdobywać na odpowiednie oceny, że one się zmieniają. Jak to wygląda teraz? Jakie są tendencje?

    D.P.: Na pewno widać, że od wielu lat ta tendencja sprawności dzieci, młodzieży w Polsce spada, tak? Dziecko, które powiedzmy… Porównując dziecko 15 lat temu, a teraz no to myślę, że będzie między nimi duża, duża różnica sprawności, tak? Kiedyś na testach sprawnościowych jak ja na przykład byłem przyjmowany do sekcji, to były podciągania na drążku. Teraz no jest to zwis ewentualnie zwis z podciągnięciem, czyli broda nad drążkiem na czas, brzuszki. No myślę, że jest to duży problem, większy niż może nam się wydawać. A stoi może za tym mam takie jakby przemyślenia co za tym może stać. Po pierwsze może to być rozwój technologii, tak? Z jednej strony bardzo nam pomaga, jak na przykład teraz gdzie możemy te lekcje robić zdalnie, ale też ta technologia odciąga dzieci od aktywności fizycznej. Kiedyś nie było komputerów, nie było laptopów, komórek, dzieci wychodziły na pole, biegały, jeździły na rowerze, chodziły po drzewach, wisiały na tym przysłowiowym trzepaku. No teraz te wszystkie dobra techniki zatrzymują te dzieci w domu. Siedzą długi czas przed komputerem i to jest naprawdę no nie dobre. Nie dobre to co się dzieje i właśnie my swoim działaniem chcemy to naprawić w jakiś tam sposób. Wiadomo, że no nie pomożemy wszystkim, ale chcemy pomóc jak największej liczbie dzieci. Druga sprawa wydaję mi się, że może to być też przykład idący z góry. No rodzice są autorytetem dla swoich dzieci, tak jak nauczyciel, tak jak trener, ale jeśli dziecko w domu widzi rodzica, który po pracy przychodzi i no odpoczywa cały dzień i całe popołudnie leży na kanapie, nie podejmuje żadnej aktywności z dzieckiem. No to te dziecko dochodzi do wniosku, że to jest normalne i również ten czas spędza w domu. Więc no to jest, tutaj jest duża rola rodziców, by pomagali trenerom, pomagali nauczycielom, by spędzali z nimi aktywnie czas. Wypychali, jeśli trzeba te dzieci na różnego rodzaju aktywności fizyczne, no by to dziecko się no po prostu ruszało. Trzeci taki aspekt myślę, że to media też nam nie pomagają, bo widzimy w reklamach “coś cię boli weź tabletkę”, “boli cię kręgosłup weź tabletkę”, “bolą cię kolana weź tabletkę”, “jesteś chory weź saszetkę” i to tak naprawdę nie ma takiego pozytywnego przekazu, że aktywność fizyczna, że sport pomaga w lepszym funkcjonowaniu organizmu nie tylko dzieci, ale dorosłych. No skręt na przykład siłowy pomaga w stabilizacji mięśni, wtedy nie boli ten kręgosłup, że jak się ruszamy te przynajmniej 3 godziny w tygodniu to nasz organizm, nasza odporność wzrasta i wtedy no nie łapią nas się te choroby lub przechodzimy je łagodnie. No i tutaj też widzę, no taki zły trend, który jest promowany w mediach, bo ciężko usłyszeć w mediach właśnie coś na temat aktywności fizycznej, jaki jest wpływ, wpływ aktywności sportowej na organizm młodego człowieka czy też osoby dorosłej. I jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, który wspiera naszą aktywność fizyczną, dzieci, dorosłych to jest żywienie. No tutaj też jakby media nam nie pomagają i nie promują tej zdrowej, zdrowego żywienia. Słyszymy w reklamach “zupka w dwie minuty”, “jedzenie w pięć minut”, “obiad w osiem”, jeszcze wszyscy mówią, że to jest bez konserwantów, ale tak naprawdę nawet jak jecie to można zobaczyć całą tablicę mendelejewa. Na to też nie zwracamy za bardzo uwagi, a jak mówią 80 procent naszej odporności pochodzi z jelit, z naszego organizmu. Więc no myślę, że te wszystkie składowe są jeszcze gdzieś do poprawy w naszym społeczeństwie. A jeśli zaczniemy wychowywać młode społeczeństwo od podstaw, jeśli dzieciom będziemy kształtować podstawy zdrowego żywienia i aktywności od małego to to będzie procentować w dorosłym życiu. Może wtedy też nasza służba zdrowia będzie “zdrowsza”, bo tych ludzi chorych będzie mniej. Ale to jest też żywienie osób dorosłych, trening, no to jest też może materiał na inny wywiad. 

    J.P.: To trzy refleksje, które mi przyszły do głowy w trakcie twojej wypowiedzi. Po pierwsze rzeczywiście myślę, że to nie tylko chodzi o to, że te dzieciaki siedzą przed komputerami, tylko dorośli też i dają takie wzorce jakie dają. Zresztą wiem to, no jakby to powiedzieć sam po sobie, no bo mój dzień polega na tym, że siadam w sensie zjadam śniadanie, idę do biura, siedzę przed tym komputerem, wracam siedzę przed tym komputerem, idę spać. No przesadzam, ale bardzo często tak to trochę wygląda. No ale to też jakby z racji, racji zawodu. Druga rzecz, trochę mnie przeraziło to co powiedziałeś “przynajmniej 3 godziny sportu w tygodniu”, bo ja jestem z tych co, no… Co przewrotów w tył nie potrafią. Natomiast no rozumiem, że jakby to jest jakiś tam, to są jakieś wytyczne nie wiem WHO czy kogoś, że to jest takie minimalne, optymalne rozwiązanie, tak? Jeżeli chodzi o ilość sportu.  

    D.P.: Tak jak popatrzymy na cały tydzień, trzy godziny to tak naprawdę jest niewiele, ale już nawet ta godzina, dwie godziny, dwadzieścia minut dziennie, piętnaście, cokolwiek by po prostu wstać, rozruszać swój organizm i myślę, że po prostu będziemy zdrowsi i mieli lepsze nastawienie do życia mimo wszystko.

    J.P.: Jeszcze trzecia refleksja, bo też parę rozmów przeprowadziłem w tym programie na temat żywienia, zresztą na temat sportu też. Wczoraj byłem w jednej z sieci dyskontów, której nazwy nie podam, kupić musli między innymi i zacząłem sobie przeglądać skład tego musli, bo tak sobie pomyślałem zdrowe to musli przecież musi być, no bo to jest musli, musi być zdrowe, no i było takie jedno niepozorne, najtańsze, najbrzydsze, w najgorszym opakowaniu, w najmniej dostępnym miejscu, nie na wysokości wzroku i okazało się, że ma najlepszy skład, a wszystkie możliwe musli na których było napisane “fit” albo cokolwiek jeszcze innego sugerującego zdrowie, no to tam miało tyle jakiegoś cukru, jakiegoś słodziko nie słodziko, E coś tam, E coś tam, że aż byłem przerażony i dlaczego na czymś takim jest jeszcze nazwa “fit”  co sugeruje, że będzie się fit, a to ma trzy razy na przykład nie wiem więcej, więcej jakiś niepożądanych składników niż takie najtańsze, najbrzydsze i w ogóle najmniej atrakcyjne wizualnie musli, które gdzieś tam w tym sklepie znalazłem. Więc to jest moja trzecia refleksja, jeżeli chodzi o żywienie, że rzeczywiście no jakby tak spojrzeć na żywienie tylko z perspektywy i w ogóle na życie tylko z perspektywy reklam, no to tak naprawdę trzeba byłoby jeść w McDonald, jeść fit produkty, które tak naprawdę nie są fit, a jak coś nas będzie boleć to łyknąć tabletkę i wszystko będzie załatwione. 

    D.P.: No tak, właśnie tutaj też to żywienie kilkanaście lat temu było zupełnie inne, mniej przetworzone. Teraz to jedzenie jest bardzo przetworzone i to mocno wpływa na organizm człowieka, na organizm młodych ludzi. Kiedyś nie było takiego dostępu, dużego powszechnego dostępu do słodyczy, do fast foodów, do słodkich napojów, trzeba jakby to kontrolować jako rodzic czy my też nauczyciele zwracamy uwagę i staramy się edukować młodzież, by zwracała uwagę na to co jedzą. Większości wszyscy jakoś tam starają się iść na łatwiznę, zjeść coś szybko, tak? Żeby po prostu tylko zapełnić żołądek, a to w żaden sposób nic dobrego nie robi dla organizmu ani nie daje energii, tak? Tylko jakby więcej szkody czyni dla nas jako ludzi i staramy się, i później jakby czujemy się coraz gorzej, więc to kreowanie i uświadamianie młodzieży, żeby nie jadło tych słodkich rzeczy, tych fast foodów. Ja nie mówię, żeby po prostu przechodziły na jakąś dietę i jedli brokuły z ryżem i kurczakiem codziennie, tak? Ale takie właśnie odstępstwa od normalnego jedzenia, czyli fast foody czy słodycze to powinny być forma powiedzmy jakiejś tam nie wiem czy nagrody czy jakiś tam jednostkowych odstępstw, tak? A nie, żeby to, takie szybkie jedzenie zastępowało nam normalny posiłek.

    J.P.: A wracając jeszcze, już pomijając te kwestie dydaktyczne, typowo że tak powiem do biznesowych rzeczy związanych z twoją działalnością. Teraz macie dwie lokalizacje, macie… Ile macie tam osób aktualnie, uczestników waszych zajęć? 

    D.P.: Uczestników zajęć, tak? No będzie tak koło, około dwustu dzieciaków. 

    J.P.: Dwustu? O, no to sporo. W trzy lata taki przyrost. 

    D.P.: No to dzieciaki, jedne dzieciaki co przychodzą, trenują raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu. To już tutaj rodzic decyduje jaką tutaj intensywność zajęć przypisuje swojemu dziecku, bo wielu dzieciaków nie chodzi tylko na jedne zajęcia w tygodniu, mają jeszcze dużo innych aktywności, więc no moim zdaniem z wszystkich takich aktywności sportowych i nie chciałbym tutaj jakby zachwalać swojej działki, tak? Ale wydaje mi się, że gimnastyka jest takim sportem wszechstronnym. Tak jak wspominałem wcześniej rozwijamy wszystkie te cechy motoryczne, dzieci się świetnie bawią, poprawiają swoją sprawność, a do tego jeszcze mają kontakt również z dzieciakami, co jest też teraz ważne by uczyć dzieci kontaktu między sobą, kontaktu z trenerem, kontaktu z rówieśnikiem. Stawiamy mocno na dyscyplinę na zajęciach, tak? Bo jak jest dyscyplina to jest bezpieczeństwo, więc tutaj dziecko też musi się nauczyć słuchać, tak? Słuchać trenera i wykonywać później polecenia. Więc no myślę, że są to takie zajęcia bardzo dobrze rozwijające młodego człowieka.

    J.P.: No to ja myślę, że to jest w ogóle jeszcze może nie ważniejsza, ale co najmniej tak samo ważna jak ten aspekt zdrowotny. To, że jednak sport no siłą rzeczy on uczy zarówno takiej dyscypliny jakby w grupie czy tam po prostu w trakcie zajęć, że ma się nie wiem respekt do tego trenera, ale też uczy takiego jakby, takiej samodyscypliny w sensie takiego no nie wiem, że jeżeli, jeżeli nie umię tego przewrotu w tył to jak zrobię go trzydzieści razy to się go nauczę, więc muszę go zrobić te dwadzieścia dziewięć i przy dwudziestym dziewiątym nie rezygnować, zrobić trzydziesty, żeby się go nauczyć. 

    D.P.: Tak, wytrwałość, samodyscyplina, systematyczność są to takie cechy, które mi się wydaje, że najlepiej właśnie poprzez sport kształtuje się w młodym człowieku. Właśnie dążenie do nauki, zwracanie uwagi, że nie wszystko przychodzi samo, tak? Trzeba włożyć troszeczkę pracy. Na przykład ten element, którego chcesz się nauczyć, nie że się przychodzi na salę i robi się go tak od ręki. Chociaż są takie dzieci, które przychodzą naprawdę z bardzo dobrymi umiejętnościami i zrobią ten przewrót na przykład na pierwszych zajęciach. Kilka wskazówek trenera i dziecko wykonuje. Jedno dziecko włoży więcej pracy, jedno mniej. Ale właśnie uczy tej, takiej pracowitości i tego, że nie wszystko przychodzi tak łatwo od ręki, że trzeba czasami się postarać, nachodzić, natrudzić, napocić, żeby coś, po prostu czego się chciało nauczyć. No więc to jest naprawdę bardzo fajne i no dzieciaki lubią, lubią pokonywać też swoje słabości. I to też pokazuje sport. Uczy pokonywania słabości, radzenia sobie z porażką, radzenia sobie z sukcesem. Czasami, no dzieci różnie między sobą reagują. Niekiedy można usłyszeć też niemiłe słowa od kolegi, koleżanki, ale też trzeba się nauczyć jakoś na to reagować. 

    J.P.: No wszyscy żyjemy w społeczeństwie, w jakiejś tam sytuacji społecznej, więc takie rzeczy będą się zdarzać, więc lepiej, żeby, że tak powiem pierwsze takie doświadczenia mieć jeszcze na bezpiecznym gruncie o, tak to ujmę. 

    D.P.: Tak, teraz wszędzie właśnie widzimy ten kult, kult piękna, kult że jest dobrze, że wszystko łatwo przychodzi. Mało jest rzeczy, przynajmniej tam w internecie, tych instagramowych powiedzmy, że tam no wszystko wygląda tak ładnie, a nie kiedy zdarzenie z rzeczywistością jest bolesne. I tutaj dzieci już od małych, od młodego wieku widzą w internecie tylko takie wesołe, pozytywne rzeczy, jakieś tam sukcesy innych ludzi, chcą to samo, ale nie widzą może ile to pracy kosztuje, tak? Widzą tylko ten efekt końcowy w postaci sukcesu, ale nie widzą, że za tym wszystkim stały lata pracy, lata wyrzeczeń, że nie jest to takie łatwe. Czasami łatwo skomentować jakiś wyczyn w internecie, a ja też bym to zrobił, pikuś, tak? Czy tam przy meczu przy wyczynie jakiegoś sportowca. Jesteśmy w tym ocenianiu na kanapie bardzo myślę, że bardzo dobrzy, ale w realnym świecie jest już coraz gorzej, jest trudniej przede wszystkim, więc dzieci powinny się też nauczyć tego, że no trzeba coś od siebie dać, żeby coś otrzymać. 

    J.P.: No myślę, że wielu dorosłych powinno się tego nauczyć. Ja też oglądając jakiś mecz polskiej reprezentacji też sobie myślę “dlaczego oni tak wolno biegną”, a jak bym miał przebiec długość tego boiska bez piłki to oni by mnie z siedem razy prześcignęli, nie? A oni tak biegają 90 minut. Ale jeszcze wracając do właśnie tej kwestii biznesowej. Macie teraz dwie lokalizacje, macie dwustu uczestników, którzy są z naprawdę mega fajnym wynikiem. Jakie plany na przyszłość? Czy jakiś dalszy rozwój? Może więcej grup w tych lokalizacjach? Może masz na oku jeszcze jakieś kolejne miejsca? Może wyjście poza Kraków, ogarnięcie całej Polski, świata?  

    D.P.: No to nie jest takie łatwe. Te nasze lokalizacje to są punkty gdzie wynajmujemy po prostu powierzchnię, wynajmujemy halę. Później trzeba jakby rozłożyć sprzęt na którym dzieci będą ćwiczyć. To też zajmuje troszeczkę czasu. Na pewno będziemy chcieli się rozwijać i jakby rozszerzać swoją działalność. Na pewno w przyszłym roku otworzymy jakieś dodatkowe godziny, bo tych chętnych osób jest. Czujemy taki pozytywny odgłos od rodziców, głos od rodziców, że te zajęcia się podobają. Polecają Nas cały czas. Ktoś właśnie pisze, że przychodzi, że ktoś już właśnie jest na tych zajęciach, jakaś koleżanka, kolega i oni by chcieli właśnie dołączyć, bo słyszeli, że takie fajne zajęcia, zajęcia się odbywają. Czy będziemy otwierać nowe lokalizacje? Myślę, że jest to kwestia czasu, tak? Tylko no jestem ja i jeszcze moich czterech wspaniałych trenerów, bez których tak naprawdę to wszystko by się nie odbywało na taką skalę, bo chcemy zapewnić dzieciakom bezpieczeństwo, więc no jest ten limit uczestników. Jakiś limit uczestników musimy mieć, tak? Myślę, że będziemy chcieli się rozwijać, otwierać kolejne lokalizacje i jak najwięcej dawać tym dzieciakom. Jak najwięcej dzieci do siebie przyciągać, żeby po prostu kształtować w nich właśnie tą chęć rozwoju, aktywności fizycznej, żeby tych dzieci było jak najwięcej. 

    J.P.: To powiedz jeszcze proszę gdzie cię znajdziemy? Gdzie znajdziemy Waszą stronę internetową, może jakieś social media? Chwila na reklamę.

    D.P.: Tak, mamy swoją stronę internetową www.hifivegym.pl, tam można znaleźć wszystkie informacje o Nas, o trenerach, gdzie prowadzimy zajęcia, w jakich godzinach, jak to wygląda. Zapraszam również na Facebooka, na funpage Hi Five Gym, tam relacjonujemy jak wyglądają zajęcia. No teraz mamy okres wakacyjny, więc półkolonie odbywają się. Dzieci licznie chcą uczestniczyć, co jest bardzo miłe, że mimo okresu wakacji, wyjazdów, urlopów dzieci aktywnie spędzają czas, tak? Bo nie ma lekcji. Czasami dzieci siedzą cały dzień w domu, więc no tutaj gratulacje dla rodziców, którzy zapewniają ten czas swoim dzieciom, by z tych wakacji wrócili w pełni sił, bo nie wiadomo tak naprawdę co będzie od września, więc myślę, że każdy powinien te wakacje wykorzystać w stu procentach.

    J.P.: No ja myślę, że wszystkie dzieciaki, nawet te, które może sportu jakoś strasznie nie lubią to teraz bardzo chętnie, nawet trochę pobiegają, poskaczą tylko po ty by się spotkać ze znajomymi. Po takim roku, zeszłym i tej nauce zdalnej. Super Darku. Bardzo, bardzo dziękuję Ci za rozmowę. No i co życzę powodzenia w dalszych sportowych i biznesowych wojażach. 

    D.P.: Dziękuję bardzo.

    J.P.: Dzięki. 

    D.P.: Pozdrawiam. 

    J.P.: Wszystkie linki o których Darek mówił są oczywiście w opisie tego odcinka, a my widzimy się już w przyszłym tygodniu, jak zawsze w środę o godzinie 10:00. Do zobaczenia.

  • Kosmiczne technologie, czyli kiedy Kowalski poleci na orbitę – Zdalnie o onlajnie #049

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Czym jest Innspace?
    ➡️ Jak latać dronem na Marsie?
    ➡️ Gdzie w kosmosie są pieniądze?
    ➡️ Czym są i na co mogą wpłynąć kosmiczne śmieci?
    ➡️ Kiedy przeciętnego Kowalskiego będzie stać na lot w kosmos?

    Między innymi o tym rozmawiam w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Justyna Pelc – współzałożycielka Innspace.

    Strona Innspace:
    https://innspace.pl/
    Kanał YouTube Innspace:
    https://www.youtube.com/channel/UC0eRs6IEY_V9JN4QSesLpZw
    Kanał YouTube Polskiego Towarzystwa Astrobiologicznego:
    https://www.youtube.com/c/PTAstrobio/
    Grupa Startuj w kosmos:
    https://www.facebook.com/groups/startujwkosmos

    Polecane przez Justynę książki:
    Tim Peake „Zapytaj astronautę”
    Grzegorz Brona „Człowiek – istota kosmiczna”

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://www.facebook.com/zdalniewonlajnie

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Justyna Pelc. Justyna jest założycielką, współzałożycielką Innspace. Cześć Justyno.

    Justyna Pelc: Cześć!

    J.P.: Powiedz proszę, czym właściwie jest Inspace?

    J.P.: Innspace najłatwiej chyba nazwać grupą młodych badaczy, bo w naszym gronie są zarówno studenci jaki i doktoranci, ale też również absolwenci uczelni wyższych z całej Polski, którzy zajmują się tematami związanymi z szeroko pojętym kosmosem, głównie związanymi z załogową eksploracją kosmosu. Te nasze projekty gdzieś kręciły wokół tematów habitatów kosmicznych, lotów suborbitalnych, ale to też ta tematyka z czasem zaczyna się trochę zmieniać w różnych kierunkach, więc myślę, że jeszcze sporo przed nami.

    J.P.: Czyli to jest taka jakby grupa osób, które połączyło zamiłowanie do wszelkich rzeczy związanych z kosmosem i jego badaniem bliższym bądź dalszym.

    J.P.: Tak, myślę, że tak można najlepiej nas określić. Mamy wśród swoich członków ludzi z naprawdę różnych branż, bo mamy architektów, robotyków, konstruktorów, programistów, mamy też prawników i lekarzy, więc jak widać, ten kosmos jest obecny w naprawdę wielu różnych branżach. I co takie jest chyba najbardziej wyróżniające nas to to, że działamy w całej Polsce w takim rozumienie, ze jakby członkowie naszej grupy są w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, w Gdańsku i pracujemy głównie zdalnie, spotykając się raz na jakiś czas, kiedy już naprawdę sytuacja tego wymaga.

    J.P.: Jeżeli chodzi o jakby samo zainteresowanie tą tematyką kosmiczną to, jak to się u Ciebie zaczęło, bo każdy jakby idzie na zewnątrz, patrzy sobie w górę, chyba, że jest w centrum miasta i nie widać gwiazd, no to widzi jakieś tam gwiazdy. No i jedna osoba myśli sobie “no fajne gwiazdy” i pójdzie dalej, a druga osoba sobie pomyśli “o kurcze, to jest tak fascynujące, że zacznę się tym zajmować”. Jak było u Ciebie?

    J.P.: U mnie zaczęło się chyba bardziej od tej takiej inżynierskiej części. Ja po prostu stwierdziłam, że studia, które realizuję nie do końca mnie interesują i może brzmiało to na początku bardzo fascynująco, bo ja zaczęłam studiując od automatykę i robotykę, ale brakowało mi w tych studiach, czegoś więcej, więc, do tego czasu skończyłam już trzy kierunku. Ten kosmos pojawił się po drodze, dołączyłam się do jednego z kół naukowych, gdzie, co ciekawe, wcale nie miałam zajmować się stricte kosmosem, ale miałam im pomóc w promocji, w zrobieniu strony internetowej, w ogarnianiu profili na social media, ale okazało, ze mnie to bardzo wciągnęło. Myślę, że głównie dlatego, że ten kosmos jest taki bardzo interdyscyplinarny i każdy w nim znajdzie miejsce dla siebie, bo oprócz takich stricte inżynierskich zagadnień trzeba połączyć, też właśnie kwestie w przypadku zera z naszych projektów, takie jak kwestie medyczne, kwestie prawne, wtedy też bardzo ważne były rzeczy związane z szeroko pojętą promocją, więc jakby jest to taka branża, która chłonie specjalistów różnych dziedzin i to jest chyba najciekawsze, że ma się okazję pracować po pierwsze nad bardzo ciekawymi projektami. No bo przyszłe łaziki marsjańskie, bazy na księżycu brzmią już same w sobie bardzo interesująco. W praktyce okazują się jeszcze bardziej fsnycująco, bo rzeczywiście trzeba zagłębić się w bardzo różne dziedziny i myślę, że to jest coś czego mi bardzo brakowało, bo tutaj musiałam wyjść poza swoją taką ścisłą specjalizację. Jednak, doczytać o wielu różnych innych aspektach, które są bardzo istotne, jeżeli chcemy, żeby na przykład człowiek przetrwał na innej planecie czy na naszym księżycu.

    J.P.: Pamiętam, że jeszcze to było, nie wiem, miesiąc, dwa miesiące temu gdy wylądował ten łazik marsjański. Był ten pierwszy lot drona na Marsie i też właśnie, najpierw tak myślałem sobie, no dobra jakiś tam dron poleciał, czym się tu podniecać. No i zacząłem czytać jakieś tam artykuły na ten temat i rzeczywiście to nie jest takie proste, żeby taki dron sobie poleciał, no bo to jest na Marsie.

    J.P.: Tak, wszystko co jest na Marsie jest od razu trudniejsze i ciekawsze. Z lataniem na Marsie jest ten sam problem, co np. z lądowaniem na nim, że Mars ma bardzo rzadką atmosferę, tak że czasami te, kolokwialnie mówiąc, mówi się, że Mars nie ma atmosfery, to nie jest prawda, ale ciśnienie jest sto razy niższe niż na Ziemi plus ta warstwa atmosfery jest dużo cieńsza niż na Ziemi. Czyli tak osiąga wysokość około kilku bodajże 8 kilometrów, więc mamy bardzo niewiele na przykład czasu, żeby wyhamować naszą rakietę, co też sprawia, że bardzo ciężko potencjalnie byłoby tam latać i właśnie ten dron helikopter wysłany przez NASA na Marsa miał zbadać, czy będziemy w stanie poruszać się takim pojazdem latającym, co miałoby naprawdę ogromny wkład w naszą eksplorację kosmosu, bo wiele osób sobie nie zdaje sprawy, że mimo, że wysłaliśmy tam już kilka łazików, to łaziki poruszają się w zastraszająco powolnym tempie. Teraz już nie podam z pamięci wartości, choć miałam to na ostatniej prezentacji, no ale nawet te najdłużej przebywające na Marsie łaziki przebyły około kilkudziesięciu bodajże 30 kilometrów przez ich 8-11 lat, więc jest to tempo liczone raczej w centymetrach, niż kilometrach dziennie, więc można sobie wyobrazić, że mając taki pojazd latający jesteśmy w stanie dużo szybciej i dużo lepiej zbadać Marsa w takiej perspektywie większych obszarów na raz, czyli moglibyśmy właśnie łączyć to tak jak teraz z łazikiem i wysłać takiego marsjańskiego drona, taki marsjański helikopter na swego rodzaju zwiady, żeby zrobił wstępny research i mapował najbliższe otoczenie, żeby zdecydować, w którą stronę na przykład łazik ma jechać albo w przyszłości wysłać 50 takich dronów, które są drobniejsze niż łazik, bo trzeba wziąć po uwagę, że taki łazik na Marsie, przynajmniej ten ostatni, ważył 1 tonę. Te drono-helikoptery są dużo dużo mniejsze, więc w tym samym modułku moglibyśmy zmieścić kilkadziesiąt takich konstrukcji, a dzięki temu mielibyśmy kilkadziesiąt więcej danych o Marsie. W sumie można powiedzieć, że nawet więcej, bo te drony też byłyby w stanie większą powierzchnię swoim działaniem objąć, co naprawdę zmieniłoby nasze pojmowanie eksploracji Marsa i mogłoby znacznie przyśpieszyć nasze odkrywanie tej planety.

    J.P.: Jeśli chodzi o właśnie badanie kosmosu, Marsa i nie tylko, no to na pewno dużo związku ma z tym astrobiologia. Znalazłem informację, że jesteś członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Astrobiologicznego. Powiedz, czym astrobiologia w ogóle się zajmuje, no bo tak na chłopski rozum, to mamy astronomię, nie mylić z astrologią i mamy biologię, więc to jest jakieś połączenie tych dziedzin.

    J.P.: Tak, astrobiologia to bardzo szeroka dziedzina, bo skupia się na tym, że szukamy początku, ale też ewolucji i przyszłości życia w kosmosie, ale biorąc pod uwagę, że Ziemia też jest w kosmosie to np. astrologia i teraz właśnie wpadliśmy na tę astrologię, nie mylić absolutnie. Astrobiologia na przykład też próbuje zweryfikować niektóre hipotezy o powstaniu życia na Ziemi, więc oczywiście, jeszcze nie znaleźliśmy innych organizmów żywych poza Ziemią, ale na przykład teraz astrobiologia skupia się na tym, żeby na przykład wytypować, gdzie takie życie jest najbardziej prawdopodobne albo jak je znaleźć i skupia się na tym szukaniu życia pozaziemskiego, bo mogłoby ono wbrew pozorom bardzo dużo powiedzieć, też o tym życiu na Ziemi i czy to jest takie wyjątkowe, że życie rozwinęło się tak jak właśnie się rozwinęło. No bo jeżeli nie i na przykład, na Marsie znajdziemy życie, które rozwinęło się tam i nie zostało przysłane z Ziemi, rozwinęło się w dokładnie w taki sam sposób, no to możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładać, że w wielu takich podobnych do Ziemi habitatach to życie też doszło do skutku. Możemy go szukać, ale jeżeli znajdziemy na przykład na Marsie albo na księżycu, na dowolnym innym ciele niebieskim życie, które wygląda zupełnie inaczej to też zmienia nasze postrzeganie na te poszukiwania, bo okazuje się, że ciężko szukać czegoś czego jeszcze nie wiemy jak wygląda. Na razie skupiamy się na życiu takim, jakie znamy, ale być może na innych planetach to życie wygląda zupełnie inaczej i też nasza definicja życia będzie musiała ulec zmianie.

    J.P.:To jest w ogóle bardzo ciekawy problem, ciekawe zagadnienia jeżeli chodzi o to, czy to życie gdzieś tam indziej istnieje. Wspominałem już przed nagraniem o takiej książce, którą czytałem sci fiction pisarza, którego nie jest w stanie imienia i nazwiska wymówić, ponieważ jest chińczykiem Cixin Liu, w każdym razie książka nazywa się problem trzech ciał. Pierwszy tom trylogii i to jest właśnie bardzo ciekawa książka, ten temat między innymi, która dzieje na przestrzeni kilkuset miliardów lat, tak swoją drogą, ale nie będę więcej zdradzał szczegółów, ale jest właśnie podobni, no bo nie znam się na tym, ale tak słyszałem opinie, podobno właśnie dosyć dużo tego science fiction się znajduje jeżeli chodzi o tą książkę, tam jest ta teoria, że żyjemy w tak zwanym ciemnym lesie. Czyli w takim w takim wszechświecie, w którym tych żyć, że tak się wyraże, jest bardzo dużo, ale niekoniecznie one chcą żebyśmy znaleźli i niekoniecznie my powinniśmy my chcieć, żeby one nas znalazły. To jest jakby jakaś tam pomysł pisarza, więc to jest teoria, która mówi o tym, że tych cywilizacji jest setki tysięcy milionów, a jak twoim zdaniem to wygląda, czy jakby takie, czy uważasz, że jeżeliby na Marsie znaleźć jakąś formę życia, no to jest już w ogóle dowód, że tego musi być strasznie dużo, bo w jednym małym układzie słonecznym, gdzieś na bezdrożach drogi mlecznej były dwie planety z biologicznym życie, to już statystycznie byłby naprawdę duży wskaźnik. Natomiast twoim zdaniem, jak to może wyglądać, jak są na przykład teorie, no bo to wiadomo, że trzeba to opierać o jakieś tam badania, ale jakie są w ogóle na to pomysły?

    J.P.: Myślę, że jak w każdej dziedzinie są różne podejścia do tego, ale ja myślę, że dosyć samolubne byłoby myśleć, że jesteśmy tak wyjątkowi i jedyni we wszechświecie. Biorąc pod uwagę, jak ogromne ilości gwiazd znajdują się, nie jesteśmy w stanie nawet wszystkich policzyć, a co dopiero oszacować, czy wokół nich krążą jakieś planety, na których mogłoby być jakieś życie. Na razie zbadaliśmy, nawet niezbyt dokładnie nasz własny układ słoneczny, ciut ciut wyszliśmy poza niego, ale weźmy pod uwagę ile jeszcze jest wszelkiego rodzaju innych układów, całych galaktyk. Nasz wszechświat jest naprawdę ogromny, więc zakładanie, że jesteśmy tak wyjątkowi, że jako jedyni wykształci liśmy na jakiejś właśnie małej planecie gdzieś na bezdrożach byłoby dosyć śmiałym stwierdzeniem, ale właśnie tym problemem jest to, że przy obecnej technologii nie jesteśmy w stanie nawet, jak na razie nie wysłaliśmy na przykład człowieka na MArsa, żeby móc tam zbadać i mieć jednoznaczne wyniki, czy to życie tam jest, czy nie jest, a co dopiero mówić o badaniu innych układów słonecznych, czy wyjść gdzieś jeszcze dalej. Więc, myślę, że to jest ten taki duży problem na razie możemy jedynie obserwować to z daleko i obserwować zmiany, które miały już miejsce jakiś czas temu, bo trzeba wziąć pod uwagę, że przecież ta informacja do nas dociera ileś tam lat, albo tysięcy lat świetlnych, więc my to też widzimy, coś co się działo już kiedyś i też widzimy z niewielką dokładnością, więc patrząc na to, że gdzieś jest jakaś gwiazda, nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy wokół niej kręci się jakaś planeta, na której są jakieś ludziki czy inne stworzonka, wiec myślę, ze to jest problem, ze jeszcze nie jesteśmy chyba gotowi na to, żeby takie formy życia znaleźć. Na razie nasze szukanie życia szuka się na szukaniu pewnych anomalii, czyli szukamy zjawisk, które możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że raczej nie zostały stworzone przez jakiś taki naturalny proces, czyli już musiało być już bardziej zaawansowanego, żeby wywołać taką reakcję, takie zjawisko, ale to jest bardzo bardzo trudne, bo znowu bazujemy na tym, co znamy na Ziemi i nie wiemy, czy na innych planetach to nie wygląda zupełnie inaczej.

    J.P.: A wyglądać może właściwie dowolnie, a nawet może nie wyglądać, bo możemy tego nie dostrzegać, bo może być jakiś wszechświat równoległy nie w trzech wymiarach, ale w czterech, ale to już, aż tak w kosmos nie uciekajmy. Wróćmy trochę bardziej na Ziemię, bardziej na Ziemię, a konkretniej do rejonu Azji, a konkretniej Chin. Teraz w Chinach jakby zaczął się, tak naprawdę on już trwa, ale od dłuższego czasu jest, nazwijmy to walka zbrojeń kosmicznych, między różnymi mocarstwami. Mamy Stany, które tam sprawnie sobie ze Związkiem Radzieckim ścigały się, kto pierwszy posadzi człowieka w kosmosie, kto pierwszy da stopę swą na księżycu. Teraz zaczyna się tak mi się wydaje coś podobnego, tylko nowe mocarstwo się pojawiało, czyli Chiny, które się niezwykle bogacą i bardzo szybko rozwijają, oni teraz budują jakąś stację ona się nazywa CianGong, stację kosmiczną na naszej orbicie. Stacja, z której do tej pory korzystały m.in. tam Stany itd. Jest już troszeczkę no przeterminowana, przynajmniej z tego co czytałem, jak myślisz jak będzie wyglądała przyszłość, czy tę pałeczkę pierwszeństwa przejmą Chiny w tym dążeniu do powiedzmy kolonizacji innych planet, czy, nie wiem, czy może firmy prywatne, bo mamy też Elona Muska, mamy masę firm, które się interesuje tematem. Jak to twoim zdaniem będzie wyglądało w przyszłości?

    J.P.: Myślę, że trzeba wziąć pod uwagę, że sam kontekst w jakim odbywa się eksploracja kosmosu się trochę zmienił. Ponieważ, tych kilkadziesiąt lat temu, kiedy pierwszy raz postawiliśmy człowieka na księżycu, ten cały wyścig kosmiczny miał na celu tylko pokazanie technologii i raczej udowodnienie siły, kto pierwszy to zrobi i to jest główny powód, dla którego później nie zrobiliśmy nic dalej mimo ogromnych nadziei i pomimo tego, że wiele osób się zastanawia dlaczego po księżycu nie polecieliśmy na MArsa na Wenus itd. No trzeba się liczyć z tym, że eksploracja w tamtych czasach pochłaniała ogromne ilości pieniędzy, a świat w tym też USA borykał się z innymi bardzo poważnymi problemami, więc o ile ten taki wyścig kosmiczny był czysto polityczny i miał pokazać siłę, to potem jak już ten pierwszy człowiek został postawiony i zrobił pierwszy krok i działo się jeszcze kilka innych misji to nie było już takiego sensu wydawać tak ogromnych ilości środków na eksplorację kosmosu i od tego czasu one były zmniejszane, było też po drodze innych wydarzeń, to co się zmieniło w ostatnim czasie, dlaczego ten temat eksploracji kosmosu znowu odżył to myślę, że jest trochę jasny, jakby się nad tym zastanowić, ponieważ jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i jest to powszechnie znana myśl i myślę, że też bardzo prawdziwa, bo to co się stało w dzisiejszych czasach to odkryliśmy, że w kosmosie też są pieniądze i że to nie tylko jest jedna wielka inwestycja w czysto naukowych celach, ale też na przykład wysyłając satelity na orbitę możemy zarabiać na danych czy na internecie, który dzięki temu mamy, wysyłając ludzi na księżyc możemy rozpocząć górnictwo kosmiczne i wydobywać pierwiastki, które na ziemi się kończą, które mogą być warte miliardy. Wiadomo, że gdzieś zostaną zwężone pieniądze no to ktoś w końcu podejmie rękawicę i to jest to, co się teraz dzieje, to jest to dlaczego tak wiele prywatnych firm na czele z bardzo znaną firmą SpaceX ruszyło na ten rynek i te działania tych wielkich organizacji fundowanych przez miliarderów pozwoliły mniejszym firmom np. w Polsce zaangażować się w ten taki prywatny przemysł kosmiczny, bo przecież pojęcie prywatnego przemysłu kosmicznego niezbyt istniało kiedyś i myślę, że jeszcze dwadzieścia lat temu powiedzieć, że Polska będzie miała firmy, które będą robić kosmos i na tym zarabiać, no to dowolna osoba popukała się w czoło mówiąc, że no nie, to się nie zdarzy. A teraz widzimy jak na naszych oczach tworzy się nowy sektor, który też jest całkiem nieźle dochodowy, na którym można zarabiać, a to sprawia, że ta eksploracja będzie tylko przyspieszać i Chiny są tylko jednym z przykładów, bo kiedyś ta wojna toczyła się między Rosją a Ameryką. No ale w dzisiejszych czasach okazuje się, że nie tylko, nie tylko tych dwóch graczy mamy na rynku. Chiny są bardzo mocnym graczem, bo mają swój plan na eksplorację i trzeba przyznać, że od lat te konsekwentnie go realizują, wysłali łaziki na księżyc, ostatnio wysłali swoją misję na Marsa, ich działania idą do przodu według planu, więc myślę, że jak zapowiedział np. Budowę swojej stacji na księżycu, no bo tak jak wspomniałeś ta stacja na orbicie już jest w budowie to myślę, że nie ma powodu nie wierzyć, że rzeczywiście to zrobię, a to może też być taki trochę powiew świeżości i taki drobny przytyk do innych agencji kosmicznych, żeby jednak może mocniej popatrzyły z powrotem na księżyc albo np. Na Marsa i przyspieszyły swoje polany eksploracji kosmosu. Jak wiadomo rywalizacja w każdym sektorze jest dobra, bo pobudza właśnie do tego, żeby iść trochę dalej, tworzyć kolejne innowacje i tą granicę przesuwać coraz coraz dalej, więc ja mam nadzieję, że te działania Chin i właśnie jak wspomniałeś prywatnych firm też popchnął takie agencje jak NASA czy ESA, do tego żeby trochę śmielej eksplorować nasz układ słoneczny albo też ruszyć gdzieś dalej

    J.P.: A jeszcze wracając troszeczkę bliżej naszej planety, ale też w stronę kosmosu. Wspomniałaś o SpaceX Elona Muska, powiedz jakby jest, mamy coś takiego jak Star Linki, ja się o nich dowiedziałem w ten sposób że wyszedłem sobie do ogródka w zeszłym roku, spędziłem sobie trochę czasu na wsi, bo była pandemia, a w domu rodzinnym mam ogródek, to siedziałem sobie w domu rodzinnym przez większość czasu, no i wyszedłem sobie do ogródka, popatrzyłem sobie w niebo, a tam taka kropeczka sobie leci. Myślę, o spadająco gwiazda super, pomyślę życzenie, potem patrzę o kolejna kropeczka i kolejna i tak ze czterdzieści takich kropeczek za sobą leciało. No i pomyślałem sobie kosmici nawiedzają Ziemię albo mam zwidy albo co to w ogóle jest, może mam jakiś problem ze wzrokiem no i oczywiście zacząłem guglać i wtedy się dowiedziałem, że jest coś takiego jak Star Linki, czy mogłabyś trochę więcej na ten temat powiedzieć, czym było te kropeczki, które widziałem i myślałem, że mam zwidy?

    J.P.: Star Link to jest cały system satelitarny, który jest tworzony przez firmę SpaceX, choć takie systemy też są budowane przez inne firmy, aczkolwiek trzeba przyznać, że Elon Musk tutaj wiedzie prym i najszybciej wysyłą swoje satelity na orbitę, bo docelowo właśnie chce umieścić na naszej orbicie kilkanaście tysięcy setalit, satelitów, które będą na przykład dostarczać internet do każdego miejsca na Ziemi. No i jakby ma to swoje plusy i ma minusy, bo tak wielki system satelitarny zdecydowanie pomógłby nam na przykład w końcu mieć internet Warszawa-Wrocław nad czym ja ubolewam od lat, bo często jeszcze jeżdżę na tej trasie, no ale z drugiej strony właśnie zanieczyszcza nasze niebo i też może utrudniać wiele takich badań astronomicznych, które aktualnie prowadzimy, więc tak ten system budzi kontrowersje, myślę, że największym powodem jest to, o czym pewnie jeszcze nie wspomnieliśmy, ale też mówiłam jest związane z tym, że mamy prawnika w grupie, że prawo kosmiczne zupełnie nie nadąża za technologią. To, że prawo nie nadąża za technologię to jest jakby powszechnie wiadomo, widać to w wielu tych takich nowych emerging tech, które teraz zyskują na popularności, ale w przypadku kosmosu jest to jeszcze bardziej widoczne, bo mamy tylko kilka międzynarodowych traktatów, umów, pewnie pomyliłam słowa, nie jestem prawnikiem, ale międzynarodowych jakichś porozumień, co biorąc pod uwagę, jak wielki jest sektor kosmiczny to kilka porozumień jak państwo się domyślają jest za mało. Przy czym większość z nich jak nie wszystkie pochodzą jeszcze z czasów tej takiej kosmicznej wojny, kosmicznej walki o dominację, więc no 50 lat temu to wyglądało zupełnie inaczej i to, że teraz nasze regulacje nie nadążają za rozwojem technologii powoduje dużo problemów, bo właśnie ten rynek satelitarny też nie jest do końca uregulowany, więc z jednej strony możemy mieć pretensje, że przez Star Linki nie będziemy już widzieć czystego nieba, ale z drugiej strony nie jest zakazane umieszczanie ich na orbicie i to jest duży problem i duże wyzwanie właśnie dla dzisiejszego świata, żeby jak najszybciej uregulować te kwestie, bo stąd też się bierze bardzo poważny problem, z którym już teraz zaczynamy się borykać, a który w przyszłości może nam bardzo dużo namieszać, czyli śmieci kosmiczne. Niewiele osób wie, że nasza orbita jest równie zanieczyszczona, co nasza planeta i znajduje się tam bardzo wiele tak zwanych śmieci kosmicznych, czyli różnego rodzaju na przykład satelit, które zakończyły już swój żywot, nad którymi nie panujemy, a które poruszają się na tej orbicie z ogromną prędkością i stanowią zagrożenie dla innych np. Działających satelit, bo gdyby takie satelity się zderzyły to rozpadają się na mniejsze części, każda z nich ma ogromną prędkość, trafia w kolejne i pewnym momencie za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat możemy mieć jeden wielki krach i zniszczenie wszystkiego, co umieszczyliśmy na tej satelicie, więc jest to poważny problem. Biorąc pod uwagę, że jakby bazujemy na technikach, na technologii satelitarnej, nie będziemy mieli telefonów, telewizji, internetu, ani niczego bez tego, a to przecież kilka zastosowań, bo obserwacje Ziemi, wszystkie zastosowania militarne, rządowe, stacyjne to już zupełnie inna kwestia, więc tak, myślę, że ta sytuacja Star Linków tylko pokazuje, że mamy większy problem i należy się tym zająć trochę z innej strony. 

    J.P.: Czyli tak naprawdę aktualnie w kosmosie mamy takie lata 90 te w Polsce, kiedy na przykład nie było prawa autorskiego przez parę lat itd. Czyli trochę wolna amerykanka?

    J.P.: Trochę tak, ktoś pomyślałby, że super, bo możemy robić, co chcemy, a z drugiej strony trochę nie, bo to też powoduje ogromny bałagan, w którym coś byśmy, coś wiemy, że moglibyśmy zrobić gdybyśmy mieli czyjąś zgodę, ale nikt nie ma zielonego pojęcia, która instytucja ma za to odpowiadać. Panietam, czytałam kiedyś o case prywatnej firmy, która chciałą wysłąć łązik na księżyć i właśnie najbardziej rozbiła się o to, że nie wiadomo, kto miałby taką zgodę na ten lot na księżyc i wysłanie tego łazika jej dać i jakby ciężko jest z tym walczyć. Oczywiście, no trzeba wziąć pod uwagę, że te porozumienia kosmiczne nie zostały też podpisane przez wszystkie państwa, więc jakby niektóre z nich nie muszą się stosować, z drugiej strony dobrze by było jako ludzkość trochę szli w jednym kierunku i nie niszczyli sobie nie tylko naszej planety, ale też naszego otoczenia, bo to może nam w przyszłości właśnie, jak w przypadku tych śmieci kosmicznych bardzo dużo namieszać i to może być większy problem. Nie powiem większy problem, ale bardziej bolący pewnie dla wielu z nas niż globalne ocieplenie, bo to jeszcze nie dociera do wszystkich, że może być problem, ale brak internetu bardzo szybko by dotarł do każdego przeciętnego Kowalskiego i zdecydowanie byłby ogromnym problemem, wiec tak nawet prawo kosmiczne jest czymś, co musimy teraz rozwijać nie tylko technologia na przykład rakietowa.

    J.P.: A jeśli chodzi jeszcze o te śmieci, jest jakaś, nie wiem, czy to sobie tam po prostu lata nie wiadomo gdzie, czy nie wiem, czy są jakieś skanery pokazują, gdzie to jest, są jakieś mapy tych śmieci, czy po prostu wypuszczamy rakietę i jakaś stara satelita może sobie akurat przelatywać, mamy pecha i się nasza rakieta rozwali po drodze?

    J.P.: No problem jest taki, że o ile wiemy na przykład, gdzie umieściliśmy jakieś satelity, to w przypadku jakiegoś zdarzenia ona się może rozpaść na kilka mniejszych części, które latają już w dowolnym kierunku i tutaj zaczyna się robić problem, czy tych takich małych odłamków nie zawsze jesteśmy w stanie dostrzec. Myślę, że tutaj też świetnym przykładem, choć może nie aż tak, ale będzie film z Sandrą Bullock, które przecież zniszczyły im tę stację, więc to jest problem, z którym borykamy się na co dzień. Chyba jeszcze, jeśli dobrze pamiętam, był kilka tygodni temu, był podobny przypadek na międzynarodowej stacji kosmicznej, no bo ktoś sobie pomyślał, e kurcze taki mały odłamek, co może zrobić, ale biorąc po uwagę, że on się porusza z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę na tej orbicie. No to on już działa jak porządny pocisk i jest w stanie naprawdę przebić się przez wszystko, nawet taki mały odłamek, a biorąc pod uwagę, że mamy takich odłamków tam mnóstwo, no to ta orbita robi się niebezpieczna.

    J.P.: Czyli tak naprawdę przydałby się nam taki Ocean Cleaner tego takiego wynalazcy holenderskiego, czyli jakieś urządznie, któeby sobie wyleciało, przeleciało dookołą anszej planety, pozbierało śmieci i je gdzieś tam wrzuciło.

    J.P.: Pracuje się nad tym, nawet w Polsce, bodajże centrum badań kosmicznych, nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że też jest zaangażowane w projekt taki, który miały na celu w jakiś sposób zebrać, zrobić pierwszą próbę do zebrania jakiegoś śmiecia kosmicznego, ale trzeba wziąć po uwagę, że ta prędkość z którą nie poruszają jest bardzo trudna, bo jak złapać, coś przecież porusza w takim tempie. No nie jest to proste zadanie.

    J.P.: Rozumiem, że te przedmioty, te satelity jakby nie patrzeć, no bo chyba wszystko, co krąży dookoła Ziemi na orbicie się nazywa jakaś satelitą naturalną bądź nienaturalna, no to one jakby nie kręcą się w jednym kierunku, tylko w każdym możliwym kierunku i pewnie jeszcze z różnymi prędkościami, czy nie?

    J.P.: Tutaj już wchodzimy mocno w działkę, której nie jestem specjalistką, bo ja się nie zajmuję naszą orbitą, ale tak myślę, że tutaj trzeba by było porozmawiać z kimś innym. Na pewno na różnych wysokościach i na różnych orbitach znajdują się satelity, zresztą no już wysyłając, raczej wysyłamy to tak żeby nie trafił na orbitę, która jest zajęta, bo właśnie stwarzamy niebezpieczeństwo dla naszej konstrukcji, ale też dla innych, nie tylko dla tej z którą się zderzymy, ale też dla wszystkich w które trafią nasze odłamki, ale trzeba też na przykład uwzględnić, że satelity krążą na różnych wysokościach i też zwykle, znaczy, to zależy, myślę, że tu zdecydowanie powinien wypowiedzieć się ktoś inny, ale tak..

    J.P.: Jeśli chodzi już tak powiem, bardziej przyziemnie, chociaż też nie do końca, jeśli chodzi o taką przyszłość powiedzmy tych, skupmy się na tych firmach prywatnych, taką przyszłość turystyki kosmicznej, że tak powiem. Mamy jakieś tam przykłady milionerów, którzy sobie polecili na orbitę okołoziemską, czy tam nawet nie wiem nie znam szczegółów, w każdym razie wiem, że gdzieś tam takie loty kosmiczne czy sub kosmiczne zdarzyły się już jako turystyczne loty. Czy myślisz, że taki w ciągu jakiegoś tam naszego życia powiedzmy, naszego pokolenia będzie w zasięgu, no może nie jakiegoś super biednego człowieka, ale takiego średnio zarabiającego człowieka, który całe życie o tym marzy i długo na to odkłada?

    J.P.:  Myślę, że tak, wręcz jestem o tym przekonana. Pierwszy taki kosmiczny turysta poleciał w 2008 roku właśnie na międzynarodową satję kosmiczna i zapłacił bodajże za to 20 mln dolarów, więc nie jest to kwota przyjazna dla przeciętnego Kowalskiego biorąc pod uwagę, że ówczesne 20 mln już teraz byłoby warte ciut więcej, ale takim idealnym rozwiązaniem na zrealizowanie marzeń o podróży kosmicznej jest też taki temat, który my bardzo mocno rozwinęliśmy w InnSpace, czyli loty suborbitalne. Loty suborbitalne to jest taki rodzaj lotów, w którym przekraczamy granicę kosmosu, która umownie znajduje się na wysokości 100 kilometrów, jest to tak zwana linia Karmana. Po czym opadają swobodnie dzięki czemu możemy odczuwać brak grawitacji, bo to nieprawda, że na nas działa, ale odczuwamy mikrograwitację, możemy jak Ci wszysyc austronauci w filmach polatać i poczuć właśnie jak to by było gdyby grawitacji nie było. No i jednocześnie spojrzeć na naszą Ziemię już z kosmosu, bo jednak tę granicę przekroczymy i takie loty są rozwijane przez wiele firm. Chyba najgłośniejsze to chyba Virgin Galactic i Blue Origin, prowadzone przez dwóch miliarderów, którzy teraz toczą swego rodzaju wyścig, oboje już mocno testują technologię, to nie jest tak, że my jej nie mamy. Ona już jest, były nawet testy, które wyszły dobrze i właśnie przed nami ekscytujące dni, ponieważ w lipcu odbędzie się niejako wyścig miliarderów, który pierwszy z nim poleci na swoim statku, ponieważ jest to też swego rodzaju taki dowód na to, jak bardzo ufają swojej technologii będąc jednym z pierwszy pasażerów na swoim statku w dodatku będąc multimiliarderem, więc ma sporo do zaryzykowania i zarówno Richard Branson i Jak Jeff Bezos chcą w lipcu na pokładzie swoich statków wraz z innymi osobami, którzy kupili miejsce w ich statku, a był on zlicytowany za naprawdę ogromne pieniądze, ale docelowo chcą sprzedawać bilety na początku przynajmniej jak panieam z Virgin Galalkctick za 250 tys dolarów, co może wziąć nie jest mało, ale umówmy się milion złotych jest już lepsze nich 20 milionów dolarów. Jest to już w zasięgu tego bogatszego Kowalskiego, a docelowo wraz z rozwojem technologii szacuje się, że ta cena mogłaby zejść nawet do 60 tys. Dolarów żyli już w cenie takiego małego mieszkanka w mniejszej miejscowości moglibyśmy naprawdę polecieć w kosmos, więc może nie będzie to tak popularne jak podróż PKSem do Warszawy, ale zdecydowanie bedzie to w zasięgu ręki nawet powiedziałabym w Polsce.

    J.P.: To jest bardzo przyjemna informacja, bo to było takie moje marzenie zawsze, żeby cos takiego zrobic, wiec no jak zacznę odkładać teraz może może do emerytury, jak się będę zdrowo odżywiał i długo żył się uda. Super. A powiedz jeszcze tak proszę na koniec, czy możesz polecić np nie wiem jakaś książkę, ajaks literaturę, jakieś źródła informacji właśnie na temat astrobiologii, na temat może jakiś popularno naukowy książki, możesz polecić jakąś pozycje na temat właśnie astronomii, czy coś Ci przychodzi do głowy?

    J.P.: Myślę, ja na przykład bardzo lubię wszelkiego rodzaju biografie astronautów, bo one bardzo fajnie pokazują, jak to wysłanie człowieka w kosmos wygląda w praktyce. Bardzo fajną książkę napisaną taką ludzkim językiem wydał Tim Pick, nazywa się mam ją gdzieś obok siebie, “Zapytaj Astronautę” i została napisana w takim bardzo fajnym stylu, w którym dzieci zadawały pytania, a nie zawsze takie bardzo proste, a właśnie astronauta Tim odpowiadał na nie i są tam bardzo ciekawe szczegóły, których byśmy się nie spodziewali po tym jak wygląda w praktyce eksploracja kosmosu. Myślę, że ciekawą książką jest też ta pozycja na rodzimym rynku, napisana przez byłego prezesa Polskiej Agencji Kosmicznej Grzegorza Bronę, którą też tutaj mam na półce, nazywa się”Człowiek istota kosmiczna”, ale myślę, że też bardzo fajnym źródłem, dla tych, którzy szukają informacje ogólnie o kosmosie jest też YouTube. My na przykład w Polskim Towarzystwie Astronomicznym też wypuszczamy regularni panele i seminaria na wszystko związane z astrobiologią i kosmosem, więc można posłuchać wiedzy specjalistów podanej w przystępny sposób właśnie w takiej formie wideo, która wydaje mi się, że jest trochę lżej strawna i pozwala łatwiej wyjaśnić ciężkie zagadnienia, bo astrobiologia nie jest łatwa. Wyjaśnienie czym jest życie i jak powstało to wcale nie jest takie proste, nie do końca nawet naukowcy, którzy się tym zajmują potrafią to wyjaśnić, bo też do końca nie wiemy jak to życie powstało, a co dopiero przedstawić np. Niektóre hipotezy zwykłemu Kowalskiemu, ale staramy się to właśnie pokazywać w różnego rodzaju seminariach i wykładach, i na YouTube takich organizacji jak my albo też zapaleńców nawet na rynku polskim jest bardzo dużo, którzy przekazują właśnie wiedzę o rakietach, o kosmosie, o astrobiologii i myślę, że warto się tym zainteresować, bo zdecydowanie jest to najlepsze i też aktualne źródło wiedzy, ponieważ jeżeli coś nowego się zdarzy to na ewo tam jesteśmy w stanie o tym usłyszeć.

    J.P.: Super, bardzo bardzo Ci dziękuję za rozmowę, bardzo dużo fajnych rzeczy się dowiedziałem, było mi bardzo miło, więc, no cóż, jeżeli chcesz możesz jeszcze zaprosić na jakąś stronę internetową może Facebook, LinkedIn czy inne InnSpaceowe, czy jakieś inne linki, wszystko oczywiście też dodam do opisu odcinka. 

    J.P.: Super, dzięki za zaproszenie! Ja tak jak wspomniałam zapraszam na przede wszystkim na kanał na YouTube zarówno Innspace jak i Polskiego towarzystwa astronomicznego, bo tam właśnie rozmawiamy o astrobiologii, o architekturze kosmicznej, o prawie kosmicznym i o wszystkich tych aspektach, które mogą być interesujące, ale jeżeli ogląda nas ktoś, kto dopiero chce zacząć swoją przygodę z kosmosem, to prowadzimy taką grupę, która nazywa się Startuj w kosmos i tam wrzucamy informacje o wszystkich wydarzeniach, stażach, ofertach pracy i granatach związanych z kosmosem, więc jeżeli ktoś poczuł zew i chciałby zmienić branżę, no to to jest najkepsze źródło informacji o tym, ajk to zrobic.

    J.P.: Super, wszystkie linki tak jak mówiłem będą w opisie, no i co bardzo dziękuje za niezwykle interesującą rozmowę.

    J.P.: Dziękuję za zaproszenia

    J.P.: Dzięki, cześć! A my widzimy się jak zawsze w przyszłym tygodniu co środę o godzinie 10, jeśli chcecie mieć bieżące najnowsze informacje o tym, co w kosmosie sie dzieje, no to wszystkie linki są oczywiście w opisie tego odcinka, albo można poczytać Lema, on już też dużo o przyszłości napisał, ale nie zawsze trafił, ale bardzo często tak. Super! Bardzo bardzo wszystkich pozdrawiam i widzimy się już w przyszłym tygodniu o 10, cześć!

  • Komunikacja empatyczna. Jak rozmawiać, słuchać i zostać wysłuchanym? – Zdalnie o onlajnie #048

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Czym jest komunikacja empatyczna?
    ➡️ Czy komunikacja zaczyna się dopiero w momencie wypowiadania komunikatu?
    ➡️ Jak różne osoby reagują na ten sam komunikat?
    ➡️ Czy komunikacja empatyczna przydaje się tylko w biznesie?
    ➡️ Feedback – jak dawać informację zwrotną w sposób empatyczny?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Kamila Lachowicz – trenerka komunikacji empatycznej.

    Profil na LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/in/kamila-lachowicz-7273098/
    Fanpage Empatia w biznesie:
    https://www.facebook.com/KamaLachowicz

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam bardzo serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Kamila Lachowicz. Kamila jest trenerką komunikacji empatycznej. Cześć Kamilo!

    Kamila Lachowicz: Cześć Janusz, cześć wszystkim, którzy nas oglądają bądź słuchają.

    J.P.: Powiedz proszę, kim jest trener komunikacji empatycznej? Czym taka komunikacja się cechuje, jakby kiedy może się nam przydać w biznesie czy w życiu?

    K.L.: Jestem osobą, która mocno uczyła się tego, jak się komunikować z ludźmi skutecznie, efektywnie, ale też z taką życzliwością, szacunkiem do innych i ja opierałam swój warsztat o NVC- Nonviolent communication, które zostało kilkadziesiąt lat temu ubrane w pewien model czterech kroków przez Marshalla Rosenberga. Marshall Rosenberg poszukiwał sposobu na komunikację, która jak najbardziej odda taki sposób rozmawiania, bycia z drugim człowiekiem, którego celem jest kontakt, szacunek, zrozumienie, a nie agresja czy szukanie winowajców na przykład za jakąś sytuację. Ja jestem trenerką komunikacji empatycznej, która po prostu w firmach różnych, również w tej, w której więcej pracuję i w innych, uczę ludzi tego sposobu komunikacji. Jeśli chodzi o komunikację empatyczną w biznesie to jak najbardziej się przydaje. Ja nie tylko jestem trenerką, ale również mediatorką, mogę wspierać osoby, które są w jakimś nieporozumieniu, w konflikcie większym lub mniejszym, które poszukują sposobu na to, żeby się usłyszeć i dogadać. Usłyszeć tak naprawdę swoje uniwersalne potrzeby i też usłyszeć, wymyślać wspólnie jakieś rozwiązania na różne niesnaski, nieporozumienia. Być może brzmi to […] empatyczna komunikacja, która opiera się na NBC, jest komunikacją, która opiera się o fakty, potrzeby, pomysły, prośby, strategie, które po prostu są skuteczne i działają dla wszystkich zainteresowanych stron.

    J.P.: Skoro jesteś trenerką tej komunikacji to zakładam, że jest zapotrzebowanie na takie treningi. No bo gdyby nie było, to byś nie była tą trenerką, bo to by to nie miało sensu biznesowego, ale tu moje pytanie. Co my właściwie robimy źle, że my się musimy trenować w tej naszej komunikacji, w sensie, co my takiego robimy? W jaki sposób my się komunikujemy, w sposób błędny, a jaki jest ten sposób prawidłowy?

    K.L.: Ja tak słyszę to pytanie to sobie myślę o tym, że my się komunikujemy w wielu miejscach, w wielu sytuacjach bardzo fajnie prawidłowo, mamy ten kontakt z drugim człowiekiem, wiemy o co nam chodzi i wcale tu nie chodzi mi tylko o słowa, których używamy, ale przede wszystkim o taką współpracę, wzajemność, szacunek. Jednocześnie jeżeli z czymś się nie zgadzamy, jesteśmy w jakimś nieporozumieniu większym lub mniejszym albo mamy inny punkt widzenia po prostu. To czasem robimy coś takiego, że, ja bardzo lubię sformułowanie, słuchamy by odpowiedzieć, a nie bo usłyszeć. Czyli taka moja pierwsza widoczna rzecz, która jest u mnie też i u innych, to jest to, że odpowiadam komuś, przedstawiając swój pomysł na coś, idee, niekoniecznie będąc pytana o ten pomysł i idee, bo chcę odpowiedzieć, chce sprzedać swój pomysł, chce powiedzieć, jak ja to mam, jak ja sobie z czymś takim poradziłam, dlaczego to jest dla mnie ważne, bez usłyszenie tej drugiej osoby, czyli bez zaangażowania tej osoby, a z tego bardzo mocno wynika to, że ludzie taką mają pierwotną potrzebę, myślę dość mocną i czasem zaniedbaną, że pragną i tęsknią być po prostu wysłuchanym, wysłuchanym do końca. I tak jak powiedziałam, my nie robimy niczego tak jakby stricte źle. Chociaż ja oczywiście ja tutaj na warsztatach podpowiadam, co działa, co nie działa, co może zadziałać, że się nie dogadamy, a co może zadziałać, że się dogadamy. Tak nawykowo, komunikacyjnie, językowo, ale przede wszystkim jeżeli chcemy naprawdę usłyszeć drugiego człowieka to okażmy mu szacunek do tego co mówi, spróbujmy go usłyszeć. Spróbujemy odzwierciedlić, to co mówi, zanim odpowiemy na przykład, jak my sobie z czymś poradziliśmy podobnym, zanim opowiemy naszą płytę autobiograficzną, zanim powiemy, jak świat powinien wyglądać, posłuchajmy drugiego człowieka po prostu.

    J.P.: A jak to wygląda w praktycznie na jakimś przykładzie, powiedzmy, no mamy z różnymi takimi, nazwijmy to, konfliktowymi sytuacjami się spotykamy non stop, zarówno w sferze prywatnej jak i zawodowej. Powiedzmy, że ktoś na przykład się spóźnia, czy tam może notorycznie nie, ale powiedzmy, że się spóźnił któryś tam raz. No i jak ktoś taki przychodzi, ja sobie myślę, minutki lecą ja tu płacę, prywaciarz Janusz się we mnie odzywa i mówi co to za spóźnienie, co to ma być i już jadę co to ma być?! Zawsze się spóźniasz?! Wylatujesz zaraz z roboty! OCzywiście, to jest hiperbola, ale powiedz jak w takiej sytuacji można zareagować, żeby to było jednak bardziej empatyczne podejście i takie, które nie będzie wywoływało dalszego konfliktu, a być może zmieni postępowanie tej osoby.

    K.L.: Dzięki za ten przykład. Tak, nawet jeżeli Ty jako Janusz szef nie będziesz mówił na głos- Jak ty Michał możesz się spóźniać? W Ogóle co to ma znaczyć, ja mam płacić za to? Który to już raz w tym tygodniu, chyba od pięciu miesięcy nie przyszedłeś na czas do pracy. Nawet jeżeli nie powiesz tego na głos, a powiesz to tylko w twojej głowie, to w twojej głowie się właśnie zacznie trochę taka scena ocen, interpretacji i osądów drugiego człowieka. I takim pierwszym krokiem, który ułatwia komunikację jest być może powiedzenie sobie na głos: Tak mam, takie mam oceny na temat na przykład Michała, ale widzę, że to są tylko oceny. Jednocześnie pierwszym krok modelu czterech kroków mówi o tym, zobacz fakty, zobacz co tak naprawdę widzisz, co się dzieje. Mogę pomyśleć sobie Michał dzisiaj przyszedł pięć po ósmej do pracy a zaczyna o ósmej. Mogę sobie powiedzieć, że Michał przyszedł o dziewiątej zamiast o ósmej, teraz to już nie ma znaczenia, po prostu widzę ten fake, ale też mogę powiedzieć sobie, że to jest drugi raz w tym tygodniu i w sumie chyba około piąty raz w tym miesiącu i trochę to zmienia postać rzeczy, kiedy ja widzę, że to było 5 razy na 20 dni roboczych, nie codziennie zawsze od pięciu miesięcy od nie wiem od zawsze. Kiedy ja daje sobie stop klatkę i patrzę, co się naprawdę wydarzyło to nie chodzi o to, że nie powiem zaraz, że mi się to nie podoba, czy że mnie to nie wkurza, bo mnie to może wkurzać. Sama bym czy chciałbym być szefem, z którym jak się umawiasz, ze jak przychodzisz na ósmę to jesteś na ósmą, bo masz jakieś takie ustalenia, są klienci, czekają już pod drzwiami, żeby biuro zostało otworzone. Natomiast warto zobaczyć to najpierw, co się wydarzyło, ja na przykład bardzo lubię takie przykłady na ćwiczeniach, na zajęciach przerabiać. Przykład moi klienci są beznadziejni i zawsze się zastanawiam z grupą, co to znaczy klienci. Mówimy o jednym kliencie na jeden, czyli mamy tylko jednego klienta i tak mówimy, tak formułujemy wypowiedź, czy może mamy 15 klientów i dwóch ostatnich nam nie zapłaciło faktury na czas z tych 15. I żeby tak trochę ubrać, powiem tak trochę może mniej grzecznie, żeby nie być w czarnej D z tym, co się dzieje. Żeby nie mówić, wszyscy moi klienci są beznadziejni, świat jest beznadziejny, żeby zobaczyć, okay- dwóch klientów nie zapłaciło i trochę mnie to niepokoi, chciałbym mieć informację, co się dzieje, kiedy te pieniądze wpłyną. Napiszę do nich maila albo zadzwonię to omówię jeszcze dzisiaj i trochę z inną energią zaczynamy ten telefon czy tego maila. Mogę napisać maila: moi klienci są beznadziejni i zacząć pisać, kiedy zamierza pan zapłacić za ostatnią usługę, to niedorzeczne, żeby mógł pan płacić no itd. Itd., a mogę po prostu napisać nawet nie używają konkretnie modelu czterech kroków, jeżeli nie mam takiego nawyku, czy jeszcze i nie nauczyłem się w ciągu kilku dni szkolenia używać tego, nazwijmy to, według litery tego modelu. Po prostu mogę napisać to z takim innym nastawieniem: widzę, że faktura nie wpłynęła, chciałbym się dowiedzieć, kiedy ta faktura wpłynie? Bardzo mi zależy na pieniądzach, ponieważ to wynagrodzenia. Teraz mogę powiedzieć, po co jest mi potrzebne, nie muszę, ale mogę powiedzieć np. Nie wiem, to wpłacam pracownikom, potrzebuję dotrzymać innych zobowiązań czy cokolwiek innego i też nie tylko chodzi o to, co napiszemy w tym mailu, ale jak się będziemy czuli, kiedy będziemy to pisali, czy tam dzwonili, że to nie będzie wymuszone. Ja muszę utrzymywać kontakty z nim, bo on jest moim strategicznym klientem, muszę być poprawny, a to będzie tak naprawdę i tu muszę takiego słowa nawet w biznesie z głębi serca, że ja się pogodziłem z tym, że widzę, że on ostatnio nie zapłacił tej faktury na czas i ja się po prostu chce dowiedzieć w tym momencie. Jeszcze nie wiem, co się wydarzyło, nie przewiduję, że on, nie wiem, upadł albo zrezygnował z moich usług, albo jest, nie wiem, niewypłacalny. Tylko po prostu jedyną rzeczą, którą mam teraz chcę się dowiedzieć, a jak usłyszę: tak panie Januszu za chwilę przelejemy to będę czuł pewnie spokój, a jak usłyszę w tym miesiącu nie mamy pieniędzy to pewnie będziesz czuł coś jeszcze innego. I tu chodzi o takie trochę przepracowanie ze sobą, co się dzieje tak naprawdę, żeby też do drugiego człowieka czy do kontrahenta, czy do pracownika, czy to przypadkowej osobie w sklepie, czy gdziekolwiek indziej po prostu może tak powiem w cudzysłowie, nie wyjeżdżać z jakąś agresją, z taką agresją słowną, tylko po prostu powiedzieć, dlaczego coś robię. Tu nie chodzi też o to, że nigdy nie podnoszę głosu albo nie zasmucę się przy kimś, tylko chodzi o to, żeby być świadomym po co ja to robię i żeby to przede wszystkim po to, żeby się dogadać z drugim człowiekiem, bo chcę, bo wybieram.

    J.P.: Mam takie wrażenie, że to o czym mówisz, że jakby taka komunikacja, ona się zaczyna zanim się zaczniemy komunikować, bardzo dużo mówisz o takim nastawieniu jakby, nie? Jakie mamy w sobie. W sensie, że tak mówisz jakby, trzeba mieć odpowiednie nastawienie i jakby, że później ten komunikat może, nie wiem, inaczej brzmi, ja na przykład czasami mam tak, moja żona mi to mówi, że ona od razu wyczuje, kiedy ja jestem na przykład zdenerwowany albo coś, bo mam trochę inny ton. Co jest delikatnie, mi się wydaje, że nie jestem zdenerwowany wcale, a ona od razu: jesteś wkurzony jakiś, coś cię wkurzyło. Ja mówię: nie. Coś cię wkurzyło. No wkurzyło mnie coś, to właśnie klient dzwonił i nie zapłacił faktury albo coś i ona od razu to wyczuwa, więc to też jest swoją drogą bardzo dobra umiejętność takiego wyłapywania niuansów. Z jakim nastawieniem ktoś mówi, bo ja jeszcze wiesz, w głowie miałem poprzednią sytuację i mówiłem o czym całkiem innym, ale te emocje mi się udzielały i to jest właśnie takie ciekawe w tej komunikacji, dlatego lubię maile, są takie super informacyjne.

    K.L.: A jednocześnie mogą być bardzo różne, zależy kto pisze i właśnie w jakim celu, co chce zrobić. Masz rację, ta komunikacja zaczyna się w głowie. To jest bardzo często tak, że mamy coś co jest bodźcem na przykład na koncie nie widzisz zapłaty od kontrahenta, bo widzisz od niego maila, że w tym miesiącu nie da rady zapłacić, to jest bodziec. My ludzie jesteśmy nauczeni tak po prostu nawykowo realizować od razu, mówię nawyków, gdzieś tam jeszcze w sytuacjach, w których gdzieś tam goni nas jakiś dziki tygrys po dżungli i trzeba było szybko zareagować właśnie ucieczką, zamrożeniem bądź agresją. No i właśnie nawet nie to, że ty się wkurzysz na tego od razu swojego kontrahenta, że on nie płaci tej faktury, tylko niektórych z nas może troszeczkę zmrozić, takie po prostu chwilowe, ale dlaczego? Co? I nic nie mówię, nawet nie umiem powiedzieć: Hola hola, chce tych płatności, bo potrzebuję zapłacić moim pracownikom. Nawet tego niektórzy nie potrafią powiedzieć w tym momencie. No i to jest jakaś reakcja, ta reakcja jest brakiem reakcji, akurat co powiedziałam przed chwilą i to wydłużanie czasu między bodźcem a reakcją to może być czasami minuta, czasami dzień i ta minuta czy ten dzień, czy te parę godzin jest nam potrzebne do tego, żeby się właśnie zastanowić, dlaczego ja teraz w ogóle chce coś powiedzieć. Na czym mi zależy, ale zanim powiem to właśnie zastanawiam się właśnie tak wewnętrznie na czym mi zależy, czyli jeżeli słyszę, że słyszę że, widzę że w mailu, że klient nie zapłacił, bo coś tam i się tłumaczy to czy mnie to bardziej użala czy mnie martwi, czy mnie może zaintrygowało, zaciekawiło, dlaczego coś się u niego dzieje, wcale nie chodzi o to, że nie mam teraz pieniędzy na wypłatę dla moich pracowników. Tylko może mnie to ciekawi, bo to dopiero się dobrze działo w tej firmie, więc różne mogą być motywacje, różne mogą być emocje w związku z daną informacją, z tym bodźcem, no i potem jak mnie to ciekawie to dlaczego, jak mnie to smuci to dlaczego, jak mnie to wkurza to dlaczego. Oczywiście tak tradycyjnie to pewnie można się domyślić, że na pewno wkurzenie właśnie jakieś trzymanie umów z innymi, czyli tam zapłata pracownikom na przykład. No ale niekoniecznie, jesteśmy różni, gdybym na przykład teraz zaproponowała ci albo iluś osobom spotkanym na ulicy bilet na wakacje, który jest na jutro, a czasem pytam ludzi, jakie emocje w nich to budzi. Jedni powiedzą, że radość, satysfakcja, jadę, lecę, teraz gdziekolwiek, a inni: nie nie chcę, boję się, mam pracę do załatwienia, muszę coś skończyć, mam zobowiązania, nie mam, gdzie dzieci zostawić, mam projekt, który się beze mnie nie potoczy i rózne inne rzeczy, więc tak naprawdę warto się zastanawiać nad sobą, jakie ja mam w danej sytuacji, w danym bodźcu właśnie uczucia i co nimi kieruje, czyli na czym mi zależy, co mi przeszkadza, co jest dla mnie fajne. Bo potem zdobywam taką umiejętność, to się nazywa tutaj, empatycznego słuchania innych, czyli też widzimy, że inni też mogą też mieć różnie, mogą mieć inaczej niż ja, mogą mieć w ogóle jakoś. Czyli potrafimy się wtedy no w tym nurcie przynajmniej, taki jest cel, usłyszeć. 

    J.P.: Ale wróćmy jeszcze do tego pierwszego przykładu. Jestem, powiedzmy Michał, imię losowe, ja współpracuję z paroma Michałami, więc nie czujcie się dotknięci […]

    K.L.: To był twój pomysł.

    J.P.: Przysłowiowy Michał się spóźnił i ja sobie myślę, kurde znowu się spóźnił, cały czas się spóźnia, no jasna cholera. Potem sobie myślę, nie, Kamila mówiła, że mam do tego podejść empatycznie, myślę sobie jaka może być przyczyna, że piąty raz pod rząd się spóźnił, bo sprawdziłem, że to pięć razy było i co ja mam dalej zrobić? Jak mam mu to powiedzieć? Powiedzieć: Michale, zauważyłem, że piąty raz się spóźniłeś do cholery jasnej, czy jak?

    K.L: Okay. Bardzo fajny przykład. W wielu nurtach komunikacyjnych jest też rozdział o tym, jak reagujemy na coś, na przykład na trudne komunikaty czy niefajne sytuacje i ten nurt, którym teraz mówimy NVC mówi o tym, że mamy taką reakcję: obwiniam innych, że coś zrobili lub obwiniam siebie, że coś się stało lub właśnie reaguję empatycznie i to, co ty przed chwilą zrobiłeś to nie do końca było ani jedno, ani drugie, ani trzecie. Natomiast to co warto zrobić, do tego ja zachęcam i kurs taki podstawowy, taki pierwszy etap zachęca do tego żebyś zastanowił się dlaczego mnie to wkurzyło, nie dlaczego Michał przyszedł piąty raz za późno, tylko dlaczego mnie to wkurza, dlaczego to jest dla mnie ważne, żeby on przychodził codziennie na ósmą rano. Może to jest dla mnie ważne, bo ja przychodzę na ósmą rano albo chwilę przed, chciałbym, żeby wszyscy robili tak jak ja, a może to jest ważne, dlatego że tak mamy na umowie słownej czy pisemnej, po prostu tak chciałbyś, żeby ludzie dotrzymywali te słowa jako swojego słowa. A może to jest ważne dla Ciebie, bo właśnie powiedzmy, że tak nie masz, ale klienci stoją pod drzwiami i chcieliby skorzystać z waszych usług i trzeba, nie wiem, odbierać telefony albo przyjmować klientów już od 8:01, cokolwiek, bo są różne sytuacje, różne prace i teraz warto się zastanowić dlaczego. Dlaczego, ja tutaj tak mówię bardziej historiami, ale to dlaczego, to są potrzeby na przykład dotrzymywania umów, współpracy, wzajemności, szacunku, zaufania i jeszcze kilka innych. Natomiast to mi pozwoli stwierdzić dlaczego ja teraz chce mu coś powiedzieć i co mu w związku z tym powiem. Czy mu powiem teraz: Hej Michał, widzę, że od dwóch tygodni są dni, że przychodzisz później, możesz powiedzieć, co się stało? A możesz powiedzieć, Hej Michał, widzę, że od dwóch tygodni kilka razy przyszedłeś później niż 8, chciałbym wiedzieć z góry, że następnego dnia przyjdziesz później, żeby też, nie wiem, zorganizować spotkanie chwilę później, albo żeby na Ciebie zaczekać zanim wyjedziemy z ekipą na montaż, czy na film, czy będziemy montować filmy, czy cokolwiek innego. I teraz wracając na chwilę do Michała, no oczywiście możemy tak zrobić, że będę myślał: dlaczego Michał przyszedł pięć dni, pięć razy ostatnio później, czy on się jakoś, nie wiem, czuje zmęczony, czy on potrzebuje odpoczynku, może pogadamy o może by chciał pogadać o urlopie albo o zmianie godziny pracy. Coś tam, coś tam… to jest bardzo ważne i bardzo fajnie wczuć się w to, tylko to i wyłącznie nasze własne pomysły, co tam może się wydarzyć jeśli nie mamy konkretów od Michała. I takie coś jest okay, jeśli wyjdziemy do Michała i powiemy zamiast czego my chcemy to powiemy. Hej Michał, widzę, że od dwóch tygodni kilka razy przyszedłeś później niż ósma, chciałbym zrozumieć, co się dzieje, możesz mi opowiedzieć? I wtedy właśnie słuchać Michałą, co on mówi. Mówi: nie, nic się nie stało. No to Ty powiesz np. Czego byś chciał? A on powie: no wiesz, dziecko mi się ostatnio urodziło i nie mogę spać, bo biorę nocne dyżury za żonę czy coś takiego i na przykład możesz wtedy powiedzieć, po ludzku: kurcze, rozumiem Cię, mam tak samo, a możesz powiedzieć: rozumiem Cię, mam tak samo, a może chciałbyś przychodzić bardziej elastycznie między 8 a 9, zamiast na 8. Może by było dla Ciebie jakieś rozwiązanie? Mówi: no w sumie to byłoby fajne rozwiązanie, ale chyba widzę takie, że wolałbym między 7 a 9. Zaczynacie szukać rozwiązań po prostu, słysząc o co chodzi, więc ja mogę powiedzieć sobie, pomyśleć, co Michał czuje w tej sytuacji, natomiast takim pierwszym krokiem szczególnie na początku jest dobrze dać zastanowić się, dlaczego ja czuję to co czuję, a potem dogadać się z innym. Już nie ważne czy będę jakoś mega używał mocno tego języka NVC, czy tak po prostu po koleżeńsku, po ludzku, tak jaką mamy relację, po prostu powiem, co widzę i czego chcę albo o co proszę, albo o co pytam. Czy jakoś pomogłam ci zrozumieć?

    J.P.: Czyli trzeba pytać.

    K.L.: Tak […]
    J.P.:  Zanim się zacznie krzyczeć. Żartuję.

    K.L.: Nie no to zawsze jest dobra strategia, żeby się dowiedzieć, o co chodzi zanim kogoś powiedzmy zfeedbackujemy w cudzysłowiu.

    J.P.: O feedback też będę pytał za chwilę, a powiedz jeszcze jedno. Zeszły rok wszyscy wiemy, jaki był, zresztą jego kontynuacje chyba mamy nadal. No jest teraz Euro 2020 mamy 21 wszy, więc chyba jest kontynuacja zeszłego roku. Powiedz, jak to w ogóle w twojej branży wyglądało, bo branża szkoleniowa, myślę, że dostała dosyć mocno, tak jak nasza filmowa, eventowa też. 

    K.L.: Okay. No ja opracuję w jakimś tam większym etacie w firmie, w firmie IT jako trener wewnętrzny, więc może ja tak nie dostałam, że tak powiem batów od rynku, który się zamknął na jakiś czas. Jeśli chodzi o szkolenia zewnętrzne, no to oczywiste jest to, że na początku miałam ich mnie, chociaż mi się tak trafiło, że miałam zajęcia na uczelni, więc dla mnie to też była taka praktyka, że oprócz pracy tej etatowej to miałam jeszcze online zajęcia na uczelni, więc uczyłam się na żywca, tego co można zrobić, jak można zrobić szkolenia online. No i myślę, że się nauczyłam przez ten ponad rok, dość dużo ich zrobiłam, też byłam na kursie, który uczy trenerów online, więc, ja osobiście, no w związku z tym, że ta znacząca część mojego etatu to jest praca w firmie IT, to nie odczuwam tego aż tak bardzo, a wręcz przeciwnie się dużo nauczyłam.

    J.P.: A jeśli chodzi właśnie o te szkolenia typowo online, bo mówisz, że to co tak jakby wykładałaś na uczelni i jakby ta forma online jest, to nieco odmienna, ja też uczę na Wrocławskim studentów i miałem tylko jedne zajęcia stacjonarne w ciągu ostatniego roku. Całą resztę wszystko było online, a nie nastawiałem się na takie coś, bo to był mój pierwszy rok na tej uczelni i też się musiałam nauczyć uczyć w tej formie. powiedz , jakie są twoje wrażenia z tej formy. Czy to lubisz, czy wolisz jednak taki kontakt bezpośredni z ludźmi, jak to z twojej perspektywy wygląda?

    K.L.: Ja powiem szczerze, że bardzo lubię szkolenia online. Zrobiłam ich mnóstwo i właśnie wewnętrznie i zewnętrznie, natomiast szkolenia czy też wykłady, zajęcia na uczelni to trochę inny rozdział. Tam większość studentów, myślę, że 95% przez 95% czasu nie włączą kamery, więc po prostu mówiłam do siebie, tak jak j teraz siebie widzę, tak właśnie tam siebie też widziałam. To było dla mnie ciekawe doświadczenie, bo jak się, że tak powiem, umawiałam z koordynatorką kierunku, że będę robić te warsztaty konkretne to jeszcze pandemii nie było, a jak już zaczęłam to pandemia trwała jakieś dwa, trzy tygodnie, więc uczyłam się wszystkiego na żywca. No u mnie to zadziałało tak, że jestem dość mocno samoukiem w wielu dziedzinach, a więc jednocześnie bardzo lubię chłonąć wiedzę, więc w okresie pandemii był taki szał na webinary i webinary były ze wszystkiego, z prawa pracy, z pracy zdalnej miliony, z motywowania ludzi zdalnie, z zarządzania czasem itd. Itd., więc po iluś dziesięciu webinarach w ciągu powiedzmy kilku tygodni to miałam coś takiego, że miałam, coś takiego, że po prostu wiedziałam, co robić, wiedziałam, co robić. Podpowiadałam sobie metody, techniki, wiedziałam, jak angażować, także bardzo lubię, ja też w mojej pracy i w tej firmie i poza firmą oferuję taką usługę one to one, czyli kontakt, to trochę nazwałam coachingiem komunikacyjnym. Czyli ktoś nie chce przyjść na warsztat, który trwa tam ileś godzin albo jak robię je dla firm to nie ma takiej możliwości. No i po prostu potrzebuję przekazać po prostu te casey z tym Michałem. Michał, go strasznie wkurza i nie wie, co robić no to sobie przygotujemy i dużo ludzi skorzystało z tego, z tej formy wsparcia. Również nie tylko akurat coaching komunikacyjny robiłam, ale też po prostu warsztaty one to one, jeden na jeden, kiedy ktoś właśnie nie ma czasu na normalny warsztat do nauki i forma online nie różni się dla mnie zbyt wiele od formy na żywo. Bardzo też lubię to, że właśnie z wszystkimi osobami włączamy kamery, więc ten kontakt wzrokowy jest, a same szkolenia takie grupowe, wielkoformatowe na ileś osób, kiedy robię dla jakiejkolwiek firmy to znacząca większość osób włącza kamerę i wtedy mamy totalnie kontakt. Ja też tworzę dużo ćwiczeń w parach, w trójkach, w czwórkach, grupowo, na whiteboardach itd itd. I mam takie feedbacki, że ludzie nawet będąc te kilkanaście miesięcy na pracy zdalnej mają takie doświadczenie, że wow miałam kontakt, miałam kontakt z innymi uczestnikami. No i to też jest bardzo fajna informacja zwrotna dla trenera, że coś się po prostu dzieje niezależnie od tego gdzie.

    J.P.: Mi właśnie brakowało takiego, przy tych zajęciach online owych, brakowało tego bezpośredniego kontaktu, bo nie widać tych reakcji, nie? W sensie nie wiesz, czy oni słuchają, czy oni nie słuchają, czy oni właśnie sobie robią obiad i skwierczy im kurczaczek na patelni, nic nie słyszę, w ogóle ich to nie interesuje, czy jednak są zaangażowani, też takie różne tricki kombinowałem, żeby po prostu. Tu jakieś pytanie, tu jakieś zawahanie, żeby też trochę wiedzieć, no i też, bo dla mnie to bardzo ciekawe doświadczenie, bo ja też nie wiedziałam, jak jestem odbierany, bo ja to pierwszy raz robiłem. A tak przynajmniej po minach widzę, że jest znudzenie, że wszyscy chcą iść i spać i do domu albo, że nie wiem albo, że mówię coś ciekawego albo dopiero coś tam po zakończonych zajęciach, po wystawieniu ocen, dopiero tam dostał kilka mailu, że spoko, że fajnie było albo, że coś chcieli się dowiedzieć albo dyptam, to coś odpisałam. To mówili, że fajnie zajęcia czy cios tam nie? A do tego czasu to ja zupełnie nie wiedziałem, czy jest super, czy jestem najgorszym wykładowcą na świecie i nikogo to nie interesuje, co tam gadam.

    K.L.: Poprzez patrzenie na innych ludzi miałeś taki empatyczny dar widzenia tego, czy to co mówisz jest dla nich sensowne czy nie.

    J.P.: Trochę tak ja sobie porównywałem z tymi zajęciami, które ja gdzieś tam miałem w swoim życiu wcześniej, bo też trochę sobie postudiowałem. I tak doszedłem do wniosku, że tak może nie jestem taki najgorszy, ale też nie jakiś super i tak nie wiedziałem, nie wiedziałem, trochę jakby czekałem na ten feedback i też to jest moim zdaniem wada tego. Chociaż też to się da rozwiązać, dać jakąś ankietę na koniec itd, natomiast rzeczywiście wielką zaletą tych onlineowych rzeczy moim zdaniem, największe chyba są właściwie dwie. Pierwsza: wszystkie możliwe narzędzia online, które można wykorzystać, to jest super. My, ja prowadziłem warsztat pracy z kamerą przez internet, więc to jest niewykonalne, ale wymyśliłem, jak to zrobić i wyszło, więc są narzędzia tylko trzeba z nich skorzystać. A jeśli chodzi o drugą najważniejszą rzecz: nie dojeżdża się. Idziesz na warsztat, wchodzisz do pokoiku, odpalasz sobie kamerę, zajmuje to około pięciu minut, jesteś w pracy, kończysz, dziesz zjeść obiad, zajmuje to dwie minuty przejście z pokoju do pokoju i nie jesteś w pracy koniec. A nie godzina w korku, coś tam i tak dalej i spalanie benzyny i CO2 emisja, także to jest moim zdaniem największa zaleta.

    K.L: Ja bardzo też bardzo lubię te dwie zalety. Tą drugą za czas właśnie przede wszystkim, za to, że ten czas jest inaczej wykorzystany, a druga zaleta to u Ciebie pierwsza. Narzędzia. To bardzo lubię zajęcia online, bo mam kilka pakietów wykupionych i bardzo lubię też często robię warsztaty z zespołami, nawet teraz jeszcze integracyjne. Oby zespoły stały się, nawet jeżeli część firm wróciłą do biura, to zespoły prz to, że były osoby rekrutowane z różnych miast są dalej albo pierwszy raz rozproszone po prostu, nawet jeżeli mogę iść do biura, to niektórzy nie są umówieni na pracę z biura. Robimy warsztaty online, takie powiedzmy trochę team buildingowe łamane przez poznajmy się, łamane przez ustalmy chociaż podstawowe zasady współpracy i narzędzia online typu choćby Miro czy Mural, pewnie są też inne. Jako, że korzystam z tych dwóch głównie, one dają fajnie narzędzia, one dają fajne narzędzia, żeby te dyskusje, które prowadzimy, nie są tylko o jakichś błahych sprawach, zostały, od razu mogę je po prostu wysłać je po warsztacie w formie pdf. Oni mają po prostu pdf na co się umówili, o czym gadali albo, co jest dla nich ważne, takich bardzo banalnych sprawach, o której możesz do mnie pisać, kiedy mam pracę efektywną, taką głęboką, chciałbym mieć, wtedy potrzebuję spokoju od komunikatów  od komunikatorów, nawet takie rzeczy można ustalić. Oczywiście, to wszystko można na charcie, na kartkach, to wszystko do tej poru robiłam na chartach na kartkach. NAtomiast, jeśli chodzi o taką poostawalność, ze to zostaję z ludźmi, no to wydaje mi się, że online daje takie fajne rzędzie, że ten pdf, wyciągnięcie pdfa z tego narzędzia jest po prostu banalnie proste i bardzo przystępne i w czytelnej formie zostaje materiał dla uczestników.

    J.P.: A powtórz jeszcze proszę z jakich narzędzi korzystasz?

    K.L.: Głównie takich Miro do tablic to Miro i Mural, one są bardzo podobne, ale mają różnice, ale są jeszcze takie inne darmowe typu Jam Board, Padlet.

    J.P.: Okay, okay. A powiedz, pomęczmy jeszcze tego naszego hipotetycznego Michała, bo chciałem jeszcze zapytać o feedback. Powiedzmy tak, no dobra  ten Michał się przestał spóźniać. Empatycznie do niego podszedłem albo przychodzi później, bo tak się umówiliśmy no i poszedł tam nagrać jakiś materiał. No i ten materiał był jakiś sobie, tak sobie go nagrał i ja go teraz muszę zmontować i siedzę nad nim i jest takie nieładne powiedzenie, montażyści mówią, że rzeźbie w mhh, jeżeli dostaniemy zły materiał i musimy długo nad nim siedzieć. Więc ja sobie rzeźbie, rzeźbie, rzeźbie i myślę sobie o tym Michale: o jejku Michale jaki ja jestem wobec Ciebie zdenerwowany z twojej osoby, postawy nieprofesjonalnej zdenerwowany i teraz zaraz do Ciebie zadzwonię i muszę Ci przekazać feedback pod tytułem zrypałeś robotę. Jak to można zrobić? Ja wiem, ze feedback to jest temat na odzdzielony doktorat,a  nie krótkę rozmowę. Natomiast w jaki sposób, jakie są takie dobre praktyki, żeby coś takiego powiedzieć, tak żeby ten Michał zmienił swoje postępowanie następnym razem, żeby się może nie obraził, żeby nie wiem, nie popadł w jakiś straszliwy smutek i żal, i chciał dalej ze mną pracować.

    K.L: To w NVC nie tylko w NVC, bo w takich, powiedzmy, nazwijmy to, najnowszych książkach, czy nurtach o feedbacku, to podstawowe pytanie jakie osoba, która chciałby udzielić feedbacku, powinna sobie zadać, dlaczego chce go udzielić i jeśli odpowiedź jest, bo chcę, żeby się Michał rozwinął i robił te rzeczy po prostu, jak nazwijmy to w cudzysłowiu, jak dobry montażysta, cokolwiek to znaczy, Dobry, miał określone umiejętności i dla jego rozwoju chcę to powiedzieć, to jest to feedback. NAtomiast, jeśli chce go zrypać za to, że tak długo pracuję przez niego, to może jest już mniejszy feedback, więc takie, naczy to nie mniejszy feedback, to nie jest feedback. Oczywiście, kiedy te rzeczy można powiedzieć w jakiś sposób i pierwszym krokiem, który zachęcam Cię, żebyś zrobił to jest przede wszystkim zadzwonienie i zapytanie Michała, bo swoimi słowami, ale mniej więcej, czy dzisiaj jest dobry moment, żeby pogadać o tym ostatnim filmie, który robiłeś, czy na przykład, nie tylko, że masz czas, ale to w nawiasie jest trochę, czy masz dzisiaj nastawienie, motywację do posłuchania o tym filmie. I teraz ja mogę zasugerować, że to chodzi o film, który nagrałeś, nie wiem jakie macie kryteria nagrywania filmu, ale powiedzmy, że w pośpiechu u ostatniego klienta, czy tam na jakimś wydarzeniu, no i chciałbym o tym pogadać i on mniej więcej już będzie wiedział, że to, myślę, że ludzie jakby sami wiedzą często, że coś popsuli lub nie. Może nie właśnie dokładnie wszystko, ale jednak wiedzą. Jakby będzie wiedział, że to chodzi o film, który właśnie nagrywał w pośpiechu i chyba coś nie wyszło, i on może ci po prostu powiedzieć otwarcie i szczerze: słuchaj Janusz ja dzisiaj naprawdę nie ma głowy do tego, czy możemy pogadać jutro? I pierwszym krokiem jest to, że jeżeli zadajesz pytania typu, czy masz na to czas i on Ci mówi nie. Zgódź się na to, że on odpowiedział nie, ale może Ci odpowiedzieć: tak, jasne, możemy o tym pogadać i taki początek jest bardzo podobny do tych innych komunikatów, o których dzisiaj rozmawialiśmy. Tylko to powiedz, co się wydarzyło na przykład dostałeś dzisiaj rano nagranie od niego albo i w tym nagraniu było to i to, albo że na przykład: od czterech godzin, od ośmiu godzin montujesz ten film i to jest fakt. Po prostu są fakty, przedstaw to, jaki to ma na ciebie wpływ, czyli w związku z tym, nie wiem, musiałem powiedzieć żonie, że dzisiaj się nie zajmę dzieckiem albo musiałem zadzwonić do klienta przesunąć moją. Po prostu wytłumaczyć się klientowi, że nie dam rady na za dwa dni tego zrobić, tylko potrzebuję więcej czasu albo musiałem obniżyć mu cenę, cokolwiek tam się wydarzyło w konsekwencji, że tak powiem. W efekcie, bo w konsekwencji może nie, bo w efekcie to i to się wydarzyło, różnych rzeczy to może dotyczyć: Ciebie, że jesteś zdenerwowany i w sumie nie wiesz, w co ręce włożyć. No i potem powiedz po prostu, o co prosisz następnym razem. Bardzo dużo teraz mówi się, nie tyle o feedbacku, tyle o feedforward, czyli takim można powiedzieć, to tłumaczy się na karmienie do przodu, jak nie za coś ci mówię za coś, tylko co w związku tym się wydarzyło chciałbym, żebyśmy zbudowali w naszej relacji biznesowej, zawodowej, czyli o co cię proszę na przyszłość, bo już teraz nie naprawie przeszłości. Ty już nie nakręcisz tego filmu drugi raz, to wydarzenie, te eventy się już nie wydarzą, on się już stał, więc nie ma co też do końca gdybać, jakie to jest beznadziejne albo nie możemy tego nagrać ponownie, bo to już się wydarzyło. Natomiast, możemy, mozesz konkretnie powiedzieć czegoś oczekujesz, o co prosisz w przyszłości albo możesz zapytać, znowu pojawia się pytanie o opcje oczywiście. Jakiej formy wsparcia Michał potrzebujesz w przyszłości, co byś chciał jeszcze, nie wiem, który aspekt, przepraszam, że tak mówię, trochę jak laik. Który aspekt nagrywania jest jeszcze dla Ciebie do zgłębienie, tam jeszcze do przećwiczenia, bo może jest jeszcze coś, co może ja na przykład zauważyłem, że to i to, a może Ty widzisz coś innego, że warto byłoby, żebyś jeszcze przećwiczył. Może to była kwestia czasu, pośpiech, nie wiem , event trwał 8 godzin, a Ty poszedłeś tam na 2 godziny i nagrało się tyle i tyle. Czy możesz, możemy się umówić, że jak event trwa 8 godzin to jesteś dostępny 8 godzin albo jesteś dostępny na początek i na koniec eventu, jeżeli to jest na przykład taka jest umowa z klientem, ze takie rzeczy się mają znaleźć w filmie, więc po prostu wychodzimy z takiej inicjatywy, że chcemy powiedzieć coś niefajnego, trudnego, może niekomfortowego dla tej osoby, czy ma na to dzisiaj energię i czas. Ja to mówię swoimi słowami, ty oczywiście możesz powiedzieć po prostu: Hej Michał, chce pogadać o tym filmie, naprawdę mi zależy, czy Ty masz dzisiaj możliwość pogadać albo czy masz ochotę, albo cokolwiek innego, a kończymy to też takim pytaniem. Jeżeli dajemy konkretny pomysł: słuchaj Michał chciałbym żebyś to i to, to też możemy tutaj zaangażować drugą osobę w tę dyskusję, bo bez zaangażowania nie wiemy, czy feedback dotarł. Co ty na to po prostu na końcu, co ty na ten mój pomysł, że będziesz tak robił albo jak to widzisz w przyszłości albo, co byś chciał zmienić w tym moim pomyśle. Po prostu zaangażowanie ludzi w rozmowę, w wymyślanie pomysłów też w takim nurcie te wszystkie nurty związane z, no choćby turkusowymi organizacjami, takimi organizacjami organizującymi się w różnych nurtach oczywiście mówią o tym, że angażujemy ludzi w rozwiązania, angażujemy ludzi w rozwiąznia, też dajmy im wolność wyboru. Czyli z jednej strony mówimy, co nam się podoba lub, co nam się nie podoba, ale też dajemy im przestrzeń, że oni też na tyle są, mają wiedzę na temat swojej pracy, że mogą po prostu wymyślić te rozwiązania i one zresztą mogą nam się podobać lub nie podobać, ale chcemy żeby z taką inicjatywą, że chcemy, żeby ludziom się chciało pracować, a chce się ludziom pracować jeśli mają wpływ na swoją pracę, więc na przykład są pytani na koniec feedbacku, co ty na to, co ty na ten pomysł?

    J.P.: Takie mam wrażenie po tej rozmowie, że te wszystkie rzeczy, o których mówisz, takich biznesowych, że one się totalnie przekładają na w ogóle każdy rodzaj komunikacji, bo te same narzędzie można zastosować w rozmowie prywatnej jak na przykład, nie wiem, ktoś mnie pozmywał naczyń i czas z tą osobą porozmawiać, dlaczego tego nie zrobiła, chociaż to jest obowiązek, bo tak się podzieliliśmy itd, nie? Więc tak naprawdę takie szkolenia, szkolenia z komunikacji biznesowej, no myślę, że mogą niejedno małżeństwo uratować.

    K.L.: Wiesz co, ja prowadzę szkolenia, które się nazywają empatyczny lider, uważna komunikacja w biznesie, empatia w biznesie. Natomiast, jest wielu trenerów którzy prowadzą te szkolenie dla rodziców na przykład albo dla partnerów, dla osób, które szukają sposobu na lepszą relację. Takich akurat trenerów jest, specjalizujących się w rodzinnym no szkolno, dziecięcych tematach jest o wiele więcej niż biznesowych. Natomiast, nie stanowi dla mnie żadnej przeszkody, żeby rozmawiać też o case’ach osób z biznesu, o case’ach z domu. Natomiast, jeśli chodzi o szkolenia to dedykuje bardziej zespołom i biznesom. Tutaj bardzo lubię ten aspekt komunikacji i uważam, że tutaj też się dzieje życie, które można jakościowo komunikacyjnie usprawnić polepszyć, ale tak masz rację. To co teraz powiedziałam wszystko, jak zaaplikujemy w rozmowę o wakacjach, w rozmowę o zmywaniu naczyń, o odbieraniu dziecka z przedszkola, czy o wspólnym wieczorze, którego dawno nie było, to jak najbardziej ma też zastosowanie.

    J.P.: To powiedz jeszcze tak na koniec, gdzie Cie możemy znaleźć w tak zwanych internetach, gdyby ktoś się chciał skontaktować, zamówić może jakieś szkolenie, to gdzie Cię namierzyć?

    K.L.: Ja serdecznie zapraszam na Linkedin Kamila Lachowicz, tam jestem, też jestem aktywna, można obserwować, czytać o empatii, o biznesie, o zespołach, a jeśli chodzi o facebooka to prowadzę profil na facebooku i instagramie po prostu Empatia w Biznesie. Tak się nazywa mój profil i tam też jest kontakt do mnie, numer telefonu i mail.

    J.P.: Super, to ja Ci bardzo dziękuję za rozmowę. Bardzo mi było miło dowiedzieć się, jak ma krzyczeć na pracowników. Oczywiście dużo hiperbol dzisiaj używam, jestem bardzo miłym człowiekiem, więc bardzo fajnie, że się dowiedziałem, jak to robić, myślę, że dla wszystkich słuchaczy, może dla wszystkich słuchaczy, którzy mają jakieś takie powiedzmy relacje biznesowe, znalazło się dużo rozwiązań i dla wszystkich słuchaczy, którzy mają jakieś relacje prywatne, a wszyscy jakieś mamy. Może się dowiedzieli, jak komunikować, żeby zmywać naczynia.

    K.L.: Dzięki Janusz za zaproszenie i za ciekawe pytania i do zobaczenia.

    J.P.: Super, jeszcze raz wielkie dzięki za rozmowę.

    K.L.: Dzięki.

    J.P.: Wszystkie linki, o których mówiła Kamila są oczywiście w opisie tego odcinka, a my widzimy się jak zawsze już w przyszłym tygodniu w środę o godzinie 10. Do zobaczenia!

  • Jak działa ludzki mózg? Szkolenia ze skutecznej komunikacji online – Zdalnie o onlajnie #047

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak szybko przystosować swoją firmę do nowej sytuacji?
    ➡️ Czy da się utrzymać wysoki poziom koncentracji u odbiorcy przez długi czas?
    ➡️ Czy praca zdalna będzie kolejnym benefitem niczym „owocowe czwartki”?
    ➡️ Co czeka branżę szkoleń w przyszłości?
    ➡️ I co z tym wszystkim ma wspólnego działanie naszego mózgu? Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Wojciech Mendyka – założyciel Meaning Makers – firmy szkoleniowej, która uczy jak zrozumieć i trafiać do mózgu odbiorcy.

    Profil na LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/company/meaningmakers/
    Strona Meaning Makers:
    https://meaningmakers.eu/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Transkrypcja odcinka:

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Wojciech Mendyka. Wojtek jest założycielem firmy Meaning Makers. Jest to firma szkoleniowa, która uczy jak zrozumieć, jak trafić do mózgu odbiorcy i no ma szerokie doświadczenie, bo w 25 krajach szkolenia już się odbywały. Cześć Wojtku.

    Wojciech Mendyka: Cześć, witaj, dzięki za zaproszenie.

    J.P.: Opowiedz coś więcej o swojej działalności. Czym się zajmujesz, kim jest Meaning Maker?

    W.M.: No Meaning Maker przede wszystkim jest to ktoś kto komunikuje się z sensem, samo w nazwie to jest zawarte, mam nadzieje. Czyli ktoś kto potrafi zakomunikować wartość tego co ma do przekazania, produktu, oferty, w rozmowie, w prezentacji, w negocjacjach. A czemu potrafi to zrobić? Bo jest w stanie to zrobić, bo cały element. Bo rozumie trochę tego, czyli rozumie jak jego mózg działa, ale też rozumie jak działa mózg odbiorcy po drugiej stronie i jest w stanie podjąć odpowiednie działania, konkretne kroki, żeby uzyskać rezultaty takie na jakich mu zależy.

    J.P.: Będziemy dzisiaj trochę rozmawiać na temat właśnie tego w jaki sposób można to zrobić. Oczywiście pokrótce no bo to jest temat na co najmniej wielogodzinne szkolenie. Więc tylko tak napomkniemy. Natomiast no jakby jesteśmy w sytuacji takiej w jakiej jesteśmy, pandemicznej. Różne firmy miały różne doświadczenia z tym związane, niektóre wystrzeliły w kosmos, jeżeli chodzi o ich przychody, no niektóre nieco gorzej. Jak to wyglądało u Was? Jak to wyglądało u Ciebie? No branża szkoleniowa nie miała najlepszej passy w zeszłym roku, ale z drugiej strony wiem, że dużo działałeś w takich szkoleniach online, więc powiedz jak to suma sumarum z perspektywy czasu jak to u Ciebie wyglądało?

    W.M.: No tak naprawdę u nas z perspektywy czasu wyglądało to bardzo dobrze. Nawet patrzyłem ostatnio jakby na kwestie przychodów, są bardzo podobne w tym roku i zeszłym. Biorąc pod uwagę sytuację uważam za, znaczy w zeszłym roku i w rok poprzedni, czyli 2019, 2020, ale jednocześnie przy znacznie niższych kosztach, więc to co się udało wypracować zainwestowaliśmy w nowych pracowników, w nowe produkty o których niedługo usłyszycie. To też ja jestem bardzo zadowolony. Jak sobie poradziła cała branża szkoleniowa to taki deck cleaner nie jest w stanie się wypowiedzieć, bo specjalnie też nie śledzę branży szkoleniowej, muszę przyznać się do tego. Jest ku temu kilka powodów. Jeden z nich jest taki, że raz że nie chcemy się za bardzo sugerować tym co robią inni, bo szczerze uważamy, że robimy coś inaczej i chcemy dalej robić to inaczej i idziemy swoją ścieżką. No a druga kwestia, to też są moje inspiracje, moi mentorzy jakkolwiek to nie pretensjonalnie nie zabrzmi. Nie ma ich w Polsce tylko są gdzieś dalej, więc nie śledzę, nie wiem do końca, ale wydaje mi się tak jak mówisz firmy, które się przystosowały były w stanie przenieść. Przenieść to co robią do świata wirtualnego. Poradziły sobie dobrze. No u nas tak naprawdę było, sytuacja była, wyglądała w ten sposób, że że przez to, myślę że przez decyzję podjętą wiele lat temu, że nie szkolimy, nie skupiamy się na tym, żeby było, żeby dać wiesz pięćdziesiąt narzędzi, czterdzieści kulek pointów na każdy temat, nie skupiamy się tylko na tym, żeby dać bardzo dużo takich drobnych rzeczy, które się w jakąś całość wspierają, ale one się łączą tylko nazwą szkolenia. Tylko skupiamy się na dużych tematach, czyli jak działa ludzki mózg, jak do niego trafić, jak to wykorzystać no i zmienił się kontekst. Tak, pandemia uderzyła. Również niespodzianką dla mnie to było. Nie jestem wizjonerem, nie przewidziałem tego, ale fakt, że skupiamy się na tych dużych tematach, zmieniliśmy metody, natomiast cały ten mindset i nasze nastawienie pozostało i te duże tematy, których uczymy, więc przystosowaliśmy się, się fajnie. Dla mnie oczywiście pomijając całą tragedię i dla wielu osób i firm wiem, że to było ciężkie. Z czysto biznesowego punktu widzenia ja dobrze wspominam zeszły rok. 

    J.P.: Ale właśnie mówisz też, że cię pandemia zaskoczyła. Jaka była jakby twoja pierwsza reakcja i w jaki sposób udało się zrobić to co się udało zrobić, czyli no, nie stracić większości przychodów tylko przestawić się na ten tryb, tryb powiedzmy nieco odmienny od tego co znamy na co dzień? Wy już robiliście wcześniej jakieś szkolenia online, czy to było dopiero teraz takie pierwsze doświadczenie? Jakby kiedy to się zaczęło?

    W.M.: No tu się śmieje, bo już mówiłem paru osobom. Gdybyś mnie zapytał na przykład koniec 2019 tak dobrze liczę? Koniec 2019 nawet początek 2020 gdybyś mnie zapytał czy można zrobić dobre szkolenie online to myślę, że bym kręcił nosem. Sam byłem status quo. Status quo i to jak jak łatwo nasz mózg wpędza się w status quo, czyli w pewny zastany stan, trudno nam o jakąś zmianę. Po prostu powtarzamy pewne rzeczy, ja też w tym byłem, tak? I naprawdę mnie to zaskoczyło bardzo. Te pierwsze miesiące były takim, no dla wszystkich, tak?  Dużym uderzeniem kreatywności, myślenia, jak to ma wyglądać, też przełamywania się do nowych form, nawet do tych których dzisiaj mamy. Wymyślania nowych sposobów na dotarcie naszymi ideami, żeby się utrzymały, bo dla mnie zawsze jest ważna spójność. Meaning Makers nigdy nie będzie firmą, która będzie szkolić z Excela na przykład, tak? Tylko skupiamy się na tym na czym się znamy, czyli właśnie jak trafić w różnych płaszczyznach i kontekstach tą komunikacją ludzkiego mózgu, więc to było trudne, ale szybko pojawił się pierwszy klient, który miał takie oczekiwania, żeby ich teraz tego nauczyć. Zrobiliśmy dla niego projekt szkoleniowy i potem już się potoczyło, bo dopracowaliśmy go, kilka projektów pod rząd, no i później zaoferowaliśmy to wszystkim i chwyciło. Dla mnie też, dla mnie to było super, bo i ostatni rok był pod tym względem super, że tak naprawdę, nie wiem miałem pewnie ze sto dni szkoleniowych online w 2020 i 80% z nich dotyczyło tego jak robić dobry online. Jak robić dobry wirtualny przekaz online. Więc w moim wypadku jest taka podwójna rola, bo nie dość, że uczę ludzi tego jak robić to dobrze wirtualnie to jeszcze w tym momencie muszę sam, sobą, ideami mean makers, pokazać, że sam je stosuje. No to oczywiście robimy, bo to jest jeden z większych takich naszych wyróżników i tego z czego ja jest bardzo dumny. No i dla mnie to jest super, jeśli ktoś mi później powie po 2-dniowym szkoleniu, że on widzi wszystkie te elementy zastosowane, więc pod tym kontem to naprawdę bardzo ciekawie, ale wszystko się zaczęło oczywiście od szoku i takiego, lekkiej niepewności co ja zrobię bez recheardów, bez markerów na sali i bez karteczek, ale.. Zresztą się bardzo rozwinąłem przez to i firma też tak naprawdę i wiem że jeśli teraz wrócimy, a wrócimy, bo to już się zaczyna, na salę to zabiorę ze sobą bardzo wiele rzeczy z onlajna, jakby ktoś pewnie powiedział. Zabiorę bardzo wiele z nich na salę. Takich odkryć moich osobistych, osobistego rozwoju jako trenera, jako firmy szkoleniowej.

    J.P.: A jako taka osoba z doświadczeniem teraz zarówno już w tych szkoleniach offlajnowych nazwijmy to i onlajnowych jakby co, czym się różnią takie wystąpienia powiedzmy? Czy jakby te narzędzia one są podobne jak je się dostosowuje do tej formy wideokonferencji powiedzmy czy jakby stosuje się jakieś całkiem inne triki, nie wiem, no bo, gdzieś tam byłem na jakiś szkoleniach różnych i tak dalej, tam są te jakieś, już nie mówię o takich docieraniu do mózgu tylko takich normalnych rzeczach, że tam jest jakaś integracja na początku, potem coś tam, potem coś tam, jest dużo takich elementów, które zawsze się gdzieś tam powtarzają. Już nie mówię o rzucaniu piłeczki i mówieniu imion swoich, tylko inne jakieś takie ćwiczenie. I wydaje mi się, że jakby przez, przy takich całodziennych na przykład szkoleniach, które nie odbywają się na sali w takim bezpośrednim kontakcie utrzymanie tego akceptowalnego poziomu skoncentrowania się uczestników jest no cholernie trudne.  

    W.M.: No ładnie to powiedziałeś. Generalnie poziom skoncentrowania uczestników to jeden z kluczowych obszarów tak naprawdę tych którymi my się zajmujemy, tak? Pod kątem właśnie pracy mózgu i jak do tego doprowadzić, ale pytałeś jakie są różnice tak to rozumiem, jakie są różnice. Jest tam jedna rzecz wspólna i od tego w ogóle musimy zacząć i to jest, to co tam stoi, leży na półce. Bo sama osoba, tak samo ty siedząc na sali, załóżmy na szkoleniu moim, kogoś innego, siedząc na sali w 2019, siedząc w online w 2020, bo jeszcze się rozwinąłeś do tego czasu, rozwijasz się cały czas jak my wszyscy, masz ten sam mózg, nadal masz ten mózg i ten mózg podejmuje decyzje czy się zaangażować, zainteresować, czy ma coś zapamiętać. On tak sam podejmuje te decyzje, tylko ma tutaj. Pojawia się teraz ściana w postaci ekranu, pewnych zmian, jakby tak na szybko miał kilka głównych różnic podać to one są bardziej z tym jak my ten przekaz musimy sformułować. Na przykład z czego to wynika: konkurencja online, zdalnie mamy znacznie większą konkurencję o uwagę. Dobrze to rozumiem? No jeśli wrzucę cię na salę, posadzę cię w biurku albo w ławce z kimś, nie masz zbyt, okej masz ograniczone pole, oczywiście możesz się totalnie nie zignorować, ale masz trochę ograniczone pole tej dystrakcji. W sali konferencyjnej dosyć często to były przypadki działów handlowych, klientów naszych, okej jakby nie kontrolujemy tego klienta. Normalnie byliśmy w tej sali konferencyjnej, była jakaś interakcja, jakiś społeczny kontrakt, który wymusza, że patrzę na ciebie jak z tobą rozmawiam. No a teraz oni siedzą, nie wiem czy klient nie ma z tyłu włączonego na przykład telewizora z netflixem w czasie gdy rozmawia ze mną i ma włączoną kamerą na przykład tak? Więc ta konkurencja o uwagę to jest gigantyczny temat i po prostu myślę, że już jak ktoś sobie wcześniej nie radził w realu z tym jak, jak utrzymywać uwagę, tylko liczył na jakieś szczęście. To w wirtualu, to już moim zdaniem to totalnie się spało. Bo tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym i trzeba też wiedzieć co się robi, trzeba to świadomie robić i trzymać tą uwagę. Sama informacja nigdy nie wystarczała moimi zdaniem już wcześniej upadał taki autorytet ekspertów, którzy powiem co wiem i uważajcie mam wiedze. Wiedza nie wystarczy, trzeba też wiedzieć jak to zrobić.To jest taka pierwsza różnica. Też trudniej jest kontrast zbudować. Wyobraź sobie, wchodzisz na Zooma, na Teamsa i masz x jakiś spotkań dziennie tak i jak to wygląda za każdym razem? No tak samo, wchodzisz, masz ten ul okienek. Wszystko jest takie samo i to jest twoje spotkanie. Ktoś wchodzi na twoje spotkanie, na twoją prezentacje i nie ma tego kontrastu. Spotkalibyście się w realu, byłoby inaczej, tutaj jakaś inna sala, tu jestem Janusz, tak? Jakoś zupełnie inaczej, a nagle jest bardzo obniżony ten kontrast i to jest ogromna kwestia, żeby budować te mikro, makro kontrasty w przekazie, żeby to się wyróżniło. Bo jak mam trzydzieści spotkań wirtualnych tygodniowo to ja nie zapamiętam nic z twojego, ani że się odbyło tak samo dokładnie jak inne. I też w ogóle cały mental się powinien zmienić. Przez mental rozumiem podejście mentalne. Znowu, okej nie widzę tych ludzi często, może część z nich ma wyłączone kamery, może to nie są złe intencje, tylko po prostu nie mogą z jakiegoś powodu włączyć kamer, ale nasz mindset powinien się zmienić z mindsetu. Będę na nich patrzeć, żeby przynajmniej wymusić na nich tą uwagę. Co często się na sali udaje. Korzystają z takiej litości trochę, odbiorców, którzy dobrze spojrzą, pokiwają głowami tak, tak ciekawe, dziękujemy i tak dalej. A tutaj po prostu mogą cię totalnie, mówiąc no… zignorować, nie będę używał innych słów. My musimy zmienić nastawienie, musimy robić przekaz od razu, który jest skupiony na tym, żeby tę uwagę złapać i utrzymać i nawet jak Ci ludzie będą mieli wyłączone kamery to nadal powinno się dziać coś co ich zainteresuje naturalnie, po czym się przekonamy na końcu, że oni tak uważali. Versus ktoś wyłącza kamerę, odpala netflixa, bo ja sobie mówię o swoich rzeczach, które są ważne dla mnie i chciałem je przekazać. To są takie największe zmiany, czyli ta duża konkurencja, dystrakcje, trudność wyróżnienia, no i ten w ogóle inny mindset musi być do przekazu wirtualnego. 

    J.P.: A powiedz, jakby bo ja się tak zastanawiam, bo ja też zacząłem wykładać na Uniwersytecie w zeszłym roku i odbyły się tylko jedne zajęcia. Słucham? 

    W.M.: Gratuluję!

    J.P.: A dziękuje. Odbyły się tylko jedne zajęcia stacjonarne przed którymi miałem oczywiście ogromną tremę, bo to było, jakby prowadziłem jakieś szkolenia filmowe wcześniej, natomiast no to jednak Uniwerystet i tak dalej. To jest moja almamater i tak no czułem, czułem taką tremę przed tym pierwszym spotkaniem i zaraz potem się zaczęły szkolenia online. W sensie zajęcia online, co z jednej strony właśnie było ciekawe, ale z drugiej strony jak już ponad rok, no już rok prowadzę te zajęcia online to mam takie wrażenie, że jakby chociaż jestem wielkim fanem i zdalnej nauki i zdalnej pracy i wszystkiego zdalnie. Ja mógłbym tylko, tylko nie wiem, tylko na piwo chodzić ze znajomymi, nie zdalnie. A całą resztę ogólnie zdalnie robić. To po roku takiej pracy czuję jednak, no jest to o wiele trudniejsze dla mnie z punktu widzenia tam osoby, która wykłada, niż to było gdy była taka relacja, no jakby bezpośrednia. I to jest na przykład o wiele bardziej męczące, w sensie ja na przykład…

    W.M.: Online? Online jest dla ciebie męczące?

    J.P.: Tak, pomimo tego, że nie muszę dojechać na miejsce, pomimo tego, że nie muszę, ja też prowadzę tam takie rzeczy bardziej warsztatowe, więc ja… Męczące jest też to, że ja muszę wymyślić coś, żeby Ci studenci zrobili coś praktycznego, ale mnie tam nie ma albo nie ma tego sprzętu, który bym im tam przywiózł i pokazał, albo nie ma czegoś tam. Więc jakby pomijając już przygotowanie do tych zajęć, że ono jest totalnie bardziej męczące, bo trzeba być bardzo kreatywnym, żeby to miało ręce i nogi i żeby oni tam nie zasnęli przy tych tych, przy tych zajęciach no to z drugiej strony po takim roku ja naprawdę tylko czekam, żeby już wszyscy się zaszczepili i żeby był wreszcie normalny, normalny tryb, bo już po prostu… Pomimo tego, że jestem wielkim fanem nauki zdalnej. Więc tak zastanawiam się jak bardzo to musi być męczące dla innych osób, które na przykład już od początku nie lubiły tej nauki zdalnej. No więc tak…

    W.M.: No wiesz co, wiesz co tak słucham, wiem że to w sumie nie było pytanie, ale tak zacząłeś o tym mówić.To też jest jeden taki z dużych punktów o których myślę często, że wiele osób mimo tego roku nie ogarnęło jeszcze tego jaka to może być przewaga, żeby dobrze coś zrobić online. To jest gigantyczna przewaga, gdyż kilka case’ów, nie wiem dział sprzedaży, który nigdy się nie mógł dostać do jakiegoś klienta i ten klient “yhy nie proszę nie przyjeżdżać, nie mam teraz tyle czasu”, ale może zgodziliby się na trzydzieści minut na Zoomie, może by się zgodzili na to nie? I to jest twój filtr. Twoje pierwsze wejście. I to co ty zrobisz przez te trzydzieści minut na tym Zoomie, to może zaważyć o wszystkim. No jak wyjdziesz, odpalisz sto slajdów, wyłączysz kamerę, coś tam będziesz ględził do siebie, czytając te slajdy i tak dalej, i tak dalej. No to, to nie wiem być może potwierdzisz ich przekonanie, że to była strata czasu. Nawet jak masz fajny kontent, fajny produkt i tak dalej. Moim zdaniem gigantyczny, gigantyczny obszar do wyróżnienia dla firm, dla ekspertów, dla liderów. Właśnie to, żeby dobrze zrobić przekaz wirtualny. Jest bardziej męczący, ja wiem? Na pewno przygotowanie jest. Myślę, że wiele osób upadło trochę, rozpadło się na tym, że faktycznie trzeba się…

    J.P.: Przygotować?

    W.M.: …Te rzeczy. Nie ma tak dużo przypadków. Na sali to wiadomo trzeba się przejść, jakiś żart wleci, czy tu jakiś suchar się uda haha wszyscy się pośmieją. Kawa w przerwach też pomaga, bo zawsze można… Jakby nawet jak zajęcia są beznadziejne to i tak spotkasz się ze znajomymi i ogólny obraz nie będzie taki tragiczny nie? A tutaj jednak jest duża odpowiedzialność na prowadzącym, żeby to poprowadził. No i jest pytanie czy chcesz wziąć tę odpowiedzialność, jak ze wszystkim. Bierzesz tę odpowiedzialność jak ze wszystkim w życiu, nie? Czyli bierzesz na siebie odpowiedzialność, wiesz jak zrobić pewne rzeczy. Trzeba się gigantycznie wyróżnić, gigantycznie. I ja nie ukrywam jestem beneficjentem tego co się działo w zeszłym roku, po prostu przez sam kontrast tego jak my pewne rzeczy robimy, jak szkolimy. Nie mówiąc już nawet o zajęciach ze studentami, które też prowadzę. Jakby nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie chciałbym tutaj wchodzić na niebezpieczną ścieżkę porównywania się. No ale wiem jak to wyglądało i w niektórych sytuacjach na przykład online odbyły się tylko moje zajęcia, a potem nie odbyły się żadne zajęcia już w ogóle, bo wszyscy czekają już na koniec pandemii, bo, no bo po prostu tak te reszte już zajęć nie do końca, nie do końca, nie do końca to był Meaning Maker, jeśli mogę tak powiedzieć, więc naprawdę totalna przewaga, gigantyczna no i pytanie czy chcemy ją wykorzystać czy nie? A teraz już w ogóle będziemy mieli, teraz mamy wielki powrót, tak? Znaczy exodus online. Teraz wszyscy otworzyli ogródki, można, super, lecimy, integracja, szkolenia, super. Ja i tak jestem przekonany, że ten element tego wirtualu nigdy nie zniknie. Nowe hasło hybryda, tak? Bo po prostu no. To jest ta przyszłość, nie? 

    J.P.: No właśnie przeszedłeś do mojego następnego pytania. Czy twoim zdaniem jakby ten udział, jakby mówisz, że hybryda, ale w momencie w którym załóżmy mamy jakiś, no zarówno konferencje, jak i szkolenia, no był jakiś tam udział, nie wiem może 10%, może 5% tych szkoleń online. Później nagle z tego się zrobiło 80, 90, bo też nie było innych możliwości. Jak myślisz jak to będzie wyglądało, wyglądało no powiedzmy w przyszłym roku jak już, no mam nadzieję już sytuacja się unormuje w przyszłych, dalszych latach? Czy to będzie, czy ludzie się w tym onlajnie zakochają, dlatego że nie trzeba jechać gdzieś tam i załatwiać noclegu, czy na przykład szefowie stwierdzą, że kurczę to jest zdecydowanie lepsze pod względem takim ekonomicznym, bo nie wysyłamy na szkolenie trzydziestu osób i nie płacimy im hotelu i oni skupiają się na tym, żeby się czegoś nauczyć, a nie na tym, żeby na after party sobie… się zintegrować delikatnie mówiąc? No, jakby jak twoim zdaniem może to wyglądać? 

    W.M.: To jest pytanie, nie tylko my się nad tym zastanawiamy pewnie. W tym momencie to jest przełomowy moment, bo znowu mamy wielką zmianę i jest taki wielki punkt przełomu, tak? Punkt przełomu co się, w ogóle trzeba, trzeba wymyślić nowy sposób na życie. Czyli w tę stronę wirtualną, a teraz Ci, którzy myślą sprytnie i widzą co się dzieje, jakby wiedzą, że będzie, no będzie takie odbicie, tak? Będzie, będzie odbicie bardzo mocne. Byliśmy w jednej ekstremie, teraz naturalnie dla nas jest, mózg tak działa, że lubi iść w ekstremę, mocne kontrasty. Więc byliśmy bardzo długo zamknięci w wirtualu, nie można było nic robić. Nawet jak chciałeś to nie mogłeś się spotkać. Teraz będzie bardzo taki mocny push w stronę tego żeby się spotkać. To jest okej, to jest naturalne, super. Też na to czekam. Też już mieliśmy takie, też mieliśmy szkolenia na sali, było super. Poczułem taką energię, której dawno już nie czułem. To było coś innego. Więc na pewno, ale z drugiej strony jak o tym rozmawiam właśnie…Też rozmawiam z trenerami, kolegami z innych krajów, którzy też pracują non stop z dużymi firmami i jak oni to widzą, jakie są trendy, co oni czują? Najczęściej pojawia się motyw, teraz będziemy mieli wielkie odbicie, a potem jak to w życiu ta guma trochę wróci i to gdzieś się zbalansuje i stąd ten motyw tej hybrydy. Tego że będzie trochę tak, trochę tak. No nie ma powrotu, no. Jakby nie ma powrotu. Podam Ci taki case ze stycznia, to jest nasz case. Jakby no po prostu, jak na tacy pokazuje zalety, już nie pomijam firmy szkoleniowe, ale w ogóle wszystkich, tak? Pracowaliśmy, mieliśmy pracować z jedną firmą, projekt dla dużej firmy międzynarodowej, ale zlokalizowanej tu we Wrocławiu. Tu jestem w Warszawie teraz. Ale zlokalizowanej tu we Wrocławiu, bo jestem z Wrocławia, także serce wiadomo gdzie jest. I początkowo miał być to projekt dla ludzi w Polsce. Potem nagle się okazało, że im się podoba ta idea. Było to szkolenie właśnie z wirtuala, jak to robić dobrze, więc oczywiście temat totalnie na czasie jeszcze nadal i będzie. I okazało się, że oni mają pod sobą teamy też w Stanach i w Azji. Nagle się okazało, że z projektu, który miał być na polskę, szkoliliśmy tę firmę na trzech kontynentach. No i teraz, wiem, wiem, że mnie lubisz, wiem, że masz wysokie zdanie na temat Meaning Makers. No ale to jest… Musisz sam się zastanowić, czy tak łatwo by do tego doszło, gdyby musieli mnie wysłać do Stanów, do Hongkongu i z powrotem, zrobić te dwie grupy, wciągać tych ludzi do hoteli i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej? Że tak łatwo, by im poszło przejście, rozbudowanie tego projektu, rozwinięcie tego projektu? No nie. To miało największą szansę właśnie przez to, że to było de facto zero kosztowo, to totalnie zero kosztowo pod kątem… Poza czasem oczywiście, no i, żeby nie było, że charytatywnie, ale mówię o dodatkowych kosztach związanych z logistyką. To się odbyło, więc… I takich szans będzie więcej, będzie cała masa, ja nie mam złudzeń, że jest cała masa firm, która zrozumiała też i nie chce się narazić… Ale właściwie, co mi tam. Zrozumiała, że cała masa szkoleń tak naprawdę nic ze sobą niesie. Poza tym, że się spotykamy i można się, można wiadomo się zintegrować. To jest super, ale ja mówię, ja się skupiam na tej merytorycznej wartości. Jak to jest dobre, nie? Że, że firmy nie płacą za to, że będzie fajnie, bo są drinki później wieczorem w hotelu. Można się spotkać. To jest, płacą też za to. I to jest zasługa integracji, ale ten kontent, ten materiał naprawdę jest tak dobry, nie? Że dla niego musimy się spotkać. Wydaje mi się, że dla wielu ta odpowiedź po tym roku będzie, że nie. Bo okazało się, że nie jest po prostu, więc to jest też kwestia tego jaki masz materiał i, i trochę poleciałem tutaj z tą odpowiedzią. Ale jeszcze chciałem dodać Polskę w tym wszystkim, bo myślę, że u nas trochę… U nas jednak trochę bardziej będzie, na pewno będzie ten, będzie ciągnąć te firmy i zarządy w stronę tego, do biura, do biura. No jakby stopień zaufania pracodawcy do pracownika w Polsce nie jest bardzo wysoki, tak? Więc myślę że wielu szefów będzie spało spokojnie wiedząc, że może zaciągnąć tych ludzi znowu do biura. To się oczywiście nie będzie dotyczyć wszystkich, bo są firmy, które zawsze były online, a niektóre będą pół na pół, ale wydaje mi się, że, że w Polsce jest trochę bardziej, ale nadal ten aspekt wirtualny będzie mocny, bo też wydaje mi się, że rynek po prostu nie zostawi wyboru niektórym. A zwłaszcza w kontekście komunikacji zewnętrznej, czyli na przykład jeśli ty jesteś moim klientem, jesteś w firmie, która daje Ci dwa dni home office, tak? Ja jestem, ja mam się  z tobą spotkać i tak dalej, i tak dalej. No, i co? No mam tylko trzy dni w tygodniu, żeby cię złapać w biurze, a pozostałe dwa już totalnie wypadają i nie mogę z tobą się skomunikować. A jeśli ty masz czas tylko na spotkanie ze mną w dzień kiedy jesteś na home office. Znowu co ja robię? Unikam tego, bo nie jestem w stanie zrobić dobrego przekazu w Zoomie? Czy właśnie wiem, że mój przekaz na Zoomie jest w punkt i zrobię to tak, że ty stwierdzisz, że to było najlpesze spotkanie wirtualne i ekstra? I coś z tym zrobię, więc myślę, że też klienci, odbiorcy oni trochę wymuszą to, bo wydaje mi się, że jednak trochę tego… Przyzwyczailiśmy się trochę do tego, do tej wygody, nie? Tak myślę.

    J.P.: Pod tym względem ja w stu procentach popieram i się zgadzam, bo ja też widzę na przykład po nawet firmach czy nawet nie firmach, instytucjach różnego rodzaju, które, do których no czasami trzeba było jechać specjalnie na spotkanie, które trwało półtorej godziny na którym ustalaliśmy, że trzeba się umówić na spotkanie kolejne. I to była cała merytoryka czasami w takim półtora godzinnym spotkaniu. No to teraz widzę, że to też trochę inaczej wygląda, bo po pierwsze jest zawsze ten wytrych na zasadzie: no tak, chętnie się spotkamy, ale no aktualnie jesteśmy 500 kilometrów od Wrocławia, bo pandemia i siedzimy sobie teraz. Montuje sobie filmy na wsi gdzieś tam, nie? No i… I to wszyscy wtedy zaczęli rozumieć, że można tak żyć i można tak funkcjonować i to jest normalne, że na świecie dużo osób w ten sposób w ogóle pracuje. I myśmy też w te, jakby myśmy w zeszłym roku zrezygnowali z biura jak się zaczął, skończył marzec, w sensie jak się zaczęła pandemia no bo, jakby uznaliśmy, że po pierwsze, że cięcie kosztów no bo, no bo poleciało nam dużo zleceń, a po drugie i tak wszyscy będziemy siedzieć w domu. No to dlaczego nie spróbować takiego eksperymentu, żeby całkowicie zdalnie zacząć pracować nad różnymi projektami. I jeszcze jak wtedy doszło do tego możliwość tych spotkań zdalnych nawet z firmami, które zwykle odmawiały tego rodzaju przyjemności, tylko trzeba było jechać tam osobiście to nagle się okazało, że ja w zeszłym roku spędziłem sobie cztery miesiące na wsi przyjemnie w ogródku, słuchając ćwierkających ptaszków zamiast tramwajów i bardzo, bardzo fajnie sobie montowałem, robiłem jakieś animacje i tak dalej. Więc myślę, że dużo ludzi, którzy zaznali tego, że można tak żyć to będzie na przykład dobry argument przy rekrutacji jakiś pracowników takich, których się, że tak powiem poszukuje, że praca zdalna będzie jakąś tam opcją. Myślę, że dużo firm w ogóle teraz to odkryło, że to zamiast “owocowych czwartków” może być dobry argument dla, dla potencjalnego pracownika i myślę, że wielu pracowników odkryło, że no jednak fajnie się pracuje ten, chociaż częściowo z domu.

    W.M.: Nie no to jest jakby, to jest… Dla mnie to jest… Napewno to ma… Wszyscy wiemy praca w domu ma swoje wyzwania. No ja nie wiem. Tak naprawdę to, to jak się pracuje z domu to nie było dla mnie zaskoczeniem, bo ja pracuję z domu tak od 2012, 2013 z doskoku próbowałem tylko w biurze. A od tego czasu wyłącznie pracuję zdalnie. No i sam wiem, pamiętam pierwszy rok, największe wyzwanie było takie, oczywiście popełniałem wszystkie błędy największe, tak? Czyli wstałem późno, wskakiwałem od razu w piżamie przed kompa, wsuwałem się po prostu tak jak spałem. Od razu maile, tutaj muzyczka i tak dalej, i tak dalej. Tak sobie siedziałem i czas leciał i byłem w takiej sytuacji, pamiętam właśnie ten… Pamiętam to uczucie, że o tej 16:00, 17:00 kiedy wszyscy inni wracają do domu. Jest taki moment, nie? Wszyscy wracają, cieszą  się, że wrócą do domu, ugotują obiad z rodziną. Wrócą do domu to jest fajne, żeby być w domu po byciu w pracy. Ja musiałem wyjść, musiałem po prostu nie mogłem już patrzeć na swoje biuro w domu. Musiałem wyjść. No i w tym momencie pamiętam, że bardzo dużo czasu spędzałem poza domem właśnie między 17:00 a 21:00. Do jakiejś kawiarni nawet, żeby tylko pogadać, wiesz zamówić kawę i mieć kontakt z człowiekiem takim realnym. Więc to są na pewno problemy i wyzwania tego, no ale sto procent. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto mógł teraz dużo lepiej zorganizować swoje życie, dzięki temu, że musiał pracować, a część z tych osób wcześniej chciała. No nie oszukujmy się przez takie 5 lat ich przełożeni mówili nie, nie, nie, a teraz nie mieli wyboru. To ciężko będzie do tego tak wrócić na zasadzie… To musi być jakiś opór, tak? Jeśli ktoś ze stu procent online przechodzi na sto procent na biuro. No chyba, że ktoś po prostu totalnie sobie nie radzi w tym onlajnie, no to się cieszy. Jakby to jest okej, tak? Nie ma problemu. Ale wydaje mi się, że dla wielu osób to jest, to będzie gigantyczna strata. Jedną z takich kluczowych koncepcji z resztą, rzucę taki, taki punkt nauki, tutaj z Meaning Makingu. Jedna z takich kluczowych aspektów podejmowania decyzji przez mózg przez człowieka jest awersja do straty, czyli loss aversion, Daniel Careman dla tych, którzy wiedzą o czym mówię. Totalnie unikamy straty, zdecydowanie jesteśmy w stanie więcej zrobić, żeby uniknąć utraty czegoś co mamy niż żeby coś zyskać. No i jaka jest największa teraz potencjalna strata dla ludzi, którzy nagle się dowiedzą, że nie, nie już teraz poniedziałek, piątek w biurze, tak? Gigantyczna strata tej autonomii, tej wolności, także tutaj spodziewam się może nawet nie takiego wyzwolonego buntu, oficjalnego, ale na pewno gdzieś coś będzie buzować, że… Oni sami wiedzą, że to jest po prostu trochę bardziej… Może być dużo bardziej efektywne jak to dobrze, dobrze tym zarządzamy. Ale jasne kontent jest ważny, jakiś balans, dwa dni w biurze reszta na zdalnym. To są fajne rzeczy, to są fajne rzeczy. 

    J.P.: Także podsumowując nie ma powrotu do 2019, świat się zmienił. A jak bardzo się zmienił to zobaczymy na pewno w perspektywie paru lat. 

    W.M.: Myślę, że tak, myślę, że tak. Na pewno się zmienił i no nie jesteśmy tutaj jasnowidzami, tak jak nie byliśmy na początku zeszłego roku. To był szok, ale myślę, że teraz już możemy, trochę też wiedząc o tym właśnie jak ludzie działają… No pewnych rzeczy nie da się odsprawić, tak? Nie da się ich odczarować. Siedzieliśmy w domu, pracowaliśmy. Ty siedziałeś na wsi. To było fajne, tak? Ja mam dwójkę małych dzieci. Dla mnie zeszły rok był niesamowity pod tym względem. Bo ja robiłem projekty dla, normalnie. Gdyby to był 2019, totalnie biorąc case z 2019. Miałem na przykład fajny taki jeden wyjazd, że byłem… Leciałem w niedziele, standard lecę w niedziele, tak? Już mnie nie ma przez pół niedzieli i przez pół weekendu z rodziną. W poniedziałek, w wtorek byłem w Helsinkach, miałem dwa dni szkolenia. A od razu, uwaga! Środa, czwartek miałem szkolenie w Amsterdamie. Także totalny hardcore, nie? Bo kończysz szkolenie o 17:00. Wiesz, zabierasz manatki, samolot, lecisz do innego miasta, wiadomo opóźnienia, może jakiś connecting fly i tak dalej. I jesteś tam 21:00, musisz jeszcze wpaść na salę szkoleniową, sprawdzić czy wszystko jest okej. Jeśli nie jest… Pozdrawiam obsługę tutaj hotelową, która układa materiały i tak dalej. Ale nigdy nie jest tak jak ty chcesz. Bo po prostu masz swoje, swoje odloty jako trener. Musisz wszystko… Wszystko musisz mieć. Idziesz spać o 23:30, 24:00 przy pomyślnych wiatrach i generalnie dążąc do tego, że nie było mnie cztery dni w domu. Piątego wracałem i nie było mnie tydzień. I wiesz 10 lat temu, nie przesadzam, nawet 5 lat temu tydzień był super, ale mam dwójkę małych dzieci i trochę mi się pozmieniało w głowie pod tym kątem. I dla mnie perspektywa tego, że mogłem… Dzisiaj, gdybym dzisiaj robiąc ten projekt w zeszłym roku, albo nawet teraz. Po każdym z tych dni poniedziałek, wtorek, środa, czwartek o 17:00 wyłączam Zooma i jestem z dziećmi, tak? Wspominając o tym, że jestem z nimi rano, bo budzą nas o 5:00, 6:00 rano, więc do tej 9:00 na szkoleniu też mamy ten czas. Ale tego bym nie miał, więc jako… Z mojej perspektywy jako ojca to, to jest the best. Nie dałbym to zastąpić. Nie wyobrażam sobe, żeby idąc dalej spora część mojego życia zawodowego jednak nie została w onlajnie. Nie tylko ze względu na uczestników, ale też egoistycznie trochę ze względu na mnie. 

    J.P.: Mam nadzieje, że tak powiem tak, tak będzie. Że jednak będzie hybryda chociaż, bo ja sobie też bardzo, jakby chwale. Z jednej strony jakby bardzo bym chciał z tymi studentami i tak dalej gdzieś tam chociaż zobaczyć twarze w dobrej rozdzielczości, w full hd. A z drugiej strony też sobie myślę, że kurczę jeżeli no, jeżeli bym miał do wyboru… No powiedzmy, że jeżeli miałbym do wyboru tylko w ten sposób pracować i tylko zdalnie albo tylko stacjonarnie i rzeczywiście poświęcać na to jeszcze ten czas, którego no, którego mamy trochę mało mimo wszystko no to myślę, że chyba bym się przemęczył w tym onlajnie nawet jednak, jednak. I też trochę ze względów, ze względów takich egoistyczno rodzinnych, że tak powiem. 

    W.M.: Ale to jest. Widzisz mówisz… Znaczy ja tak powiedziałem egoistycznych. I jakby wiem o co chodzi, ale…

    J.P.: W cudzysłowiu oczywiście dużym.

    W.M.: Wiem, wiem, ale jakby no, to jest, to jest totalnie ważne. Nie budujemy kariery na sprint tylko na maraton. Jeśli masz w tym biznesie wkład ze swojej branży, mocno cisnąć jeszcze następne 20, 30, 40 lat, tak? No to musisz to mieć na jakiś solidnych fundamentach, tak? I rodzina na pewno jest ważnym aspektem tego. Dla mnie jest. Mam totalnie inną gadkę niż miałbym 5 lat temu, bo 5 lat temu tylko sukces, sukces, sukces, lecimy, siedemnaście dni szkoleniowych dzień pod rząd, ale teraz już… Teraz też wiem, że to nie jest dobre. I ja też się zmieniłem jako trener przez to. Balans jest ważny i na pewno ta autonomia, którą masz, połączenie tego wszystkiego jest fajne i wielu osób to zrozumiało. Firmy to zrozumiały pod względem kosztowym bardziej oczywiście. Że nie muszą płacić za dwadzieścia pięć noclegów razy dwa w hotelu gdzieś tam. A to już w ogóle jest odlot przy szkoleniach międzynarodowych, jakby doceńmy to, tak? Masz dwudziestu pięciu uczestników w dużych firmach, każdy z nich jest na przykład, wiesz z innych krajów, tak? Muszą przylecieć, nie? Nim odlecą do Berlina, lecą na Helsinki, gdziekolwiek lecą. Loty, hotele, jakby diety, nie? Jakby to wszystko, to jest odlot. Więc, no firmy nie są głupie, że tak powiem, też liczą. Myślę, że to nie zniknie i znowu to jest kwestia tego, tego czy ten kontent jest wart, dobry tego, czy jest dobry i wart tego, żeby się spotkać, to jest jedna rzecz. A czasem po prostu jest dobry kontent, który może wygrać tym, że można to fajnie zrobić wirtualnie, czyli po prostu robić to z sensem.

    J.P.: A skoro mówimy o kontencie, który można robić wirtualnie to zdradź jeszcze gdzie Was możemy znaleźć, stronę internetową, social media? Oczywiście wszystkie linki dodamy też do opisu. 

    W.M.: Jeśli chcecie najświeższe informacje i dowiedzieć się co się dzieje i co robimy i też porcję wiedzy, update z tego czym się zajmuje Meaning Makers to zapraszam Was na nasz profil na LinkedIn. Dobijamy już do dwóch tysięcy obserwujących, więc cały czas są tam update, cały czas ileś tam wiedzy odnośnie jak trafiać przekazem do ludzkiego mózgu. To jest raz, strona, zawsze nasz adres ten sam, czyli meaningmakers.eu. Tam znajdziecie informacje o tym czym się zajmujemy. Poza tym kontent na instagramie, facebooku. Jesteśmy bardzo aktywni w mediach społecznościowych, oczywiście gdybym był sam to by tak nie było. Ale pozdrawiam przy okazji zespół, który nad tym pracuje, żeby też odsiedziały, kiedy ja tutaj wymyślam co napisać na tej tablicy i jakby ich czegoś nauczyć.   

    J.P.: Super. To ja też pozdrawiam zespół, no i co, i życzę, żeby ten 2021 był jeszcze lepszy niż 2020 i wszystkie inne, inne poprzednie. No i… No i co? Powodzenia w dalszym, w dalszym rozwoju firmy wirtualnej i w wirtualnym i offlajnowym.

    W.M.: Dzięki, nawzajem.

    J.P.: Super, wielkie dzięki za rozmowę.

    W.M.: Dziękuję bardzo.

    J.P.: A my widzimy się jak zawsze już w przyszłym tygodniu w środę o godzinie 10:00. No i do zobaczenia w onlajnie tym razem, już za tydzień. Cześć!

  • Sprzedaż roślin online. Jak zazielenić domy i biura w całej Polsce – Zdalnie o onlajnie #046

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak sprzedawać rośliny przez internet?
    ➡️ Czy warto mieć rośliny w swoim otoczeniu?
    ➡️ Czym jest makrama?
    ➡️ Dlaczego sprzedaż live np. na Facebooku nie sprawdza się we wszystkich branżach?
    ➡️ Czym jest metoda lean startup i jak ma się ona do sprzedaży kwiatów?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Miłosz Jarosiewicz – założyciel sklepu z roślinami Mała Szklarnia.

    Strona sklepu:
    https://malaszklarnia.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/malaszklarnia
    Instagram:
    https://www.instagram.com/malaszklarnia/
    Kanał YouTube:
    https://www.youtube.com/malaszklarnia

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam was serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie, ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Miłosz Jarosiewicz, założyciel sklepu z roślinami Mała szklarnia. Cześć Miłoszu.

    Miłosz Jarosiewicz: Cześć Janusz, witam serdecznie wszystkich słuchaczy.

    J.P.: Powiedz coś więcej na temat swojego sklepu, czym się zajmujesz, gdzie ten sklep się znajduje, gdzie te sklepy się znajdują. No i może coś więcej na temat sklepu internetowego. Czym właściwie jest Mała Szklarnia?

    M.J.: Mała Szklarnia to jest koncept, który powstał w głowie mojej i mojej dziewczyny około dwa lata temu. Jest związana z tym oczywiście pewna historia, mianowicie ja pracowałem wtedy w Softerhousie. Jeden z naszych klientów tworzył taki startup zajmujący się roślinami w Londynie. Miałem bardzo zielone biuro też, temat był dla mnie bliski, a Karolina z kolei też siedziała w temacie robiła masę słowików, wyplatała makramy, mocno się tymi roślinami interesowała. No i po jakimś czasie pojechaliśmy na urlop do Portugalii, tam ta roślinność jest bardzo ciekawa i w jednym z miejsc, gdzieś przechodząc obok takiej dużej, dużej szklarni obok Lizbony stwierdziliśmy, że a może we Wrocławiu też stworzymy małą szklarnię i w ten sposób otworzyliśmy sklep z roślinami “Mała Szklarnia”. Generalnie jest to miejsce dla każdego roślinomaniaka w Polsce, tak lubię to nazywać, dlatego że z roślinami wiąże się też trochę inna rzecz, bo też są doniczki, osłonki, są różne mieszanki ziemi, kwietniki, makramy, lasy w słoiku, różne środki do ochrony tych roślin. Dlatego chcieliśmy stworzyć taki koncept, w którym po pierwsze ktoś będzie mógł wejść w ten świat roślin, nauczyć się w jaki sposób je pielęgnować, rozpoznawać, dbać o nie. Dostanie eksperckie doradztwo, no i w ten sposób będzie taką małą szklarnię mógł też tworzyć w swoim mieszkaniu. No i zaczęło się od tego, że otworzyliśmy sklep stacjonarny we Wrocławiu, to był listopad poprzedniego roku, czyli 2019 tego, a my mniej więcej po niecałym pół roku otworzyliśmy sklep online i związało się to równo z rozpoczęciem pandemii niemalże, bo w tym największym chaosie pamiętam, symboliczna wtedy była data 13 Marca w piątek. Zamknęliśmy sklep stacjonarny, bo jakby rosły te obawy związane z pandemią, zrobiliśmy szybki restart naszej działalności, zastanawialiśmy się, jak się przystosować do tej sytuacji. No i rozpoczęła się sprzedaż online, taka stricte po grupach dyskusyjnych, przez facebooka, jak włączyłem wtedy platformę e-commerce dla nas, no i w kwietniu odpaliliśmy sklep online, no i tyle, to się potoczyło dalej.

    J.P.: Dwa pytania, co to są makramy?

    M.J.: Makramy.

    J.P.: Co to jest?

    M.J.: Makrama jest to zwyczajowo są to takie kwietniki wyplatane ze specjalnego sznurka. Ja mogę nawet pokazać.

    J.P.: Takie wiszące coś tak?

    M.J.: Tak, tak tak, to są takie wiszące makramy, patrzę czy są gdzieś za mną, widzę jedną. To może przerwę i pokażę od razu. To coś takiego, więc od razu widać co to jest.

    J.P.: A okay.

    M.J.: Coś takiego, to jest wypleciona makrama. To jest taka makrama ozdobna, natomiast są też takie z miejscem na doniczkę. Można powiesić tam roślinę i wtedy to służy jako kwietnik na ścianie.

    J.P.: Okay, dobra, jak czegoś nie rozumiem po drodze to zawsze próbuję zapamiętać, żeby zapytać, bo […]

    M.J.: Jasne.

    J.P.: Bo później zapominam. No i drugie pytanie już bardziej nawiązujące do tego, co mówiłeś. Zaczęliście sprzedawać online, gdzieś tam po jakichś grupach facebookowych itd. W momencie, kiedy zaczęła się pandemia i zamknęliście sklep, czy zaczęliście myśleć o tym już wcześniej?

    M.J.: Wiesz co, dla mnie e-commerce w ogóle, ja mam takie podłoże marketera tzn. Jako marketingowiec pracuję od dziesięciu lat ponad, dlatego zawsze wiązałem gdzieś swoją przyszłość z e-commercem i bardzo mocno wierzyłem w e-commerce, więc no nie jest też to mój pierwszy sklep internetowy. Także już od tam założenia domeny wiedziałem, że będziemy mieć sklep internetowy, tylko że parę miesięcy zajęła mi praca nad sklepem i to tak trochę powiązało myślę, że był on w miarę dopracowany przy starcie, choć daleko mu było do ideału i tego, co chciałem osiągnąć. Natomiast od listopada de facto dość intensywnie nad tym pracowałem, więc w marcu, kiedy ta pandemia się zaczęła to on był na takim wykończeniu. Natomiast wiem, że no nie jedna marka dopiero gdzieś po jakimś czasie zaczęła te prace, no i wiadomo, że troszeczkę czasu trzeba na to poświęcić.’

    M.J.: Dokładnie, idealny.

    J.P.: A powiedz, bo jakby ja tu już prowadziłem wywiady z osobami, które nawet uczą tańca online, chociaż wydawało mi się to niemożliwe, ale nadal trudno mi sobie wyobrazić, że można sprzedawać rośliny przez internet. No bo taka roślina, to jest delikatne stworzenie i jak to? Jak to robicie? Co jest waszym sekretem? 

    M.J.: Raz taką odpowiedź już ułożyłem, bo to pytanie pojawia się często i ja się cieszę, że to pytanie się pojawia, dlatego, że w momencie, kiedy ty pytasz mnie, czy rośliny można bezpiecznie wysłać przez internet, jest dla mnie sygnałem, że jeszcze nie każdy w Polsce o tym wiem. To znaczy, że ten rynek cały czas się rozwija, nie jest u piku. Tak jak mówimy, że Bitcoina trzeba sprzedawać, jak już twój taksówkarz zaczyna Ci o tym opowiadać itd. Rośliny da się wysłać przez internet, czy przez kuriera. Bardzo dużo czasu poświęciliśmy na to, żeby opracować taki bezpieczny sposób wysyłki tych roślin, bo na pewno trzeba wspomnieć o tym, że są bardzo bardzo delikatne, nie lubią zmian tzn, reagują szybko na zmianę tempa natury, światła, jakąś ilość wody w doniczce. Do tego trzeba wspomnieć, że czasami jeden listek kosztuje setki złotych, a nawet tysięcy. To już są bardziej rzadkie rośliny, no i w momencie, kiedy jeden liść kosztuje paręset złotych, a my go już w transporcie uszkodzimy to jednak trochę szkoda, dlatego opracowaliśmy taki system, w którym nic się nie dzieje. Zespół prawie dziesięciu osób czuwa nad tym, żeby te rośliny były bezpiecznie zapakowane, więc zabezpieczyć ziemię w tej doniczce, otulamy całą tą roślinę, żeby listki się nie uszkodziły, to wszystko mocujemy w tym kartonie. No ja się śmieję, że czasami jedną paczkę pakujemy do godziny czasu, co moim zdaniem, to jest bardzo dużo czasu uwzględniając jakieś standardowe zakupy w e-commers, gdzie płacimy powiedzmy 18 czy 15 czy 18, 20 złotych za wysyłkę kurierską. Trzeba zapłacić temu kurierowi za nadanie paczki, natomiast no proszę sobie doliczyć jeszcze godzinę, roboczo godzinę, która idzie na zapakowanie, ale jest też śmieszna historia, bo zanim to dla mnie to stało się takie oczywiste, to kiedy myślałem o sprzedaży przez internet roślin, to pierwsze moje pomysły były takie, że będzie taka sprzedaż live. To znaczy wchodzisz na stronę, jest tam jakiś czat, no u ktoś z kamerkę po prostu pokazuje Ci dany egzemplarz: o to twoja roslina, czy Ci się podoba, możesz ja obejrzeć z kazdej strony. Okay biorę, to pakujemy. Z dzisiejszej perspektywy, no jest to nierealistyczne, to zajmowałoby dużo więcej czasu, no i na pewno też finalnie okazało się, że nie jest to potrzebne, kiedy robimy zdjęcie produktu, który jest w sprzedaży to robimy wszystko, co możemy, żeby ten egzemplarz, który każdy z naszych klientów dostaje był bardzo zbliżony do tego, co jest na zdjęciu. Wiadomo, że są to żywe istoty i zakładamy jakieś 10/20% odchyłów, natomiast ani nie pokazujemy najlepszych egzemplarzy, żeby nie przesadzać i jakby nie sprzedawać tego, czego nie mamy. Także koniec końców już wysłaliśmy myślę, że dobre parędziesiąt tysięcy tych roślin, nauczyliśmy się, jak je prezentować, jak je pakować i co robić, żeby docierały do praktycznie każdego zakątka Polski.

    J.P.: To jest ciekawe, co powiedziałeś o rych takich nazwijmy to licytacjach. Też rozmawiałem kiedyś z taką firmą, z przedstawicielami tej firmy, którzy prowadzą sieć lombardów gdzieś tam w Elblągu czy gdzieś tam w okolicy i u nich to mega mega się wstrzelili z tematem. A to też wynika z tego, że oni bardzo różne rzeczy sprzedają, dużo z tych rzeczy jest droższych, bo zakładam, że tam niektóre roślinki są tam po kilkanaście złotych na przykład, a oni sprzedawali tam po kilka tysięcy, nie wiem, po kilkaset złotych, jakieś wisiorki, jakieś playstation, coś tam, no i nie ukrywajmy w lombardzie spektrum przedmiotów, jakie można kupić jest bardzo szerokie. I oni na przykład, im to świetnie się sprawdziło, oni jakieś tam grupy na facebooku założyli, mieli stałych fanów, którzy, co aukcję coś kupowali, a nawet samochód licytowali parę tygodni temu, więc da się. Ale właśnie to jest ciekawe, co mówisz, że to nie w każdej branży się sprawdzi. No bo rzeczywiście jeżeliby prowadzić u was coś takiego, jeżeli inna sprzedaż się, jest po prostu dobrze działa to rzeczywiście mogło to być nieadekwatne do czasu i jakby nakładów czasowych, technicznych, finansowych itd. Więc, to też dobra uwaga, żeby dobrze sobie, że nie każda metoda sprzedażowa zadziała przy każdym biznesie, tylko to jest jednak szerokie […]

    M.J.: Jeżeli mogę skomentować to, wydaje mi się, że nie jeden lombard sprzedaje rzeczy na Allegro i chyba nie widziałbym problemu w tym, żeby robić zdjęcia tych łańcuszków, samochodów. W roślinach jest to o tyle specyficzne, że masz jakby jeden gatunek, jedną odmianę tej rośliny. No ja mam ich ileś tam sztuk i każda wygląda troszeczkę inaczej, bo jest to żywa istotna, ona po prostu rośnie, więc za trzy tygodnie będzie w ogóle inaczej troszeczkę wyglądała niż w momencie, kiedy ja zrobiłem jej zdjęcie. Natomiast, na pewno jest to o tyle ciekawe, że kiedy gdzieś manewrujemy formą sprzedaży to wzbudzamy zainteresowanie i na pewno czyni jakąś różnicę jeśli ja bym teraz zrobił live sprzedażowego to proces sprzedaży jest podobny. Po prostu ktoś wybiera roślinę i ja mu ją wysyłam, ale ta forma podania tego, co może kupić będzie inna niż to, co widział do tej pory, nie będzie to filmik na YouTube, nie będzie to zdjęcie, a będzie to live, więc pod tym kątem jest to ciekawe.

    J.P.: Ale jeszcze apropo jeszcze filmików na YouTube, też widziałem, przeglądałem sobie was kanał. Bardzo fajnie to macie prowadzone, w sensie, tam macie tematykę taką, taki nazwijmy to content marketing o dbaniu o rośliny itd. I to jest absolutnie nie moja tematyka, to tak, że tak powiem na marginesie, bo ja jestem w stanie ususzyć kaktusa, ale myślę, że moja żona by się bardziej czyś takim zainteresowała, bo to ona jednak no to ona jest tą, którą podlewa te kwiatki o tym pamięta. Natomiast, niektóre te filmiki są bardzo fajne, a to robicie jakby własnym sumptem, czy to gdzieś tam zlecać na zewnątrz?

    M.J.: Tak jest większość z nich prowadzi Ola, która, którą też można spotkać w naszym sklepie stacjonarnym. Najczęściej w filmiku widać mnie, jak prezentuję jakieś tam dostawy, natomiast generalnie grubą większość foto i video realizowałem ja od początku. W tym momencie zaczynam to przerzucać to na zewnętrznych wykonawców, bo po prostu czasowo się z tym nie wyrabiam. Poza tym też nie jestem jakoś, nie mam jakiegoś mega skilla do tego robię to hobbystycznie totalnie. Natomiast, w którymś momencie warto takie rzeczy oddawać ludziom, którzy się w tym specjalizują no i tak jest to forma content marketingu, ale też budowanie rozpoznawalności marki. Ludzie zaczynają utożsamiać się z naszą marką poprzez te filmiki, kojarzą Olę, dostajemy masę, masę bardzo ciepłych komentarzy, że super widzieć taką ekspercką wiedzę, ale też w jakiś inny sposób reagują, kiedy idą do sklepu i widzą Olę w sklepie. Jakby to wydaje nam się, że znamy tą drugą osobę, mamy takie podświadome poparcie jej eksperckiej wiedzy, więc ma to wiele korzyści.

    J.P.: Tak to jest w ogóle bardzo bardzo ciekawe zjawisko, jak się spotyka kogoś z internetu. Mam takiego kolegę, z którym też zresztą wywiad robiłem, który jest fotografem, mieszka w Anglii i on prowadzi takiego vloga na temat fotografii analogowej. Jakiś chłopak, instagramer, czy ktoś tam z nim robił wywiad na live na instagramie i też tam właśnie to mnie tak uderzyło, on tak powiedział: no to jest takie dziwne uczucie, że on tego człowieka z internetu to on go teraz widzi, nie, że on się czuje jakby gadał z kimś sławnym, rozumiesz? To jest takie śmieszne, bo to wiadomo, no Bradem Pittem to on nie jest, ale rzeczywiście jest takie wrażenie jakbyśmy już z kimś rozmawiali co najmniej kilka razy, nie? I nie wiem, jakbyśmy kogoś takiego zobaczyli na ulicy to zwrócimy uwagę i będziemy się zastanawiać przez pół drogi, czy to był ktoś znajomy, czy my go gdzieś widzieliśmy. Ja tak też czasami mam, że gdzieś idę sobie przez Wrocław, patrzę, kurdę mówić cześć, czy to jest ktoś kogo, gdzieś w internecie widziałem, czy to jakiś znajomy, którego gdzieś tam pamiętam. Czasami mam taką właśnie wątpliwość, nie? Rzeczywiście te procesy, zresztą wiesz jako marketer to na pewno to też jest wszystko świadome i wiele może, że to po prostu nasze mózgi działają nie, no ale chciałem właśnie powiedzieć, że bardzo fajną robotę tam robicie. Przeglądałem sobie fajnie to jest zrobione, jeszcze jak to własnym sumptem to już w ogóle całkiem całkiem spoko, także szacun.

    M.J.: To miło słyszeć.

    J.P.: Dobra, to powiedz jeszcze tak, jakby samo, samo pakowanie itd to jest myślę duże wyzwanie. Natomiast, jednak praca w sklepie stacjonarnym i prowadzenie sklepu internetowego to są chyba całkiem różne rzeczy, tak organizacyjnie itd czy nie? Jakby to z twojej perspektywy wyglądało, czy twoim zdaniem na przykład jest, nie wiem łatwiej prowadzić sklep stacjonarny, czy łatwiej jest prowadzić sklep internetowy, czy może to jest tak różne, że tego nie da się porównać?

    M.J.: Jest różne, ciężko byłoby mi ocenić stopień trudności na pewno trudniej jeszcze jest z pakowaniem roślin, dlatego że do sklepu stacjonarnego się przychodzi, wychodzi się z torbami, w których są te rośliny, a kiedy realizuję zamówienia internetowe no to muszę to skompletować, wydrukować listę, czy tam przemielić przez system, skompletować zamówienie, spakować, nadać, tak dalej i tak dalej, więc myślę, że sklep internetowy jest troszeczkę jednak trudniejszy, ale to też zależy od branży, bo to ma swoje plusy i minusy, jeśli to byłyby jakieś książki to prawdopodobnie wysyłka i cały ten fulfilment byłby dużo łatwiejszy i szybszy. Więc nie chcę oceniać łatwe – trudne, to jest po prostu taka jakaś hybryda, połączenie, że ja mam akurat online i offline. Uważam, że ma to wiele plusów i na tym się może skupię. W tym momencie bierzemy, zostaliśmy zaproszeni do udziału w takiej akcji organizowanej przez miasto Wrocław i uniwersytet SWPS, która się nazywa Wrocław Zdalnie Lokalnie i lokalnie zmienia znaczenie, tak się ta kampania nazywa. No i ona ma na celu gdzieś oczywiście zachęcenie do wsparcia lokalnych przedsiębiorstw, ale też zachęcenie przedsiębiorców do tej transformacji do sprzedaży internetowej. No i u nas tak trochę było, my zaczęliśmy od sklepu stacjonarnego we Wrocławiu, to też jest moje rodzinne miasto, więc tu znam dużo ludzi, łatwiej było mi w jakiś sposób sobie tą bazę stworzyć, zbudować tą podstawę popularności czy rozpoznawalności brandu. Wszystkie wysiłki najpierw skupiliśmy na tym, żeby zbudować tą rozpoznawalność we Wrocławiu, zdobyć zaufanie, rozmawiać z tą społecznością i na tej podstawie stworzyliśmy sklep internetowy i zaczęliśmy rozwijać się trochę dalej. To mi przypomina, mam nadzieję, że się nie przestrzelę, ale z tego co pamiętam Uber miał taki model, kiedy zastanawiał się nad tym, żeby wejść w nowe miasto to musiał równocześnie zadbać o to, żeby mieć i klientów i kierowców, więc nie pamiętam już dokładnie jaką oni mieli metodę, czy to był jakiś landing page czy pobrania aplikacji inne gdzieś tam wypuszczali te wici, patrzyli jakie jest zainteresowanie, zbierali wstępne jakieś zgłoszenia. No i żeby odpalić tą aplikację w nowym mieście no to nie może być jeden kierowca i na przykład tysiąc chętnych pasażerów, więc tu właśnie najpierw stricte skoncentrowaliśmy się na jednym mieście. Myślę, że to pomogło w tym, żeby tą popularność później zdobywać w całym kraju, no ale to oczywiście jest też stała praca w mediach społecznościowych, gdzie jesteśmy bardzo aktywni, otworzyliśmy sklep stacjonarny w Krakowie po w Kwietniu tego roku, czyli półtora roku po otwarciu pierwszego, to było po prostu następstwo, jakiś kolejny krok, który mogliśmy zrobić w rozwoju tego biznesu. 

    J.P.: A jeżeli chodzi, bo jakby domyślam się, że na rynku takim stacjonarnym powiedzmy to jest no chyba, jest dość duża konkurencja, a jak to wygląda w przypadku rynku online. Czy dużo osób już wpadło na to, żeby sprzedawać rośliny online?

    M.J.: Wiesz co, pandemia na pewno spotęgowała cały trend związany z roślinami, ale nie tylko, też z wystrojem wnętrz. Na pewno jakby ten taki jeden przekaz, który staram się na lewo i prawo dawać to to, że e-commerce to przyszłość i naprawdę warto, warto się tym interesować i próbować wiązać z tym przyszłość taką przedsiębiorczą. Bo ciekawostką jest na przykład, że producent farb któryś, któryś z producentów farb, chyba w zeszłym roku tam marzec, kwiecień, maj miał wzrost sprzedaży typu 100%, bo ludzie nagle wrócili do domu, rozejrzeli się i zobaczyli, że można coś zrobić w tym domu. Ja też na biznes lubię patrzeć z perspektywy klienta i zawsze to robię, sam po sobie zauważyłem, że w momencie, kiedy ta pandemia się zaczęła, wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach to, no sam zauważyłem, że kurcze w tym domu jest troszeczkę pusto i gdzieś, jak wcześniej o tym nie myślałem, tak wtedy zacząłem myśleć: okay, to może jakiś obraz powieszę, trochę więcej roślin by się przydało, może wymienie sobie fotel, może kanapę, więc pandemia uruchomiła wiele trendów. No i jednym z nich jest ta rośliny domowe, więc otworzyło się trochę sklepów stacjonarnych, bo wcześniej myślę, że bardzo mówiliśmy tutaj o kwiaciarniach typowo sklepów z roślinami jako takich nie było, albo nie wiem, o tym się tak nie rozmawiało. Były to pojedyncze, takie sklepy specjalizujące się w tym. Ta pandemia to mocno wyrzuciła, no i w międzyczasie zaczęło powstawać dużo sklepów internetowych, zresztą jak myślałem o tym dzisiejszym podcaście, o tej rozmowie to doszedłem do wniosku, że gdyby mnie ktoś dzisiaj zapytał prawdopodobnie nie otwierałbym sklepu z roślinami. Dlatego że w biznesie bardzo ważny jest timing i ja otworzyłem z Karoliną ten sklep chyba w idealnym momencie. To znaczy tuż przed pandemią, jakby dopracowaliśmy sobie know-how, pierwsze procesy, jakieś ustaliliśmy, wyznaczyliśmy swoje miejsce, nie było tej konkurencji tak dużo, to były jakieś tam pojedyncze sklepy, to wszystko się zaczynało, a w momencie, kiedy wjechałą pandemia my byliśmy, oczywiście, że wszystko stanęło jakby na głowie, ale my mieliśmy to zaplecze i jakby w tym całym wirze pracy po 16 godzin dziennie, ciężko było nam się odnaleźć, bo tak dużo pracy, ale mieliśmy to pole startowe, a dzisiaj to jest jednak ten. Lubię porównywać to do bitcoina, ten bitcoin w mainstreamie, czyli wszyscy już o tym wiedzą, wszyscy są zachwyceni, wszyscy o tym mówią, no i ok dobra to otwieram sklep z roślinami. Ja myślę, że szukałbym branży takiej, która gdzieś tam wybuch ma przed sobą, no i tak trochę tych sklepów już powstało.

    J.P.: A jeżeli chodzi o samo promowanie takiego sklepu, bo no zakładam, że to nie jest tak, że kupujesz sobie domenę, wrzucasz sobie, stawiasz sobie tam sklep jakiś na jakimś szopperze, czy jakimś innym czymś, no i pyk tysiące klientów, nie? To jest jakiś tam proces i zapewne no już jakieś tam budowanie marki i tak dalej, w jaki sposób, jakby co mógłbyś poradzić takiemu Januszowi biznesu, że tak powiem, którego właśnie chcą namówić. Chociażby miasto Wrocław chce namówić, żeby przeszedł do online, ma jakiś tam sklep, od czego on powinien zacząć? Taki człowiek, który nie ma za bardzo doświadczenia w tej materii, czy powinienem, nie wiem, znaleźć sobie jakąś agencję, która mu to obsłuży, czy może powinien zacząć sam się uczyć, założyć bloga, pisać jakieś teksty, żeby tam, czytać o pozycjonowaniu, o SEO. Jak to z twojej perspektywy to wygląda, takiego człowieka, który jest może nie całkiem zielony, ale nie ma jakiegoś takiego doświadczenia w sprzedaży online?

    M.J.: Myślę, że tu zasada jest podobna zresztą jak przy startupach. Znaczy, biznes trzeba zwalidować, jeśli chcą ludzie, którzy chcą kupić to co sprzedajesz, to jest dobry znak i my zaczęliśmy od tego, że bardzo dużo się udzielaliśmy na grupach dyskusyjnych na Facebooku, tam widzieliśmy, że to zainteresowanie rośnie. W ogóle ciekawostką jest to nawet, żeby wykorzystywać takie narzędzia do badania trendów, nie pamiętam teraz, jak się jedno z nich nazywało, ale widziałem te wskazówki z google trends, oczywiscie jest znane narzędzie, no ale tam pokazywało popularność fraz. No i te rośliny miały tam wybuch, z 5, 10, 15 na 80, 100 i my pierwsze sprzedaże realizowaliśmy nie mając sklepu, to znaczy na grupach dyskusyjnych ktoś pisał: Hej, tam nie wiem, potrzebuję prezentu dla pracowników albo na jakąś tam okazję, no to my zaproponowaliśmy jakieś lasy w słoiku, czy małe kompozycje, ktoś pisał, że szuka takiej i takiej rośliny, “hej mam taką roślinę”, dokonywaliśmy jakichś transakcji, a potem sami zaczęli oferować, że mamy to i to i ludzie zaczęli odpowiadać, że chcą, więc tak naprawdę zwalidowaliśmy biznes zanim zaczęliśmy inwestować jakieś środki i myślę, że to jest kluczowe, bo Tobie, jeśli rozpoczynasz z biznesem, może wydawać się, że masz coś ekstra, ale tak nie jest bo nikt nie chce tego kupić. Więc, na pewno to jest kluczowe choć z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że pewne trendy dopiero się kształtują i może się na rynku pojawić popyt na to, co masz, ale osób o tym wie, mało osób tego chce, dlatego nie ma nigdy jednoznacznych odpowiedzi. Te trendy albo się wykorzystuje istniejące albo one powstają, bo nie wiem, masz coś jakiś kubek specjalny, którym nikt się nie interesuje, ale nagle trzech influencerów wrzuci, że ma taki kubek i masz boom. W tym momencie jeśli masz już założony sklep to cały ruch idzie do Ciebie, bo u Ciebie można to kupić od ręki, wiec no myślę, że nasz przykład pokazuje to wykorzystanie trendu. My już mieliśmy zapleczę sprzedażowe, pojawił się bardzo silny trend, my byliśmy go w stanie zaspokoić. Tak samo jak inne sklepy, które istniały już na rynku, bo każdy z nich bardzo bardzo mocno na tym skorzystał i się rozwinął, także tu myślę, że taką poradą na pewno byłoby szukanie faktycznej, realnej sprzedaży bez inwestowania znacznych środków w platformy i inne rozwiązania. No i ja też w tej swojej biznesowej podróży na pewno uczę się zabijać własny perfekcjonizm, czyli better done than perfect, bo miałem do tego skłonność, że przekładałem w nieskończoność, że muszę mieć idealny sklep, muszę mieć idealne to i to hamowało jakiekolwiek działania, natomiast lepiej jednak jest moim zdaniem robić rzeczy, sprawdzać, co działa, co nie działa, iterować czy tam wprowadzać małe zmiany, małe poprawki, robić kolejną rzecz, zbierać feedback, robić kolejną rzecz, zbierać feedback i tak dalej. Myślę, że podobnie jest z wszystkim nawet u Ciebie w twoim programie, jak nagrałeś pierwszy odcinek to, nie wiem, może byłeś i jesteś niezwykle do tego przygotowany, ale jest taka szansa, że nie byłeś zadowolony z wszystkiego, bo a to dźwięk, a to obraz, a to pytania, a już po 30 stym, po 40 stym jest coraz więcej wniosków, coraz więcej refleksji. Tak jakby nie trzeba mieć przy pierwszym odcinku idealnej okładki, nazwy, tematyki i programu gości na 30 kolejnych odcinków.

    J.P.: To jest ciekawy temat, który poruszyłeś, bo to dokładnie tak było. W sensie zepsułem tam wszystko, co się dało. Tego aż tak nie widać, jak ktoś się nie zna, natomiast ja to wiem i też z tego jakieś wnioski wyciągnąłem później. Pomijając już fakt, że byłem tak zestresowany, bo ja zwykle stoję po tej lepszej, czyli drugiej stronie kamery i to ja filmuję i to ja mówię ludziom, co mają robić albo jak mają się ustawić. A nie że ja sam muszę występować i ja na początku, byłem, jezu, strasznie, sam się nagrywałem i się stresowałem. Nie widziałem w ogóle, że to jest możliwe, ale widocznie, ale na szczęście to trochę przechodzi z czasem.

    M.J.: Nie to też super, to super.

    J.P.: To o czym ty mówiłeś, to czytałem taką książkę, jak zakładałem zresztą swoją firmę Lean startup, to jest dokładnie to, o czym mówisz, czyli stworzyć coś zamiast siedzieć dwa lata w piwnicy i programować jakieś coś, co może się potem nikomu nie potrzebne, no to poświęcić tydzień, zrobić cokolwiek, wrzucić to do ludzi i zobaczyć, czy ktoś się w ogóle tym zainteresuje, nie? To jest dokładnie to i tak samo myślę właśnie z tymi sklepami, nie, że najpierw spróbować dotrzeć do klienta, czy on w ogóle chce kupić te krzaczki jakieś różne, czy nie chce, czy go to w ogóle nie interesuje, a jak się okaże, że tych klientów jest wystarczająco dużo, to już można poświęcić się, zainwestować coś tam czas, pieniądze i stworzyć coś więcej.

    M.J.: No dla mnie takim tutaj przykładem jest, to nie jest już tajemnicą, bo w jednym wywiadzie już powiedziałem, że ja w momencie uruchomienia tej platformy, czyli sklepu internetowego w ciągu pierwszej doby zrobiłem pięciocyfrowy przychód. To mi po prostu pokazuje, że sama ta platforma sama ta platforma była automatyzacją procesu sprzedaży, który już istniał. To nie było tak, że ja wydałem kupę kasy, czasu i energii, na to, żeby dopracować sklep, który dopiero sprawdzę, czy działa i czy ma sens.  To było tylko i wyłącznie zautomatyzowanie tego, że sprzedaż prowadziłem spisując wszystko w excelu, pisząc na messengerze i platforma e-commerce służy temu, żeby ten produkt był już pokazany, było zdjecie, była cena, jest formularz zakupowy, gdzie ktoś może uzupełnić adres wysyłki, może automatycznie uiścić płatność, a to wszystko wpada już w jakimś gotowym wzorcu, który pomaga w realizacji tego zamówienia. Nie należy myśleć o tym, że sklep internetowy zmieni wszystko i przyniesie ci sprzedaż, to tak naprawdę jest miejsce, do którego kierujemy swoich klientów, gdzie mogą oni w łatwiejszy dla nas i dla nich sposób zrealizować zamówienie, dostać to, czego chcą.

    J.P.: Mi się teraz jeszcze przypomniało, Jeden przykład, myśmy w trakcie pandemii, tam na początku jakby no wiadomo, w marcu zaczęły się telefony, że tutaj ten event odwołany, ten event odwołany, a my dużo takich eventów obsługiwaliśmy jeśli chodzi o video. Więc tylko odbierałem telefonu i słyszałem jak bardzo nie zarobię pieniędzy w tym roku, no i też zacząłem wtedy myśleć, że okay, trzeba coś wymyślić, bo to nie może być tak, że będę siedział w domu i nic nie robił, jestem pracoholikiem i muszę coś robić. I wtedy sobie przypomniałem, że mamy sprzed dwóch albo sprzed trzech lat pomysł na taką platformę e-learningową z kursami, związanymi właśnie z tematyką taką video, fotograficzną, marketingu, social media itd. I też było tak, że myśmy zaczęli jakby zrobiliśmy część tej platformy wcześniej, dwa, trzy lata wcześniej, ja ją tam sobie odnalazłem gdzieś tam, no i zacząłem w niej dłubać. Jeszcze z jakimś programistą się dogadałem, żeby mi pomógł, bo ja aż taki super w tym nie jestem. No i dbaliśmy i dbaliśmy, ja tak sobie moze jeszcze taką funkcję znaleźć, może taką, może coś tam, faktury, żeby się automatycznie wystawiały, coś, coś, coś. No i tak wypisałem to sobie i pomyślałem, a jak mi się nic nie sprzeda, to co? To ja zmarnuję teraz dwa miesiące, przez te dwa miesiące konkurencja wypuści swoje kursy, dokładnie te same tematy, bo nagle wszyscy zaczęli robić kursy i webinary. To tak myślę, kurcze to nie ma sensu, dobra róbmy podstawową wersję, odpalamy, zobaczymy, niech się dzieje, co chce nie? No i to bardzo dobrze zadziałało, jakby nie w ogóle nie żałuję, że nie mamy, nadal nie mamy niektórych z tych funkcjonalności, ale niektóre gdzieś tam powolutku sobie dodaje i to fajnie się kręci, więc to jest rzeczywiście. Jak ja bym chciał tak do perfekcji zrobić wszystko, tak jak chciałem, to myślę, że teraz powoli byśmy zaczęli publikować może pierwszy kurs nie? A to było, a dokładnie 14 miesięcy temu czy 13 opublikowaliśmy już pierwszy, więc nie ma co być perfekcjonistą trzeba zrobić tak, żeby działało w miarę, a jak nie będzie działało, to ktoś napisze maila, to się naprawi i już.

    M.J.: Tak, tak, tak, no ważną podstawą jest ten zakres własnych kompetencji i ja jakby wiele rzeczy po prostu w ciągu ostatnich lat robiłem i przez to po prostu zaoszczędziłem tak. Bo jakbym nie robił marketingu to musiałbym, gdzieś to konsultować, szukać pomysłu na strategię, ktoś musiałby mi pisać posty, robić grafiki itd. Itd., więc no jednak mówię sobie, że dużo zaoszczędziłem i czasu i pieniędzy przez to, że sam te kompetencje do firmy wnoszę, dlatego też mam takie podejście, że w ogóle lubię się bardzo uczyć i robić nowe rzeczy, próbować, eksperymentować. Za każdym razem jest to pewna forma jakby zabijania czy akceptowania własnego wstydu, tego mierzenia się z porażką, z tym, że coś nie wychodzi. Gdzieś na własną rękę staram się dużo też kontentu tworzyć, czy to jakieś instagram story czy vlog, czy podcast i oczywiście te pierwsze razy to ciężko się na to patrzy zwykle, ale wiem, że jeśli wstyd mi jest coś publikować to znaczy, że się czegoś nauczyłem. A najważniejsze jest to, że to zrobiłem w ogóle, że odpaliłem ten aparat, że ten telefon do ręki zacząłem nagrywać. Generalnie wydaje mi się, że założenia trochę za dużo rzeczy bierzemy zbyt poważnie i traktujemy zbyt poważnie i patrząc na pięknie wypicowane profili na instagramie my też musimy mieć super zdjęcia, musimy mieć super zdjęcia, super wyglądać, musimy jeść super rzeczy. Jak nie mamy tego to nie mamy nic do powiedzenia, no wydaje mi się, że te rzeczy się wydobywają z nas, jak robimy coś, a jak nie robimy nic no to ciężko, żeby coś z nas wyszło, coś ewoluowało.

    J.P.: Poza tym to też jakby te media to wszystko to jest tak nowe, że to nie jest tak, że mamy tak, jak nie wiem, że istnieje już od 100 lat, że są specjaliści, do których można iść i się wszystkiego nauczyć i w ogóle 10 lat przy jakimś mistrzu pracować i później się jest tym super rzemieślnikiem. Tylko to po pierwsze jest nowe, po drugie jest coraz nowsze, to cały czas ewoluuje, więc jedyny sposób, żeby czegoś takiego się nauczyć to po prostu to robić, a człowiek uczy się na błędach, więc robić z błędami, a potem robić tych błędów mniej, a potem znowu więcej, bo znowu wchodzi jakaś nowa platforma, albo nowa forma i tak dalej. No i w ten sposób i no odwagi!

    M.J.: Też trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nie każdy chce istnieć w mediach społecznościowych, pokazywać swoją twarz. To też jest akceptowalne, szczególnie w przypadku bardziej introwertycznych ludzi albo takich, którzy nie lubią pokazywać siebie, tego, co robią. No mogą oni rozwijać oczywiście inne kompetencje, ale wydaje mi się, że ta możliwość tworzenia kontentu jest też na pewno w jakimś stopniu terapeutyczna i trochę jednak pomaga w takim rozwoju własnym, uczy nas samych trochę o nas samych. To jest też tak, że jak rozmawiamy z kimś, mamy jakąś myśl, mamy jakąś tezę np. E-commerce to przyszłość i chciałbym napisać posta i napiszę tam trzy akapity i opublikuję, ktoś mi skomentuje, a potem porozmawiam z tobą o tym. Nagle w mojej głowie zaczynają się pojawiać myśli, które są kontynuacją tego, któych nie miałem pisząc tego posta. Mówi się, że bogaci myślą na papierze itd, w momencie, kiedy zaczynamy coś zapisywać to musimy zapisać to musimy zapisać trzy zdania, żeby w naszej głowie w ogóle pojawiły się kolejne trzy, żeby pojawiło się rozwinięcie. Musimy odblokować pewne rzeczy, dlatego to tworzenie kontentu, te rozmowy, pisanie jakieś takie, czy morning journal, pisanie porannego notatnika, czyli wyrzucanie tego z podświadomości. Moim zdaniem są pomocne właśnie w takiej ewolucji, czy no rozwoju własnego ja.

    J.P.: W ogóle robienie czegoś nowego to jest przecież cały czas. Jakby jak się nie robi czegoś nowego to się człowiek nie rozwija. Ja właśnie w zeszłym roku miałem tak, że zacząłem gdzieś tam pracę na uczelni i zacząłem tam współpracować z takim serwisem, powiedzmy piszę jakieś tam artykuły, gdzieś tam z mojej dziedziny i też muszę powiedzieć, że to jest jakby coś, co teoretycznie mógłbym robić te artykuły itd. No i skończyłem dziennikarstwo, więc teoretycznie mam papiery na to, że jestem dziennikarz i mogę pisać, natomiast nie robiłem tego, bo zajmowałem się filmem i teraz, jak zacząłem to robić to po pierwsze to też było jakieś przełamanie, bo pod swoim nazwiskiem muszę napisać coś, jakąś opinię na przykład czy coś i ktoś się może przyczepić, że ma inne zdanie albo inną wizję. To też jest takie trochę, trzeba trochę odwagi, a po drugie przygotowując się chociażby do tych zajęć, które prowadziłem albo do tych artykułów się strasznie dużo nauczyłem różnych rzeczy, bo znam jakiś temat no i mogę o nim napisać stronę A4, ale żeby napisać trochę ciekawiej no to robiłem sobie research i nagle się okazywało, że o! Tak było, ale teraz jest coś nowego, jakaś nowa metoda albo o coś takiego, ale można to ugryźć w ten sposób o a tu jest świetny przykład, żeby prostym językiem wytłumaczyć coś skomplikowanego. I naprawdę ostatnie kilkanaście miesięcy poza jakby no całą tą dziwną sytuacją i tym, że ten biznes taki trochę był, że nie wiadomo, co będzie no to uważam to z aabrdzo rok. W sensie takim nazwijmy to samo rozwojowym, nie? Po prostu czuję, że w ciągu ostatniego roku więcej się nauczyłem, niż załóżmy w ciągu ostatnich poprzednich jeszcze trzech lat załóżmy mniej więcej.

    M.J.: Wiesz, co nawet słuchając tego, co mówisz w ogóle mam wrażenie, że niestety słowo rozwój osobisty dostało trochę po tyłku i nie potrzebnie, ja się tym interesuje dobrych paręnaście lat, brzmi dziwnie […]

    J.P.: No spaczone zostało trochę przez tych coachów w cudzysłowiu.

    M.J.: Dokładnie i jednak kiedy, gdzieś myślę, że przepracowałem sobie spojrzenie na to, bo rozwój osobisty tam Richard Bandler, NLP, Mateusz Grzesiak, czy jakieś tam inne znane postacie. To wszystko zostało wrzucone do jednego worka i mam wrażenie, że sporo ludzi, gdzieś tam w moim wieku i więcej, czy tam 85 – 95 , może trzeci rocznik tak na to patrzą podejrzliwie, że a to taka siara trochę, a jednak uważam, że ten własny rozwój, że ten własny rozwój, można odwrócić te słowa, jest turbo ważny i fajnie może by było gdyby to wróciło w jakiejś takiej bardziej pozytywnej otoczce i aurze, bo to jest po prostu bardzo ważne.

    J.P.: Ale myślę, że każdy jakby nawet nie nazywając tego rozwojem osobistym jakoś tak się rozwija, no bo jak się człowiek nie rozwija, tylko stoi w miejscu się zwija, no bo wszystko idzie do przodu, więc nawet jakbyśmy nie chcieli to jako przedsiębiorcy musimy. Rynek nas do tego zmusza i to jest dosyć dobre i stymulujące, może męczące, ale myślę, że dobre. 

    M.J.: Jak męczące to znaczy, że jakiś wysiłek został włożony.

    J.P.: Jak bolą mięśnie to znaczy, że był dobry trening

    M.J.: Tak, tak.

    J.P.: Super, wiesz co trochę dobiegliśmy od tematyki, polecieliśmy w stronę w stronę filozofii i rozwoju, więc jeszcze na zakończenie wróćmy do tematu roślin. Twojego biznesu. Powiedz, gdzie Cię znajdziemy, jakaś strona internetowa, wasz sklep, social media, gdzie gdzie widzowie mogliby zajrzeć i zakupić sobie roślinki albo na przykład dowiedzieć się o nich czegoś więcej.

    M.J.: Jasne, jest to przede wszystkim strona internetowa MałaSzklarnia.pl i tam my się, te nasze działania wszystkie łączą, mamy facebooka to też jest adres Mała Szklarnia, Instagrama Mała Szklarnia, na YouTube rozwijamy kanał o pielęgnacji roślin, gdzie można posłuchać w jaki sposób pielęgnować poszczególne gatunki roślin, jak monstera, filodendron, begonia, lokacja, aglonema i wiele innych, czy też posłuchać o tym, jakie są choroby roślin, jakie szkodniki te rośliny atakują. Dlaczego warto te rośliny mieć i jak już trochę wracamy do tematu, to na pewno rośliny w otoczeniu zmieniając sporo. Zresztą widać w moim otoczeniu trochę, że tam na przykład mamy taką, prawie trafiłem, gablotkę, gdzie akurat w domu trzymamy rośliny kolekcjonerskie. Karolina się tym głównie zajmuje, gablotka jest po to, żeby odtworzyć bardziej naturalne warunki dla tych roślin, bo jednak dużo roślin, które widzimy na rynku to rośliny egzotyczne. Dlatego mówiąc o pielęgnacji, mówimy o tym, żeby dać tym roślinom taką imitację tych warunków naturalnych, jak ona przyszła do nas, gdzieś z Ameryki Południowej, czy z innych miejsc, to nie wiem. Jeśli jest to paprotka czy kalatea i są to jakieś niskie warstwy lasów tropikalnych, gdzie jest półcień, jest wilgotno. W momencie kiedy taką kalatea przyniesiemy do domu i postawimy na słońcu, nie będziemy jej podlewać, będzie suche powietrze no to ona automatycznie zacznie nam umierać dopiero, jak ją przestawimy trochę do takiego bardziej naturalnego środowiska, czy tego półcienia, zapewnimy jej wilgotność powietrza. No to będzie jej lepiej, zaczynie odżywać, te liście będą rosnąć, więc tu takie gablotki służą temu, żeby tą wilgotność powietrza na przykład podnieść plus zapewnić im odpowiednie nasłonecznienie. Tu można wejść oczywiście w dość szeroki temat naświetlania roślin, czyli dawania im tego impulsu do wzrostu czy do rozwoju systemu korzeniowego. Za mną też gdzieś tam na szafce mam ustawione rośliny, na pewno bycie w otoczeniu roślin dużo zmienia. Dla mnie też symboliczna jest taka sytuacja, może ktoś z was też tego doświadczył, przeprowadzka. Miałem takie mieszkanie, w którym był bardzo duży salon, tam miałem poustawiane rośliny i zawsze w głowie mam ten obraz, kiedy wchodzę do tego salonu i jest po prostu taka zielona otoczka. Od razu tworzy się taki jakiś przytulny klimat, a w momencie wyprowadzki, kiedy te wszystkie rośliny wyniosłem, wszedłem na koniec do tego pustego pokoju to ma się wrażenie, że jest to zupełnie inne miejsce, o innej energii. Także, myślę, że dobrze one wpływają na nasze samopoczucie i komfort psychiczny plus rośliny jako istoty żywe mają w sobie to, że musimy o nie dbać i mamy w głowie każdą z doniczek, którą gdzieś tam w domu posiadamy jeśli zaczynamy się z nimi utożsamiać. Wiem, że musimy o nie dbać, one rosną, pojawiają się jakieś młode liście. To naprawdę potrafi wciągnąć, kiedy wraca się z urlopu, robi się obchód po wszystkich doniczkach, które są w domu, żeby zobaczyć jak one się mają, bo są żywe. One są po prostu inne za każdym razem, kiedy wracamy do domu, więc z tego powodu myślę, że mówiliśmy wcześniej już o samorozwoju. To też jest jakiś taki, jakaś taka część tworzenia własnego otoczenia, które sprawia, że się czujemy w określony sposób. Ja mam na przykład też psa, jakby pies zmienił bardzo dużo w moim życiu, w budowaniu więzi, relacji z tą istotą, także to są fajne rzeczy. Wracając jeszcze do roślin, gdzie możecie nas znaleźć, na pewno mamy też takie usługi, które polegają na tym, żeby zazieleniać biura. Pomagamy wybrać rośliny, które przetrwają w środowisku biurowym, bo nie zawsze jest to gwarantowane niestety, najczęściej jest to suche powietrze, bo ciężko zadbać o wysoką wilgotność powietrza w dużych open spaceach, chyba że ma się sporo nawilżający i jakoś się o to dba. Także raz, że doradzamy, pomagamy wybrać, a dwa w zależności od lokalizaji jestesmy w stanie taką sprzestzreń zaaranżować, także można znaleźć nas na stronie Małaszkalrnia.pl na facebooku, na instagramie, na youtubie. Mnie też można znaleźć jako Miłosz Jarosiewicz w sieci społecznościowej na linkedin, na instagramie. Może w kolejnym jakimś mieście niedługo poza Wrocławiem i Krakowem też stacjonarnie jesteśmy.

    J.P.: Super, więc zapraszam serdecznie na wszystkie social media, strony internetowe i do zazieleniania swojego otoczenia. No i ewentualnie do wizyty stacjonarnej, bo już na szczęście pandemia mam nadzieję nam mija, więc powrócą sklepy tradycyjne z tradycyjnym oglądaniem, tradycyjnych produktów na tradycyjnych półkach.

    M.J.: Robimy też warsztaty, bo też właśnie wiąże się z pandemią, nie mogliśmy ich robić, jak wszystko było zamknięte, ale jest to świetny sposób spędzenia czasu, bo sam powiedziałeś, że ususzyłeś kaktusa.

    J.P.: To akurat nie zdarzyło się mi, ale myślę, że byłbym w stanie, tak.

    M.J.: Okay, także myślę, że takie żywe doświadczenie też jest super i robimy warsztaty, gdzie można przyjść przez godzinę, dwie, trzy, posłuchać o podstawach pielęgnacji roślin i w ogóle też w trakcie tych warsztatów przesadzić sobie roślinę, podlać ją jakby, zobaczyć, jak to jest, rozpocząć swoją roślinną przygodę.

    J.P.: I do tego, do tego, serdecznie zachęcam wszystkich, a tobie Miłosz bardzo dziękuję za niezwykle ciekawą rozmowę.

    M.J.: Ja również dziękuję za zaproszenie, miło mi było.

    J.P.: Super, wielkie dzięki.

    M.J.: Do usłyszenia.

    J.P.: A my widzimy się, jak zawsze już w przyszłym tygodniu, jak co środę o godzinie 10. A tymczasem zachęcam do zazieleniania swojego otoczenia. No i do zobaczenia, już w przyszłym tygodniu. Cześć!

  • Wirtualne szkolenia ratujące realne życie. Pierwsza pomoc w VR – Zdalnie o onlajnie #045

    ➡️ Czy wirtualnie szkolenie może uratować realne życie?
    ➡️ Jak wygląda szkolenie z pierwszej pomocy w VR?
    ➡️ Jaki sprzęt i technologie są stosowane do szkoleń?
    ➡️ Czy przyszłość szkoleń to VR i AR?
    ➡️ Dlaczego warto znać podstawy pierwszej pomocy?

    Między innymi na ten temat rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Grzegorz Kobuszewski – CEO 4helpVR, firmy zajmującej się przeprowadzaniem szkoleń z zakresu pierwszej pomocy i BHP w wirtualnej rzeczywistości.

    Strona 4HelpVR:
    https://4helpvr.com/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/4helpvr/
    LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/company/4-help-vr/
    Instagram:
    https://www.instagram.com/4helpvr/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

  • Polska oaza na gruzińskiej pustyni i 89-letni emeryt w Arktyce. Barents.pl – Zdalnie o onlajnie #044

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak wygląda rynek turystyczny w Polsce w 2021 roku?
    ➡️ Na jaki szczyt w Arktyce wspiął się 89 latek?
    ➡️ W jaki sposób promować firmę na tak konkurencyjnym rynku jak rynek turystyczny?
    ➡️ Dlaczego Urzędy Skarbowe w Polsce są lepsze niż w Czechach?
    ➡️ Czy najlepsze all-inclusive jest w polskiej oazie na gruzińskiej pustyni?

    Między innymi o tym będziemy rozmawiać w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Roman Stanek – założyciel biura aktywnych podróży Barents.pl

    Strona biura podróży:
    https://www.barents.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/barentspl
    Instagram:
    https://www.instagram.com/barents.pl/
    Strona Oasis Club w Gruzji:
    https://www.oasisclubudabno.com/
    Film, który zrobiliśmy w Udabno za 2l domowego wina dla przesympatycznej Pani Tiny:
    https://www.facebook.com/SavaneHostelUdabno/videos/382415362692133

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku zdanie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietrasiak, a moim dzisiejszym gościem jest Roman Stanek założyciel biura aktywnych podróży Barents.pl. Cześć Roman.

    Roman Stanek: Cześć, dziękuję za zaproszenie.

    J.P.: Powiedz proszę powiedz proszę coś więcej na temat swojego biura podróży. Jakby czym czym biuro aktywnych podróży różni się od takiego biura podróży nie aktywnych.

    R.S.: No powiem ci tak to jest. W czasie kiedy wszyscy pracujemy zdalnie w domu i przy komputerze to najlepszą formą wypoczynku jest właśnie ruch. Dlatego właśnie my zrobiliśmy takie biuro, które się orientuje na aktywne wycieczki, na aktywne podróże, chodzimy po górach, jeździmy na rowerze, ale nie tylko. Dlatego to się nazywa biuro aktywnych podróży. Podczas tej podróży mamy jakieś tam aktywności.

    J.P.: Czyli jest przeznaczone dla takich osób, które jednak jak już jadą na wakacje to nie do końca chcą siedzieć w Tunezji nad basenem zamknięci w resorcie przez tydzień i jeść all inclusive 8000 kalorii dziennie tylko chcą spalić 8000 kalorii dziennie.

    R.S.: Mnie się wydaje, że właśnie teraz coraz więcej ludzi nie chce, w sensie szuka inną formę jakby spędzania czasu i wypoczynku. I my to też jakby widzimy to, że to zainteresowanie jest coraz większe takimi wyjazdami, gdzie coś odkrywasz, coś zwiedzasz i jeszcze się przy tym ruszasz. Dodatkowo te nasze wyjazdy są jeszcze robione tak, że staramy się to robić w formie jakiejś takiej odpowiedzialnej turystyki to znaczy, że jesteśmy gdzieś w tych miejscach i staramy się, co najwięcej, co najbliżej by tych ludzi którzy tam mieszkają. Też spędzać z nimi czas po prostu mieszkać u nich i to jest jakby dodatkowy atut, bo w dzisiejszych czasach mi się wydaje, że już nie masz co odkrywać już po prostu biegun północny, biegun południowy zdobyty wszystko wszystko cała nasza planeta jest na Google Maps to znaczy, że już nic takiego nowego geograficznie nie odkryjesz. Dlatego mi się wydaje, że co jest ciekawe jest bardziej dogłębne to znaczy, że po prostu gdzieś dojedziesz i po prostu starasz.. No bo próbujesz poznać tą kulturę tych ludzi i kuchnię na przykład, to jest też taka nowość, także to jest forma wyjazdu, którą się staramy robić.

    J.P.:To jest też bardzo ciekawa tendencja mi się też wydaje, że to np. jakby nie mówię, że wszyscy, ale jednak ten, ta zmiana po 89 w Polsce przynajmniej. W 89, że nagle ten kraj, ten świat się otworzył trochę, nagle wszyscy się zachłysnęli tym Egiptem za 999 złotych all inclusive. Tylko że ci co już tam chcieli być to już tam byli. No i potem co? Potem jechali do Grecji, potem jechali do Włoch, potem gdzieś tam, potem gdzieś tam i nagle się okazuje, że może to siedzenie nad tym basenem to nawet dla tych ludzi, którzy byli jakby potencjalnymi wcześniej klientami tych zwykłych biur podróży, może już być niewystarczające. Tak mi się wydaje.

    R.S.: Oczywiście na przykład ja, jak niektórzy ze słuchaczy i widzów poznali, pochodzę z Czech i ja nie pamiętam to, ale moi rodzice mi opowiadali że 89 i w 90 roku były duże kolejki przed biurami podróży na wycieczki autokarowe wtedy gdzieś na zachód, które były tam. Nawet nie chodziło o to dokąd, ale gdzieś pojechać po prostu jeżeli stałeś na przykład w tej kolejce dwie godziny no to wycieczka, na którą sobie zaplanowałeś rano, że pojedziesz to już się wyprzedała w międzyczasie i brałeś to, co wtedy było dostępne, nie. Po prostu dla mnie to jest niewyobrażalne, że w dzisiejszych czasach by coś takiego się działo, ale jakby ta chęć podróży, ta chęć zwiedzania, chęć odkrywania jest chyba w większości ludzi tutaj i tymczasowe możliwości teraz. No teraz właśnie, przed covidem, mam nadzieję, że po covidzie będą też, to nam umożliwia właśnie funkcjonować i pracować.

    J.P.: A skoro już poruszyliśmy ten temat, tego nieszczęsnego covida, jak to wyglądało u was w branży, no bo mieliśmy ten zeszły rok jakiś tam marzec to się tam, że tak powiem zaczęło już coś dziać. Mieliście na przykład jakieś sygnały z zewnątrz, że ktoś mówił o uważajcie, bo tutaj w Chinach, a tutaj we Włoszech, a tutaj coś tam. Czy może to dojdzie do Polski, że co to będzie, co to będzie. Czy np. nie mieliście tak, że zastanawiałeś się jaki jest, będzie plan B, plan C w razie gdyby coś tam to nie wiem to wirtualne zwiedzanie online. Nie wiem, wiesz ale chodzi mi o to czy to było jakby totalne zaskoczenie, czy jednak gdzieś tam były jakieś sygnały z zewnątrz. Zapewne nikt się nie spodziewał że to aż tak wszystko walnie, ale czy jakoś się do tego przygotowywaliście jako firma?

    R.S.: No właśnie. Dla mnie osobiście to było bardzo duże zaskoczenie. Jako firma myśmy się do tego w ogóle nie przygotowywali. Powiem ci taki przykład. Ja jeszcze w lutym byłem na wyprawie na Bali i tam już była taka sytuacja, że już nie było Chińczyków w ogóle, którzy zawsze tam są jakby największą grupą turystyczną i po prostu nadal w ogóle mi nie przychodziło do głowy, że coś takiego może przejść do nas, że na przykład po prostu będą zamknięte granice, że ty też pochodzisz właśnie z granicy czesko polskiej to sobie chyba nie wyobrażałeś, że na granicy będę stała armia i będę strzelała nad głowy ludzi, którzy po prostu będą przechodzili tą granicę. Także generalnie ja nie byłem w ogóle przygotowany, firma nie była na to w ogóle przygotowana absolutnie, że coś takiego się stanie. Na szczęście marzec nie jest naszym sezonem, bo my robimy wyjazdy raczej latem albo od maja do października, do września, do października także nie mieliśmy żadnej grupy za granicą albo coś takiego, no ale w ten moment mieliśmy duże np. zamówienie firmowe do Gruzji, która jest naszą główną destynacją, gdzie 200 osób z całej Europy menedżerów IT firmy miało pojechać po prostu na taki event 4 dniowy. No i niestety ta firma to odwołała już i potem za granice były zamknięte wszystkie loty były odwołane i wtedy my zostaliśmy właśnie tak bez żadnej możliwości działać. No i dopiero zaczęli zastanawiać, co będziemy robić, w sensie co dalej. Ja jestem ogólnie optymistycznym człowiekiem, także ja myślałem, że to przejdzie do maja. Jeszcze mówiłem: No spoko no tak jest marzec będzie dobrze no to majówki. Majówki się odbędą i tyle. No i majówki oczywiście się nie odbyły. Potem mówiłem: no dobrze no to w czerwcu albo latem wakacje to już na pewno wszystko będzie w porządku i w ogóle nic. Wakacjach mieliśmy cztery wyjazdy, jak poprzednio mieliśmy 70 i teraz mamy mieć cztery. Także to było bardzo ciężkie dla nas, ale z drugiej strony my tak ogólnie, że przygotowaliśmy do tego, że coś się może stać albo ja jestem taki ostrożny. My nie braliśmy żadne kredyty albo po prostu pożyczki mieli jakiś zapas gotówki, trochę ograniczyliśmy naszą działalność. Ja nikogo nie zwolnił na przykład, ale po prostu nie wiem. No różne takie małe rzeczy, które myśmy zrobili, też państwo nas trochę wsparło. Także to też było dobre. No i w tym roku mam nadzieję, że ta sytuacja się trochę polepszy, poprawi.

    J.P.: A właśnie jak to, jak to wygląda teraz teraz już są jakieś takie sygnały, że tak powiem już będą luzowania różne, też widać, że te szczepionki, nie powiem, że to idzie jakoś super szybko. Natomiast no już no przynajmniej to już idzie, istnieje ta szczepionka, już ludzie się, ileś tam milionów tych dawek podano. Widać np. po danych z Izraela, że to rzeczywiście działa w sensie te szczepienia, bo tam rzeczywiście są spadki. Więc jak myślisz jaka i jakby co czeka waszą branżę teraz, czy te wakacje już będą bliższe tych siedemdziesięciu wyjazdów, czy raczej tych czterech. Wiem, że to takie trochę wróżenie z fusów, ale wiesz jak myślisz, chociaż wiem, że jesteś optymistą.

    R.S.: To się musisz zapytać raczej polityków, co oni planują, po prostu będą obostrzenia przy wjeździe do różnych państw, bo generalnie jest tak, że mi się wydaje, ponownie to jest moja opinia, mi się wydaje, że ludzie chcą podróżować, że ludzie chcą jechać. My mamy dużą ilość, dużą ilość no oczywiście mamy ilość zapytań, mamy ludzi, którzy się zgłaszają na wyjazdy. W porównaniu z poprzednim rokiem już to nie jest tak, że jeśli w ogóle zgłosi się na wyjazd to najpierw musieliśmy 20 minut rozmawiać o tym, co się stanie jak będzie granica zamknięta, loty odwołane itd. I w tym roku już mi się wydaje, że to nie jest, że ludzie są już jakby albo są już tak zdesperowani, że chcą wyjechać albo jakby już się przyzwyczaili w tej nowej rzeczywistości, że właśnie test będzie jakby częścią podróży, tak jak kiedyś były wizy do tych państw, gdzie jeździmy na wschód do byłego Związku Radzieckiego, było trzeba zawsze wizy i potem te wizy były skreślone. No teraz jest jakaś taka nowa rzeczywistość, gdzie wszyscy będą mieli testy. No i w przypadku jeżeli to tak będzie to ja jestem optymistą i mam nadzieję, że tutaj destynacje, które są otwarte i które my oferujemy to jest na przykład Gruzja, to jest Jordania, to jest Turcja to są: jakaś Azja środkowa mamy tam Kirgistan np. Uzbekistan to są destynacje, które są otwarte za test. No i tam mamy chętnych i mam nadzieję, że chociaż te wyjazdy się odbędą dużym dla nas problemem na razie jest to, że Norwegia i Rosja zamknięta, to są nasze główne destynacja też i też Kazachstan to trzecia destynacja, która jest zamknięta dla nas bardzo ważna i mam nadzieję, że coś się zmieni do lata i latem i wtedy te destynacje się otworzą. Także jestem lekko optymistyczny. Widzę, że ludzie chcą podróżować. Test już nie jest dla nich przeszkodą. Nawet niektóre państwa akceptują już szczepionkę, jeżeli ktoś jest zaszczepiony to może jechać nawet bez testu, aczkolwiek tych państw jest mało i ponownie tutaj dam małe porównanie z Czechami. Jak jesteś z tej czeskiej granicy to wiesz to w Polsce już można, wszyscy mogą zapisywać się na szczepienie wszystko w porządku, a w Czechach już się cieszymy, bo już zaszczepiliśmy wszystkich 65 latków i zaczynamy szczepić ludzi pod 60 lat, także w tej Polsce ta sytuacja ze szczepieniem jeszcze nie jest taka zła jakby się mogło wydawać.

    J.P.: Ostatnio też rozmawiałam z kolegą, który w Anglii mieszka i też właśnie się dziwił jak się ode mnie dowiedział no no wie, że już teraz zapisy naszego rocznika są. On: jak to? Przecież tutaj jakieś emerytki dopiero powoli zaczynają szczepić itd. Więc pod tym względem rzeczywiście to idzie sprawnie, no pytanie ile osób będzie się chciało zaszczepić nie. W sensie tak dobrowolnie nie, bo ja myślę, że oni tak to zrobią w taki sposób, żeby przymusić w jakiś sposób pośredni, bo nie mogą powiedzieć, że jest przymus bo był bunt, więc pewnie jakoś tam coś wymyślą, że nie można korzystać z komunikacji miejskiej np. Albo coś nie, coś będzie w ten sposób […]

    R.S.: Oczywiście te obostrzenia na miejscu trochę są np. teraz mieliśmy wyjazdu do Jordanii mieliśmy, bo w czasie ramadanu dodatkowo po prostu był taki wymóg, że w piątek nie można się poruszać po prostu przejeżdżać. No tak ogólnie normalnie to dla turystów jest bardzo źle, że stracą cały dzień, no ale myśmy to zrobili tak, że pojechaliśmy na pustynię Wadi Rum, gdzie nie ma nikogo, w okręgu 500 kilometrów nie ma nikogo. No i my trekking, zwiedzaliśmy te miejsca na tej pustyni Wadi Rum. Także zawsze jest opcja, po prostu się dostosować do tych lokalnych warunków, ale muszą być warunki do tego, żeby spokojnie wyjechać, przejechać granicę i spokojnie wrócić. I ci ludzie muszą do przodu wiedzieć, jakie są te warunki tzn. Np. w Polsce ponownie teraz jest to w miarę dobrze zrobione, jest ten test po powrocie od razu na lotnisku za 200 złotych, nie musisz płacić za jakieś tam 400, to już jest trochę jakby lepsza sytuacja niż jest np. w Czechach, ponownie porównuję, także ta przewidywalność jest ważna.

    J.P.: To też jest myślę, że rzeczywiście to jest też argument, że ludzie już trochę są, trochę bardzo zmęczeni tym wszystkim i nie zdziwiłbym się, że gdyby nagle pootwierali wszystkie granice to by była powtórka z lat 90 tych czyli ludzie by stali pod biurami podróży i “co załapałeś się na ten wyjazd?” “nie nie, ale jadę do Czech” na przykład nie “super super”. No wiesz, że może przesadzam, ale troszeczkę podobny zabieg psychologiczny jest teraz w głowach, tak mi się wydaje.

    R.S.: Opowiem ci taki przykład, co my odnotowujemy teraz, jest to, że ludzie się zgłaszają raczej na ostatnią chwilę na wyjazdy. To znaczy nie zupełnie last minute, ale np. miesiąc do przodu, że to jest takie dla nich moment, kiedy wiedzą, że prawdopodobnie już się nic strasznego nie stanie w ciągu tego miesiąca i dodatkowo jest to wystarczająco dużo czasu na to, żeby np. wzięli urlop w pracy nie. Tak wcześnie nie mieliśmy, żeby miesiąc do przodu. Zazwyczaj to bolączka pół roku do przodu albo 3 miesiące 4. Także to jest post covidowa rzeczywistość. Mi się wydaje, że dla nas jest to pozytywne, że widzimy, że mamy jakieś tam luki jakieś miejsca na wyjazdy, i że może sobie jeszcze zapewnić te wyjazdy. Wcześniej to tak nie było, jeżeli nie mieliśmy grupy miesiąc przed wyjazdem no to raczej nie bardzo nie liczyliśmy, żeby się ktoś zgłosił, a teraz jest na odwrót.

    J.P: Myślę, że dużo będzie takich nowych zachowań bo np. też kiedyś, jak kupowałem bilety, gdzieś tam sobie jeździłem po świecie, to też kupowałem, no to w ogóle jeszcze sprawdzałem, w którym miesiącu kupić, żeby to było. Wyłączało się te ciasteczka i tryb incognito gdzieś tam albo się logowało przez VPNa, żeby z innego kraju niby żeby taniej, więc różne takie zabiegi robiłem szczególnie na studiach, bo to na studiach to wiadomo każda złotówka się liczy. I rzeczywiście to było tak, że np. kupowałem bilety na, nie wiem, za rok, za 8 miesięcy, za trzy miesiące itd rzadko bardzo. Chociażby ze względów na cenę tak powiedzmy z dnia na dzień czy nawet miesiąc do przodu. A może teraz rzeczywiście to się tak zmieni, że przez to, że te przepisy one jeszcze nie są takie, no na pewno nie są stałe, są dynamiczne to może rzeczywiście teraz tak będzie przynajmniej jeszcze przez jakiś czas to wyglądać. Jeszcze tak wracając do tego początku tego covida. Też mi się przypomniało, że ja też byłem za granicą. Jak to się zaczynało w lutym myśmy byli z żoną na Kubie i pamiętam, że mieliśmy taką dziwną trasę bo chcieliśmy z Polski do Frankfurtu, z Frankfurtu do Toronto i z Toronto tam do Hawany. No i naczy nie do Hawany, ale dobra nie ważne. W każdym razie na Kubę i mieliśmy tam taką sytuację, że w Toronto zobaczyłem tłum jakichś ludzi z Azji którzy mieli maseczki. Tak sobie pomyślałem, a oni przecież w tym Szanghaju, w tym Pekinie taki smog mają, łażą w tych maseczkach pewnie z przyzwyczajenia. No i tak siedzimy, siedzimy, siedzimy nagle zaczyna scrollować internet. Tak patrzę jakiś wirus nie, w Chinach, tak patrzę, gdzie my siedzimy na tym lotnisku mieliśmy parę godzin, parę godzin czasu, patrzę o to jest lot do Pekinu a. To się może przesiądziemy jednak nie. Takie miałem, bo wtedy mi się to włączyło. To było, że kurczę może jednak rzeczywiście coś jest na rzeczy nie.

    R.S.: No, ja teraz wracałem dwa tygodnie temu. Tydzień temu z Cabo Verde z wysp Zielonego Przylądka, gdzie robiłem trekking na takiej wyspie Santo Antao przepiękny trekking po prostu. Ale chciałem powiedzieć, że wracam na lotnisko i byli Chińczycy, i ci byli ubrani jak kosmici. Kosmonauci. Mieli takie po prostu nawet te okulary takie plastikowe, mieli kaptury, mieli rękawice, wyglądali jakby na Księżyc wsiadali, także po prostu to jest nowa rzeczywistość w podróżowaniu mi się wydaje. Cała grupa taka ich była.

    J.P.: I tak jak jeszcze rok temu mnie to dziwiło, że ktoś w maseczce chodzi, tak teraz to zwracam uwagę jak ktoś nie chodzi, że o jaki nieodpowiedzialny, że nie chodzi nie. Czasy się zmieniają, a powiedz, jak to w ogóle wygląda jeżeli chodzi o rynek. Rynek biur podróży wszelakich. On jest przynajmniej z moich obserwacji wydaje mi się, że dosyć nasycony, że jest dosyć duża konkurencja i jak wy sobie radzicie, w sensie w jaki sposób wy się promujecie, bo macie jakąś taką niszę pod tytułem właśnie podróże aktywne. No ale żeby ktoś sobie, nie wiem, jak ktoś chce pojechać do Gruzji powiedzmy no to, wpiszcie sobie Gruzja wakacje 2021 no i mu wyskoczą najwięksi, największe biura podróży świata, które pakują ogromne pieniądze w pozycjonowanie. Więc jakie wy macie sposoby na promocję jako biuro podróży to są jakieś polecenia czy może jesteście aktywni na jakichś festiwalach podróżniczych albo coś takiego, jak to wygląda?

    R.S.: Oczywiście tak, to jest złożone pytanie, to powiem po kolei wszystko. Ale powiedziałeś o tym, że napiszesz Gruzja wakacje, w momencie kiedy napiszesz Gruzja wakacje, to prawdopodobnie celuje, właśnie do tej na tą plażę, po prostu do tego hotelu na all inclusive. Jakby prawdopodobnie jeżeli chcesz jechać w góry albo coś to napiszesz, że Gruzja góry Gruzja trekking, Gruzja Podróż i wtedy jest większa szansa, że my się pojawimy przed tymi dużymi biurami tak jakby.

    J.P.: A czyli się jakby pozycjonujecie na te frazy mniej popularne ale bardziej odpowiadające waszym w waszej niszy.

    R.S.: Tak jak powiedziałem, że my nie mamy 100 tysięcy złotych na reklamy. Także bardzo dużo myśleć. Jakim sposobem się będziemy reklamować. Oczywiście dobieramy te frazy, co najbardziej jakby do nas najbardziej uszczególniamy to. Oczywiście reklamujemy się też na portalach społecznościowych. No i wydaje mi się, że dużo ludzi, dużo klientów mamy z polecenia, że ludzie, którzy wrócą i są zadowoleni potem o tym opowiadają. I potem następni ludzie często do nas dzwonią i mówią, no chcieliśmy tutaj z polecenia, chcielibyśmy pojechać na ten wyjazd. To już jest taka trzecia rzecz. Czwarta tak myśmy się reklamowania promowali na jakimś festiwalu górskim na przykład. Na takich miejscach gdzie mogą się pojawić tacy ludzie, którzy są zainteresowani takimi wyjazdami, jak my robimy na przykład, że to jest to. I jeszcze do tej konkurencji. Tak masz rację jest bardzo dużo firm w Polsce. Jak ja przyjechałem do Polski w roku 2010 i zakładałem tu swoje biuro otwierałem go. To jeszcze nie było tak dużo. To jest pierwsza rzecz, a druga ja już nie siedzę po nocach, nie oglądam strony konkurencji, bo to człowiek może załamać, bo to oni mają takie, a oni mają takie, a my nie mamy, a oni mają i tak dalej. I ja sobie powiedziałem, że po prostu ja to inaczej zrobię. Ja po prostu będę oferował takie my będziemy oferowali takie wyjazdy, które my lubimy, które uważamy, że są fajne dla nas jako ludzi. Tak, że jak my byśmy chcieli realizować te wyjazdy miejsca które my byśmy chcieli zobaczyć i tak dalej. I to jest dla nas ważniejsze, żeby ten produkt był jakby zrobiony dobrze i fajnie i nie jedziemy na tą ilość, ale raczej na jakość tutaj w tym przypadku.

    J.P.: To trochę z podobnej strony w branży mojej, dlatego że ja jestem jakby filmowcem i robimy dla różnych klientów biznesowych zlecenia i też po pierwsze pozycjonujemy się na raczej na frazy, które nie są popularne bo konkurencja jest ogromna, a po drugie rzeczywiście z poleceń jest bardzo dużo klientów. Ogólnie też wychodzę z założenia, że po prostu jak klient jest zadowolony to: Po pierwsze wróci, a przy odrobinie szczęścia jeszcze przeprowadzi kogoś innego. Więc trzeba się starać żeby tę jakoś zachować. Natomiast rzeczywiście jest tak, że przy takiej dużej konkurencji myślę, że to wyszukiwanie niszy jest rzeczywiście chyba i znalezienie takiej niszy jest chyba najlepszą rzeczą, bo jakbyście nagle zaczęli oferować zwykłe podróże all inclusive no to pomijając, że się mija z celem jakby idei waszej firmy to myślę, że konkurencja też by was zjadła, no bo to jest za dużo firm, które oferuje dokładnie to samo nie. Trzeba się czymś wyróżnić. 

    R.S.: Powiem taką historię krótką, bo my robimy też wyjazdy dla dużych korporacji polskich i tam to działa w formie różnych przetargów itd. I różnych zapytań z ich strony. No i raz przygotowaliśmy wyjazd, nie wiem, jeszcze to było do Macedonii i jechaliśmy do Warszawy, żeby im przedstawić tą ofertę. I mój kolega wracał wtedy tą oferta jest bardzo dobrze on wraca z Białorusi i zatrzymali ich na granicy i po prostu on nie zdążył przyjechać na to spotkanie i ja tam siedziałem, i ta ta komisja siedziała przede mną i oni: no to proszę nam powiedzieć o tej Macedonii, a ja mówię no wiecie kolega został na granicy i ja o tym w sumie nic nie wiem, ale mógłbym wam pokazać bardzo fajny film z Arktyki ze Spitsbergen. Oni: no to proszę pokazać, tak pokazałem im swój filmik z Arktyki i to ich tak zainteresowało, że potem następnym razem zrobiliśmy wyjazd po prostu do Arktyki. Są różne formy i sposoby, żeby się zareklamować, ale celem według mnie jest by promować to, co umiesz, to w czym jesteś dobry i co jakby ci się wydaje, że umiesz przygotować dobrze i potem, no i wtedy, potem odzyskać zaufanie od nich, no i możesz potem dalej przygotowywać dalsze i dalsze wyjazdy gdzieś indziej.

    J.P.: A właśnie zapomniałem jeszcze zapytać. Miałem o to w ogóle na samym początku zapytać Ty jesteś z Czech w 2010 założyłeś firmę w Polsce, która zajmuje się podróżami aktywnymi. Jak to się stało w ogóle jak tu się znalazłeś i skąd pomysł żeby akurat taką firmę otworzyć?

    R.S.: Ja i studiowałem w Krakowie dziennikarstwo na Erasmusie, ja byłem pierwszym Czechem z Pragi, który jechał z Pragi w sensie z Uniwersytetu Karola w Pradze, który jechał do Krakowa na dziennikarstwo, oni w tej Pradze nie mogli uwierzyć, że ktoś jedzie do Polski. Potem o tym napisałem obszerny raport i od tego czasu bardzo dużo Czechów zaczęło jeździć do Krakowa bo napisalem super, jak mi tam się podobało. A już wcześniej, bo pochodzę z granicy czesko polskiej to organizowałem dla znajomych wyjazdy Skodą 105 po małopolskim województwie. Kraków, Wieliczka, tam Katowice itd. I jeszcze organizowałem wyjazdy na koncerty metalowe do Katowic, bo w Czechach wtedy nie było koncertów dobrych zespołów i odkryliśmy, jak mi się udało odkryć, że w Katowicach są te koncerty i że się da przejść granicę na piechotę, i potem jechać pociągiem z takimi plastikowymi twardymi siedzeniami, jechać do Katowic na koncert i była super atmosfera tam zawsze, jak to na polskich koncertach jest. No i podobała mi się ta kultura polska generalnie, podobało mi się, jak są ludzie tutaj inni niż u nas. U nas ja zawsze mówię, że w Czechach tam wszystko jest przewidywalne, aż do śmierci bym wiedział, co mnie czeka całym życiu i w Polsce rano wstanę, i nie wiem co mnie czekać będzie tego dnia, wieczorem i to jest super. Ja to lubię takie czasami niespodzianki. No i po prostu potem później się przeprowadziłem do Polski i szukałem, co będę robił. No i jako, bo miałem doświadczenie dziennikarskie z podróży pracowałem też w Gruzji także w pomocy humanitarnej, pomocy rozwojowej i szukałem co bym mógł robić. No i moja praca wtedy była też, jako przewodnik wycieczek, to mówiłem spróbuję otworzyć własną firmę w Polsce w 2010 roku no i już teraz istniejemy 9 lat także będzie.

    J.P.: To jest ciekawe, co mówisz, że w Polsce to jest takie nieprzewidywalne. Zgadzam się z tym i nie uważam, żeby to była wielka zaleta. Szczególnie jak się prowadzi firmę.

    R.S.: Tak, ale wiesz wtedy byłem młody i niedoświadczony, a teraz już wiem, nauczyłem się też żyć w Polsce i już to dla mnie nie jest nieprzewidywalne tak jak wtedy już wiem, co mogę oczekiwać itd. Wiem, że istnieje coś takiego jak pismo, które się nazywa zażalenie to w Czechach nie istnieje ale w Polsce mnie kilka razy uratowało, że napisałam do urzędu zażalenie. 

    J.P. :Czynny żal. 

    R.S.: Czynny żal o.

    J.P.: Uwielbiam tę nazwę ona jest dokładnie, jak wyjęta z lat osiemdziesiątych.

    R.S.: To jest niesamowity element urzędniczy, który w Czechach w ogóle nie ma. I tutaj po prostu bardzo dużo z tym można zadziałać z czynnym żalem. Tak pomieszkać 10 lat to się nauczysz dużo i ja np nie byłem w Czechach, nie mógłbym założyć firmę to by było to samo, ja bym od początku wszystko musiał. Ja tam nie mieszkam, ja tam jakby nie czytam gazety, nie wiem co się dzieje. W sensie wiem, co się dzieje, ale nie wiem tutaj w tej branżowej sprawie, także ja już tutaj dużo nauczyłem od tych 10 lat.

    J.P.: A to jest ciekawe bo np. dużo osób, które gdzieś mieszkają właśnie w Cieszynie czy gdzieś tam w jakichś okolicach albo pracują w Czechach albo mają firmę w Czechach, trochę udając, że mieszkają w Czechach, chociaż tak do końca nie jest. Właśnie ze względów na prawodawstwo, na podatki, możliwości właśnie prowadzenia działalności takie powiedzmy spokojniejsze, że tam, ja na przykład się nie zdziwiłbym gdyby nagle się okazało że np. wszystko zmieniono i nagle prawo, które niby nie działa wstecz, to jednak działa wstecz np nie.Ii nie byłbym zaskoczony jakby, jak prowadzę prowadzę firmę w różnych formach powiedzmy od ośmiu lat, dziewięciu no to już różne rzeczy mnie spotkały i jestem na to nastawiony. A z tymi osobami, które właśnie firmy prowadzą w Czechach właśnie chwali to sobie, że tam jest jednak to […]

    R.S.: Przewidywalne

    J.P.: Przewidywalne, więc mówię to nie do końca, nie do końca jest wada. A powiedz jeszcze jedną rzecz […]

    R.S.: Tak, chciałbym powiedzieć, że są branże oczywiście, które mogą się nadać na to, żeby robić to w Czechach albo na Słowacji, albo na Cyprze, albo gdziekolwiek, ale zapomnij, że tutaj w biurze podróży jest bardzo duży element zaufania, że ludzie po prostu jeżeli wiesz, jadą z jakimś biurem to musi to być biuro, które są w stanie odnaleźć, odwiedzić po prostu wiedzą czym jest miejscowe i się działa pod polskim prawem, i gdzie są wszystkie gwarancje, bo w Polsce jest bardzo dużo różnych gwarancji po prostu różnych funduszy gwarancyjnych itd. i to wtedy to nas uwiarygodnia i jesteśmy właśnie zaufani i wtedy przez to.

    J.P.: Tak, tak to było swego czasu jakieś takie kilka takich różnych upadków tych dużych biur i właśnie potem zaczęli zmieniać prawo pod tym względem to rzeczywiście jest akurat bardzo bardzo dobra rzecz moim zdaniem. W sensie tak trochę człowiek jednak spokojniej podchodzi do tych swoich wakacji. A powiedz właśnie jeżeli chodzi o te wyjazdy. Kto jest waszym klientem w sensie, ja sobie wyobrażam klienta waszej firmy jako takiego. No nie wiem, 30 paro letniego człowieka jakiś menedżer powiedzmy średniego szczebla w korporacji, który siedzi, siedzi, siedzi przed tym biurkiem i nagle mówi dobra to pójdę na trekking podchodzę. Nie wiem. Widziałem zdjęcia doliny Trusso np. w Gruzji pochodzę tam sobie, żeby nie mieć dostępu do komputera przez tydzień. Jak wygląda Wasz taki klient? Kto to jest?

    R.S.: Tak to, co opisałeś to na pewno jest jakiś nasz klient, ale jest to raczej mniejszość naszych klientów. Nie da się zdefiniować jakby konkretny klient, ale powiem ci raczej tak, że są to osoby w średnim wieku raczej tutaj, bo często na biurach, różnych biurach w sensie na forach internetowych jest napisane. Ja nie rozumiem jak ktoś może jeździć z biurem podróży. Co to jest za głupota, ale ten człowiek nie widzi w ogóle, patrzy na świat tylko ze swojej, swoim jakby pryzmatem swoim, że umie języki itd., Ma doświadczenie, ale są ludzie, którzy dorastali w komunizmie i po prostu np. nie umieją aż tak dobrze mówić języki, nie są jakby, nie orientują się w nowych technologiach itd. To są wszystko ludzie, dla których jakby biuro podróży im bardzo to dużo pomaga tutaj i oni są z tego zadowoleni wtedy albo też ludzie, którzy nie mają czasu, no bo to nie ma czasu zorganizować taki dwutygodniowy wyjazd gdzieś po prostu do jakiejś destynacji mniej znane. Nie wiem, na przykład Kirgistan, Tadżykistan, Ałtaj na przykład, także to nie jest proste nie, trzeba dużo czytać, dużo szukać, dużo czasu spędzić i ci ludzie praktycznie nie mają czasu na to albo nie chcą spędzać ten czas, chcą być zaskoczeni np. pozytywnie nie teraz, Ja kiedyś wiem, że czytałem bardzo dużo Lonely Planet. Podróżowałem i raz z mi się stało to, że byłem w Damaszku w Syrii i okazało się, że ja czytam ten Lonely Planet chodząc po tych ulicach i w ogóle nie patrzę, gdzie jestem i co tam robię nie. Po prostu cały czas czytam, że tutaj trzeba muszę zwiedzić to zwiedzić, to dopiero później jakby zacząłem raczej być w tym miejscu nie bez książek, a zaczęłam poznawać, co tam rozmawiać z ludźmi itd. To jest zupełnie inna percepcja wtedy i mi się wydaje że część ludzi np. którzy jadą z biurem podróży właśnie chcą być zaskakiwani chcą być po prostu jakby element niespodzianki w tym mieć, także to mi się wydaje jest to ważne. Także ci to jeszcze powtórzył, że są to ludzie w różnym wieku, ale są to ludzie, którzy np. nie mają czasu faktycznie albo po prostu chcą żeby im też organizował wyjazd.

    J.P.: A to mnie właśnie zaskoczyło, że ludzie w średnim wieku. Co rozumiem przez średni wiek to też jest pojęcie względne.

    R.S. No ty i ja jesteśmy młodzi.

    J.P.: Bardzo dziękuję tak.

    J.P.: Ludzie w średnim wieku są po prostu ludzie w średnim wieku, nie wiem, tam 55 na przykład, 60 to 

    J.P.: 50 60 latki chodzą z wami na trekkingi po Gruzji po Kirgistanie

    R.S.: Ale oczywiście to jest zupełnie normalne. Słuchaj my mieliśmy 89 latka, który z nami szedł na Spitsbergenie, na najwyższą górę Norge która ma 1051 metrów, ale zaczyna się od poziomu morza i Pan to wyszedł. Miał ze sobą kolegę który się nim opiekował. Młodszego, który miał 76 lat, który się nim opiekował, więc spokojnie. Mieliśmy sześciolatka, który wyszedł do góry. To jest taki ta góra mi to pokazuje jak wygląda sytuacja w społeczeństwie. Mieliśmy sześciolatka, który szedł do góry mieliśmy 90 latek, który wyszedł na tą góra, a mieliśmy też dużo ludzi młodych, którzy nie byli w stanie w ogóle na tą górę, bo się nie chce albo miał kondycję, albo ja to nie wiem no po prostu. Ale generalnie jest tak, że ludzie, którzy jadą już na jakiś tam trekking, potem wracają i wyszukują trekking jako formę wakacji. To jest ciekawe, bo po prostu wiedzą, że wtedy ten tydzień naprawdę najwięcej wypoczną. Właśnie ludzie, którzy pracują przy komputerze różni audytorzy, księgowi, ludzie, którzy naprawdę siedzą w tych tabelkach siedzą. To wtedy ten tydzień w górach, kiedy musisz chodzić codziennie masz tą rutynę: rano wstajesz zjeść śniadanie i idziesz przez te góry cały dzień jesteś w tej naturze, wieczorem przychodzi się gdzieś do jakiegoś domu, spędzasz czas z miejscowymi ludźmi i oni ci gotują tą kolację, zjesz z nimi trochę winka lokalnego spróbuj. No może trochę więcej winka czasami lokalnego próbujesz albo chachy trochę albo trochę więcej chachy, to potem rano cię boli głowa z tego, no ale ponownie musisz iść tych 8 godzin ten trekking potem się po kilku dniach przyzwyczaisz do takiego trybu życia, ci się to podoba się, że to jest niesamowite wypocząć i wracasz jakby duży pełny energii, i chcesz ponownie tak spędzać wakacje później.

    J.P.: To jest prawda, ja właśnie mieliśmy z, bo my tak dużo podróżowaliśmy. Może nie jakoś super cały czas egzotyczne, ale w ogóle odkąd się znamy to podróżowaliśmy. Chyba dwa miesiące po potem jak się poznaliśmy to polecieliśmy do Paryża, bo zadzwoniłem. Zresztą będąc w Kanadzie i zadzwoniłem, że właśnie kupiłem bilety do Paryża. W sumie prawie się nie znamy, ale jedziemy tam nie. No i uznałem, że jak nie uzna mnie za wariata to będzie z tego chleb i  to było 10 lat temu także udało się. No więc, ten […]

    R.S.: Ja jeszcze tylko o tej egzotyczne właśnie się mi się wydaje, że my tą egzotykę tak jak ja ci ją tutaj wcześniej definiowałem, możemy odnajdywać o wiele bliżej niż się nam wydaje. My możemy jechać w góry Ukrainy, my możemy jechać do na peryferie Rumunii i Mołdawii, i Naddniestrza, do Białorusi. My możemy bardzo blisko znaleźć tą egzotykę w nawiasie bym powiedział i w ogóle nie trzeba lecieć gdzieś tam daleko bardzo nie. I to jest właśnie to, co my się staramy teraz robić właśnie z tego powodu tego covidu, że nie można, nie było możliwe tam gdzieś dalej jechać. Także tam to tylko do tej egzotyki. 

    J.P.: To było takie moje odkrycie właśnie nazwijmy roku komiksowego 2020. Bo myśmy zawsze gdzieś jeździli za granicę raczej, a w tym roku było tak, że po pierwsze chyba granice wtedy było zamknięte. Czy my się baliśmy, że nam je zamkną, że będzie jakiś problem. I pojechaliśmy w Bieszczady. Pierwszy raz, nigdy nie byłem w Bieszczadach i nagle mnie te polonijne coś tam. Kurcze, że ja tam nie byłem wcześniej nigdy. Jak to jest możliwe w ogóle. To jest tak blisko tak pięknie i w ogóle. Potem parę lat temu byliśmy np. na Słowacji. Jadę sobie przez tą Słowację patrzę te Tatry to takie jakieś inne te Tatry niż te polskie nie i w ogóle super potem gdzieś na jakiejś Węgrzech te te wina tam ten Tokaj to wszystko tak. Kurcze to jest wszystko, no nie wiem, w jeden dzień samochodem można dojechać spokojnie, a tutaj jakaś taka egzotyka, bo ja zawsze mówiłem, że Europę zostawia na emeryturę jak już mnie będą plecy boleć. A teraz to muszę jeszcze pojeździć gdzieś dalej, no plecy już mnie bolą więc zacząłem po Europie jeździć. I naprawdę to jest bardzo ciekawe jak rzeczywiście ciekawe, piękne miejsca można znaleźć blisko.

    R.S.: Oczywiście, ja też spędziłem dużo czasu jeżdżąc po Polsce w czasie covidu, byłem w Szczebrzeszynie np. Także super tam na wschodzie przy białoruskiej granicy jest niesamowicie. To prawda.

    J.P.: A jeżeli chodzi o Gruzję to też mi się teraz przypomniało, bo myśmy byli w Gruzji dwa lata temu no pierwszy i jak na razie ostatni raz, ale to jest taki kraj, w którym rzeczywiście myślę, że łatwo się zakochać, bo tam mówiłeś o tej ChaChy o tym wszystkim i ta Gruzja ona. Myśmy dużo jeździli po miastach wcześniej różnych, jakiś stolicach, gdzieś tam w Azji byliśmy to też oczywiście przyroda, ale dużo spędzaliśmy czasu w jakiejś tam miastach. W Gruzji prawie w ogóle nie byliśmy w miastach, byliśmy tam w Tbilisi jeden dzień itd., ale tak to cały czas gdzieś tam ta przyroda, jakieś wioseczki małe. No i też to było takie trochę odkrycie, że, no że co ja pamiętam z Gruzji to ja pamiętam dolinę Trusso pamiętam. Tak, pamiętam Kazbeki w sensie no nie wchodziliśmy tam na Kazbek, ale pamiętam jakby widoki. No i pamiętam starszą panią u której spaliśmy w Udabno, która była przesympatyczna i jej robiliśmy social media i nagraliśmy jej film w ogóle promocyjny, jak zaprasza turystów, bo uznaliśmy, że jest taka fajna, że musimy coś fajnego wymyślić nie. I to była no muszę powiedzieć najlepsza stawka dla mojej firmy jaką jaką udało mi się wyperswadować, dostaliśmy dwa litry wina domowego za to także super, więc rzeczywiście i to się pamięta i nie pamiętam tego że byłem gdzieś. No dobra muzea też są fajne, ale to jest rzeczywiście coś takiego, co żyje. Czyli te te emocje z tym związane. To, że ci ludzie i ta jakby atmosfera.

    R.S.: Gruzja jest tutaj mega wyjątkowym państwem, mega wyjątkowym miejscem, bo tam masz na bardzo małej przestrzeni kilometrowej bardzo zróżnicowaną po prostu zróżnicowane środowisko. Masz wysokie góry 5 tysięczniki Kaukazu, lodowce i wszystko, masz Pod Kaukazie. Masz masz subtropikalny klimat, masz subtropikalne lasy masz półpustynie. Masz historię, masz do tego przyjemną gastronomii, dobre wino i gościnnych ludzi. Także jeśli to wszystko skombinujesz to to jest unikatowe w skali światowej bym powiedział w Gruzji. Co można tam zobaczyć. Dla nas jeszcze oni jak Polaków bardzo lubią jeszcze dodatkowo i to wychodzi, jak z historie tak z sytuacji, które się działy podczas np. wojny w 2008 roku, kiedy tam byłem i widziałem, że Polska bardzo wspierała Gruzję no i to wszystko w tych ludziach jest. I dlatego też przyjmują tych ludzi z Polski tak jakby bardzo ciepło nie i serdecznie.

    J.P.: Tak bardzo nie jest strasznie dużo krajów, w których tak nas lubią. Więc fajnie jest do nich jeździć, szczególnie, że szczególnie, że rzeczywiście jest tak, że tam myśmy w jeden dzień przejechali z właśnie z Kazbegi do tego Udabno ii to było nie wiem ze 150, 200 kilometrów może i tutaj mieliśmy jakieś tam tysiąc chyba siedemset osiemset metrów wysokości ta wioska jest jakieś tam 18 stopni a wyjechaliśmy przy 40 stopniach na pustyni właściwie nie. O i to też jest coś, że rzeczywiście ja też jeszcze z Lonely Planet też gdzieś tam sobie czytam i akurat o Udabno nic nie sprawdzałem tylko się dowiedziałem, że jest takie miejsce. Są te takie jakieś monastyry, coś tam, ładne rzeźby trzeba pojechać. Po pierwsze to pojechaliśmy ze złej strony, jechaliśmy chyba z dwie godziny 20 kilometrów, a po drugie wyjeżdżamy, nagle patrzę a tam wioska jakaś na końcu świata i nagle jakieś wielkie polskie flagi. Nagle ludzie jacyś po polsku gadają nie, mówię ty chodź idziemy zobaczyć, o co w ogóle chodzi nie, no i się okazało, że tam jest właśnie Oasis Club, czyli ten bardzo znane polskie miejsce.

    R.S.: no to mogę powiedzieć że właśnie Oasis Club wymyślił nasz przewodnik, który tamtędy jechał z naszą grupą, który się chciało toalet i nie było żadnej przestrzeni na toalety, i szukali miejsce gdzie by się mogla grupa zatrzymać. No i żadnej nie znaleźli no to wtedy był pomysł i z pomysłu się stworzył to miejsce. 

    J.P: O to super nawet nie wiedziałem, bo później dopiero jak zacząłem czytać, jak już byłem na miejscu, że to Polacy założyli ileś tam lat temu.

    R.S.: No nasz przewodnik.

    J.P.: No to kurcze to świat jest mały, świat jest mały […]

    R.S.: Ja przyjeżdżam, słuchaj na takie jak Ty mówiłeś na początku takie te wakacje all inclusive. To ja lubię do Udabno przyjeżdżać na all inclusive. Czasami trzy dni siedzę tylko, że nie mam przed sobą morza, ale siedzę i oglądam te wszystkie zwierzęta, które tam chodzą. Konie, krowy, świnie, kozy, barany, psy, koty, głupie kaczki wszystko to tam chodzi. Ty siedzisz tylko na tym tarasie, pijesz tą kawkę, winko oglądasz i wypoczywasz i to jest super.

    J.P.: To jest w ogóle tam niesamowite miejsce. Jakby w ogóle kto wpadł na to, żeby na środku pustyni wybudować wioskę. Później jak zacząłem o tym czytać jakie to jeszcze historię i tak sobie pomyślałem, kurczę dobrze żeśmy tu, bo ja już w połowie drogi chciałem zawrócić, bo uznałem, że nie przyjedziemy nawet tym pół terenowym autem, którym jeździliśmy, bo tam była tak tragiczna droga. A potem się okazało, że z drugiej strony jak się jedzie to jest okay, tylko że no nie przeczytałem tego Lonely planet i pojechałem ze złej. Ale przygoda wspomnienie i na pewno będziemy długo wspominać całą trasę też. Super a tu nawet nie wiedziałem kurcze, to widzisz świat jest mały to pozdrów właścicieli, jak będziesz miał okazję. Możesz powiedzieć, że taki człowiek z Polski tam u nich był i był zaskoczony jak tam mają fajne i mają największego kota jakiego w życiu widziałem. Nie wiem czym on tam się żywi ale muszą dobrą kuchnię mieć bo on tam […] 

    R.S.: Tak tam jest bardzo dobra kuchnia, bo to jest jak wiesz ta wioska, tam mieszkają migranci z gór zesłani i oni mają trochę inną kuchnię, bo to jest już północnej granica między północnym i południowym Kaukazem. I oni mają taką fusion kuchnię, oni mają kuchnię górską, kuchnię gruzińską i do tego trochę miksują jeszcze kuchnię polską albo europejską. I to jest właśnie unikatowe samo w sobie i wtedy ten kot temu gotowi to chyba smakuje bardzo.

    J.P.: Oj widać było, że tak. A jeszcze mi się przypomniało, że jak tam weszliśmy pierwszy raz w ogóle, byłem tam jakieś piwo wino zamówić coś takiego. Podchodzę do kelnerki, a kelnerka: Where are you from? -Poland -A of course. I wtedy tak zacząłem się rozglądać, myślę aha to chyba jest jakieś znane miejsce.

    R.S.: Tak, tak w Polsce jest to bardzo znane miejsce. Dużo dziennikarzy tam przyjeżdża od telewizji itd. także ale ja chciałem powiedzieć tam jeszcze jeden taki element do tego. I to jest to że on tam zbudował tą restauracje i ten hotel i to wszystko. Ale oprócz tego on jest bardzo aktywny, co się tyczy jakby współpracy z lokalną, lokalnym społeczeństwem, bo tam generalnie jest bardzo biedna. Tam mają parę tam jakichś zwierząt i tym, że się jest izolowana tak jakby nie ma za dużo możliwości. I on bardzo aktywizację to społeczeństwo. Oni po prostu mu dostarczają większość produktów, które on tam sprzedaje. On z drugiej strony organizował tam Szlachetne Paczki, organizują koncerty, ja, my wspólnie razem np. wywieźliśmy miejscowy zespół który tam jest kobiet do Polski na koncert do Wrocławia np. Także to jego obecność też motywuje innych, żeby sobie otworzyli sklep żeby zrobili guest house dla turystów. Także to jest niesamowite. Tam to by się dało tym naukowo badać jakim sposobem jeden Polak jest w stanie jakby mieć pozytywny wpływ na całe społeczeństwo, którego otacza.

    J.P.: To jest myślę, że to jest dobra historia w ogóle na film. Już tak mówiąc branżowo z mojej branży. Super no to tego się nie spodziewałem. A to fajne, fajne, fajny twist na koniec rozmowy. To powiedz jeszcze proszę w takim razie jakie planujecie może w najbliższym czasie wyprawy może. Może gdzie was znajdziemy w ogóle, gdzie można znaleźć gdzie można znaleźć waszą ofertę, żeby też widzowie, słuchacze mogli sobie skorzystać chociażby z takich wyjazdów do Gruzji, jak to co tam mówiłeś, że już można tam jeździć tak z więc […]

    R.S.: Tak, więc pytam wszystkich widzów i słuchaczy na stronę Barents.pl gdzie są piękne zdjęcia z naszych podróży. Jak już nic to możecie pooglądać fajne zdjęcia. Nasz Instagram też mamy Barents.pl Facebook Barents.pl. I gdzie my planujemy wyjazdy. To jest tak, że planujemy wyjazdy tam, gdzie jest otwarte i gdzie może jechać tym razem i to są zazwyczaj, to jest oczywiście Gruzja, to jest na przykład Kirgistan, Uzbekistan to są państwa w Azji środkowej robimy też wyjazdy teraz na wyspy, na inne wyspy na Mazury, bo tam też jest otwarte można pojechać. No i generalnie mam nadzieję, że np. Jordania na jesień już się otworzy i z niecierpliwością czekamy na wyprawy do dalekiej Rosji. Mamy Ałtaj, mamy Bajkał mamy Kamczatkę, mamy przejazd koleją transsyberyjską przez całą Rosję 10 dni za zwiedzaniem, mamy różne trekking w górach Pamir, górach Ałtaj na Kaukazie albo bliżej zapraszamy i gdzieś tam do Europy wschodniej centralnej. Tu też mamy wyjazdy. Wszystko można zobaczyć tam na stronie i się inspirować lub z nami pojechać, bo to jest tak, że ja raz wziąłem BlaBlakarowicza z kuchnią Głuchołaz do Wrocławia i on mi powiedział tak, ja sprawdzałem tą twoją stronę i ja sam jeżdżę sam zawsze zazwyczaj, ale policzyłem sobie, że ten wyjazd na Spitsbergen mnie wyjdzie taniej z wami niż jakbym jechał sam. Także tak, warto jest jeszcze też policzyć sobie to wszystko i na pewno coś każdy znajdzie.

    J.P.: I z tą myślą myślę, że możemy zakończyć ten odcinek. Bardzo Ci dziękuję jeszcze raz za rozmowę no i życzę, żeby pootwierały się te kraje i żeby można było już normalnie jeździć. I życzę ci takiej sytuacji dla Twojego biznesu, jak była w latach 90 tych dla innych turystycznych turystycznych agencji.

    R.S.: Bardzo dziękuję za zaproszenie. Wszystkiego dobrego.

    J.P.: Dzięki za rozmowę. A my widzimy się jak zawsze już w przyszłym tygodniu w kolejną środę o godzinie 10, a tymczasem osobiście bardzo polecam Gruzję, bo byłem i polecam z całego serca jeżeli lubicie fajne, piękne widoki, super ludzi, dobre wino to idealne miejsce na wyjazd. No to co widzimy się już za tydzień tym optymistycznym, turystycznym motywem zakończymy no i oby ta pandemia się szybko skończyła, a tymczasem do zobaczenia cześć.

  • Łosoś, ipod i bullet pointy. Co jest najważniejsze w tworzeniu podcastów? – Zdalnie o onlajnie #043

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Co mają ze sobą wspólnego łososie, ipody i bullet pointy?
    ➡️ Ile jest polskich podcastów?
    ➡️ Co mają wspólnego podcasty i Tik-Tok?
    ➡️ Jaki format podcastu wybrać ?
    ➡️ I dlaczego nie wpuszczą mnie już do Kanady?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Jędrzej Paulus – podcast manager, twórca podcastów, podcasterem, podcastowym blogerem podcastuje.pl i autorem newslettera kurspodcastu.pl – słowem: człowiek-podcast.

    LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/in/jedrzejpaulus/
    Instagram:
    https://www.instagram.com/jedrzej.paulus/
    Blog:
    https://podcastuje.pl/
    Newsletter:
    https://kurspodcastu.pl/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o Onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Jędrzej Paulus. Jędrzej jest podcast managerem, twórcą podcastów, podcasterem, podcastoblogerem podcastuje.pl i autorem newsletter Kurspodcastu.pl. Człowiek podcast Jędrzej, cześć!

    Jędrzej Paulus: Człowiek podcast, człowiek mikrofon, dzień dobry, dobry wieczór, dzień dobry wieczór.

    J.P.: Powiedz proszę czym się zajmujesz, chociaż domyślam się, że podcastami po tym krótkim wstępie.

    J.P.: Bardzo ładnie nauczył mnie Paweł Tkaczyk. Tworzę podcasty dla marek i firm, pomagam markom i firmom tworzyć podcasty, jak również pasjonatą swoich wspaniałych rzeczy. Tworzę podcasty, robię podcasty od wymyślania do opublikowania.

    J.P.: Może takie pytanie, które będzie banalne dla większości słuchaczy, ale może, może nie. Czym jest podcast? Czymże jest podcast?

    J.P.: Najprościej według mnie to jest radio na życzenie, które masz najprawdopodobniej w swoim telefonie i jeszcze bez reklam, i jeszcze na dobre, ciekawe tematy, które Cię interesują, a najlepsze w tym wszystkim jest to, że możesz sobie słuchać, kiedy chcesz, a nie kiedy Ci dadzą.

    J.P.: Czyli takie radiowe VOD, tylko bez […]

    J.P.: Radiowe VOD, tak, coraz większa ilość podcastów zaczyna być jednocześnie video, jak i audio, ewentualnie wyciąga się, z video wyciąga się audio i wtedy też się robi z tego podcast, ale to trzeba umieć.

    J.P.: I to jest dokładnie to, co robimy teraz, bo ja później wrzucam to video w formie Spotify właśnie podcastu. Powiedz, od czego się zaczęła się twoja fascynacja podcastami, czy jakby, kiedy pierwszy raz się spotkałeś z pojęciem podcastu i jaki to ma związek z Alaską?

    J.P.: Z Alaską ma to taki związek, że się marzyła. Moja cała historia zaczęła się od skrobania łososia w fabryce łososia. TO był 2007 rok, pojechałem na wymianę studencką work and travel na Alaskę. Dlaczego na Alaskę? No z prostej przyczyny, nigdy mnie tam nie było. Pojechałem tam na Alaskę, zarobiłem ładne dolary podczas pierwszej kampanii podczas pierwszej kampanii skrobanie ryb. Kupiłem sobie Ipod 60 gb, to można było wtedy cały internet tam zmieścić. Ale tam trochę było słabo z internetem, więc udało mi się ewentualnie ściągnąć piosenkę Rihanny chyba wtedy: Umbrella. To wtedy była, tak Rihanna. No to była taka marna perspektywa enjoying your ipod experience i gdzieś obok pojawił się Shannon. Shannon facet z Arizony, radiowiec, notabene też podcaster, który mi powiedział, że wiesz co? To jest taka, takie podcasty Ci dam, takie radio na życzenie, no to ja się spytałem, o co chodzi, on mi wrzucił na tego Ipoda mnóstwo, mnóstwo plików MP3, ja wtedy patrzyłem i mi się kojarzyło raczej z torrentami, których oczywiście nie ściągam, bo nikt z nas nigdy nie ściągał torrentów, i z muzykę, a tutaj się okazuje, że gadają i cała następna kampania. Tam były dwie kampanie, na pierwszej zarobiłem mnóstwo kasy, kupiłem sobie Ipoda, a na drugiej już byłem zakochany w podcastach. Podczas skrobania tych ryb, podczas 16 godzinnej roboty, ja miałem słuchawki w uszach i nawinęło mi jakieś fajne rzeczy. Jestem osobą, która dużo słucha, która ma wrażliwy słuch, ja częściej słucham niż widzę. Ja pamiętam twój głos lepiej niż twarz. Podczas skrobania tych ryb 16 godzin dziennie, kilkadziesiąt gigabajtów tych fajnych, wartościowych treści do mnie mówiło. No i wróciłem z Alaski zakochany w podcastach, od 2007 roku to słuchanie podcastów, potem było tworzenie treści i tak z tego tworzenia treści dla takich firm jak Castrol, Volvo, Scania. Z tworzenia treści, kursów online wewnętrznych kursów zrodziło się to, że poczułem siłę audio, dobrych treści, które są przekazywane w formie audio dla innych. To jest wygodne i tak się narodziła myśl o założeniu podcastu, otworzeniu podcastu tak. Audio siedzę plus minu od 2015 roku, a bardzo aktywnie podcastuje od 2018.

    J.P.: WIdzę, że pasje i jakby zawód często wiążą się z wyjazdami zagranicznymi do różnych dziwnych prac. Ja zacząłem filmować, gdy kupiłem sobie swoją pierwszą kamerę w dwa tysiące bodajże piątym chyba roku za truskawki i za pracę jako […]

    J.P.: W niemczech byłeś?

    J.P.: Nie, na zachodzie jeszcze dalej w Kanadzie. Kanadyjskie truskawki zbierałem i za pracę, oczywiście mniej pracowałem, bo nie mogłem, ale prawda…

    J.P.: Pomagałeś tak? I w nagrodę dostałeś?

    J.P.: W remoncie domu i dostałem ekwiwalent finansowy, więcej szczegółów nie podam, bo mi każą, że tak powiem.

    J.P.: Bo nie pojedziesz do Kanady.

    J.P.: Bo mnie nie puszczą z powrotem, chociaż nic tam nie trzeba od paru lat. No w każdym razie wracając do meritum. Zaczęło się od ryb i zaczęło się od Ameryki, bo w Ameryce te podcasty, one są zdecydowanie bardziej rozwinięte, ale widzę tendencję bardzo, bardzo taką w Polsce już, że tak powiem, że jest to temat mocno rozwojowy, bo sam gdzieś tam się natknąłem na jakieś podcasty no powiedzmy parę lat temu. Coś tam słuchałem, nie jestem jakiś super zafascynowany, aczkolwiek im bardziej im częściej rozmawiam z ludźmi, którzy słuchają czegoś takiego, tym bardziej, tym więcej sam zaczynam tego typu treści słuchać. Powiedz może, poza tym, że jakby tworzysz ten podcast na co dzień. Zrobiłeś też coś takiego, jak newsletter “kurs podcastu”, to może dla osób, które już są bardziej zainteresowane. Co w takim newsletterze można znaleźć, co ile on jest wysyłany, jak to wygląda?

    J.P.: Kurs Podcastu to jest cotygodniowy newsletter kurs podcastu.pl, w którym ja się podzielę wiedzą, ja jestem z wykształcenie filologiem, więc jeszcze trochę umiem pisać, trochę umiem mówić, jednocześnie podobno mam bardzo radiowy głos. Tutaj nie chwalę się, tak mi mówią. Ja mam za dużo podcastowej wiedzy, która się marnuje. Pracuje w firmie escola, to jest po portugalsku szkoła i tam mamy taką zasadę. Dzielimy się wiedzą, ponieważ dzielisz się wiedzą i wiedza to jest jeden z niewielu rzeczy, które rośnie jeżeli się nią dzielisz. W kursie podcastu są porady, jak zrobić podcast, jak zrobić dobry podcast, jak tworzyć odpowiednie treści. Na przykład jak wykorzystać te treści wielokrotnie, żeby nie robić samego podcastu, a jednocześnie są to też moje autorskie obserwacje ze współpracy z klientami, z którymi, którym robię podcasty. Jak oni na przykład wykorzystują podcasty i włączają podcasty w swój biznes. Są osoby, z którymi współpracuję, to osobny podcast traktuję jako taką nieodzowną naturalną część swojego biznesu. Dodatkowa, co najmniej dodatkowy sposób do trafienia, do nowych klientów, do nowych osób, do.. Nowy kanał, może tak. Jeszcze nie zagospodarowany tak bardzo.

    J.P.: O właśnie i tu myślę, że to jest bardzo ważna rzecz. To podobnie trochę, może to nie jest ten rodzaj medium, ale podobnie było z chociażby TikTokiem, z którego dużo osób, że tak powiem korzysta, a jeszcze parę lat temu, no wyśmiewali się z tego, że co to za tutaj dzieci tam skaczą, tańczą, teraz się okazuje no właśnie. Teraz się okazuje, że ci którzy się z tego nie śmiali tylko pokazali to marketingow, szczególnie, ze grupa docelowa na tym TikToku ich była to się okazuje, że zarabiają całkiem sympatyczne pieniądze na tym

    J.P.: Wiesz, ja może nie zarabiam genialnych pieniędzy na podcastingu, ale jest to pewna część mojej wypłaty, moich zarobków. Chciałbym tak mocno podkreślić, że ja daję już słowo, że podcasty to nie jest prosta droga do zarabiania. To że ktoś mówi, że zarobił mnóstwo, 100 tysięcy pieniędzy, orzeszków, fistaszków, czegokolwiek. To są wyjątki. Podcasty to jest wspaniałe narzędzie do zwiększania zasięgów, do zwiększania ilości, ilości możliwości i to jest sens tworzenia podcastów. Po to się robi podcasty, że podcasty docierają do nowych osób i dzięki temu pojawiają się nowe możliwości, a twoją zasadą, twoją zabawą, twoim zadaniem wtedy jest przekuć te możliwości w zarobek. Dlaczego nie?

    J.P.: Właśnie o to nawet bardziej mi chodziło, że jakby jest jeszcze dużo do zagospodarowania na tym rynku, bo o wiele trudniej jest wejść na przykład i zostać znanym youtuberem w dzisiejszych czasach, niż znanym podcasterem. Ja nie wiem jak zostać znanym podcasterem, bo jeszcze nie jestem, a chciałem na przykład, ale zakładam, że jest łatwiej ze względu na to, że jest mniejsza konkurencja i nie ma jeszcze aż takich jakby.. Jakby próg wejścia jest nieco niższy, przynajmniej na razie i myślę, że to będzie dosyć krótki moment w historii.

    J.P.: Tak, tak jeśli mówimy o ilości blogów to mamy no w Polsce, z pewnością mamy setki tysięcy blogów. Na świecie mamy tych blogów, o jejku chyba tam, na jednego człowieka przypada siedem blogów. Nie wiem czy tak jest, czy może jest odwrotnie. Jakieś kosmiczne miliony tych blogów. Na całym świecie mamy około miliona podcastów, a w Polsce w czasie, kiedy to nagrywamy, mamy około 6 tysięcy, trochę powyżej 6 tysięcy podcastów. Jeśli weźmiesz liczbę twórców robiących podcasty to jest 6 tysięcy i to jest 6 tysięcy wszystkich podcastów, które są po polsku. Jest to mała liczba, dlatego teraz w maju 2021 roku jest bardzo dobry moment, aby szybko się nauczyć, jak robić podcasty. Nie trzeba robić od początku genialnych, wspaniałych podcastów, szybko się nauczyć, odpalić podcast i potem go rozwijać, ponieważ dobry podcast jest zrobić trudno. Łatwo jest odpalić podcast, trudno jest zrobić bardzo dobry podcast, wartościowy podcast. Część tych podcastów w Polsce z 6 tysięcy to są podcasty tak zwane widmo, które odpaliły jeden, dwa odcinki, potem człowiek się szybko wypalił albo nie miał czasu, więc wciąż ta liczba jest mała w porównaniu z blogami bądź z kanałami na YouTube. Tutaj nawiązuje chyba do Gonciarza, który jest gwiazdą YouTuba, jakiś czas temu odpalił zupełnie nowy kanał, próbował się przebić. Nie mówiąc, że jest Gonciarzem, tym Gonciarzem i nie dał rady, więc na pewno warto wchodzić w YouTube, na pewno warto wchodzić w Social Media i na pewno warto wchodzić w podcasty. Tym bardziej, że podcasty możesz stworzyć z różnych rzeczy, które wrzucasz w internet.

    J.P.: I tym sposobem przejdźmy płynnie do następnego pytania. Od czego zacząć? Czy mamy na przykład […]

    J.P.: Od wymyślenia.

    J.P.: dobry pomysł to podstawa, ale mamy na przykład jakaś nie wiem, jakiegoś człowieka, jakąś, człowieka, który ma jakąś wiedzę na dany temat, chce się nią jakoś tam podzielić. No i dobra i on się nie zna na tych technikaliach, on nie zna się na mikrofonach, nie zna się na jakimś montażu dźwięku, w ogóle komputer to tam sprawdza pocztę i facebooka. Od czego zacząć?

    J.P.: Jest taka aplikacja: ASR. To jest aplikacja ASR, która wygląda niesamowicie prosto, ponieważ jest to jedna aplikacja z jednym kółkiem i można zacząć nagrywać pierwsze odcinki włączając to kółko. Teraz je włączyłem, lecą mi cyferki, czyli coś się nagrywa i ja zaczynam opowiadać, ale to nie jest pierwszy krok. Pierwszy krok to jest wymyślenie podcastu, wymyślenie tego, co chcesz powiedzieć. Stworzenie czegoś to jest podstawa, stworzenie swojego podcastu, wymyślenie podcastu tak, żeby trafić po pierwsze w odpowiednią niszę, po drugie, żeby dawać wartościowe treści. Moim osobistym wrogiem są słabe treści. Treści o niczym. Treści, które opowiadają o przysłowiowej tej marynie. Tak? Nie uwłaczając marynie żadnej. Wymyliścić sprawdzić pomysł, sprawdzić, czy nie ma już podcastów w tym zakresie, w tym temacie, a jeżeli są to jak to zrobić inaczej. Obgadać ten pomysł i najlepiej nie z rodziną, bo rodzina zawsze powie, tak tak, tak tak, tak tak Jędrzeju wspaniały pomysł. Pójść z kolegą na browara, obgadać ten temat, kolega ci powie, w jaki sposób on by to widział. W jaki sposób dociera do niego ten temat, w jaki sposób on rozumie ten temat. Rzucić temat na przykład na Facebooka: Hej, mam pomysł na podcast. To nic, że ci ktoś może ukraść, nigdy ciebie nikt nie podrobi. A zrobisz to inaczej. Dobrze przemyślany pomysł na podcast, dobrze przemyślany pomysł na całą audycję, którą nazywany podcastem, to w ameryce nazywa się show, a podcast czy episode to są odcinki. Dobrze przemyślany podcast, dobrze przemyślana audycja, zrobiona inaczej niż wszyscy to jest podstawa, a technologia przyjdzie z czasem. Pierwszą rzeczą, którą można zrobić to jest właśnie aplikacja ASR. Anna Siergiej Roman, którą można sobie kupić za darmo i można nagrać pierwszy odcinek na telefonie, ponieważ pierwszy odcinek nie musi być genialny i wtedy zaczyna się rozwój. I od tego trzeba zacząć, wymyślić, w jaki sposób będziesz przekazywał swoją wiedzę i o czym będziesz mówić. W ten sposób nie wyprztykasz się z tematów, w ten sposób nie powiesz całemu światu o wszystkim w ciągu trzech odcinków i zaczniesz pracować. Rozwój nie progress, ja wiem, że to brzmi coachem majkiem, ale tak po prostu działa.

    J.P.: A to jest bardzo podobne poza coachem Majkiej, to jest bardzo podobne do tego w jaki sposób się tworzy filmy, bo, czy w ogóle fotografuje wszystkie takie wizualne rzeczy. Bo bardzo często dostaję pytania, prowadzę też jakiś kurs fotograficzny itd. Dostaję takie pytanie typu, jaki aparat mam kupić, bo tam nie wiem bo tam filmuje i coś tam. Myślę sobie, no […]

    J.P.: I mam 5 tysięcy złotych,

    J.P.: No właśnie, jest nagrywa to, coś się rejestruje, no rejestruje się. To nic nie kupuj, nie wiem, to sobie kurs kup, jak dobrze oświetlić jedną lampką pokojową scenę, czy cokolwiek. Bo to nie ma jakby, narzędzie nie ma znaczenia, chodzi o pomysł.

    J.P.: pierwszy podcast, który nagrałem to był podcast dla osób uczących się programowania, deweloperów, nie było nagrane nawet na moim mikrofonie. To był mikrofon kolegi za 50 zł przyczepiony do lampki, która stała między nami, żeby wyłapywał. Mamy parcie na bycie idealnym, bo nas tak media nauczyły, a to nie chodzi o to, żeby być idealnym. Chodzi o to, żeby się po prostu rozwijać. Na sam początek po prostu coś nagraj, wymyśl to co chcesz powiedzieć, zrób sobie trochę zapisków. Najlepiej bullet pointy, odpowiedz o tym, żonie, mamie, mężowi, kolegom, żeby to ładnie się ułożyło w głowie, a potem odpalasz komórkę i nagrywasz. To nie będzie idealne, ale to jest dobry start. I pierwszy odcinek masz gotowy, potem można go wrzucić na hosting podcastu, są rzeczy, są hostingi bezpłatne, są płatne. Ja polecam płatne, bo są bezpieczniejsze i w ten sposób trafiasz do Spotify i Itunes. I od tego się zaczyna dobry podcast, od myślenia, przemyślenia, startu, jakkolwiek, a potem rozwoju.

    J.P.: A jak z twojego doświadczenia to wygląda, za pewne też różny ludzi mają workflow i w różny sposób te podcasty powstają, ale czy tworzy się scenariusz takiego podcastu, czy bardziej to ma być na zasadzie, że robisz sobie trzy bullet pointy i lecisz z tematem, czy to też zależy od człowieka.

    J.P.: To zależy od człowieka, są osoby, którym dasz mikrofon i one zaczynają nawijać, ale tu trzeba umieć w nawijkę. To trzeba umieć mówić do mikrofonu i umieć formułować myśli, problemem czasami jest to, że ludzie odpływają i zaczynają dygresje od dygresji, a potem jeszcze na to dygresje. W końcu to trochę jak z oglądaniem YouTube, zaczynasz jak zrobić ciasto, a kończysz o drugiej w nocy, czy transformers mogą nas zabić. To nie tak, to musi być zupełnie inaczej, musisz wyczuć. Ja na sam początek bardzo polecam robić sobie bullet pointy, czyli trzy, pięć najciekawszych myśli w ramach jednego tematu i ustawić sobie w głowie takie myślenie, że nie musisz wszystkiego powiedzieć od razu. To wynika z bardzo często z naszego przyzwyczajenia, my w szkole byliśmy uczeni bardzo często, nauczyć się od 320 do 350 strony, po czym się stawało na baczność i się mówić a takiego, a takie takiego roku pod grunwaldem starły się wojska, połączone siły wojsk polskich i litewskich oraz krzyżackich. I to jest nudne, o wiele lepiej jest sobie napisać trzy, pięć punktów głównych. Do nich ze dwa trzy podpunkty i zacząć opowiadać. Nie będzie idealnie na początek, ale potem zaczyna się nawijka, zaczynasz się wyrabiać w rozmowie i warto zacząć od bardzo powolnych, od bardzo malutkich kroczków. Troszeczkę na początek, wtedy krok po kroku jest progres, a potem dostaniesz mikrofon i nie jesteś w stanie zacząć gadać. Nie jesteś w stanie przestać, tak jak ja teraz.

    J.P.: To jest, muszę potwierdzić, że dokładnie tak to działa, bo ja pamiętam, jak nagrywałem pierwsze odcinki tego programu, no to byłem, aż zdziwiony, bo gdzieś tam studiowałem dziennikarstwo. Myślałem, że to mi pójdzie tak o, że tak siądę, będę gadał i w ogóle nie ma problemu. Całe życie spędzam z kamerami, co prawda po tej lepszej stronie, bo po drugiej i je obsługuje. No ale siadłem przed tą kamerą , miałem prowadzić pierwszą rozmowę, specjalnie sobie zaprosiłem dobrych znajomych, żeby się czuć swobodnie, że wszystko fajnie pójdzie.

    J.P.: Dobre podejście.

    J.P.: I byłem tak spięty, jak teraz ktoś by sobie zobaczył jakiś pierwszy odcinek, drugi, trzeci, powiedzmy to po prostu siedzę jak z kijkiem nie powiem gdzie i jakiś taki w ogóle, no masakra nie. Super poważne pytania, nic, żadnej dygresji, nic.

    J.P.: No sztywniak nie.

    J.P.: No straszny sztywniak, a ja naturalnie nie jestem sztywniak, przynajmniej tak mi się wydaje, więc no to było bardzo, bardzo ciekawe przeżycie szczególnie, że tak się porównuję z czasem i też jest, jeżeli i pierwsze odcinki i w ogóle były źle nagrane, ja jako filmowiec ustawiłem zły klatkarz w kamerze przez przypadek, bo coś tam przestawiałem i palcem po prostu miźnąłem i nie zwróciłem uwagi. No po prostu tragedia, znaczy słuchać, widać, ale jakby teraz tak zrobił to bym się czuł taki dosyć no, że słabo. No i co, no i poszło.

    J.P.: I jak się robi, jak się naprawia takie błędy to się puszcza, prawda?

    J.P.: No tak.

    J.P.: Po pierwsze jest dużo, jest mało osób, które to zauważy, no chyba, że to było bardzo poklatkowe i wyglądałeś, jak te dinozaury z lat 80 tych godzilla.

    J.P.: Ale i tak większość osób słucha nawet takich wywiadów na YouTube, większość słucha, bo ja po sobie wiem, że ja nie oglądam wywiadu tylko robię coś przy okazji, więc tak naprawdę to jest podcast.

    J.P.: Mhmm, z podcastami jest taki problem, że no mimo wszystko podcast według mnie powinien być audio i powinien mieć RSS, ale to jest takie dość fundamentalne, fundamentalistyczne podejście, podcast to tylko audio, zobacz, jak się zawęża. Nie zawęża. Jak się rozszerza znacznie podcastu. Kilku moich klientów mówi, że chce robić podcast i mówi o YouTube. Mówi tylko o YouTube, nawet miałem takiego klienta, któremu powiedziałem, okay nagraj to, ja to jeszcze ładnie zmontuje, wrzucę na hosting podcastów, będziesz to miał w Itunes i w Spotify. Nie nie trzeba, jemu wystarczy Youtube. Nie będę się bronił, nie będę się obrażał, tutaj wychodzi ważny jest tworzenie dobrych treści, ważne jest tworzenie mądrych treści, ważne jest tworzenie wejścia w buty odbiorcy i danie mu takich treści, które są dla niego najlepiej gotowe do użycia albo bardzo rozszerzają mu horyzonty i tutaj ważne spostrzeżenie. Twoja wiedza raz i wiedza gości dwa. Bardzo ciekawie wychodzą miksowane podcasty, przykładem jest Tomek Onyszko, a i to kto robi podcast mieszany. Trochę swoich przemyśleń solo i jakaś ciekawa osoba do podcastu. Wychodzi to świetnie. Tomek ma świetną nawijkę, świetnie gada, ma wielką wiedzę, którą zderza, ale w tym pozytywnym myśleniu, zderze z gościem, a potem w następnym odcinku robi swoje przemyślenia na jakiś temat. Bitcoiny, bezpieczeństwo, tu się obraca w IT, w świetne motywy wchodzi.

    J.P.: I tym sposobem przeszliśmy od tej formy wywiadowej podcastów, jakby forma wywiadu jednak, jeżeli nie chcemy, nie mamy na przykład możliwości, no nie wiem spotkania się osobistego, jednak czasami wymaga troszeczkę tych technikaliów. No to co my robimy teraz, w sposób, w jaki my to nagrywamy to jest jednak dosyć skomplikowane, bo ja jakby robię live’y, video dla klientów, mam jakieś tam specjalne od tego oprogramowanie, które wiem, jak obsługiwać. Ja sobie z tego oprogramowania korzystam, mogę sobie takie o przejazdy robić, czary mary, fajnie to wygląda. No tylko, że ja ten program nauczyłem się obsługiwać i obsługuję go jakoś w miarę na co dzień i on jest dosyć skomplikowany tak jakby ktoś używał photoshopa, żeby narysować kółko. No nie potrzeba photoshopa, żeby narysować kółko, wystarczy paint. No i teraz pytanie, czy istnieją narzędzia. Pytanie z tezą, bo domyślam się, że istnieją. Czy isteniją narzędzie, któe pozwalają na prowadzenie takich wywiadów online, które będzie można nagrać zarówno w formie video jak i audio, które są, no nazwijmy to w cudzysłowiu idiotoodporne, każdy jest w stanie je obsłużyć kto ma podstawową wiedzę na temat komputerów, czyli umie włączyć windowsa i sprawdzić sobie fejsa?

    J.P.: Pierwszą rzeczą jaką bym polecił to jest po prostu wygooglowanie tego, jak zrobić wywiad i wtedy wyjdą ci minimum trzy narzędzia. Jednym z nich prawdopodobnie będzie Zencaster, drugim będzie Zoom. Zoom z tego, co pamiętam, ponieważ nie używam go nie pozwala na nagrywanie oddzielnych ścieżek, a to jest dobra rzecz. Oddzielna ścieżka to jest Janusz nagrywa ze swojej strony, ja nagrywam ze swojej strony. To wtedy jest o wiele wygodniejsze, ponieważ mamy dwie oddzielne ścieżki, które można złożyć w odpowiednim programie. Jeżeli bardzo nie chcemy robić dwóch ścieżek to można łopatologicznie nagrać to na Skype. Czyli Czyli łączysz się z kolegą koleżanką, z gościem, z gościnią na Skype. W prawym dolnym rogu jest chyba więcej i nagrywanie i jazda. Potem można wyciągnąć z tego cały obraz, wrzucić to w jakiś onlajnowy narzędzie, które oddzieli wtedy obraz od dźwięku i już masz gotowy dźwięk. To nie będzie idealne, ale od tego można zacząć. Innym przykładem jest Zencaster, który może nagrywać obie ścieżki, może nagrywać dźwięk, ale jest płatny do któregoś tam momentu. Można również wykorzystać Streamyard, który bezpłatnie pozwala robić livey i wywiady dokładnie tak jak by robimy teraz, może bez takich fajnych przejść jak teraz zrobiłeś. Streamyard, Zoom, Skype, Zencaster. Cleanfeed to są już ciutkę bardziej skomplikowane narzędzia. Cleanfeed jest tyle fajny, że wymaga jednego przycisku, tutaj bardzo polecam, choć nie zawsze działa.

    J.P.: Jak to komputery i oprogramowania.

    J.P.: Ja bardzo polecam po prostu sobie ściągnąć, zalogować się, spróbować na pięciu. Po prostu zadzwonić do kolegi, koleżanki i pogadać z nim, z nią trzy minuty i wtedy to ściągnąć i zobaczyć, co najlepiej działa, co najbardziej rozumiesz. W IT jest dosyć takie przeświadczenie, że jak coś działa to nie jest głupie, chociaż może niekoniecznie genialnie jest to zrobione. Podcasty są na tyle proste, że musi być dźwięk, jeżeli ten dźwięk jest wymiarach taktowanych, nie jest to nagrane ziemniakiem, nie szczeka pies dookoła, nie latają dzieciaki, a jest jakość to to jest już akceptowalne do podcastu. Im lepsza jakość, tym lepszy odbiór, byleby to nie burczało, brzęczało i nie psuło życia.

    J.P.: A jak taki powiedzmy rynek podcastowy w Polsce wygląda, wspomniałeś o tym, że podcastów w Polsce jest około 6 tysięcy. Ja tam robiłem jakiś research, ale zdziwiłem się bardzo, że to jest taka niewielka liczba, bo no myślałem, że jest co najmniej kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy, bo mamy prawie 40 milionów ludzi w kraju nie. 

    J.P.: Przy tym dużo przedsiębiorców, a mnóstwo przedsiębiorców używa podcastów, mnóstwo, mnóstwo z tych 6 tysięcy.

    J.P.: Jakie są tendencje, bo zakładam, że jeśli teraz jest 6 tysięcy, ich będzie przybywać, no bo siłą rzeczy ich musi przybywać, bo to jest jeszcze naprawdę mało jak na taki spory europejski kraj. Jakie są tendencje, czy na przykład powstaje dużo takich, nie wiem, takich autorskich audycji, że jakiś mądry człowiek, mówi coś o mądrych rzeczach, czy może są na przykład bardzo popularne wywiady z jakimiś ludźmi. Jak to wygląda w Polsce? Czy w ogóle?

    J.P.: Dotykamy formatu podcastu i ogólnie podcastów, skupmy się na Polsce, no bo tutaj mieszkamy, tutaj najczęściej pracujemy i tutaj najczęściej rozmawiamy, tutaj najczęściej tworzymy treści. Są oczywiście osoby, które tworzą treści po angielsku. Jeden z moich klientów niedawno stwierdził, że do odcinka z okrągłą cyferką będzie robił po polsku, a jednak o sprzedaje na zachód, więc dlatego od tego odcinka z okrągłą cyferką przejdzie na język angielski. W świecie angielskojęzycznym podcasty są niesamowicie rozwinięte, Mateusz Sójka, to jest szef PolDigi, jednej z fajniejszych hostingowych platform dla podcastów, niesamowicie oddany podcastom. Mówi wydziela takich 6 stopni rozwoju rynku podcastowego. 6 stopień to są Stany Zjednoczone, gdzie najpierw są podcasty, a potem radio. Pierwszy stopień to jest tam, gdzieś coś kiedyś, wiesz w głuszy nagrywa i wrzuca na jakieś Spotify. Polska jest mniej więcej po środku, gdzie już zaczynają rosnąć podcasty, ale wciąż radio jest bardzo silne. Podcast w porównaniu do radia jest wciąż w Polsce słabszy, ale zauważ tendencję. Polityka nam niestety nie pomaga w tym, żeby słuchać radia, dlatego radio 3,5,7 powstało. Radio 3,5,7 co robi, robi podcasty również, czyli te fragmenty swoich, swojego radia na żywo, które potem będzie można odsłuchać, na razie dla patronów, za niedługo dla wszystkich, a pewnie dla patronów tam jakieś najlepsze kąski. Rynek podcastów w Polsce rośnie, rynek podcastów w Polsce rozwija się i rozwija bardzo szybko. W tej gonitwie wiele podcastów jest tworzonych i zostaje. Po pięciu, po siedmiu, po ośmiu odcinkach po prostu zostaje. Podcasty mają to do siebie, że tutaj liczy się bardziej jakość treści oraz systematyczność. Systematyczność przejawia się w tym, że jeżeli robisz coś raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc to warto żebyś to robił długo. Nie ulegajmy, jeżeli chcemy tworzyć podcasty, nie ulegajmy takiemu parciu, żeby robić podcasty co tydzień co dwa. Proponuję, żeby zacząć najpierw co miesiąc, bardzo dopracowany odcinek, tworzyć co miesiąc bardzo dopracowany odcinek, a jeżeli to chwyci i jeżeli zaczną ludzie tego słuchać, a najlepszym przykładem jest, że to wraca do Ciebie, czyli a słyszałem w podcaście, a znam z podcastu, no tak mówiłeś o tym w podcaście. To wtedy, to znaczy, że to się przebija, ludzie zaczynają Cię słuchać, ja bym tak stwierdził, pół roku trzeba na to i wtedy zwiększyć częstotliwość. Systematyczność i bardzo dobry kontent. Weźmy pod uwagę, że część z tych 6 tysięcy podcastów odpadnie, a osoby, które odpowiednie długo będą wrzucać ten kontent po prostu będą wygrywać.

    J.P.: To skoro omówiliśmy już powiedzmy to, że kontent jest ważny to powiedz, jaki kontent podcastowy Ty byś polecił, jakiś kilku Twoich ulubionych podcasterów, kilka ulubionych podcastów, które mógłbyś polecić słuchaczom i widzom.

    J.P.: Oprócz polskich gigantów, czyli Marka Jankowskiego Mała wielka firma, więcej niż oszczędzanie pieniędzy Michała Szafrańskiego, jestem przeogromnym fanem Pata Flynna. Pat Flyn to jest jeden z takich gigantów podcastów światowych, facet, który zaczynał od podcastingu. Ja go słuchałem, kiedy przywiozłem sobie Ipoda z Alaski i to był taki facet, który i był no malutki, skromniutki i jak tak mówił to tak trochę się wstydził, no tutaj opowiem o biznesie i w ogóle jest fajnie, bo biznes jest dobrze robić po kilkunastu latach. To jest gigant Podcastu, który uczynił z tego podcastu taką walidację, uwiarygodnienie swoich, swojego kontentu. Polecam Pata Flynna, żeby zobaczyć jak on robi, posłuchać, on ma niesamowitą energię i ogromną empatię. Świetny jest Tim Feris, który tworzy podcasty nawet kilkugodzinne, ale to są podcasty niesamowicie dobrze przygotowane. On ma też grupę osób, która mu robi research, więc on potem siada i wie o czym mówić. Z polskich jestem niezwykłym fanem Macieja Aniserowicza, ale to dlatego, że tworzy podcasty również dla branży IT, a Maciek Aniserowicz robił podcasty z nim to było modne i Maciek jest o tyle fajny, że on ma tą naturalną giętkość, naturalność w sobie, on ma też wiedzę i charyzmę i to jest świetne. Mikrofon zabiera około trzydziestu, tak na pi razy oko, około trzydziestu procent energii, dlatego Maciej to robi świetnie, bo on z siebie daje więcej niż na co dzień. Takie mam wrażenie i dlatego mu to świetnie wychodzi. Kto jeszcze z polskich. Lubię Osmana, lubię Mirka Burnejko, lubię też radiowców, którzy weszli do podcastu, to jest Katszyder Bugajskiego na przykład. Ja też mocno siedzę w Marketingu, marketing podcastu to też jest jedna z moich działek, więc Social media marketing, Social media marketing to jest Mike Stelzner. Business Marketer to jest akurat polski podcast Łukasza Kosuniaka pierwszy podcast, to też jest myśl, pierwszy sezon swojego podcastu czytał swoją książkę. Zrobił audiobooka. Szymon Negacz, jeżeli ktoś się interesuje sprzedażą, Marcin i Finanse bardzo osobiste. Lubię tych ludzi, ponieważ oni przygotowują treść, to nie jest Yolo, ponieważ uważam, że powinniśmy szanować czas naszych odbiorców. Mnie samego wkurza, jeżeli słucham podcastu i w którymś momencie on jest o niczym. Zmarnowałem czas, a mogłem na przykład poczytać książkę i wtedy trochę się obrażam na podcastera i wtedy nie zawsze słucham podcastu następnego, następnego odcinka.

    J.P.: [,,,]
    J.P.: Tak, ja to nazywam fermentacją tekstu lub fermentacją kontentu. Jednego pierwszego dnia coś sobie piszesz, przemyślisz, drugiego trzeciego dnia, gdzieś to zobaczysz, popatrzysz, piszesz, skreślisz, wykreślisz, po pięciu dniach, jeżeli konwentowi poświęcisz 15 minut dziennie masz gotowy scenariusz, który masz już w głowie i Ci łatwiej opowiedzieć, i możesz przygotować scenariusz dla gościa. Możesz przygotować scenariusz dla siebie, im lepiej sfermentowany kontent tym po prostu wygodniej, im tym lepiej i tym większą jakość dajesz odbiorcom, a odbiorcy to jest złoto i tutaj chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na ilość odsłuchań. Ilość odsłuchań jest ważna, ale najważniejsza jest ilość osób, które wracają do Ciebie. Nie tysiące zasięgów, bo lekami się nie najesz, a możesz się najeść o wiele bardziej osobami, może osobami, biznesem, robieniem biznesu, robieniem relacji z osobami, które do Ciebie wracają. Nie ilość a jakość to jest ważne w podcastingu. To jest niesamowicie romantyczne, co ja mówię, ale no ja w to wierzę. Róbmy dobrze albo starajmy się nie robić.

    J.P.: Myślę, że to jest bardzo fajna puenta na koniec, róbmy dobrze albo starajmy się nie robić albo starajmy się robić dobrze.

    J.P.: Starajmy się robić bardzo dobrze.

    J.P.: Podcasty, super. Powiedz jeszcze powiedz, gdzie Cię znajdziemy, gdzie się można zapisać do twojego newslettera, gdzieś tam cię namierzyć na social mediach wszelakich. 

    J.P.: W social mediach nazywam się Jędrzej Paulus i najczęściej panoszę się na LinkedIn, ponieważ tam jest jeszcze co najmniej dużo osób, którym mogę coś zaproponować, które mogą się ode mnie czegoś się nauczyć i od których ja się mogę czegoś nauczysz, ponieważ nie pretenduje do tego, żeby być alfą i omegą podcastingu w Polsce. Są osoby mądrzejsze ode mnie, które bardzo szanuję i które bardzo pozdrawiam. Więc Jędrzej Paulus na LinkedIn, facebooku również nazywam się Jędrzej Paulus, mam również bloga, blog nazywa się Podcastuje.pl, pisane przez c, Podcastuje.pl. Z mojej prawej dla osób, które oglądają jest taki uśmiechnięty troll na mikrofonie, który jest tak naprawdę mikrofonem brodatym. Podobno to ja. Tylko nie mam jeszcze zielonych okularów. Podcastuje.pl, Podcstujepl, na Instagramie, na Facebooku również mam fanpage Podcastuje, tam najczęściej dzielę się informacjami, są posty, najczęściej jak zrobić podcast. Newsletter kurs podcastu, kurs podcastu.pl to jest mój newsletter, który odpaliłem na początku roku, obecnie mam 150 subskrybentów i w ramach podziękowania dla osób za to, że mogę trafić dokładnie do nich, wręcz intymnie, tak jak podcastem do czyichś uszu. Tylko ty i ja rozmawiamy. W ramach podziękowania dla osób, które subskrybują mój Newsletter, tam jest bardzo dużo treści, które nie wychodzą na social media, ponieważ, moim wielkim celem jest stworzenie fajnych podcastów z fajnymi treściami z wartościowymi treściami, więc kurs podcastu to są moje przemyślenia, moje obserwacje i porady w jaki sposób obecnie wyglądają trendy w Polsce. Dlaczego warto robić podcast, no i jak zrobić dobry podcast, progres nie perfekcja. Facebook, LinkedIn, Instagram, Blog Podcastuje i kurs podcastu pl.

    J.P.: Super, bardzo Ci jeszcze raz dziękuję za rozmowę. Była bardzo ciekawa, sam jako człowiek, który pretenduje do miana podcastera w przyszłości mam nadzieję, że też mi, jakby też się dużo dowiedziałem. Mam nadzieję, że kilka rzeczy już mam w głowie, żeby troszkę zmienić, troszkę poprawić i spróbować z niektórymi rzeczami popracować.

    J.P.: Zapraszam, chętnie zawsze pomogę.

    J.P.: Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

    J.P.: Dziękuję Ci bardzo, do usłyszenia.

    J.P.: Wszystkie linki, o których mówił Jędrzej będą oczywiście w opisie tego odcinka. No i co zapraszam już za tydzień, jak zawsze w środę o 10 na kolejny odcinek Zdalnie o onlajnie. Do zobaczenia.

  • Czy mieszkania stanieją? Rynek nieruchomości w Polsce po pandemii – Zdalnie o onlajnie #042

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak pandemia wpłynęła na rynek nieruchomości w Polsce?
    ➡️ Czy preferencje klientów są podobne jak przed rokiem?
    ➡️ Czy najem mieszkań nadal będzie się opłacał?
    ➡️ Jak w dobie pracy zdalnej wygląda rynek najmu biur?
    ➡️ Czy mieszkania i domy stanieją?

    Między innymi na te tematy rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Radosław Musiał – prawnik, inwestor, deweloper, właściciel MUSIAŁ Group.

    Fanpage Musiał Group:
    https://www.facebook.com/musialgroup
    Instagram:
    https://www.instagram.com/radekmusial/
    YouTube Developuj.pl:

    https://www.youtube.com/channel/UCKn_ZdMyPhIp-zJB27dgb8w

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Transkrypcja odcinka:

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam was serdecznie w kolejnym odcinku ,,Zdalnie o onlajnie”. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Radosław Musiał, prawnik, inwestor i deweloper, właściciel ,,Musiał group”. Witaj Radosławie.

    Radosław Musiał: Witam, witam wszystkich. Na wstępie miło za takie zaproszenie, cieszę się, że możemy porozmawiać, co prawda onlajnowo jak to tutaj przystało na sam tytuł, także jestem do państwa dyspozycji, do twojej dyspozycji, czekam na pytania, myślę, że spędzimy miło czas.

    J.P.: Powiedz, proszę, czym właściwie się zajmujesz, coś szerzej powiedz o swojej działalności, o grupie Musiał parę słów.

    R.M.: W sumie 16 lat już zajmujemy się nieruchomościami w różnych aspektach, bo to w gałęziach związanych z pośrednictwem i zarządzaniem najmem, również działalnością deweloperską, obsługą deweloperów i wszystkim tak naprawdę, co wokół tego się dzieje. W skrócie można powiedzieć kompleksową obsługą transakcji nieruchomości, jeśli chodzi o sprzedaż, zakup i obsługę konsumentów, jak i obsługę inwestorów. Więc tematyka jest bardzo szeroka, myślę, że na każdy z tych tematów nie zdążymy dzisiaj porozmawiać, ale na jakieś pytania konkretne chętnie odpowiem.

    J.P.: Szerokie..szerokie spektrum, a w ogóle w jakim obszarze działasz, bo to też istotne.

    R.M.: Znaczy, obszar naszego oddziaływania można powiedzieć, jak i biznes, ulokowany jest na Zagłębiu Dąbrowskim. Czyli tak można powiedzieć Śląsk, chociaż niektórzy wolą nie używać tego stwierdzenia i Zagłębie, czyli Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Będzin, Czeladź.

    J.P.: I powiedz, bo zaprosiłem Cię dlatego, że chciałem się trochę zorientować, jak wygląda sytuacja branży nieruchomości, szeroko rozumianej, teraz i jak wyglądała jeszcze rok temu, bo mamy już rok dwutygodniowego lockdownu, rok covida, pandemii. Powiedz jak to wyglądało, jakby jak covid, jak to wszystko, co działo się w kraju, wpłynęło na rynek nieruchomości. Czyli powiedzmy jakie były tendencje w zeszłym roku i czy one, czy ten covid jakoś na nie wpłynął, że nie wiem, nastąpiło zahamowanie, czy może nagle wszyscy zaczęli kupować mieszkanie, bo mieli za małe. Jak to wyglądało w zeszłym roku w marcu?

    R.M.: Znaczy, ogólnie rzecz biorąc, pomijając ten okres takiej ogólnej paniki, strachu przed wszystkim, bo nie tylko ja, nie tylko ty, nie tylko wielu słuchaczy miało z tyłu głowy w ogóle różnego rodzaju scenariusze związane z tym, co tak naprawdę będzie się działo. No i w związku z tym był taki moment miesiąca, dwóch miesięcy zahamowania wszystkiego tak naprawdę, bo lockdown nie dotyczył tylko i wyłącznie restauracji czy basenów, ale również decyzji biznesowych i przede wszystkim decyzji inwestycyjnych oraz zakupowych przez klientów nabywających nieruchomości. No ale, co się stało. Tak naprawdę poprzez ten okres takiego typowego zamknięcia dwóch lub trzech tygodni, już dokładnie nie pamiętam. Wyczyściłem to ze swojej głowy. No to ludzie zrozumieli, że jakby ich preferencje zakupowe są nieco inne niż dotychczas zwykli byli podejmować. W związku, z czym jakby wzrosło zainteresowanie całkowicie innymi nieruchomościami albo inaczej bardziej spersonalizowanymi nieruchomościami. Mówię tu o mieszkaniach z większymi tarasami, balkonami, ale również zamianę nierzadko lokalu mieszkalnego w jakąś nieruchomość z kawałkiem ogrodu czy też bliźniak, szeregówka, czy dom. To po pierwsze. A po drugie w związku z tym, że ten okres takich przemyśleń i takiej burzy psychologicznej w głowach klientów spowodował, że też relokacja kapitału nastąpiła. Czyli ludzie mieli, oczywiście z pustego i Salomon nie naleje, ale dużo ludzi miało i ma do tej pory lokaty, jakieś innego rodzaju majątki związane z inwestowaniem i postanowiło to zmienić czy przelokować na nieruchomości na wynajem, nieruchomości jako lokata kapitału po prostu, więc tych form się pojawiło wiele. Co jakby idąc dalej, pewnie następnym pytaniem, doszło do wielkiego bumu rozwoju na rynku nieruchomości, doszło do bardzo wielu decyzji zakupowych, co powoduje, oczywiście ekonomiczne prawa podaży i popytu. Tak w skrócie można powiedzieć. Natomiast to trwa i to się nie zmieniło, ponieważ jakby z miesiąca na miesiąc te decyzje są wdrażane. Zakup nieruchomości to nie jest coś, co można zrobić z dnia na dzień, w związku z czym dzisiaj tak naprawdę widzimy taki konkretny efekt tego zamknięcia przed… rok temu tak naprawdę. Czyli skutki widzimy dopiero dzisiaj.

    J.P.: A jakby jeżeli chodzi o, może nie, powiedzmy, jakby preferencje się zmieniły, ale jak wygląda kwestia ilości tych sprzedawanych mieszkań czy domów, bo jakby z jednej strony mamy no niektóre branże całkowicie zamknięte, ludzie bankrutują i tak dalej, z drugiej strony niskie stopy procentowe, lokaty oprocentowane na 0,001 procenta. No i trzeba coś z tymi pieniędzmi zrobić, Ci ludzie, którzy je mają chcą je zainwestować, czy to się jakoś wyrównało, czy na przykład nastąpił gwałtowny wzrost sprzedaży, czy jakoś to przystopowało, jak to wyglądało na przestrzeni tego roku?

    R.M.: Nastąpił wzrost poziomu sprzedaży, to na pewno, i to powiedziałbym kolosalny wzrost, ale również nastąpił kolosalny wzrost cen nieruchomości. Tak, w związku z czym to jest delikatnie mówiąc około 20% w stosunku do zeszłego roku, ale to również to nie było tylko wywołane i wyłącznie chęcią nabywczą klientów, ale też wzrost cen spowodowany jest między innymi wzrostem cen materiałów budowlanych, które poniekąd, a w zasadzie moim zdaniem w wielkim znaczeniu wpływają na koszt budowy metra kwadratowego, a zatem koszt wytworzenia lokalu mieszkalnego czy domu jednorodzinnego. W związku z tym te ceny zagalopowały się, są dalej mocno mocno wyprzedzające jeszcze nasze nawet oczekiwania, a chęć nabywcza wcale nie maleje w związku z tym, że z drugiej strony te stopy procentowe, dostępność kredytów i siła nabywcza również mocno wzrosła, pomimo tego, że wiele branż jakby można powiedzieć mocno kuleje, a część osób straciło pracę.

    J.P.: Czyli mamy ten kryzys, czy nie mamy tego kryzysu ekonomicznego?

    R.M.: To znaczy, ogólnie rzecz biorąc, ja nie pamiętam takiej sytuacji pandemicznej, przynajmniej w Europie, odkąd de facto, odkąd żyję tak naprawdę, bo w innych krajach się to zdarzało. Jesteśmy wszyscy przed jakimś taką zupełnie nową rzeczywistością przed jakimś zupełnie innym wyzwaniem i teraz, co mogę powiedzieć o kryzysie. Kryzys tak naprawdę, moim zdaniem, to dotyczy części gospodarki, będzie dotyczył również wielu branż, dotyczy i dotyka, i prędzej czy później myślę, będzie dotykał również i rynku nieruchomości. Na dzień dzisiejszy jest to branża, która wyszła obronną ręką z tego wszystkiego, co się wydarzyło, podobnie z branżą metali szlachetnych, kruszców i pewnie jeszcze wielu innych branż. Nie śledzę tego. Natomiast ciężko stwierdzić jednoznacznie, że jest kryzys skoro sprzedaje się więcej i drożej, więc jakby z jednej strony pewnie możecie skomentować, że to jest nieprawda, natomiast jakby statystyki mówią za siebie. Natomiast pytanie czy to są statystyki, z których trzeba się cieszyć, bo jeśli chodzi o inflację, hiperinflację materiałów budowlanych to za chwilę się okaże, że drożej będzie się budować metr kwadratowy mieszkania, niż w zeszłym roku kupowało i to może powodować pewnego rodzaju problemu i faktycznie jakiś taki głębszy kryzys gospodarczy.

    J.P: To też jest bardzo ciekawe, szczególnie jeżeli chodzi o te różne branże, bo ja też widzę, bo ja jestem filmowcem i mam różnych klientów z różnych branż właśnie, i widzę jakby, co się dzieje, że powiedzmy firmy produkcyjne, które mają jakieś tam fabryki itd.. One produkują na potęgę, zamawiają jakieś filmy marketingowe itd., a takie firmy, które, no, powiedzmy, nie mówię, że jacyś fryzjerzy itd., ale jakieś takie mniejsze firmy, które są bardziej usługowe, które np. robiły usługi, powiedzmy dla, nie wiem, szkół, które tam były bardzo długo zamknięte, jakieś tego typu rzeczy. To oni wszyscy, w ogóle nie mam zapytań z tamtej strony, o eventach już nawet nie mówię, bo eventy też obsługujemy, więc to jest już w ogóle inna sprawa i właśnie zastanawiam się jak to wygląda z punktu widzenia różnych branż, czy to się wyrównuje czy nie, ale patrząc na dane ekonomiczne na razie nie jest źle, więc zobaczymy, co to będzie. Z tymi materiałami to też jest ciekawa sprawa, bo jakby też z doświadczenia wiem, bo bliska mi osoba właśnie zrobiła taki dosyć spory remont i dostała od budowlańców informację, że gdybyśmy nie kupili tego dachu, tych elementów do tego dachu dwa miesiące temu, to by było 15-20% droższe w tym momencie, więc naprawdę coś się dzieje, coś dziwnego z tymi cenami.

    R.M.: Myślę, że jeśli chodzi o przyczynę, to pewnie jest jakaś tam głębsza, nie do końca nam znana, natomiast 20% to i tak delikatnie mówiąc, bo w przypadku stali czy styropianu, tak często wymienianego w ogóle w statystykach w tej chwili, to są wzrosty rzędu 50 nawet 80%. Na pewno nie wynikają z tego, że podrożała linia produkcyjna albo siła robocza, w związku z czym jest to spekulacja pewnego rodzaju albo trend, który się będzie utrzymywał, nie tylko co do tych materiałów, na pewno to będą również produkty spożywcze pewnie inne rzeczy za tym, a jak te podstawowe, zaspokojenia codziennego życia każdego z nas to pewnie za chwilę wynagrodzenia, za chwilę siła robocza itd. Itd.. Prawda, więc też już deweloperzy myślą nad wprowadzeniem różnego rodzaju klauzul inflacyjnych do swoich umów, ponieważ te nieruchomości, które są budowane, budowane są przez dłuższy okres czasu. Nie stawia się domu czy bloku w ciągu tygodnia prawda, więc w związku z czym ta niepewność cen przyszłych jest sporym jakby zagrożeniem.

    J.P.: To rzeczywiscie, nie myślałem o tym w ten sposób. Rzeczywiście, jeżeli się buduje jakiś blok, przez nie wiem tam rok, dwa lata, trzy lata, nie wiem ile się w ogóle buduje blok, więc […]

    R.M.: Dwa lata, trzy lata, zależy jaki to jest duży budynek, natomiast prawda jest taka, że w związku z ustawą deweloperską, która funkcjonuje całkiem fajnie, na rynku nabywa się tak naprawdę pierwsze wpłaty, gwarancje ceny, nabywa się w chwili podpisania umowy deweloperskiej. W związku z czym dwa lata wyprzedzając zakończenie budowy i tak naprawdę wzrost inflacyjny tych wszystkich cen, więc deweloperzy w tym momencie nie mają łatwo.

    J.P.: Prawda, a jak wygląda kwestia, nie wiem, na ile jest, też czytałem jakieś statystyki jeżeli chodzi o zakupy mieszkań akurat, jeżeli chodzi o zakupy kredytowe i zakupy gotówkowe i tak byłem dosyć uderzony tym, jak ogromna ilość klientów to są klienci gotówkowi. Czy tak nadal jest, czy to się zmienia?

    R.M.: To prawda, że jakby wcześniej na przestrzeni lat jakby większa część nabywców pochodziła z zewnętrznego kredytowania, czyli jakiś kredyt hipoteczny, czy ewentualnie sprzedaż jakichś produktów finansowych, a dzisiaj, no to jest jednak odkrycie tego rąbka tajemnicy, wychodzi na to, pokazanie wszystkiego na wierzch, czyli spora część osób po prostu ucieka z gotówką, ponieważ obawia się jej utraty wartości, obawia się, o to że ten pieniądz będzie za chwilę mniej warty, niż jest dzisiaj. Co oczywiście przy galopującej inflacji czy hiperinflacji to jak najbardziej prawidłowe zachowanie i lokują pieniądze w pewnego rodzaju namacalne rzeczy, właśnie kruszce, złoto, kamienie szlachetne albo też właśnie w jeszcze bardziej namacalny produkt jakim jest nieruchomość, tyle tylko, że nieruchomość wymaga dość wysokiego progu wejścia. No bo nie da się kupić nieruchomości za sztabkę złota np. małą prawda. Więc tutaj jest troszeczkę inny klient i on odkrywa karty, w których pokazuje, że gdzieś te pieniądze były w skarpetce przysłowiowej, a dzisiaj lepiej żeby jednak spoczywały i bezpiecznie były ulokowane w nieruchomości.

    J.P.: A czy fakt, że na przykład, że nagle zaczęliśmy w sporej części pracować gdzieś tam zdalnie. Może inaczej, jeśli chodzi o studentów, którzy są sporą grupą wynajmującą mieszkania gdzieś tam, ja jestem z Wrocławia, gdzieś tam we Wrocławiu jest chyba ⅓ mieszkańców w ogóle to są studenci. Spora ich część się jednak wyprowadziła z Wrocławia, no bo nie opłacało im się wynajmować mieszkań w momencie, kiedy mieli studia zdalne. Czy to i jakby to, że ta część, nie wiem na ile to jest duży procent w skali kraju, ale czy to jakoś wpłynęło, nie wiem, na rynek nieruchomości, że, nie wiem, no nie wiem, nakupili sobie na przykład po 10 mieszkań na kredyt i nagle się okazało, że nie ich kto wynajmować, była taka sytuacja, jest taka sytuacja, czy to raczej za małą skala?

    R.M.: Znaczy, akurat na moim lokalnym rynku nie, z uwagi na fakt, że tutaj jest więcej nieruchomości wynajmowanych firmom, wynajmowanych w obrębie strefy ekonomicznej, gdzie tam się lokują pracownicy, managerowie różnych firm, ale też najem konsumencki. Natomiast, dlatego nie mam jakby styczności jeśli chodzi o najem typowo studencki, natomiast wiadomo, że duża miasta Kraków, Wrocław, niejednokrotnie słyszało się o tym, że stoi pusty, można powiedzieć, że wręcz jakby życie tam zamarło, bo nie ma studentów, którzy byli takim motorem napędowym, jeśli chodzi pewnie o takie życie towarzyskie, jak również i najem studencki, bo inaczej być nie może. To zaczęło się, gdzieś nie spinać w cudzysłowiu, tym inwestorom. Tylko pytanie, jak to ktoś zrobił w zeszłym roku i kupił 6 mieszkań pod wynajem dla studentów, to ma problem. Jak ktoś kupił te mieszkania 10 lat temu i 10 lat wynajmował z sukcesem, za stawki wyższe niejednokrotnie niż w innych miastach, to generalnie też ma problem, tylko że dużo mniejszy, bo zdążył coś na tym zarobić, jak nie całkowicie spłacić tych mieszkań albo całkowicie dokonać stopy zwrotu do zera, więc może się okazać, że to po prostu jest narzekanie chwilą dzisiaj, to za chwilę wróci, bo przecież jeszcze tam będzie miesiąc do wakacji i za chwilę będzie on nowa ten rynek najmu działał. Więc był taki rok czy półtora roku przestoju, no ale to są nieruchomości, nie zarabiają przez rok, nieruchomości zarabiają na długofalowym okresie czasu, więc trzeba takie rzeczy mieć na względzie. Oczywiście nikt tego nie mógł przewidzieć, ale po prostu trzeba to wpisać w swój biznes. Zakup mieszkań na wynajem to nie jest też zabawa, że tak powiem w zakup sobie batonika w sklepie, tylko trzeba mieć jakiś biznesplan na to, jakiś element ryzyka wpisany i to się okazało, że właśnie w tym momencie trzeba było do tego wrócić biznesplan.

    J.P.: No tak, trudno się nie spodziewać, że w ciągu tych 20-30 lat spłaty kredytu jakiś ten czarny łabędź się nie pojawi, bo to musi się pojawić, zawsze się pojawi jakiś kryzys, zawsze coś, nie wiem, powódź, kryzys ekonomiczny, cokolwiek, więc trzeba to też mieć na uwadze […]

    R.M.: Jeszcze dokładając dwa zdania do tego komentarza. To weźmy też pod uwagę, że pomimo tego, że te nieruchomości nie zarabiają przez ten okres jeśli chodzi o najem, no bo to trzeba sobie jasno powiedzieć. Nie zarabiałem z najmu w tym okresie, ale zarobiłem na inflacji wzrostu cen nieruchomości, tak, czyli może się okazać, że zarobiłem 20-30%, zarobiłem, pomimo tego, że nikt tego nie wynajmował. Tylko, że nie mam tych pieniędzy w gotówce, mam je w majątku, którego wzrosła wartość.

    J.P.: No i mam jeszcze perspektywę, że za parę miesięcy wszystko wróci do normy, bo studenci raczej wrócą na studia, trudno, żeby nagle zniknęli całkowicie, a nie wydaje mi się, żeby uczelnie były jakoś super chętne, żeby cały czas zdalnie pracować. Zresztą wiem coś o tym, bo też wykładam na uczelni, wiem, że nie wszystkim do końca to pasuje, żeby przez internet tylko wszystko robić i trudno się dziwić, trudno się dziwić. Zresztą studia to nie tylko nauka, chodzi o integrację, więc szczególnie studenci, którzy gdzieś tam na pierwszym roku teraz byli, to myślę, że bardzo chętnie poznają się chociażby w tej grupie w nowym roku. No to powiedzmy, jeśli chodzi o branżę, taką bardziej już biznesową, w sensie najmu biur. Czy coś, jak to wygląda teraz, bo jakby z mojej perspektywy, ja wiem, że w marcu przestałem wynajmować biuro, wszystko robimy zdalnie, mamy jakąś tam ekipę podwykonawców zdalnie i na razie wygląda na to, że nie będę w najbliższym czasie wynajmował biura, bo doszedłem do wniosku, że mi się to nie opłaca ani finansowo, ani nie jest tak wygodne, jak myślałem względem kosztów, ale ja mam specyficzną firmę. Jak to wygląda, że tak powiem teraz, tam na rynku lokalnym, tam na Śląsku.

    R.M.: Znaczy, tak samo jak ze studentami, problem mają osoby, które swoją umowę najmu, czyli kontrakty, po pierwsze mają niezabezpieczone w jakimś tam sensie. Czyli to były umowy na czas nieokreślony z możliwością wypowiedzenia, to byli jacyś niestabilni najemcy itd. lub też firmy, które faktycznie opuściły te lokale z uwagi na przeprofilowanie swojego biznesu, bo jakby nie patrzeć to ogólne przetasowanie branż nastąpiło. A druga strona medalu jest taka, że to też były firmy, które pomimo tego, że pracowały zdalnie to i tak zapewniały płatności za powierzchnię, których de facto nie zajmują, ale według umowy, tak, zajmują i po prostu to są duże korporacje, firmy. Zależy od najemców również, więc podobnie jak ze studentami, tutaj również te nieruchomości wzrosły na wartości. Niektórzy trzymając rękę na pulsie, po prostu poprzekształcali w jakieś tam inne substancje, niektórzy po prostu będą chcieli prędzej czy później sprzedać, a niektórzy wrócą z powrotem do tych umów najmu i będą od nowa szukać klientów. W związku, z czym jakby bardzo ważna jest ta dywersyfikacja, inwestując w nieruchomości, ale jeśli ktoś ma w swoim portfelu inwestycyjnym już nieruchomości biurowe, biurowce, jakieś wielkie powierzchnie itd., no to też nie jest osoba typowo, która pracuje na etacie, a zakupiła sobie biurowiec, żeby tam dodatkowo parę groszy zarobić. To są już duże firmy, to są korporacyjne firmy inwestujące w nieruchomości na ich funduszach inwestycyjnych i kapitałach zewnętrznych, w związku, z czym no nie przejmowałbym się aż tak, jako taki no zwykły słuchacz, czy przysłowiowy Kowalski, który chciałby kupić mieszkanie na wynajem. Nie porównywałbym się po prostu do tego typu problemów, ponieważ tam jest sztab ludzi, pewnie ekonomistów, prawników, którzy będą nad tym siedzieć i te problemy rozwiązywać. My tutaj patrzymy z punktu widzenia rynku mieszkaniowego bardziej, takiego konsumencko inwestycyjnego na małą skalę, to nie jest jakby skala, która powodowałaby tego typu nawet i przemyślenia, i rozwiązywania tych problemów.

    J.P.: To pobawmy się trochę, w takie wróżenie z fusów, co nas czeka, jaka będzie przyszłość, czy mieszkania będą drożeć?

    R.M.: Powiem, tak, no generalnie, wychodzę zawsze z założenia, że ceny mieszkań definiuje rynek pierwotny. Dlaczego? No bo tam mamy, jak najbardziej realny ruch czynników zewnętrznych związanych właśnie z dostawą materiałów i ich ceną, z robocizną, z czasem trwania, jakby automatycznie na te koszty wpływają również działania administracyjne, czyli czym więcej urzędów jest zamkniętych na lock downach, pracowników administracyjnych na zdalnym itd. itd., tym wydłuża to proces. Jak wydłuża proces to wiadomo, że go podraża, czyli tu mamy, na rynku pierwotnym, bardzo wiele czynników determinujących ceny nieruchomości, w związku z czym te ceny idą automatycznie do góry. Jeśli te ceny idą do góry, to jakby tego było mało, w tej chwili jest już nowelizacja ustawy deweloperskiej, na której to pojawi się nowy, nowy podmiot jakim jest fundusz gwarancyjny deweloperów, gdzie deweloperzy będą odprowadzać część ceny sprzedaży lokali, których dokonują na ten fundusz gwarancyjny, w związku z czym jakby rynek deweloperski, jak i inwestorzy, nie bardzo chętnie będą chcieli wyjąć te pieniądze z własnej kieszeni i niestety finalnie zostanie tym obciążony konsument nabywający mieszkanie, czyli te mieszkania o 2-3 procent już drożeją po wejściu nowelizacji. Czyli obciążeni zostaną nabywcy tą składką na fundusz, bo inaczej się to nie da nazwać, po prostu tak będzie. I tu już mamy kolejny wzrost cen, czyli jakby rynek pierwotny idzie nam cały czas i galopuje do góry, a rynek pierwotny ciągnie rynek wtórny, bo znowu amplituda cen pomiędzy rynkiem wtórnym a pierwotnym nie może być na jakiejś odmiennej przepaści. Po pierwsze, albo byłby za duży popyt na rynek wtórny, no bo ta cena będzie zachęcała, a to też są całkiem przyzwoite i fajne lokalizacje w wielu miastach. Ta amplituda już się utrzymuje na pewnym poziomie, to jest w małych miastach pewnie jakieś tysiąc, tysiąc pięćset, do dwóch tysięcy złotych za metr. W większych miastach ta amplituda może być troszeczkę wyższa i również podaż i popyt, bo generalnie, pomimo tego, że się wiele buduje, masę wydawanych jest pozwoleń na budowę, a grono deweloperów się powiększa, bo mam z nimi do czynienia na jednej z takich grup ogólnopolskich to i tak nie ma mieszkań. Nie ma mieszkań używanych. Ludzie, jest więcej chętnych więcej nabywców, czyli jest większy popyt niż podaż, w związku z czym jeśli jest większy niż podaż, również prawo ekonomiczne mówi, że cena niestety idzie w górę i tak nakładając te wszystkie składowe, nie nasuwa się nic innego, nawet w tym wróżenie z fusów, że te ceny będa coraz wyższe. Mało tego, mogę powiedzieć, że jesteśmy jednym z niewielu krajów w Europie przynajmniej, gdzie cena nowego mieszkania jest jeszcze i tak niższa niż cena nowego samochodu klasy premium, w związku z czym gdzieś ta różnica się zawahała i te ceny są mimo wszystko niedoszacowane. Nam się wydaje, że jest drogo, ale w krajach zachodnich mało kogo stać na zakup własnościowego mieszkania, natomiast ma na podjeździe dwa samochody klasy premium, więc trzeba też to przewartościować. Nieruchomości są naprawdę kapitałochłonną inwestycyjną i zakupem, a mimo wszystko jeszcze są niedoszacowane.

    J.P.: Czyli podsumowując, przy dzisiejszych stopach procentowych i przy lokatach na 0,001 trzeba kupować mieszkania i nieruchomości, bo to się opłaci. Oczywiście nie sugerujemy, ale wnioski niech każdy z tej rozmowy wyciągnie sam.

    R.M.: Jeszcze mogę powiedzieć, że świadomośc jakby klientów jest coraz większa, ponieważ właśnie podpisując umowy z deweloperami, bardzo często zadają pytanie, które od 16 lat nie padło, czyli czy ta cena jest zagwarantowana. W związku z tym właśnie pojawiają się tego typu znowu nowe rzeczy do wymyślenia, nowe jakby klauzule w umowach, nowe problemy z tego wynikające, ponieważ świadomość klientów już jest na takim poziomie, że sami pytają o to czy ta cena nie ulegnie zmianie oczywiście w górę. Wcześniej pytali czy nie ulegnie zmianie w dół, prawda, każdy chciał coś urwać, ponegocjować, chociaż na przestrzeni obsługi ludzi z wielu pokoleń, rożnych, jakby coraz bardziej zacierany jest element w ogóle negocjacji i targowania się o ceny. To wynikało pewnie jeszcze z naszych dawnych pradawnych, można powiedzieć, zwyczajów, dzisiaj młodzież już raczej nie nauczona jest negocjować, kupuje po prostu w cenach, które są, wręcz pyta się czy będzie droższej, bo jest świadoma.

    J.P.: Czyli podsumowując, tanio już było kupować.

    R.M.: Rabat to stolica Maroko, jak to się mówi.

    J.P.: Dokładnie. Super, bardzo Ci dziękuję za rozmowę, powiedz jeszcze, gdzie Cię znajdziemy, gdzieś tam w internetach wszelakich.

    R.M.: Jak najbardziej, chyba wszędzie można powiedzieć, na twoim kanale na pewno, ale facebook, instagram, na youtubie też mamy kanał w grupie ,,Dewelopuj”, dla chętnych, jakimś branżom szkoleniowym z deweloperki czy z nieruchomości również, także zapraszam do kontaktu, jestem widoczny w mediach społecznościowych, myślę, także jak ktoś będzie bardzo chciał to znajdzie.

    J.P.: Super, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

    R.M.: Dzięki

    J.P.: A my widzimy się jak zawsze co tydzień w środę, już w najbliższą środę o godzinie 10, wszystkie linki, o których była mowa będą oczywiście w opisie tego odcinka. No to do zobaczenia za tydzień!

  • Autonomiczne samochody i tańczące roboty – co przynosi nam XXI wiek? – Zdalnie o onlajnie #041

    ➡️ Co potrafią współczesne roboty?
    ➡️ Kiedy przez „elektroniczną nianię” będziemy rozumieć humanoidalnego robota opiekującego się dziećmi?
    ➡️ Za ile lat przestaną być potrzebny pracownicy fizyczni w fabrykach?
    ➡️ Ile kosztuje robot?
    ➡️ Czy czeka nas scenariusz jak z filmu Matrix?

    Między innymi na ten temat rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Joanna Sławińska-Tupaj to Koordynatorka Działu Marketingu w polskiej firmie WObit, produkującej roboty przemysłowe, w tym autonomiczne roboty mobilne MOBOT®.

    Strona internetowa WObit:
    https://wobit.com.pl/
    LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/company/wobit/
    Fanpage MOBOTa:
    https://www.facebook.com/mobotagv
    Kanał YT WObit:
    https://www.youtube.com/c/wobit/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x