• Zajęcia z gimnastyki sportowej na piątkę. Hi! Five Gym – Zdalnie o onlajnie #50

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Czym jest gimnastyka sportowa?
    ➡️ Jaką kondycję mają dzieci w XXI wieku?
    ➡️ Jak w branży sportowej wyglądał pandemiczny rok 2020?
    ➡️ Co zrobić, aby nasze dzieci uprawiały sport i dobrze się odżywiały?
    ➡️ Czego uczy dzieci (i nie tylko) sport?

    Między innymi o tym rozmawiam w najnowszym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Dariusz Pisarek – założyciel szkółki gimnastyki sportowej Hi! Five Gym, wielokrotny medalista Pucharu Polski i uczestnik Mistrzostw Europy i Pucharu Świata w gimnastyce sportowej.

    Strona Hi! Five Gym:
    https://www.hifivegym.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/Hi-Five-Gym-gimnastyka-dla-dzieci-Krak%C3%B3w-1818370908200717

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://www.facebook.com/zdalniewonlajnie

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a Naszym dzisiejszym gościem jest Dariusz Pisarek. Darek jest założycielem Hi! Five Gym, o czym będzie mówił za chwilę. Jest też wielokrotnym mistrzem Polski, medalistą Mistrzostw Polski, uczestnikiem Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata w gimnastyce sportowej. Generalnie sportowiec z kilkudziesięcioletnim stażem. Cześć Darku.

    Dariusz Pisarek: Cześć Janusz. Witam Państwa. 

    J.P.: Powiedz proszę co…

    D.P.: Może tutaj sprostowanie. Uczestnik Mistrzostw Europy i Pucharu Świata. Na Mistrzostwach Świata niestety nie miałem okazji być. 

    J.P.: Okej, okej. Ale i tak dla człowieka, który nie umie przewrotów w tył do dzisiaj zrobić to i tak jest dobrze. Mówię oczywiście o sobie. Powiedz Darku, czym się właściwie na co dzień zajmujesz? Jesteś założycielem Hi! Five Gym, czym że jest to Hi! Five Gym? 

    D.P.: Hi! Five Gym jest to szkółka gimnastyczna. Prowadzimy zajęcia z gimastyki ogólnorozwojowej dla dzieci od 3 roku życia. Są to grupy trzy, czterolatków, pięciolatków, grupa 6-9 lat i powyżej 9 lat. 

    J.P.: I to są zajęcia… W sensie to jest szkółka gimnastyki sportowej, tak? 

    D.P.: Tak.

    J.P.: Co na takich zajęciach się robi? Czy na przykład taki człowiek jak ja, jakby miał 5 lat nadal mógłby się nauczyć przewrotu w tył?

    D.P.: Tak, są to zajęcia z gimnastyki sportowej, ale są to zajęcia z gimnastyki sportowej ogólnorozwojowej. Więc nie jest to wyczyn, tylko jest to szeroko rozumiana rekreacja. Dzieci uczą się podstawowych elementów gimnastycznych jak przewroty w przód, przewroty w tył, przerzuty bokiem, gwiazdy, nawet salta, salta machowe, na drążku ćwiczymy, na kółkach, czyli tutaj wzmacniamy troszeczkę obręcz barkową, czyli kształtujemy te cechy motoryczne jak siła, wytrzymałość, koordynacja ruchowa, gibkość, skoczność, pokonujemy tory przeszkód. Naszym celem jest propagowanie aktywności fizycznej poprzez właśnie takie zajęcia ogólnorozwojowe.  

    J.P.: A powiedz od czego właściwie zaczęła się ta Twoja przygoda ze sportem? No bo wiem, że… Jakby gimnastyką sportową zacząłeś się zajmować, no super szybko, w wieku 6 lat, kiedy ja jeszcze, nawet jeszcze nie grałem w pokemony to ty już uprawiałeś sport. 

    D.P.: Tak, gimnastyka jest takim sportem właśnie wczesnoszkolnym. Trzeba zacząć w wieku 6, 7 lat. Później, jeśli dziecko zacznie powiedzmy w wieku 9, 10 lat, no w wyczynowej gimnastyce niestety jest to już późno. Więc, no rozpocząłem treningi w wieku 7 lat poprzez nabór w sekcji gimastyczenj RKS’u Cukrownik Chybie, więc to taki można powiedzieć, był bo niestety sekcja już nie istnieje, jakiś czas temu zakończyła działalność. Ale była to sekcja, która przez 40 lat w małej miejscowości Chybie, w powiecie Cieszyńskim, w województwie Śląskim, kształtowała, uczyła, no gimnastyków, którzy startowali później w Polsce, no i nawet za granicą. 

    J.P.: A jak to się stało, że no stwierdziłeś, zakładam potem poszedłeś na jakieś studia związane też ze sportem, skończyłeś Krakowski AWF. Jak to się stało, że zdecydowałeś się na założenie własnej, własnej szkoły gimnastyczej? 

    D.P.: Właśnie to była taka można powiedzieć droga od podstaw, czyli zacząłem jako siedmiolatek, trenowałem całą szkołę podstawową, gimnazjum, liceum, właśnie na terenie Chybia. Później poszedłem na studia na Krakowską AWF, tam bardzo dobre warunki, rozwinąłem się jako zawodnik. No później już przyszedł moment, kiedy trzeba było zakończyć karierę i podjąć się pracy zawodowej. Ukończenie studiów na Akademii Wychowania Fizycznego dało mi dyplom trenera gimnastyki sportowej, nauczyciela wychowania fizycznego, więc praktycznie rok po zakończeniu studiów rozpocząłem pracę w Szkole Mistrzostwa Sportowego, gdzie właśnie uczę gimnastyki klas 1-3 i klasę 6. I właśnie jeszcze dodatkowo wpadł mi do głowy pomysł, by popołudniami rozszerzyć swoją działalność na dzieci, dzieci w okolicy, tak?  Dzieci w mojej dzielnicy, tutaj w Krakowie, bo w dwóch lokalizacjach prowadzimy zajęcia. Więc no troszeczkę chciałem rozszerzyć swoje spektrum działania, swojej działalności, swojej pracy na większą liczbę dzieci. 

    J.P.: A jak to wyglądało, kiedy zaczynałeś? Przede wszystkim, kiedy to zaczynałeś? A jak to wygląda teraz? Nie wiem ilu macie właśnie uczestników tych zajęć? Czy nie wiem, czy ty sam prowadzisz te zajęcia? Czy zatrudniasz jakiś trenerów? Jak to wygląda?

    D.P.: Rozpoczynając te trzy lata temu wraz z moim kolegą Mateuszem, rozpoczynaliśmy od dwa razy w tygodniu, to były cztery grupy, czyli w poniedziałki i w środy dwie grupy, była to niewielka liczba dzieci. No początki zawsze są ciężkie, ale no dawaliśmy radę. Dzieci były zadowolone, coraz więcej tych dzieci. Dzieci przychodziły z polecenia. Słyszeliśmy właśnie dobre opinie od rodziców, że zajęcia dzieciakom się podobają. I zaczęło się to, no z miesiąca na miesiąc, z semestru na semestr tak rozwijać, no że teraz tych dzieci jest dużo więcej. Już mamy drugą lokalizację. Pierwsza lokalizacja o której wspominałem jest na Grochowskiej w szkole w której uczę, druga to jest Tauron Arena Hala Sportowa Widowiskowa, bardzo ładny obiekt. Mała hala tam jest zaraz przy tym dużym obiekcie umieszczona i tam we wtorki i w czwartki prowadzimy kolejne grupy. Więc, no szkółka z miesiąca na miesiąc, z semestru na semestr, z roku na rok cały czas się powiększa. Było nas dwóch jak zaczynaliśmy, teraz już jest 5 trenerów. No więc myślę, że wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku. 

    J.P.: Założyłeś firmę trzy lata temu, jak wszyscy wiemy zeszły rok nie był najlepszym rokiem dla ludzi w ogóle, a dla przedsiębiorców to już tym bardziej. Jak to wyglądało u ciebie? No bo, czy ty mogłeś prowadzić te zajęcia w trakcie tych lockdown ów? Jak to w ogóle wyglądało?  

    D.P.: No rok był bardzo trudny, ale staraliśmy się jak mogliśmy. Tak naprawdę, no było to pewnego rodzaju wyzwanie dla nas, dla nas trenerów, dla nas nauczycieli, by dzieci, które siedzą w domu musiały zostać w domu w okresie lockdown’u. Jakoś zachęcić do aktywności fizycznej. Przy pierwszej fali, czyli w samych początkach, w zeszłym roku w lutym no to niestety nie mogliśmy w ogóle prowadzić żadnej działalności przez trzy miesiące. To staraliśmy się przenieść te zajęcia do sieci. Właśnie poprzez aplikację Zoom prowadziliśmy zajęcia dwa razy w tygodniu, gdzie każde dziecko mogło do nas dołączyć. No i w takich trudnych warunkach z zachowaniem bezpieczeństwa, bo to wiadomo nie wszyscy mają duże pokoje czy też domy, by swobodnie skakać i bezpiecznie przeprowadzić te zajęcia. Ale no wyszło to bardzo dobrze i na tak trudne warunki naprawdę wielu dzieciaków podejmowało to wyzwanie i ćwiczyło razem z Nami na odległość. Później jak już troszeczkę zaczęło się to uspokajać, bliżej wakacji, w czerwcu, ale jeszcze nie mogliśmy wejść na obiekty to prowadziliśmy zajęcia na świeżym powietrzu. Wyciągnęliśmy sprzęt, takie różne zabawy z formami gimnastyki dzieciakom prezentowaliśmy i też jeśli były do tego dobre warunki pogodowe to bardzo fajnie te zajęcia, no się prowadziło. W wakacje już, w wakacje generalnie nie prowadzimy zajęć, tylko prowadzimy półkolonie czy obozy, to właśnie licznie dzieciaki uczestniczyli w tego rodzaju zajęciach. Widać, że były bardzo, bardzo stęsknione za taką, takim kontaktem, aktywnością fizyczną. Więc wakacje przepracowaliśmy bardzo dobrze. Od września do grudnia też było spokojnie, mogliśmy normalnie prowadzić zajęcia. Wiadomo, że z zachowaniem wszystkich warunków i obostrzeń sanitarnych. Dopiero w styczniu przyszedł taki właśnie dwumiesięczny, wtedy był taki dwumiesięczny taki kryzys, gdzie nie mogliśmy wejść na salę, a później już ta końcówka, już ten początek roku to w zależności od, jakie były rozporządzenia. Musieliśmy się do tych rozporządzeń stosować, jeśli były dla nas przychylne, czyli był tam zapis, że młodzież zakwalifikowana w Polskich Związkach mogła trenować no to normalnie staraliśmy się działać. 

    J.P.: Czyli kombinowaliście jak to było możliwe, żeby jednak, że tak powiem nie, dzieci nie przestały się ruszać. A powiedz…

    D.P.: Tak, trzeba było troszeczkę kombinować, ale no udawało nam się to. Rodzice też mówili że po prostu dzieci są już tym wszystkim zmęczone, rodzice również, więc staraliśmy się działać dla nich. No tak, żeby było im łatwiej przetrwać ten czas, bo lekcje nie odbywały się. Jedyną taką opcją dla nich wyjścia z domu, porozmawiania z rówieśnikami, poruszania się to właśnie były takie zajęcia dodatkowo. 

    J.P.: A skoro już jesteśmy przy tym temacie powiedzmy nauki zdalnej czy nawet zdalnego sportu jak widać. Powiedz, uczysz też w szkole, powiedz jak to wygląda z twojej perspektywy, jak wygląda że tak powiem kondycja fizyczna dzieciaków teraz, a jak to wyglądało powiedzmy za Twoich czasów czy za Naszych czasów, kiedy my byliśmy w wieku właśnie w takim powiedzmy wczesnoszkolnym? Wiem, że te wytyczne jakiś tam ćwiczeń czy jakiś tam nie wiem powiedzmy poziomów, które tam trzeba zdobywać na odpowiednie oceny, że one się zmieniają. Jak to wygląda teraz? Jakie są tendencje?

    D.P.: Na pewno widać, że od wielu lat ta tendencja sprawności dzieci, młodzieży w Polsce spada, tak? Dziecko, które powiedzmy… Porównując dziecko 15 lat temu, a teraz no to myślę, że będzie między nimi duża, duża różnica sprawności, tak? Kiedyś na testach sprawnościowych jak ja na przykład byłem przyjmowany do sekcji, to były podciągania na drążku. Teraz no jest to zwis ewentualnie zwis z podciągnięciem, czyli broda nad drążkiem na czas, brzuszki. No myślę, że jest to duży problem, większy niż może nam się wydawać. A stoi może za tym mam takie jakby przemyślenia co za tym może stać. Po pierwsze może to być rozwój technologii, tak? Z jednej strony bardzo nam pomaga, jak na przykład teraz gdzie możemy te lekcje robić zdalnie, ale też ta technologia odciąga dzieci od aktywności fizycznej. Kiedyś nie było komputerów, nie było laptopów, komórek, dzieci wychodziły na pole, biegały, jeździły na rowerze, chodziły po drzewach, wisiały na tym przysłowiowym trzepaku. No teraz te wszystkie dobra techniki zatrzymują te dzieci w domu. Siedzą długi czas przed komputerem i to jest naprawdę no nie dobre. Nie dobre to co się dzieje i właśnie my swoim działaniem chcemy to naprawić w jakiś tam sposób. Wiadomo, że no nie pomożemy wszystkim, ale chcemy pomóc jak największej liczbie dzieci. Druga sprawa wydaję mi się, że może to być też przykład idący z góry. No rodzice są autorytetem dla swoich dzieci, tak jak nauczyciel, tak jak trener, ale jeśli dziecko w domu widzi rodzica, który po pracy przychodzi i no odpoczywa cały dzień i całe popołudnie leży na kanapie, nie podejmuje żadnej aktywności z dzieckiem. No to te dziecko dochodzi do wniosku, że to jest normalne i również ten czas spędza w domu. Więc no to jest, tutaj jest duża rola rodziców, by pomagali trenerom, pomagali nauczycielom, by spędzali z nimi aktywnie czas. Wypychali, jeśli trzeba te dzieci na różnego rodzaju aktywności fizyczne, no by to dziecko się no po prostu ruszało. Trzeci taki aspekt myślę, że to media też nam nie pomagają, bo widzimy w reklamach “coś cię boli weź tabletkę”, “boli cię kręgosłup weź tabletkę”, “bolą cię kolana weź tabletkę”, “jesteś chory weź saszetkę” i to tak naprawdę nie ma takiego pozytywnego przekazu, że aktywność fizyczna, że sport pomaga w lepszym funkcjonowaniu organizmu nie tylko dzieci, ale dorosłych. No skręt na przykład siłowy pomaga w stabilizacji mięśni, wtedy nie boli ten kręgosłup, że jak się ruszamy te przynajmniej 3 godziny w tygodniu to nasz organizm, nasza odporność wzrasta i wtedy no nie łapią nas się te choroby lub przechodzimy je łagodnie. No i tutaj też widzę, no taki zły trend, który jest promowany w mediach, bo ciężko usłyszeć w mediach właśnie coś na temat aktywności fizycznej, jaki jest wpływ, wpływ aktywności sportowej na organizm młodego człowieka czy też osoby dorosłej. I jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, który wspiera naszą aktywność fizyczną, dzieci, dorosłych to jest żywienie. No tutaj też jakby media nam nie pomagają i nie promują tej zdrowej, zdrowego żywienia. Słyszymy w reklamach “zupka w dwie minuty”, “jedzenie w pięć minut”, “obiad w osiem”, jeszcze wszyscy mówią, że to jest bez konserwantów, ale tak naprawdę nawet jak jecie to można zobaczyć całą tablicę mendelejewa. Na to też nie zwracamy za bardzo uwagi, a jak mówią 80 procent naszej odporności pochodzi z jelit, z naszego organizmu. Więc no myślę, że te wszystkie składowe są jeszcze gdzieś do poprawy w naszym społeczeństwie. A jeśli zaczniemy wychowywać młode społeczeństwo od podstaw, jeśli dzieciom będziemy kształtować podstawy zdrowego żywienia i aktywności od małego to to będzie procentować w dorosłym życiu. Może wtedy też nasza służba zdrowia będzie “zdrowsza”, bo tych ludzi chorych będzie mniej. Ale to jest też żywienie osób dorosłych, trening, no to jest też może materiał na inny wywiad. 

    J.P.: To trzy refleksje, które mi przyszły do głowy w trakcie twojej wypowiedzi. Po pierwsze rzeczywiście myślę, że to nie tylko chodzi o to, że te dzieciaki siedzą przed komputerami, tylko dorośli też i dają takie wzorce jakie dają. Zresztą wiem to, no jakby to powiedzieć sam po sobie, no bo mój dzień polega na tym, że siadam w sensie zjadam śniadanie, idę do biura, siedzę przed tym komputerem, wracam siedzę przed tym komputerem, idę spać. No przesadzam, ale bardzo często tak to trochę wygląda. No ale to też jakby z racji, racji zawodu. Druga rzecz, trochę mnie przeraziło to co powiedziałeś “przynajmniej 3 godziny sportu w tygodniu”, bo ja jestem z tych co, no… Co przewrotów w tył nie potrafią. Natomiast no rozumiem, że jakby to jest jakiś tam, to są jakieś wytyczne nie wiem WHO czy kogoś, że to jest takie minimalne, optymalne rozwiązanie, tak? Jeżeli chodzi o ilość sportu.  

    D.P.: Tak jak popatrzymy na cały tydzień, trzy godziny to tak naprawdę jest niewiele, ale już nawet ta godzina, dwie godziny, dwadzieścia minut dziennie, piętnaście, cokolwiek by po prostu wstać, rozruszać swój organizm i myślę, że po prostu będziemy zdrowsi i mieli lepsze nastawienie do życia mimo wszystko.

    J.P.: Jeszcze trzecia refleksja, bo też parę rozmów przeprowadziłem w tym programie na temat żywienia, zresztą na temat sportu też. Wczoraj byłem w jednej z sieci dyskontów, której nazwy nie podam, kupić musli między innymi i zacząłem sobie przeglądać skład tego musli, bo tak sobie pomyślałem zdrowe to musli przecież musi być, no bo to jest musli, musi być zdrowe, no i było takie jedno niepozorne, najtańsze, najbrzydsze, w najgorszym opakowaniu, w najmniej dostępnym miejscu, nie na wysokości wzroku i okazało się, że ma najlepszy skład, a wszystkie możliwe musli na których było napisane “fit” albo cokolwiek jeszcze innego sugerującego zdrowie, no to tam miało tyle jakiegoś cukru, jakiegoś słodziko nie słodziko, E coś tam, E coś tam, że aż byłem przerażony i dlaczego na czymś takim jest jeszcze nazwa “fit”  co sugeruje, że będzie się fit, a to ma trzy razy na przykład nie wiem więcej, więcej jakiś niepożądanych składników niż takie najtańsze, najbrzydsze i w ogóle najmniej atrakcyjne wizualnie musli, które gdzieś tam w tym sklepie znalazłem. Więc to jest moja trzecia refleksja, jeżeli chodzi o żywienie, że rzeczywiście no jakby tak spojrzeć na żywienie tylko z perspektywy i w ogóle na życie tylko z perspektywy reklam, no to tak naprawdę trzeba byłoby jeść w McDonald, jeść fit produkty, które tak naprawdę nie są fit, a jak coś nas będzie boleć to łyknąć tabletkę i wszystko będzie załatwione. 

    D.P.: No tak, właśnie tutaj też to żywienie kilkanaście lat temu było zupełnie inne, mniej przetworzone. Teraz to jedzenie jest bardzo przetworzone i to mocno wpływa na organizm człowieka, na organizm młodych ludzi. Kiedyś nie było takiego dostępu, dużego powszechnego dostępu do słodyczy, do fast foodów, do słodkich napojów, trzeba jakby to kontrolować jako rodzic czy my też nauczyciele zwracamy uwagę i staramy się edukować młodzież, by zwracała uwagę na to co jedzą. Większości wszyscy jakoś tam starają się iść na łatwiznę, zjeść coś szybko, tak? Żeby po prostu tylko zapełnić żołądek, a to w żaden sposób nic dobrego nie robi dla organizmu ani nie daje energii, tak? Tylko jakby więcej szkody czyni dla nas jako ludzi i staramy się, i później jakby czujemy się coraz gorzej, więc to kreowanie i uświadamianie młodzieży, żeby nie jadło tych słodkich rzeczy, tych fast foodów. Ja nie mówię, żeby po prostu przechodziły na jakąś dietę i jedli brokuły z ryżem i kurczakiem codziennie, tak? Ale takie właśnie odstępstwa od normalnego jedzenia, czyli fast foody czy słodycze to powinny być forma powiedzmy jakiejś tam nie wiem czy nagrody czy jakiś tam jednostkowych odstępstw, tak? A nie, żeby to, takie szybkie jedzenie zastępowało nam normalny posiłek.

    J.P.: A wracając jeszcze, już pomijając te kwestie dydaktyczne, typowo że tak powiem do biznesowych rzeczy związanych z twoją działalnością. Teraz macie dwie lokalizacje, macie… Ile macie tam osób aktualnie, uczestników waszych zajęć? 

    D.P.: Uczestników zajęć, tak? No będzie tak koło, około dwustu dzieciaków. 

    J.P.: Dwustu? O, no to sporo. W trzy lata taki przyrost. 

    D.P.: No to dzieciaki, jedne dzieciaki co przychodzą, trenują raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu. To już tutaj rodzic decyduje jaką tutaj intensywność zajęć przypisuje swojemu dziecku, bo wielu dzieciaków nie chodzi tylko na jedne zajęcia w tygodniu, mają jeszcze dużo innych aktywności, więc no moim zdaniem z wszystkich takich aktywności sportowych i nie chciałbym tutaj jakby zachwalać swojej działki, tak? Ale wydaje mi się, że gimnastyka jest takim sportem wszechstronnym. Tak jak wspominałem wcześniej rozwijamy wszystkie te cechy motoryczne, dzieci się świetnie bawią, poprawiają swoją sprawność, a do tego jeszcze mają kontakt również z dzieciakami, co jest też teraz ważne by uczyć dzieci kontaktu między sobą, kontaktu z trenerem, kontaktu z rówieśnikiem. Stawiamy mocno na dyscyplinę na zajęciach, tak? Bo jak jest dyscyplina to jest bezpieczeństwo, więc tutaj dziecko też musi się nauczyć słuchać, tak? Słuchać trenera i wykonywać później polecenia. Więc no myślę, że są to takie zajęcia bardzo dobrze rozwijające młodego człowieka.

    J.P.: No to ja myślę, że to jest w ogóle jeszcze może nie ważniejsza, ale co najmniej tak samo ważna jak ten aspekt zdrowotny. To, że jednak sport no siłą rzeczy on uczy zarówno takiej dyscypliny jakby w grupie czy tam po prostu w trakcie zajęć, że ma się nie wiem respekt do tego trenera, ale też uczy takiego jakby, takiej samodyscypliny w sensie takiego no nie wiem, że jeżeli, jeżeli nie umię tego przewrotu w tył to jak zrobię go trzydzieści razy to się go nauczę, więc muszę go zrobić te dwadzieścia dziewięć i przy dwudziestym dziewiątym nie rezygnować, zrobić trzydziesty, żeby się go nauczyć. 

    D.P.: Tak, wytrwałość, samodyscyplina, systematyczność są to takie cechy, które mi się wydaje, że najlepiej właśnie poprzez sport kształtuje się w młodym człowieku. Właśnie dążenie do nauki, zwracanie uwagi, że nie wszystko przychodzi samo, tak? Trzeba włożyć troszeczkę pracy. Na przykład ten element, którego chcesz się nauczyć, nie że się przychodzi na salę i robi się go tak od ręki. Chociaż są takie dzieci, które przychodzą naprawdę z bardzo dobrymi umiejętnościami i zrobią ten przewrót na przykład na pierwszych zajęciach. Kilka wskazówek trenera i dziecko wykonuje. Jedno dziecko włoży więcej pracy, jedno mniej. Ale właśnie uczy tej, takiej pracowitości i tego, że nie wszystko przychodzi tak łatwo od ręki, że trzeba czasami się postarać, nachodzić, natrudzić, napocić, żeby coś, po prostu czego się chciało nauczyć. No więc to jest naprawdę bardzo fajne i no dzieciaki lubią, lubią pokonywać też swoje słabości. I to też pokazuje sport. Uczy pokonywania słabości, radzenia sobie z porażką, radzenia sobie z sukcesem. Czasami, no dzieci różnie między sobą reagują. Niekiedy można usłyszeć też niemiłe słowa od kolegi, koleżanki, ale też trzeba się nauczyć jakoś na to reagować. 

    J.P.: No wszyscy żyjemy w społeczeństwie, w jakiejś tam sytuacji społecznej, więc takie rzeczy będą się zdarzać, więc lepiej, żeby, że tak powiem pierwsze takie doświadczenia mieć jeszcze na bezpiecznym gruncie o, tak to ujmę. 

    D.P.: Tak, teraz wszędzie właśnie widzimy ten kult, kult piękna, kult że jest dobrze, że wszystko łatwo przychodzi. Mało jest rzeczy, przynajmniej tam w internecie, tych instagramowych powiedzmy, że tam no wszystko wygląda tak ładnie, a nie kiedy zdarzenie z rzeczywistością jest bolesne. I tutaj dzieci już od małych, od młodego wieku widzą w internecie tylko takie wesołe, pozytywne rzeczy, jakieś tam sukcesy innych ludzi, chcą to samo, ale nie widzą może ile to pracy kosztuje, tak? Widzą tylko ten efekt końcowy w postaci sukcesu, ale nie widzą, że za tym wszystkim stały lata pracy, lata wyrzeczeń, że nie jest to takie łatwe. Czasami łatwo skomentować jakiś wyczyn w internecie, a ja też bym to zrobił, pikuś, tak? Czy tam przy meczu przy wyczynie jakiegoś sportowca. Jesteśmy w tym ocenianiu na kanapie bardzo myślę, że bardzo dobrzy, ale w realnym świecie jest już coraz gorzej, jest trudniej przede wszystkim, więc dzieci powinny się też nauczyć tego, że no trzeba coś od siebie dać, żeby coś otrzymać. 

    J.P.: No myślę, że wielu dorosłych powinno się tego nauczyć. Ja też oglądając jakiś mecz polskiej reprezentacji też sobie myślę “dlaczego oni tak wolno biegną”, a jak bym miał przebiec długość tego boiska bez piłki to oni by mnie z siedem razy prześcignęli, nie? A oni tak biegają 90 minut. Ale jeszcze wracając do właśnie tej kwestii biznesowej. Macie teraz dwie lokalizacje, macie dwustu uczestników, którzy są z naprawdę mega fajnym wynikiem. Jakie plany na przyszłość? Czy jakiś dalszy rozwój? Może więcej grup w tych lokalizacjach? Może masz na oku jeszcze jakieś kolejne miejsca? Może wyjście poza Kraków, ogarnięcie całej Polski, świata?  

    D.P.: No to nie jest takie łatwe. Te nasze lokalizacje to są punkty gdzie wynajmujemy po prostu powierzchnię, wynajmujemy halę. Później trzeba jakby rozłożyć sprzęt na którym dzieci będą ćwiczyć. To też zajmuje troszeczkę czasu. Na pewno będziemy chcieli się rozwijać i jakby rozszerzać swoją działalność. Na pewno w przyszłym roku otworzymy jakieś dodatkowe godziny, bo tych chętnych osób jest. Czujemy taki pozytywny odgłos od rodziców, głos od rodziców, że te zajęcia się podobają. Polecają Nas cały czas. Ktoś właśnie pisze, że przychodzi, że ktoś już właśnie jest na tych zajęciach, jakaś koleżanka, kolega i oni by chcieli właśnie dołączyć, bo słyszeli, że takie fajne zajęcia, zajęcia się odbywają. Czy będziemy otwierać nowe lokalizacje? Myślę, że jest to kwestia czasu, tak? Tylko no jestem ja i jeszcze moich czterech wspaniałych trenerów, bez których tak naprawdę to wszystko by się nie odbywało na taką skalę, bo chcemy zapewnić dzieciakom bezpieczeństwo, więc no jest ten limit uczestników. Jakiś limit uczestników musimy mieć, tak? Myślę, że będziemy chcieli się rozwijać, otwierać kolejne lokalizacje i jak najwięcej dawać tym dzieciakom. Jak najwięcej dzieci do siebie przyciągać, żeby po prostu kształtować w nich właśnie tą chęć rozwoju, aktywności fizycznej, żeby tych dzieci było jak najwięcej. 

    J.P.: To powiedz jeszcze proszę gdzie cię znajdziemy? Gdzie znajdziemy Waszą stronę internetową, może jakieś social media? Chwila na reklamę.

    D.P.: Tak, mamy swoją stronę internetową www.hifivegym.pl, tam można znaleźć wszystkie informacje o Nas, o trenerach, gdzie prowadzimy zajęcia, w jakich godzinach, jak to wygląda. Zapraszam również na Facebooka, na funpage Hi Five Gym, tam relacjonujemy jak wyglądają zajęcia. No teraz mamy okres wakacyjny, więc półkolonie odbywają się. Dzieci licznie chcą uczestniczyć, co jest bardzo miłe, że mimo okresu wakacji, wyjazdów, urlopów dzieci aktywnie spędzają czas, tak? Bo nie ma lekcji. Czasami dzieci siedzą cały dzień w domu, więc no tutaj gratulacje dla rodziców, którzy zapewniają ten czas swoim dzieciom, by z tych wakacji wrócili w pełni sił, bo nie wiadomo tak naprawdę co będzie od września, więc myślę, że każdy powinien te wakacje wykorzystać w stu procentach.

    J.P.: No ja myślę, że wszystkie dzieciaki, nawet te, które może sportu jakoś strasznie nie lubią to teraz bardzo chętnie, nawet trochę pobiegają, poskaczą tylko po ty by się spotkać ze znajomymi. Po takim roku, zeszłym i tej nauce zdalnej. Super Darku. Bardzo, bardzo dziękuję Ci za rozmowę. No i co życzę powodzenia w dalszych sportowych i biznesowych wojażach. 

    D.P.: Dziękuję bardzo.

    J.P.: Dzięki. 

    D.P.: Pozdrawiam. 

    J.P.: Wszystkie linki o których Darek mówił są oczywiście w opisie tego odcinka, a my widzimy się już w przyszłym tygodniu, jak zawsze w środę o godzinie 10:00. Do zobaczenia.

  • Jak działa ludzki mózg? Szkolenia ze skutecznej komunikacji online – Zdalnie o onlajnie #047

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak szybko przystosować swoją firmę do nowej sytuacji?
    ➡️ Czy da się utrzymać wysoki poziom koncentracji u odbiorcy przez długi czas?
    ➡️ Czy praca zdalna będzie kolejnym benefitem niczym „owocowe czwartki”?
    ➡️ Co czeka branżę szkoleń w przyszłości?
    ➡️ I co z tym wszystkim ma wspólnego działanie naszego mózgu? Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Wojciech Mendyka – założyciel Meaning Makers – firmy szkoleniowej, która uczy jak zrozumieć i trafiać do mózgu odbiorcy.

    Profil na LinkedIn:
    https://www.linkedin.com/company/meaningmakers/
    Strona Meaning Makers:
    https://meaningmakers.eu/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Transkrypcja odcinka:

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku zdalnie o onlajnie. Ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Wojciech Mendyka. Wojtek jest założycielem firmy Meaning Makers. Jest to firma szkoleniowa, która uczy jak zrozumieć, jak trafić do mózgu odbiorcy i no ma szerokie doświadczenie, bo w 25 krajach szkolenia już się odbywały. Cześć Wojtku.

    Wojciech Mendyka: Cześć, witaj, dzięki za zaproszenie.

    J.P.: Opowiedz coś więcej o swojej działalności. Czym się zajmujesz, kim jest Meaning Maker?

    W.M.: No Meaning Maker przede wszystkim jest to ktoś kto komunikuje się z sensem, samo w nazwie to jest zawarte, mam nadzieje. Czyli ktoś kto potrafi zakomunikować wartość tego co ma do przekazania, produktu, oferty, w rozmowie, w prezentacji, w negocjacjach. A czemu potrafi to zrobić? Bo jest w stanie to zrobić, bo cały element. Bo rozumie trochę tego, czyli rozumie jak jego mózg działa, ale też rozumie jak działa mózg odbiorcy po drugiej stronie i jest w stanie podjąć odpowiednie działania, konkretne kroki, żeby uzyskać rezultaty takie na jakich mu zależy.

    J.P.: Będziemy dzisiaj trochę rozmawiać na temat właśnie tego w jaki sposób można to zrobić. Oczywiście pokrótce no bo to jest temat na co najmniej wielogodzinne szkolenie. Więc tylko tak napomkniemy. Natomiast no jakby jesteśmy w sytuacji takiej w jakiej jesteśmy, pandemicznej. Różne firmy miały różne doświadczenia z tym związane, niektóre wystrzeliły w kosmos, jeżeli chodzi o ich przychody, no niektóre nieco gorzej. Jak to wyglądało u Was? Jak to wyglądało u Ciebie? No branża szkoleniowa nie miała najlepszej passy w zeszłym roku, ale z drugiej strony wiem, że dużo działałeś w takich szkoleniach online, więc powiedz jak to suma sumarum z perspektywy czasu jak to u Ciebie wyglądało?

    W.M.: No tak naprawdę u nas z perspektywy czasu wyglądało to bardzo dobrze. Nawet patrzyłem ostatnio jakby na kwestie przychodów, są bardzo podobne w tym roku i zeszłym. Biorąc pod uwagę sytuację uważam za, znaczy w zeszłym roku i w rok poprzedni, czyli 2019, 2020, ale jednocześnie przy znacznie niższych kosztach, więc to co się udało wypracować zainwestowaliśmy w nowych pracowników, w nowe produkty o których niedługo usłyszycie. To też ja jestem bardzo zadowolony. Jak sobie poradziła cała branża szkoleniowa to taki deck cleaner nie jest w stanie się wypowiedzieć, bo specjalnie też nie śledzę branży szkoleniowej, muszę przyznać się do tego. Jest ku temu kilka powodów. Jeden z nich jest taki, że raz że nie chcemy się za bardzo sugerować tym co robią inni, bo szczerze uważamy, że robimy coś inaczej i chcemy dalej robić to inaczej i idziemy swoją ścieżką. No a druga kwestia, to też są moje inspiracje, moi mentorzy jakkolwiek to nie pretensjonalnie nie zabrzmi. Nie ma ich w Polsce tylko są gdzieś dalej, więc nie śledzę, nie wiem do końca, ale wydaje mi się tak jak mówisz firmy, które się przystosowały były w stanie przenieść. Przenieść to co robią do świata wirtualnego. Poradziły sobie dobrze. No u nas tak naprawdę było, sytuacja była, wyglądała w ten sposób, że że przez to, myślę że przez decyzję podjętą wiele lat temu, że nie szkolimy, nie skupiamy się na tym, żeby było, żeby dać wiesz pięćdziesiąt narzędzi, czterdzieści kulek pointów na każdy temat, nie skupiamy się tylko na tym, żeby dać bardzo dużo takich drobnych rzeczy, które się w jakąś całość wspierają, ale one się łączą tylko nazwą szkolenia. Tylko skupiamy się na dużych tematach, czyli jak działa ludzki mózg, jak do niego trafić, jak to wykorzystać no i zmienił się kontekst. Tak, pandemia uderzyła. Również niespodzianką dla mnie to było. Nie jestem wizjonerem, nie przewidziałem tego, ale fakt, że skupiamy się na tych dużych tematach, zmieniliśmy metody, natomiast cały ten mindset i nasze nastawienie pozostało i te duże tematy, których uczymy, więc przystosowaliśmy się, się fajnie. Dla mnie oczywiście pomijając całą tragedię i dla wielu osób i firm wiem, że to było ciężkie. Z czysto biznesowego punktu widzenia ja dobrze wspominam zeszły rok. 

    J.P.: Ale właśnie mówisz też, że cię pandemia zaskoczyła. Jaka była jakby twoja pierwsza reakcja i w jaki sposób udało się zrobić to co się udało zrobić, czyli no, nie stracić większości przychodów tylko przestawić się na ten tryb, tryb powiedzmy nieco odmienny od tego co znamy na co dzień? Wy już robiliście wcześniej jakieś szkolenia online, czy to było dopiero teraz takie pierwsze doświadczenie? Jakby kiedy to się zaczęło?

    W.M.: No tu się śmieje, bo już mówiłem paru osobom. Gdybyś mnie zapytał na przykład koniec 2019 tak dobrze liczę? Koniec 2019 nawet początek 2020 gdybyś mnie zapytał czy można zrobić dobre szkolenie online to myślę, że bym kręcił nosem. Sam byłem status quo. Status quo i to jak jak łatwo nasz mózg wpędza się w status quo, czyli w pewny zastany stan, trudno nam o jakąś zmianę. Po prostu powtarzamy pewne rzeczy, ja też w tym byłem, tak? I naprawdę mnie to zaskoczyło bardzo. Te pierwsze miesiące były takim, no dla wszystkich, tak?  Dużym uderzeniem kreatywności, myślenia, jak to ma wyglądać, też przełamywania się do nowych form, nawet do tych których dzisiaj mamy. Wymyślania nowych sposobów na dotarcie naszymi ideami, żeby się utrzymały, bo dla mnie zawsze jest ważna spójność. Meaning Makers nigdy nie będzie firmą, która będzie szkolić z Excela na przykład, tak? Tylko skupiamy się na tym na czym się znamy, czyli właśnie jak trafić w różnych płaszczyznach i kontekstach tą komunikacją ludzkiego mózgu, więc to było trudne, ale szybko pojawił się pierwszy klient, który miał takie oczekiwania, żeby ich teraz tego nauczyć. Zrobiliśmy dla niego projekt szkoleniowy i potem już się potoczyło, bo dopracowaliśmy go, kilka projektów pod rząd, no i później zaoferowaliśmy to wszystkim i chwyciło. Dla mnie też, dla mnie to było super, bo i ostatni rok był pod tym względem super, że tak naprawdę, nie wiem miałem pewnie ze sto dni szkoleniowych online w 2020 i 80% z nich dotyczyło tego jak robić dobry online. Jak robić dobry wirtualny przekaz online. Więc w moim wypadku jest taka podwójna rola, bo nie dość, że uczę ludzi tego jak robić to dobrze wirtualnie to jeszcze w tym momencie muszę sam, sobą, ideami mean makers, pokazać, że sam je stosuje. No to oczywiście robimy, bo to jest jeden z większych takich naszych wyróżników i tego z czego ja jest bardzo dumny. No i dla mnie to jest super, jeśli ktoś mi później powie po 2-dniowym szkoleniu, że on widzi wszystkie te elementy zastosowane, więc pod tym kontem to naprawdę bardzo ciekawie, ale wszystko się zaczęło oczywiście od szoku i takiego, lekkiej niepewności co ja zrobię bez recheardów, bez markerów na sali i bez karteczek, ale.. Zresztą się bardzo rozwinąłem przez to i firma też tak naprawdę i wiem że jeśli teraz wrócimy, a wrócimy, bo to już się zaczyna, na salę to zabiorę ze sobą bardzo wiele rzeczy z onlajna, jakby ktoś pewnie powiedział. Zabiorę bardzo wiele z nich na salę. Takich odkryć moich osobistych, osobistego rozwoju jako trenera, jako firmy szkoleniowej.

    J.P.: A jako taka osoba z doświadczeniem teraz zarówno już w tych szkoleniach offlajnowych nazwijmy to i onlajnowych jakby co, czym się różnią takie wystąpienia powiedzmy? Czy jakby te narzędzia one są podobne jak je się dostosowuje do tej formy wideokonferencji powiedzmy czy jakby stosuje się jakieś całkiem inne triki, nie wiem, no bo, gdzieś tam byłem na jakiś szkoleniach różnych i tak dalej, tam są te jakieś, już nie mówię o takich docieraniu do mózgu tylko takich normalnych rzeczach, że tam jest jakaś integracja na początku, potem coś tam, potem coś tam, jest dużo takich elementów, które zawsze się gdzieś tam powtarzają. Już nie mówię o rzucaniu piłeczki i mówieniu imion swoich, tylko inne jakieś takie ćwiczenie. I wydaje mi się, że jakby przez, przy takich całodziennych na przykład szkoleniach, które nie odbywają się na sali w takim bezpośrednim kontakcie utrzymanie tego akceptowalnego poziomu skoncentrowania się uczestników jest no cholernie trudne.  

    W.M.: No ładnie to powiedziałeś. Generalnie poziom skoncentrowania uczestników to jeden z kluczowych obszarów tak naprawdę tych którymi my się zajmujemy, tak? Pod kątem właśnie pracy mózgu i jak do tego doprowadzić, ale pytałeś jakie są różnice tak to rozumiem, jakie są różnice. Jest tam jedna rzecz wspólna i od tego w ogóle musimy zacząć i to jest, to co tam stoi, leży na półce. Bo sama osoba, tak samo ty siedząc na sali, załóżmy na szkoleniu moim, kogoś innego, siedząc na sali w 2019, siedząc w online w 2020, bo jeszcze się rozwinąłeś do tego czasu, rozwijasz się cały czas jak my wszyscy, masz ten sam mózg, nadal masz ten mózg i ten mózg podejmuje decyzje czy się zaangażować, zainteresować, czy ma coś zapamiętać. On tak sam podejmuje te decyzje, tylko ma tutaj. Pojawia się teraz ściana w postaci ekranu, pewnych zmian, jakby tak na szybko miał kilka głównych różnic podać to one są bardziej z tym jak my ten przekaz musimy sformułować. Na przykład z czego to wynika: konkurencja online, zdalnie mamy znacznie większą konkurencję o uwagę. Dobrze to rozumiem? No jeśli wrzucę cię na salę, posadzę cię w biurku albo w ławce z kimś, nie masz zbyt, okej masz ograniczone pole, oczywiście możesz się totalnie nie zignorować, ale masz trochę ograniczone pole tej dystrakcji. W sali konferencyjnej dosyć często to były przypadki działów handlowych, klientów naszych, okej jakby nie kontrolujemy tego klienta. Normalnie byliśmy w tej sali konferencyjnej, była jakaś interakcja, jakiś społeczny kontrakt, który wymusza, że patrzę na ciebie jak z tobą rozmawiam. No a teraz oni siedzą, nie wiem czy klient nie ma z tyłu włączonego na przykład telewizora z netflixem w czasie gdy rozmawia ze mną i ma włączoną kamerą na przykład tak? Więc ta konkurencja o uwagę to jest gigantyczny temat i po prostu myślę, że już jak ktoś sobie wcześniej nie radził w realu z tym jak, jak utrzymywać uwagę, tylko liczył na jakieś szczęście. To w wirtualu, to już moim zdaniem to totalnie się spało. Bo tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym i trzeba też wiedzieć co się robi, trzeba to świadomie robić i trzymać tą uwagę. Sama informacja nigdy nie wystarczała moimi zdaniem już wcześniej upadał taki autorytet ekspertów, którzy powiem co wiem i uważajcie mam wiedze. Wiedza nie wystarczy, trzeba też wiedzieć jak to zrobić.To jest taka pierwsza różnica. Też trudniej jest kontrast zbudować. Wyobraź sobie, wchodzisz na Zooma, na Teamsa i masz x jakiś spotkań dziennie tak i jak to wygląda za każdym razem? No tak samo, wchodzisz, masz ten ul okienek. Wszystko jest takie samo i to jest twoje spotkanie. Ktoś wchodzi na twoje spotkanie, na twoją prezentacje i nie ma tego kontrastu. Spotkalibyście się w realu, byłoby inaczej, tutaj jakaś inna sala, tu jestem Janusz, tak? Jakoś zupełnie inaczej, a nagle jest bardzo obniżony ten kontrast i to jest ogromna kwestia, żeby budować te mikro, makro kontrasty w przekazie, żeby to się wyróżniło. Bo jak mam trzydzieści spotkań wirtualnych tygodniowo to ja nie zapamiętam nic z twojego, ani że się odbyło tak samo dokładnie jak inne. I też w ogóle cały mental się powinien zmienić. Przez mental rozumiem podejście mentalne. Znowu, okej nie widzę tych ludzi często, może część z nich ma wyłączone kamery, może to nie są złe intencje, tylko po prostu nie mogą z jakiegoś powodu włączyć kamer, ale nasz mindset powinien się zmienić z mindsetu. Będę na nich patrzeć, żeby przynajmniej wymusić na nich tą uwagę. Co często się na sali udaje. Korzystają z takiej litości trochę, odbiorców, którzy dobrze spojrzą, pokiwają głowami tak, tak ciekawe, dziękujemy i tak dalej. A tutaj po prostu mogą cię totalnie, mówiąc no… zignorować, nie będę używał innych słów. My musimy zmienić nastawienie, musimy robić przekaz od razu, który jest skupiony na tym, żeby tę uwagę złapać i utrzymać i nawet jak Ci ludzie będą mieli wyłączone kamery to nadal powinno się dziać coś co ich zainteresuje naturalnie, po czym się przekonamy na końcu, że oni tak uważali. Versus ktoś wyłącza kamerę, odpala netflixa, bo ja sobie mówię o swoich rzeczach, które są ważne dla mnie i chciałem je przekazać. To są takie największe zmiany, czyli ta duża konkurencja, dystrakcje, trudność wyróżnienia, no i ten w ogóle inny mindset musi być do przekazu wirtualnego. 

    J.P.: A powiedz, jakby bo ja się tak zastanawiam, bo ja też zacząłem wykładać na Uniwersytecie w zeszłym roku i odbyły się tylko jedne zajęcia. Słucham? 

    W.M.: Gratuluję!

    J.P.: A dziękuje. Odbyły się tylko jedne zajęcia stacjonarne przed którymi miałem oczywiście ogromną tremę, bo to było, jakby prowadziłem jakieś szkolenia filmowe wcześniej, natomiast no to jednak Uniwerystet i tak dalej. To jest moja almamater i tak no czułem, czułem taką tremę przed tym pierwszym spotkaniem i zaraz potem się zaczęły szkolenia online. W sensie zajęcia online, co z jednej strony właśnie było ciekawe, ale z drugiej strony jak już ponad rok, no już rok prowadzę te zajęcia online to mam takie wrażenie, że jakby chociaż jestem wielkim fanem i zdalnej nauki i zdalnej pracy i wszystkiego zdalnie. Ja mógłbym tylko, tylko nie wiem, tylko na piwo chodzić ze znajomymi, nie zdalnie. A całą resztę ogólnie zdalnie robić. To po roku takiej pracy czuję jednak, no jest to o wiele trudniejsze dla mnie z punktu widzenia tam osoby, która wykłada, niż to było gdy była taka relacja, no jakby bezpośrednia. I to jest na przykład o wiele bardziej męczące, w sensie ja na przykład…

    W.M.: Online? Online jest dla ciebie męczące?

    J.P.: Tak, pomimo tego, że nie muszę dojechać na miejsce, pomimo tego, że nie muszę, ja też prowadzę tam takie rzeczy bardziej warsztatowe, więc ja… Męczące jest też to, że ja muszę wymyślić coś, żeby Ci studenci zrobili coś praktycznego, ale mnie tam nie ma albo nie ma tego sprzętu, który bym im tam przywiózł i pokazał, albo nie ma czegoś tam. Więc jakby pomijając już przygotowanie do tych zajęć, że ono jest totalnie bardziej męczące, bo trzeba być bardzo kreatywnym, żeby to miało ręce i nogi i żeby oni tam nie zasnęli przy tych tych, przy tych zajęciach no to z drugiej strony po takim roku ja naprawdę tylko czekam, żeby już wszyscy się zaszczepili i żeby był wreszcie normalny, normalny tryb, bo już po prostu… Pomimo tego, że jestem wielkim fanem nauki zdalnej. Więc tak zastanawiam się jak bardzo to musi być męczące dla innych osób, które na przykład już od początku nie lubiły tej nauki zdalnej. No więc tak…

    W.M.: No wiesz co, wiesz co tak słucham, wiem że to w sumie nie było pytanie, ale tak zacząłeś o tym mówić.To też jest jeden taki z dużych punktów o których myślę często, że wiele osób mimo tego roku nie ogarnęło jeszcze tego jaka to może być przewaga, żeby dobrze coś zrobić online. To jest gigantyczna przewaga, gdyż kilka case’ów, nie wiem dział sprzedaży, który nigdy się nie mógł dostać do jakiegoś klienta i ten klient “yhy nie proszę nie przyjeżdżać, nie mam teraz tyle czasu”, ale może zgodziliby się na trzydzieści minut na Zoomie, może by się zgodzili na to nie? I to jest twój filtr. Twoje pierwsze wejście. I to co ty zrobisz przez te trzydzieści minut na tym Zoomie, to może zaważyć o wszystkim. No jak wyjdziesz, odpalisz sto slajdów, wyłączysz kamerę, coś tam będziesz ględził do siebie, czytając te slajdy i tak dalej, i tak dalej. No to, to nie wiem być może potwierdzisz ich przekonanie, że to była strata czasu. Nawet jak masz fajny kontent, fajny produkt i tak dalej. Moim zdaniem gigantyczny, gigantyczny obszar do wyróżnienia dla firm, dla ekspertów, dla liderów. Właśnie to, żeby dobrze zrobić przekaz wirtualny. Jest bardziej męczący, ja wiem? Na pewno przygotowanie jest. Myślę, że wiele osób upadło trochę, rozpadło się na tym, że faktycznie trzeba się…

    J.P.: Przygotować?

    W.M.: …Te rzeczy. Nie ma tak dużo przypadków. Na sali to wiadomo trzeba się przejść, jakiś żart wleci, czy tu jakiś suchar się uda haha wszyscy się pośmieją. Kawa w przerwach też pomaga, bo zawsze można… Jakby nawet jak zajęcia są beznadziejne to i tak spotkasz się ze znajomymi i ogólny obraz nie będzie taki tragiczny nie? A tutaj jednak jest duża odpowiedzialność na prowadzącym, żeby to poprowadził. No i jest pytanie czy chcesz wziąć tę odpowiedzialność, jak ze wszystkim. Bierzesz tę odpowiedzialność jak ze wszystkim w życiu, nie? Czyli bierzesz na siebie odpowiedzialność, wiesz jak zrobić pewne rzeczy. Trzeba się gigantycznie wyróżnić, gigantycznie. I ja nie ukrywam jestem beneficjentem tego co się działo w zeszłym roku, po prostu przez sam kontrast tego jak my pewne rzeczy robimy, jak szkolimy. Nie mówiąc już nawet o zajęciach ze studentami, które też prowadzę. Jakby nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie chciałbym tutaj wchodzić na niebezpieczną ścieżkę porównywania się. No ale wiem jak to wyglądało i w niektórych sytuacjach na przykład online odbyły się tylko moje zajęcia, a potem nie odbyły się żadne zajęcia już w ogóle, bo wszyscy czekają już na koniec pandemii, bo, no bo po prostu tak te reszte już zajęć nie do końca, nie do końca, nie do końca to był Meaning Maker, jeśli mogę tak powiedzieć, więc naprawdę totalna przewaga, gigantyczna no i pytanie czy chcemy ją wykorzystać czy nie? A teraz już w ogóle będziemy mieli, teraz mamy wielki powrót, tak? Znaczy exodus online. Teraz wszyscy otworzyli ogródki, można, super, lecimy, integracja, szkolenia, super. Ja i tak jestem przekonany, że ten element tego wirtualu nigdy nie zniknie. Nowe hasło hybryda, tak? Bo po prostu no. To jest ta przyszłość, nie? 

    J.P.: No właśnie przeszedłeś do mojego następnego pytania. Czy twoim zdaniem jakby ten udział, jakby mówisz, że hybryda, ale w momencie w którym załóżmy mamy jakiś, no zarówno konferencje, jak i szkolenia, no był jakiś tam udział, nie wiem może 10%, może 5% tych szkoleń online. Później nagle z tego się zrobiło 80, 90, bo też nie było innych możliwości. Jak myślisz jak to będzie wyglądało, wyglądało no powiedzmy w przyszłym roku jak już, no mam nadzieję już sytuacja się unormuje w przyszłych, dalszych latach? Czy to będzie, czy ludzie się w tym onlajnie zakochają, dlatego że nie trzeba jechać gdzieś tam i załatwiać noclegu, czy na przykład szefowie stwierdzą, że kurczę to jest zdecydowanie lepsze pod względem takim ekonomicznym, bo nie wysyłamy na szkolenie trzydziestu osób i nie płacimy im hotelu i oni skupiają się na tym, żeby się czegoś nauczyć, a nie na tym, żeby na after party sobie… się zintegrować delikatnie mówiąc? No, jakby jak twoim zdaniem może to wyglądać? 

    W.M.: To jest pytanie, nie tylko my się nad tym zastanawiamy pewnie. W tym momencie to jest przełomowy moment, bo znowu mamy wielką zmianę i jest taki wielki punkt przełomu, tak? Punkt przełomu co się, w ogóle trzeba, trzeba wymyślić nowy sposób na życie. Czyli w tę stronę wirtualną, a teraz Ci, którzy myślą sprytnie i widzą co się dzieje, jakby wiedzą, że będzie, no będzie takie odbicie, tak? Będzie, będzie odbicie bardzo mocne. Byliśmy w jednej ekstremie, teraz naturalnie dla nas jest, mózg tak działa, że lubi iść w ekstremę, mocne kontrasty. Więc byliśmy bardzo długo zamknięci w wirtualu, nie można było nic robić. Nawet jak chciałeś to nie mogłeś się spotkać. Teraz będzie bardzo taki mocny push w stronę tego żeby się spotkać. To jest okej, to jest naturalne, super. Też na to czekam. Też już mieliśmy takie, też mieliśmy szkolenia na sali, było super. Poczułem taką energię, której dawno już nie czułem. To było coś innego. Więc na pewno, ale z drugiej strony jak o tym rozmawiam właśnie…Też rozmawiam z trenerami, kolegami z innych krajów, którzy też pracują non stop z dużymi firmami i jak oni to widzą, jakie są trendy, co oni czują? Najczęściej pojawia się motyw, teraz będziemy mieli wielkie odbicie, a potem jak to w życiu ta guma trochę wróci i to gdzieś się zbalansuje i stąd ten motyw tej hybrydy. Tego że będzie trochę tak, trochę tak. No nie ma powrotu, no. Jakby nie ma powrotu. Podam Ci taki case ze stycznia, to jest nasz case. Jakby no po prostu, jak na tacy pokazuje zalety, już nie pomijam firmy szkoleniowe, ale w ogóle wszystkich, tak? Pracowaliśmy, mieliśmy pracować z jedną firmą, projekt dla dużej firmy międzynarodowej, ale zlokalizowanej tu we Wrocławiu. Tu jestem w Warszawie teraz. Ale zlokalizowanej tu we Wrocławiu, bo jestem z Wrocławia, także serce wiadomo gdzie jest. I początkowo miał być to projekt dla ludzi w Polsce. Potem nagle się okazało, że im się podoba ta idea. Było to szkolenie właśnie z wirtuala, jak to robić dobrze, więc oczywiście temat totalnie na czasie jeszcze nadal i będzie. I okazało się, że oni mają pod sobą teamy też w Stanach i w Azji. Nagle się okazało, że z projektu, który miał być na polskę, szkoliliśmy tę firmę na trzech kontynentach. No i teraz, wiem, wiem, że mnie lubisz, wiem, że masz wysokie zdanie na temat Meaning Makers. No ale to jest… Musisz sam się zastanowić, czy tak łatwo by do tego doszło, gdyby musieli mnie wysłać do Stanów, do Hongkongu i z powrotem, zrobić te dwie grupy, wciągać tych ludzi do hoteli i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej? Że tak łatwo, by im poszło przejście, rozbudowanie tego projektu, rozwinięcie tego projektu? No nie. To miało największą szansę właśnie przez to, że to było de facto zero kosztowo, to totalnie zero kosztowo pod kątem… Poza czasem oczywiście, no i, żeby nie było, że charytatywnie, ale mówię o dodatkowych kosztach związanych z logistyką. To się odbyło, więc… I takich szans będzie więcej, będzie cała masa, ja nie mam złudzeń, że jest cała masa firm, która zrozumiała też i nie chce się narazić… Ale właściwie, co mi tam. Zrozumiała, że cała masa szkoleń tak naprawdę nic ze sobą niesie. Poza tym, że się spotykamy i można się, można wiadomo się zintegrować. To jest super, ale ja mówię, ja się skupiam na tej merytorycznej wartości. Jak to jest dobre, nie? Że, że firmy nie płacą za to, że będzie fajnie, bo są drinki później wieczorem w hotelu. Można się spotkać. To jest, płacą też za to. I to jest zasługa integracji, ale ten kontent, ten materiał naprawdę jest tak dobry, nie? Że dla niego musimy się spotkać. Wydaje mi się, że dla wielu ta odpowiedź po tym roku będzie, że nie. Bo okazało się, że nie jest po prostu, więc to jest też kwestia tego jaki masz materiał i, i trochę poleciałem tutaj z tą odpowiedzią. Ale jeszcze chciałem dodać Polskę w tym wszystkim, bo myślę, że u nas trochę… U nas jednak trochę bardziej będzie, na pewno będzie ten, będzie ciągnąć te firmy i zarządy w stronę tego, do biura, do biura. No jakby stopień zaufania pracodawcy do pracownika w Polsce nie jest bardzo wysoki, tak? Więc myślę że wielu szefów będzie spało spokojnie wiedząc, że może zaciągnąć tych ludzi znowu do biura. To się oczywiście nie będzie dotyczyć wszystkich, bo są firmy, które zawsze były online, a niektóre będą pół na pół, ale wydaje mi się, że, że w Polsce jest trochę bardziej, ale nadal ten aspekt wirtualny będzie mocny, bo też wydaje mi się, że rynek po prostu nie zostawi wyboru niektórym. A zwłaszcza w kontekście komunikacji zewnętrznej, czyli na przykład jeśli ty jesteś moim klientem, jesteś w firmie, która daje Ci dwa dni home office, tak? Ja jestem, ja mam się  z tobą spotkać i tak dalej, i tak dalej. No, i co? No mam tylko trzy dni w tygodniu, żeby cię złapać w biurze, a pozostałe dwa już totalnie wypadają i nie mogę z tobą się skomunikować. A jeśli ty masz czas tylko na spotkanie ze mną w dzień kiedy jesteś na home office. Znowu co ja robię? Unikam tego, bo nie jestem w stanie zrobić dobrego przekazu w Zoomie? Czy właśnie wiem, że mój przekaz na Zoomie jest w punkt i zrobię to tak, że ty stwierdzisz, że to było najlpesze spotkanie wirtualne i ekstra? I coś z tym zrobię, więc myślę, że też klienci, odbiorcy oni trochę wymuszą to, bo wydaje mi się, że jednak trochę tego… Przyzwyczailiśmy się trochę do tego, do tej wygody, nie? Tak myślę.

    J.P.: Pod tym względem ja w stu procentach popieram i się zgadzam, bo ja też widzę na przykład po nawet firmach czy nawet nie firmach, instytucjach różnego rodzaju, które, do których no czasami trzeba było jechać specjalnie na spotkanie, które trwało półtorej godziny na którym ustalaliśmy, że trzeba się umówić na spotkanie kolejne. I to była cała merytoryka czasami w takim półtora godzinnym spotkaniu. No to teraz widzę, że to też trochę inaczej wygląda, bo po pierwsze jest zawsze ten wytrych na zasadzie: no tak, chętnie się spotkamy, ale no aktualnie jesteśmy 500 kilometrów od Wrocławia, bo pandemia i siedzimy sobie teraz. Montuje sobie filmy na wsi gdzieś tam, nie? No i… I to wszyscy wtedy zaczęli rozumieć, że można tak żyć i można tak funkcjonować i to jest normalne, że na świecie dużo osób w ten sposób w ogóle pracuje. I myśmy też w te, jakby myśmy w zeszłym roku zrezygnowali z biura jak się zaczął, skończył marzec, w sensie jak się zaczęła pandemia no bo, jakby uznaliśmy, że po pierwsze, że cięcie kosztów no bo, no bo poleciało nam dużo zleceń, a po drugie i tak wszyscy będziemy siedzieć w domu. No to dlaczego nie spróbować takiego eksperymentu, żeby całkowicie zdalnie zacząć pracować nad różnymi projektami. I jeszcze jak wtedy doszło do tego możliwość tych spotkań zdalnych nawet z firmami, które zwykle odmawiały tego rodzaju przyjemności, tylko trzeba było jechać tam osobiście to nagle się okazało, że ja w zeszłym roku spędziłem sobie cztery miesiące na wsi przyjemnie w ogródku, słuchając ćwierkających ptaszków zamiast tramwajów i bardzo, bardzo fajnie sobie montowałem, robiłem jakieś animacje i tak dalej. Więc myślę, że dużo ludzi, którzy zaznali tego, że można tak żyć to będzie na przykład dobry argument przy rekrutacji jakiś pracowników takich, których się, że tak powiem poszukuje, że praca zdalna będzie jakąś tam opcją. Myślę, że dużo firm w ogóle teraz to odkryło, że to zamiast “owocowych czwartków” może być dobry argument dla, dla potencjalnego pracownika i myślę, że wielu pracowników odkryło, że no jednak fajnie się pracuje ten, chociaż częściowo z domu.

    W.M.: Nie no to jest jakby, to jest… Dla mnie to jest… Napewno to ma… Wszyscy wiemy praca w domu ma swoje wyzwania. No ja nie wiem. Tak naprawdę to, to jak się pracuje z domu to nie było dla mnie zaskoczeniem, bo ja pracuję z domu tak od 2012, 2013 z doskoku próbowałem tylko w biurze. A od tego czasu wyłącznie pracuję zdalnie. No i sam wiem, pamiętam pierwszy rok, największe wyzwanie było takie, oczywiście popełniałem wszystkie błędy największe, tak? Czyli wstałem późno, wskakiwałem od razu w piżamie przed kompa, wsuwałem się po prostu tak jak spałem. Od razu maile, tutaj muzyczka i tak dalej, i tak dalej. Tak sobie siedziałem i czas leciał i byłem w takiej sytuacji, pamiętam właśnie ten… Pamiętam to uczucie, że o tej 16:00, 17:00 kiedy wszyscy inni wracają do domu. Jest taki moment, nie? Wszyscy wracają, cieszą  się, że wrócą do domu, ugotują obiad z rodziną. Wrócą do domu to jest fajne, żeby być w domu po byciu w pracy. Ja musiałem wyjść, musiałem po prostu nie mogłem już patrzeć na swoje biuro w domu. Musiałem wyjść. No i w tym momencie pamiętam, że bardzo dużo czasu spędzałem poza domem właśnie między 17:00 a 21:00. Do jakiejś kawiarni nawet, żeby tylko pogadać, wiesz zamówić kawę i mieć kontakt z człowiekiem takim realnym. Więc to są na pewno problemy i wyzwania tego, no ale sto procent. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto mógł teraz dużo lepiej zorganizować swoje życie, dzięki temu, że musiał pracować, a część z tych osób wcześniej chciała. No nie oszukujmy się przez takie 5 lat ich przełożeni mówili nie, nie, nie, a teraz nie mieli wyboru. To ciężko będzie do tego tak wrócić na zasadzie… To musi być jakiś opór, tak? Jeśli ktoś ze stu procent online przechodzi na sto procent na biuro. No chyba, że ktoś po prostu totalnie sobie nie radzi w tym onlajnie, no to się cieszy. Jakby to jest okej, tak? Nie ma problemu. Ale wydaje mi się, że dla wielu osób to jest, to będzie gigantyczna strata. Jedną z takich kluczowych koncepcji z resztą, rzucę taki, taki punkt nauki, tutaj z Meaning Makingu. Jedna z takich kluczowych aspektów podejmowania decyzji przez mózg przez człowieka jest awersja do straty, czyli loss aversion, Daniel Careman dla tych, którzy wiedzą o czym mówię. Totalnie unikamy straty, zdecydowanie jesteśmy w stanie więcej zrobić, żeby uniknąć utraty czegoś co mamy niż żeby coś zyskać. No i jaka jest największa teraz potencjalna strata dla ludzi, którzy nagle się dowiedzą, że nie, nie już teraz poniedziałek, piątek w biurze, tak? Gigantyczna strata tej autonomii, tej wolności, także tutaj spodziewam się może nawet nie takiego wyzwolonego buntu, oficjalnego, ale na pewno gdzieś coś będzie buzować, że… Oni sami wiedzą, że to jest po prostu trochę bardziej… Może być dużo bardziej efektywne jak to dobrze, dobrze tym zarządzamy. Ale jasne kontent jest ważny, jakiś balans, dwa dni w biurze reszta na zdalnym. To są fajne rzeczy, to są fajne rzeczy. 

    J.P.: Także podsumowując nie ma powrotu do 2019, świat się zmienił. A jak bardzo się zmienił to zobaczymy na pewno w perspektywie paru lat. 

    W.M.: Myślę, że tak, myślę, że tak. Na pewno się zmienił i no nie jesteśmy tutaj jasnowidzami, tak jak nie byliśmy na początku zeszłego roku. To był szok, ale myślę, że teraz już możemy, trochę też wiedząc o tym właśnie jak ludzie działają… No pewnych rzeczy nie da się odsprawić, tak? Nie da się ich odczarować. Siedzieliśmy w domu, pracowaliśmy. Ty siedziałeś na wsi. To było fajne, tak? Ja mam dwójkę małych dzieci. Dla mnie zeszły rok był niesamowity pod tym względem. Bo ja robiłem projekty dla, normalnie. Gdyby to był 2019, totalnie biorąc case z 2019. Miałem na przykład fajny taki jeden wyjazd, że byłem… Leciałem w niedziele, standard lecę w niedziele, tak? Już mnie nie ma przez pół niedzieli i przez pół weekendu z rodziną. W poniedziałek, w wtorek byłem w Helsinkach, miałem dwa dni szkolenia. A od razu, uwaga! Środa, czwartek miałem szkolenie w Amsterdamie. Także totalny hardcore, nie? Bo kończysz szkolenie o 17:00. Wiesz, zabierasz manatki, samolot, lecisz do innego miasta, wiadomo opóźnienia, może jakiś connecting fly i tak dalej. I jesteś tam 21:00, musisz jeszcze wpaść na salę szkoleniową, sprawdzić czy wszystko jest okej. Jeśli nie jest… Pozdrawiam obsługę tutaj hotelową, która układa materiały i tak dalej. Ale nigdy nie jest tak jak ty chcesz. Bo po prostu masz swoje, swoje odloty jako trener. Musisz wszystko… Wszystko musisz mieć. Idziesz spać o 23:30, 24:00 przy pomyślnych wiatrach i generalnie dążąc do tego, że nie było mnie cztery dni w domu. Piątego wracałem i nie było mnie tydzień. I wiesz 10 lat temu, nie przesadzam, nawet 5 lat temu tydzień był super, ale mam dwójkę małych dzieci i trochę mi się pozmieniało w głowie pod tym kątem. I dla mnie perspektywa tego, że mogłem… Dzisiaj, gdybym dzisiaj robiąc ten projekt w zeszłym roku, albo nawet teraz. Po każdym z tych dni poniedziałek, wtorek, środa, czwartek o 17:00 wyłączam Zooma i jestem z dziećmi, tak? Wspominając o tym, że jestem z nimi rano, bo budzą nas o 5:00, 6:00 rano, więc do tej 9:00 na szkoleniu też mamy ten czas. Ale tego bym nie miał, więc jako… Z mojej perspektywy jako ojca to, to jest the best. Nie dałbym to zastąpić. Nie wyobrażam sobe, żeby idąc dalej spora część mojego życia zawodowego jednak nie została w onlajnie. Nie tylko ze względu na uczestników, ale też egoistycznie trochę ze względu na mnie. 

    J.P.: Mam nadzieje, że tak powiem tak, tak będzie. Że jednak będzie hybryda chociaż, bo ja sobie też bardzo, jakby chwale. Z jednej strony jakby bardzo bym chciał z tymi studentami i tak dalej gdzieś tam chociaż zobaczyć twarze w dobrej rozdzielczości, w full hd. A z drugiej strony też sobie myślę, że kurczę jeżeli no, jeżeli bym miał do wyboru… No powiedzmy, że jeżeli miałbym do wyboru tylko w ten sposób pracować i tylko zdalnie albo tylko stacjonarnie i rzeczywiście poświęcać na to jeszcze ten czas, którego no, którego mamy trochę mało mimo wszystko no to myślę, że chyba bym się przemęczył w tym onlajnie nawet jednak, jednak. I też trochę ze względów, ze względów takich egoistyczno rodzinnych, że tak powiem. 

    W.M.: Ale to jest. Widzisz mówisz… Znaczy ja tak powiedziałem egoistycznych. I jakby wiem o co chodzi, ale…

    J.P.: W cudzysłowiu oczywiście dużym.

    W.M.: Wiem, wiem, ale jakby no, to jest, to jest totalnie ważne. Nie budujemy kariery na sprint tylko na maraton. Jeśli masz w tym biznesie wkład ze swojej branży, mocno cisnąć jeszcze następne 20, 30, 40 lat, tak? No to musisz to mieć na jakiś solidnych fundamentach, tak? I rodzina na pewno jest ważnym aspektem tego. Dla mnie jest. Mam totalnie inną gadkę niż miałbym 5 lat temu, bo 5 lat temu tylko sukces, sukces, sukces, lecimy, siedemnaście dni szkoleniowych dzień pod rząd, ale teraz już… Teraz też wiem, że to nie jest dobre. I ja też się zmieniłem jako trener przez to. Balans jest ważny i na pewno ta autonomia, którą masz, połączenie tego wszystkiego jest fajne i wielu osób to zrozumiało. Firmy to zrozumiały pod względem kosztowym bardziej oczywiście. Że nie muszą płacić za dwadzieścia pięć noclegów razy dwa w hotelu gdzieś tam. A to już w ogóle jest odlot przy szkoleniach międzynarodowych, jakby doceńmy to, tak? Masz dwudziestu pięciu uczestników w dużych firmach, każdy z nich jest na przykład, wiesz z innych krajów, tak? Muszą przylecieć, nie? Nim odlecą do Berlina, lecą na Helsinki, gdziekolwiek lecą. Loty, hotele, jakby diety, nie? Jakby to wszystko, to jest odlot. Więc, no firmy nie są głupie, że tak powiem, też liczą. Myślę, że to nie zniknie i znowu to jest kwestia tego, tego czy ten kontent jest wart, dobry tego, czy jest dobry i wart tego, żeby się spotkać, to jest jedna rzecz. A czasem po prostu jest dobry kontent, który może wygrać tym, że można to fajnie zrobić wirtualnie, czyli po prostu robić to z sensem.

    J.P.: A skoro mówimy o kontencie, który można robić wirtualnie to zdradź jeszcze gdzie Was możemy znaleźć, stronę internetową, social media? Oczywiście wszystkie linki dodamy też do opisu. 

    W.M.: Jeśli chcecie najświeższe informacje i dowiedzieć się co się dzieje i co robimy i też porcję wiedzy, update z tego czym się zajmuje Meaning Makers to zapraszam Was na nasz profil na LinkedIn. Dobijamy już do dwóch tysięcy obserwujących, więc cały czas są tam update, cały czas ileś tam wiedzy odnośnie jak trafiać przekazem do ludzkiego mózgu. To jest raz, strona, zawsze nasz adres ten sam, czyli meaningmakers.eu. Tam znajdziecie informacje o tym czym się zajmujemy. Poza tym kontent na instagramie, facebooku. Jesteśmy bardzo aktywni w mediach społecznościowych, oczywiście gdybym był sam to by tak nie było. Ale pozdrawiam przy okazji zespół, który nad tym pracuje, żeby też odsiedziały, kiedy ja tutaj wymyślam co napisać na tej tablicy i jakby ich czegoś nauczyć.   

    J.P.: Super. To ja też pozdrawiam zespół, no i co, i życzę, żeby ten 2021 był jeszcze lepszy niż 2020 i wszystkie inne, inne poprzednie. No i… No i co? Powodzenia w dalszym, w dalszym rozwoju firmy wirtualnej i w wirtualnym i offlajnowym.

    W.M.: Dzięki, nawzajem.

    J.P.: Super, wielkie dzięki za rozmowę.

    W.M.: Dziękuję bardzo.

    J.P.: A my widzimy się jak zawsze już w przyszłym tygodniu w środę o godzinie 10:00. No i do zobaczenia w onlajnie tym razem, już za tydzień. Cześć!

  • Sprzedaż roślin online. Jak zazielenić domy i biura w całej Polsce – Zdalnie o onlajnie #046

    Transkrypcja odcinka na dole wpisu.

    ➡️ Jak sprzedawać rośliny przez internet?
    ➡️ Czy warto mieć rośliny w swoim otoczeniu?
    ➡️ Czym jest makrama?
    ➡️ Dlaczego sprzedaż live np. na Facebooku nie sprawdza się we wszystkich branżach?
    ➡️ Czym jest metoda lean startup i jak ma się ona do sprzedaży kwiatów?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest Miłosz Jarosiewicz – założyciel sklepu z roślinami Mała Szklarnia.

    Strona sklepu:
    https://malaszklarnia.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/malaszklarnia
    Instagram:
    https://www.instagram.com/malaszklarnia/
    Kanał YouTube:
    https://www.youtube.com/malaszklarnia

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

    Janusz Pietroszek: Cześć, witam was serdecznie w kolejnym odcinku Zdalnie o onlajnie, ja się nazywam Janusz Pietroszek, a moim dzisiejszym gościem jest Miłosz Jarosiewicz, założyciel sklepu z roślinami Mała szklarnia. Cześć Miłoszu.

    Miłosz Jarosiewicz: Cześć Janusz, witam serdecznie wszystkich słuchaczy.

    J.P.: Powiedz coś więcej na temat swojego sklepu, czym się zajmujesz, gdzie ten sklep się znajduje, gdzie te sklepy się znajdują. No i może coś więcej na temat sklepu internetowego. Czym właściwie jest Mała Szklarnia?

    M.J.: Mała Szklarnia to jest koncept, który powstał w głowie mojej i mojej dziewczyny około dwa lata temu. Jest związana z tym oczywiście pewna historia, mianowicie ja pracowałem wtedy w Softerhousie. Jeden z naszych klientów tworzył taki startup zajmujący się roślinami w Londynie. Miałem bardzo zielone biuro też, temat był dla mnie bliski, a Karolina z kolei też siedziała w temacie robiła masę słowików, wyplatała makramy, mocno się tymi roślinami interesowała. No i po jakimś czasie pojechaliśmy na urlop do Portugalii, tam ta roślinność jest bardzo ciekawa i w jednym z miejsc, gdzieś przechodząc obok takiej dużej, dużej szklarni obok Lizbony stwierdziliśmy, że a może we Wrocławiu też stworzymy małą szklarnię i w ten sposób otworzyliśmy sklep z roślinami “Mała Szklarnia”. Generalnie jest to miejsce dla każdego roślinomaniaka w Polsce, tak lubię to nazywać, dlatego że z roślinami wiąże się też trochę inna rzecz, bo też są doniczki, osłonki, są różne mieszanki ziemi, kwietniki, makramy, lasy w słoiku, różne środki do ochrony tych roślin. Dlatego chcieliśmy stworzyć taki koncept, w którym po pierwsze ktoś będzie mógł wejść w ten świat roślin, nauczyć się w jaki sposób je pielęgnować, rozpoznawać, dbać o nie. Dostanie eksperckie doradztwo, no i w ten sposób będzie taką małą szklarnię mógł też tworzyć w swoim mieszkaniu. No i zaczęło się od tego, że otworzyliśmy sklep stacjonarny we Wrocławiu, to był listopad poprzedniego roku, czyli 2019 tego, a my mniej więcej po niecałym pół roku otworzyliśmy sklep online i związało się to równo z rozpoczęciem pandemii niemalże, bo w tym największym chaosie pamiętam, symboliczna wtedy była data 13 Marca w piątek. Zamknęliśmy sklep stacjonarny, bo jakby rosły te obawy związane z pandemią, zrobiliśmy szybki restart naszej działalności, zastanawialiśmy się, jak się przystosować do tej sytuacji. No i rozpoczęła się sprzedaż online, taka stricte po grupach dyskusyjnych, przez facebooka, jak włączyłem wtedy platformę e-commerce dla nas, no i w kwietniu odpaliliśmy sklep online, no i tyle, to się potoczyło dalej.

    J.P.: Dwa pytania, co to są makramy?

    M.J.: Makramy.

    J.P.: Co to jest?

    M.J.: Makrama jest to zwyczajowo są to takie kwietniki wyplatane ze specjalnego sznurka. Ja mogę nawet pokazać.

    J.P.: Takie wiszące coś tak?

    M.J.: Tak, tak tak, to są takie wiszące makramy, patrzę czy są gdzieś za mną, widzę jedną. To może przerwę i pokażę od razu. To coś takiego, więc od razu widać co to jest.

    J.P.: A okay.

    M.J.: Coś takiego, to jest wypleciona makrama. To jest taka makrama ozdobna, natomiast są też takie z miejscem na doniczkę. Można powiesić tam roślinę i wtedy to służy jako kwietnik na ścianie.

    J.P.: Okay, dobra, jak czegoś nie rozumiem po drodze to zawsze próbuję zapamiętać, żeby zapytać, bo […]

    M.J.: Jasne.

    J.P.: Bo później zapominam. No i drugie pytanie już bardziej nawiązujące do tego, co mówiłeś. Zaczęliście sprzedawać online, gdzieś tam po jakichś grupach facebookowych itd. W momencie, kiedy zaczęła się pandemia i zamknęliście sklep, czy zaczęliście myśleć o tym już wcześniej?

    M.J.: Wiesz co, dla mnie e-commerce w ogóle, ja mam takie podłoże marketera tzn. Jako marketingowiec pracuję od dziesięciu lat ponad, dlatego zawsze wiązałem gdzieś swoją przyszłość z e-commercem i bardzo mocno wierzyłem w e-commerce, więc no nie jest też to mój pierwszy sklep internetowy. Także już od tam założenia domeny wiedziałem, że będziemy mieć sklep internetowy, tylko że parę miesięcy zajęła mi praca nad sklepem i to tak trochę powiązało myślę, że był on w miarę dopracowany przy starcie, choć daleko mu było do ideału i tego, co chciałem osiągnąć. Natomiast od listopada de facto dość intensywnie nad tym pracowałem, więc w marcu, kiedy ta pandemia się zaczęła to on był na takim wykończeniu. Natomiast wiem, że no nie jedna marka dopiero gdzieś po jakimś czasie zaczęła te prace, no i wiadomo, że troszeczkę czasu trzeba na to poświęcić.’

    M.J.: Dokładnie, idealny.

    J.P.: A powiedz, bo jakby ja tu już prowadziłem wywiady z osobami, które nawet uczą tańca online, chociaż wydawało mi się to niemożliwe, ale nadal trudno mi sobie wyobrazić, że można sprzedawać rośliny przez internet. No bo taka roślina, to jest delikatne stworzenie i jak to? Jak to robicie? Co jest waszym sekretem? 

    M.J.: Raz taką odpowiedź już ułożyłem, bo to pytanie pojawia się często i ja się cieszę, że to pytanie się pojawia, dlatego, że w momencie, kiedy ty pytasz mnie, czy rośliny można bezpiecznie wysłać przez internet, jest dla mnie sygnałem, że jeszcze nie każdy w Polsce o tym wiem. To znaczy, że ten rynek cały czas się rozwija, nie jest u piku. Tak jak mówimy, że Bitcoina trzeba sprzedawać, jak już twój taksówkarz zaczyna Ci o tym opowiadać itd. Rośliny da się wysłać przez internet, czy przez kuriera. Bardzo dużo czasu poświęciliśmy na to, żeby opracować taki bezpieczny sposób wysyłki tych roślin, bo na pewno trzeba wspomnieć o tym, że są bardzo bardzo delikatne, nie lubią zmian tzn, reagują szybko na zmianę tempa natury, światła, jakąś ilość wody w doniczce. Do tego trzeba wspomnieć, że czasami jeden listek kosztuje setki złotych, a nawet tysięcy. To już są bardziej rzadkie rośliny, no i w momencie, kiedy jeden liść kosztuje paręset złotych, a my go już w transporcie uszkodzimy to jednak trochę szkoda, dlatego opracowaliśmy taki system, w którym nic się nie dzieje. Zespół prawie dziesięciu osób czuwa nad tym, żeby te rośliny były bezpiecznie zapakowane, więc zabezpieczyć ziemię w tej doniczce, otulamy całą tą roślinę, żeby listki się nie uszkodziły, to wszystko mocujemy w tym kartonie. No ja się śmieję, że czasami jedną paczkę pakujemy do godziny czasu, co moim zdaniem, to jest bardzo dużo czasu uwzględniając jakieś standardowe zakupy w e-commers, gdzie płacimy powiedzmy 18 czy 15 czy 18, 20 złotych za wysyłkę kurierską. Trzeba zapłacić temu kurierowi za nadanie paczki, natomiast no proszę sobie doliczyć jeszcze godzinę, roboczo godzinę, która idzie na zapakowanie, ale jest też śmieszna historia, bo zanim to dla mnie to stało się takie oczywiste, to kiedy myślałem o sprzedaży przez internet roślin, to pierwsze moje pomysły były takie, że będzie taka sprzedaż live. To znaczy wchodzisz na stronę, jest tam jakiś czat, no u ktoś z kamerkę po prostu pokazuje Ci dany egzemplarz: o to twoja roslina, czy Ci się podoba, możesz ja obejrzeć z kazdej strony. Okay biorę, to pakujemy. Z dzisiejszej perspektywy, no jest to nierealistyczne, to zajmowałoby dużo więcej czasu, no i na pewno też finalnie okazało się, że nie jest to potrzebne, kiedy robimy zdjęcie produktu, który jest w sprzedaży to robimy wszystko, co możemy, żeby ten egzemplarz, który każdy z naszych klientów dostaje był bardzo zbliżony do tego, co jest na zdjęciu. Wiadomo, że są to żywe istoty i zakładamy jakieś 10/20% odchyłów, natomiast ani nie pokazujemy najlepszych egzemplarzy, żeby nie przesadzać i jakby nie sprzedawać tego, czego nie mamy. Także koniec końców już wysłaliśmy myślę, że dobre parędziesiąt tysięcy tych roślin, nauczyliśmy się, jak je prezentować, jak je pakować i co robić, żeby docierały do praktycznie każdego zakątka Polski.

    J.P.: To jest ciekawe, co powiedziałeś o rych takich nazwijmy to licytacjach. Też rozmawiałem kiedyś z taką firmą, z przedstawicielami tej firmy, którzy prowadzą sieć lombardów gdzieś tam w Elblągu czy gdzieś tam w okolicy i u nich to mega mega się wstrzelili z tematem. A to też wynika z tego, że oni bardzo różne rzeczy sprzedają, dużo z tych rzeczy jest droższych, bo zakładam, że tam niektóre roślinki są tam po kilkanaście złotych na przykład, a oni sprzedawali tam po kilka tysięcy, nie wiem, po kilkaset złotych, jakieś wisiorki, jakieś playstation, coś tam, no i nie ukrywajmy w lombardzie spektrum przedmiotów, jakie można kupić jest bardzo szerokie. I oni na przykład, im to świetnie się sprawdziło, oni jakieś tam grupy na facebooku założyli, mieli stałych fanów, którzy, co aukcję coś kupowali, a nawet samochód licytowali parę tygodni temu, więc da się. Ale właśnie to jest ciekawe, co mówisz, że to nie w każdej branży się sprawdzi. No bo rzeczywiście jeżeliby prowadzić u was coś takiego, jeżeli inna sprzedaż się, jest po prostu dobrze działa to rzeczywiście mogło to być nieadekwatne do czasu i jakby nakładów czasowych, technicznych, finansowych itd. Więc, to też dobra uwaga, żeby dobrze sobie, że nie każda metoda sprzedażowa zadziała przy każdym biznesie, tylko to jest jednak szerokie […]

    M.J.: Jeżeli mogę skomentować to, wydaje mi się, że nie jeden lombard sprzedaje rzeczy na Allegro i chyba nie widziałbym problemu w tym, żeby robić zdjęcia tych łańcuszków, samochodów. W roślinach jest to o tyle specyficzne, że masz jakby jeden gatunek, jedną odmianę tej rośliny. No ja mam ich ileś tam sztuk i każda wygląda troszeczkę inaczej, bo jest to żywa istotna, ona po prostu rośnie, więc za trzy tygodnie będzie w ogóle inaczej troszeczkę wyglądała niż w momencie, kiedy ja zrobiłem jej zdjęcie. Natomiast, na pewno jest to o tyle ciekawe, że kiedy gdzieś manewrujemy formą sprzedaży to wzbudzamy zainteresowanie i na pewno czyni jakąś różnicę jeśli ja bym teraz zrobił live sprzedażowego to proces sprzedaży jest podobny. Po prostu ktoś wybiera roślinę i ja mu ją wysyłam, ale ta forma podania tego, co może kupić będzie inna niż to, co widział do tej pory, nie będzie to filmik na YouTube, nie będzie to zdjęcie, a będzie to live, więc pod tym kątem jest to ciekawe.

    J.P.: Ale jeszcze apropo jeszcze filmików na YouTube, też widziałem, przeglądałem sobie was kanał. Bardzo fajnie to macie prowadzone, w sensie, tam macie tematykę taką, taki nazwijmy to content marketing o dbaniu o rośliny itd. I to jest absolutnie nie moja tematyka, to tak, że tak powiem na marginesie, bo ja jestem w stanie ususzyć kaktusa, ale myślę, że moja żona by się bardziej czyś takim zainteresowała, bo to ona jednak no to ona jest tą, którą podlewa te kwiatki o tym pamięta. Natomiast, niektóre te filmiki są bardzo fajne, a to robicie jakby własnym sumptem, czy to gdzieś tam zlecać na zewnątrz?

    M.J.: Tak jest większość z nich prowadzi Ola, która, którą też można spotkać w naszym sklepie stacjonarnym. Najczęściej w filmiku widać mnie, jak prezentuję jakieś tam dostawy, natomiast generalnie grubą większość foto i video realizowałem ja od początku. W tym momencie zaczynam to przerzucać to na zewnętrznych wykonawców, bo po prostu czasowo się z tym nie wyrabiam. Poza tym też nie jestem jakoś, nie mam jakiegoś mega skilla do tego robię to hobbystycznie totalnie. Natomiast, w którymś momencie warto takie rzeczy oddawać ludziom, którzy się w tym specjalizują no i tak jest to forma content marketingu, ale też budowanie rozpoznawalności marki. Ludzie zaczynają utożsamiać się z naszą marką poprzez te filmiki, kojarzą Olę, dostajemy masę, masę bardzo ciepłych komentarzy, że super widzieć taką ekspercką wiedzę, ale też w jakiś inny sposób reagują, kiedy idą do sklepu i widzą Olę w sklepie. Jakby to wydaje nam się, że znamy tą drugą osobę, mamy takie podświadome poparcie jej eksperckiej wiedzy, więc ma to wiele korzyści.

    J.P.: Tak to jest w ogóle bardzo bardzo ciekawe zjawisko, jak się spotyka kogoś z internetu. Mam takiego kolegę, z którym też zresztą wywiad robiłem, który jest fotografem, mieszka w Anglii i on prowadzi takiego vloga na temat fotografii analogowej. Jakiś chłopak, instagramer, czy ktoś tam z nim robił wywiad na live na instagramie i też tam właśnie to mnie tak uderzyło, on tak powiedział: no to jest takie dziwne uczucie, że on tego człowieka z internetu to on go teraz widzi, nie, że on się czuje jakby gadał z kimś sławnym, rozumiesz? To jest takie śmieszne, bo to wiadomo, no Bradem Pittem to on nie jest, ale rzeczywiście jest takie wrażenie jakbyśmy już z kimś rozmawiali co najmniej kilka razy, nie? I nie wiem, jakbyśmy kogoś takiego zobaczyli na ulicy to zwrócimy uwagę i będziemy się zastanawiać przez pół drogi, czy to był ktoś znajomy, czy my go gdzieś widzieliśmy. Ja tak też czasami mam, że gdzieś idę sobie przez Wrocław, patrzę, kurdę mówić cześć, czy to jest ktoś kogo, gdzieś w internecie widziałem, czy to jakiś znajomy, którego gdzieś tam pamiętam. Czasami mam taką właśnie wątpliwość, nie? Rzeczywiście te procesy, zresztą wiesz jako marketer to na pewno to też jest wszystko świadome i wiele może, że to po prostu nasze mózgi działają nie, no ale chciałem właśnie powiedzieć, że bardzo fajną robotę tam robicie. Przeglądałem sobie fajnie to jest zrobione, jeszcze jak to własnym sumptem to już w ogóle całkiem całkiem spoko, także szacun.

    M.J.: To miło słyszeć.

    J.P.: Dobra, to powiedz jeszcze tak, jakby samo, samo pakowanie itd to jest myślę duże wyzwanie. Natomiast, jednak praca w sklepie stacjonarnym i prowadzenie sklepu internetowego to są chyba całkiem różne rzeczy, tak organizacyjnie itd czy nie? Jakby to z twojej perspektywy wyglądało, czy twoim zdaniem na przykład jest, nie wiem łatwiej prowadzić sklep stacjonarny, czy łatwiej jest prowadzić sklep internetowy, czy może to jest tak różne, że tego nie da się porównać?

    M.J.: Jest różne, ciężko byłoby mi ocenić stopień trudności na pewno trudniej jeszcze jest z pakowaniem roślin, dlatego że do sklepu stacjonarnego się przychodzi, wychodzi się z torbami, w których są te rośliny, a kiedy realizuję zamówienia internetowe no to muszę to skompletować, wydrukować listę, czy tam przemielić przez system, skompletować zamówienie, spakować, nadać, tak dalej i tak dalej, więc myślę, że sklep internetowy jest troszeczkę jednak trudniejszy, ale to też zależy od branży, bo to ma swoje plusy i minusy, jeśli to byłyby jakieś książki to prawdopodobnie wysyłka i cały ten fulfilment byłby dużo łatwiejszy i szybszy. Więc nie chcę oceniać łatwe – trudne, to jest po prostu taka jakaś hybryda, połączenie, że ja mam akurat online i offline. Uważam, że ma to wiele plusów i na tym się może skupię. W tym momencie bierzemy, zostaliśmy zaproszeni do udziału w takiej akcji organizowanej przez miasto Wrocław i uniwersytet SWPS, która się nazywa Wrocław Zdalnie Lokalnie i lokalnie zmienia znaczenie, tak się ta kampania nazywa. No i ona ma na celu gdzieś oczywiście zachęcenie do wsparcia lokalnych przedsiębiorstw, ale też zachęcenie przedsiębiorców do tej transformacji do sprzedaży internetowej. No i u nas tak trochę było, my zaczęliśmy od sklepu stacjonarnego we Wrocławiu, to też jest moje rodzinne miasto, więc tu znam dużo ludzi, łatwiej było mi w jakiś sposób sobie tą bazę stworzyć, zbudować tą podstawę popularności czy rozpoznawalności brandu. Wszystkie wysiłki najpierw skupiliśmy na tym, żeby zbudować tą rozpoznawalność we Wrocławiu, zdobyć zaufanie, rozmawiać z tą społecznością i na tej podstawie stworzyliśmy sklep internetowy i zaczęliśmy rozwijać się trochę dalej. To mi przypomina, mam nadzieję, że się nie przestrzelę, ale z tego co pamiętam Uber miał taki model, kiedy zastanawiał się nad tym, żeby wejść w nowe miasto to musiał równocześnie zadbać o to, żeby mieć i klientów i kierowców, więc nie pamiętam już dokładnie jaką oni mieli metodę, czy to był jakiś landing page czy pobrania aplikacji inne gdzieś tam wypuszczali te wici, patrzyli jakie jest zainteresowanie, zbierali wstępne jakieś zgłoszenia. No i żeby odpalić tą aplikację w nowym mieście no to nie może być jeden kierowca i na przykład tysiąc chętnych pasażerów, więc tu właśnie najpierw stricte skoncentrowaliśmy się na jednym mieście. Myślę, że to pomogło w tym, żeby tą popularność później zdobywać w całym kraju, no ale to oczywiście jest też stała praca w mediach społecznościowych, gdzie jesteśmy bardzo aktywni, otworzyliśmy sklep stacjonarny w Krakowie po w Kwietniu tego roku, czyli półtora roku po otwarciu pierwszego, to było po prostu następstwo, jakiś kolejny krok, który mogliśmy zrobić w rozwoju tego biznesu. 

    J.P.: A jeżeli chodzi, bo jakby domyślam się, że na rynku takim stacjonarnym powiedzmy to jest no chyba, jest dość duża konkurencja, a jak to wygląda w przypadku rynku online. Czy dużo osób już wpadło na to, żeby sprzedawać rośliny online?

    M.J.: Wiesz co, pandemia na pewno spotęgowała cały trend związany z roślinami, ale nie tylko, też z wystrojem wnętrz. Na pewno jakby ten taki jeden przekaz, który staram się na lewo i prawo dawać to to, że e-commerce to przyszłość i naprawdę warto, warto się tym interesować i próbować wiązać z tym przyszłość taką przedsiębiorczą. Bo ciekawostką jest na przykład, że producent farb któryś, któryś z producentów farb, chyba w zeszłym roku tam marzec, kwiecień, maj miał wzrost sprzedaży typu 100%, bo ludzie nagle wrócili do domu, rozejrzeli się i zobaczyli, że można coś zrobić w tym domu. Ja też na biznes lubię patrzeć z perspektywy klienta i zawsze to robię, sam po sobie zauważyłem, że w momencie, kiedy ta pandemia się zaczęła, wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach to, no sam zauważyłem, że kurcze w tym domu jest troszeczkę pusto i gdzieś, jak wcześniej o tym nie myślałem, tak wtedy zacząłem myśleć: okay, to może jakiś obraz powieszę, trochę więcej roślin by się przydało, może wymienie sobie fotel, może kanapę, więc pandemia uruchomiła wiele trendów. No i jednym z nich jest ta rośliny domowe, więc otworzyło się trochę sklepów stacjonarnych, bo wcześniej myślę, że bardzo mówiliśmy tutaj o kwiaciarniach typowo sklepów z roślinami jako takich nie było, albo nie wiem, o tym się tak nie rozmawiało. Były to pojedyncze, takie sklepy specjalizujące się w tym. Ta pandemia to mocno wyrzuciła, no i w międzyczasie zaczęło powstawać dużo sklepów internetowych, zresztą jak myślałem o tym dzisiejszym podcaście, o tej rozmowie to doszedłem do wniosku, że gdyby mnie ktoś dzisiaj zapytał prawdopodobnie nie otwierałbym sklepu z roślinami. Dlatego że w biznesie bardzo ważny jest timing i ja otworzyłem z Karoliną ten sklep chyba w idealnym momencie. To znaczy tuż przed pandemią, jakby dopracowaliśmy sobie know-how, pierwsze procesy, jakieś ustaliliśmy, wyznaczyliśmy swoje miejsce, nie było tej konkurencji tak dużo, to były jakieś tam pojedyncze sklepy, to wszystko się zaczynało, a w momencie, kiedy wjechałą pandemia my byliśmy, oczywiście, że wszystko stanęło jakby na głowie, ale my mieliśmy to zaplecze i jakby w tym całym wirze pracy po 16 godzin dziennie, ciężko było nam się odnaleźć, bo tak dużo pracy, ale mieliśmy to pole startowe, a dzisiaj to jest jednak ten. Lubię porównywać to do bitcoina, ten bitcoin w mainstreamie, czyli wszyscy już o tym wiedzą, wszyscy są zachwyceni, wszyscy o tym mówią, no i ok dobra to otwieram sklep z roślinami. Ja myślę, że szukałbym branży takiej, która gdzieś tam wybuch ma przed sobą, no i tak trochę tych sklepów już powstało.

    J.P.: A jeżeli chodzi o samo promowanie takiego sklepu, bo no zakładam, że to nie jest tak, że kupujesz sobie domenę, wrzucasz sobie, stawiasz sobie tam sklep jakiś na jakimś szopperze, czy jakimś innym czymś, no i pyk tysiące klientów, nie? To jest jakiś tam proces i zapewne no już jakieś tam budowanie marki i tak dalej, w jaki sposób, jakby co mógłbyś poradzić takiemu Januszowi biznesu, że tak powiem, którego właśnie chcą namówić. Chociażby miasto Wrocław chce namówić, żeby przeszedł do online, ma jakiś tam sklep, od czego on powinien zacząć? Taki człowiek, który nie ma za bardzo doświadczenia w tej materii, czy powinienem, nie wiem, znaleźć sobie jakąś agencję, która mu to obsłuży, czy może powinien zacząć sam się uczyć, założyć bloga, pisać jakieś teksty, żeby tam, czytać o pozycjonowaniu, o SEO. Jak to z twojej perspektywy to wygląda, takiego człowieka, który jest może nie całkiem zielony, ale nie ma jakiegoś takiego doświadczenia w sprzedaży online?

    M.J.: Myślę, że tu zasada jest podobna zresztą jak przy startupach. Znaczy, biznes trzeba zwalidować, jeśli chcą ludzie, którzy chcą kupić to co sprzedajesz, to jest dobry znak i my zaczęliśmy od tego, że bardzo dużo się udzielaliśmy na grupach dyskusyjnych na Facebooku, tam widzieliśmy, że to zainteresowanie rośnie. W ogóle ciekawostką jest to nawet, żeby wykorzystywać takie narzędzia do badania trendów, nie pamiętam teraz, jak się jedno z nich nazywało, ale widziałem te wskazówki z google trends, oczywiscie jest znane narzędzie, no ale tam pokazywało popularność fraz. No i te rośliny miały tam wybuch, z 5, 10, 15 na 80, 100 i my pierwsze sprzedaże realizowaliśmy nie mając sklepu, to znaczy na grupach dyskusyjnych ktoś pisał: Hej, tam nie wiem, potrzebuję prezentu dla pracowników albo na jakąś tam okazję, no to my zaproponowaliśmy jakieś lasy w słoiku, czy małe kompozycje, ktoś pisał, że szuka takiej i takiej rośliny, “hej mam taką roślinę”, dokonywaliśmy jakichś transakcji, a potem sami zaczęli oferować, że mamy to i to i ludzie zaczęli odpowiadać, że chcą, więc tak naprawdę zwalidowaliśmy biznes zanim zaczęliśmy inwestować jakieś środki i myślę, że to jest kluczowe, bo Tobie, jeśli rozpoczynasz z biznesem, może wydawać się, że masz coś ekstra, ale tak nie jest bo nikt nie chce tego kupić. Więc, na pewno to jest kluczowe choć z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że pewne trendy dopiero się kształtują i może się na rynku pojawić popyt na to, co masz, ale osób o tym wie, mało osób tego chce, dlatego nie ma nigdy jednoznacznych odpowiedzi. Te trendy albo się wykorzystuje istniejące albo one powstają, bo nie wiem, masz coś jakiś kubek specjalny, którym nikt się nie interesuje, ale nagle trzech influencerów wrzuci, że ma taki kubek i masz boom. W tym momencie jeśli masz już założony sklep to cały ruch idzie do Ciebie, bo u Ciebie można to kupić od ręki, wiec no myślę, że nasz przykład pokazuje to wykorzystanie trendu. My już mieliśmy zapleczę sprzedażowe, pojawił się bardzo silny trend, my byliśmy go w stanie zaspokoić. Tak samo jak inne sklepy, które istniały już na rynku, bo każdy z nich bardzo bardzo mocno na tym skorzystał i się rozwinął, także tu myślę, że taką poradą na pewno byłoby szukanie faktycznej, realnej sprzedaży bez inwestowania znacznych środków w platformy i inne rozwiązania. No i ja też w tej swojej biznesowej podróży na pewno uczę się zabijać własny perfekcjonizm, czyli better done than perfect, bo miałem do tego skłonność, że przekładałem w nieskończoność, że muszę mieć idealny sklep, muszę mieć idealne to i to hamowało jakiekolwiek działania, natomiast lepiej jednak jest moim zdaniem robić rzeczy, sprawdzać, co działa, co nie działa, iterować czy tam wprowadzać małe zmiany, małe poprawki, robić kolejną rzecz, zbierać feedback, robić kolejną rzecz, zbierać feedback i tak dalej. Myślę, że podobnie jest z wszystkim nawet u Ciebie w twoim programie, jak nagrałeś pierwszy odcinek to, nie wiem, może byłeś i jesteś niezwykle do tego przygotowany, ale jest taka szansa, że nie byłeś zadowolony z wszystkiego, bo a to dźwięk, a to obraz, a to pytania, a już po 30 stym, po 40 stym jest coraz więcej wniosków, coraz więcej refleksji. Tak jakby nie trzeba mieć przy pierwszym odcinku idealnej okładki, nazwy, tematyki i programu gości na 30 kolejnych odcinków.

    J.P.: To jest ciekawy temat, który poruszyłeś, bo to dokładnie tak było. W sensie zepsułem tam wszystko, co się dało. Tego aż tak nie widać, jak ktoś się nie zna, natomiast ja to wiem i też z tego jakieś wnioski wyciągnąłem później. Pomijając już fakt, że byłem tak zestresowany, bo ja zwykle stoję po tej lepszej, czyli drugiej stronie kamery i to ja filmuję i to ja mówię ludziom, co mają robić albo jak mają się ustawić. A nie że ja sam muszę występować i ja na początku, byłem, jezu, strasznie, sam się nagrywałem i się stresowałem. Nie widziałem w ogóle, że to jest możliwe, ale widocznie, ale na szczęście to trochę przechodzi z czasem.

    M.J.: Nie to też super, to super.

    J.P.: To o czym ty mówiłeś, to czytałem taką książkę, jak zakładałem zresztą swoją firmę Lean startup, to jest dokładnie to, o czym mówisz, czyli stworzyć coś zamiast siedzieć dwa lata w piwnicy i programować jakieś coś, co może się potem nikomu nie potrzebne, no to poświęcić tydzień, zrobić cokolwiek, wrzucić to do ludzi i zobaczyć, czy ktoś się w ogóle tym zainteresuje, nie? To jest dokładnie to i tak samo myślę właśnie z tymi sklepami, nie, że najpierw spróbować dotrzeć do klienta, czy on w ogóle chce kupić te krzaczki jakieś różne, czy nie chce, czy go to w ogóle nie interesuje, a jak się okaże, że tych klientów jest wystarczająco dużo, to już można poświęcić się, zainwestować coś tam czas, pieniądze i stworzyć coś więcej.

    M.J.: No dla mnie takim tutaj przykładem jest, to nie jest już tajemnicą, bo w jednym wywiadzie już powiedziałem, że ja w momencie uruchomienia tej platformy, czyli sklepu internetowego w ciągu pierwszej doby zrobiłem pięciocyfrowy przychód. To mi po prostu pokazuje, że sama ta platforma sama ta platforma była automatyzacją procesu sprzedaży, który już istniał. To nie było tak, że ja wydałem kupę kasy, czasu i energii, na to, żeby dopracować sklep, który dopiero sprawdzę, czy działa i czy ma sens.  To było tylko i wyłącznie zautomatyzowanie tego, że sprzedaż prowadziłem spisując wszystko w excelu, pisząc na messengerze i platforma e-commerce służy temu, żeby ten produkt był już pokazany, było zdjecie, była cena, jest formularz zakupowy, gdzie ktoś może uzupełnić adres wysyłki, może automatycznie uiścić płatność, a to wszystko wpada już w jakimś gotowym wzorcu, który pomaga w realizacji tego zamówienia. Nie należy myśleć o tym, że sklep internetowy zmieni wszystko i przyniesie ci sprzedaż, to tak naprawdę jest miejsce, do którego kierujemy swoich klientów, gdzie mogą oni w łatwiejszy dla nas i dla nich sposób zrealizować zamówienie, dostać to, czego chcą.

    J.P.: Mi się teraz jeszcze przypomniało, Jeden przykład, myśmy w trakcie pandemii, tam na początku jakby no wiadomo, w marcu zaczęły się telefony, że tutaj ten event odwołany, ten event odwołany, a my dużo takich eventów obsługiwaliśmy jeśli chodzi o video. Więc tylko odbierałem telefonu i słyszałem jak bardzo nie zarobię pieniędzy w tym roku, no i też zacząłem wtedy myśleć, że okay, trzeba coś wymyślić, bo to nie może być tak, że będę siedział w domu i nic nie robił, jestem pracoholikiem i muszę coś robić. I wtedy sobie przypomniałem, że mamy sprzed dwóch albo sprzed trzech lat pomysł na taką platformę e-learningową z kursami, związanymi właśnie z tematyką taką video, fotograficzną, marketingu, social media itd. I też było tak, że myśmy zaczęli jakby zrobiliśmy część tej platformy wcześniej, dwa, trzy lata wcześniej, ja ją tam sobie odnalazłem gdzieś tam, no i zacząłem w niej dłubać. Jeszcze z jakimś programistą się dogadałem, żeby mi pomógł, bo ja aż taki super w tym nie jestem. No i dbaliśmy i dbaliśmy, ja tak sobie moze jeszcze taką funkcję znaleźć, może taką, może coś tam, faktury, żeby się automatycznie wystawiały, coś, coś, coś. No i tak wypisałem to sobie i pomyślałem, a jak mi się nic nie sprzeda, to co? To ja zmarnuję teraz dwa miesiące, przez te dwa miesiące konkurencja wypuści swoje kursy, dokładnie te same tematy, bo nagle wszyscy zaczęli robić kursy i webinary. To tak myślę, kurcze to nie ma sensu, dobra róbmy podstawową wersję, odpalamy, zobaczymy, niech się dzieje, co chce nie? No i to bardzo dobrze zadziałało, jakby nie w ogóle nie żałuję, że nie mamy, nadal nie mamy niektórych z tych funkcjonalności, ale niektóre gdzieś tam powolutku sobie dodaje i to fajnie się kręci, więc to jest rzeczywiście. Jak ja bym chciał tak do perfekcji zrobić wszystko, tak jak chciałem, to myślę, że teraz powoli byśmy zaczęli publikować może pierwszy kurs nie? A to było, a dokładnie 14 miesięcy temu czy 13 opublikowaliśmy już pierwszy, więc nie ma co być perfekcjonistą trzeba zrobić tak, żeby działało w miarę, a jak nie będzie działało, to ktoś napisze maila, to się naprawi i już.

    M.J.: Tak, tak, tak, no ważną podstawą jest ten zakres własnych kompetencji i ja jakby wiele rzeczy po prostu w ciągu ostatnich lat robiłem i przez to po prostu zaoszczędziłem tak. Bo jakbym nie robił marketingu to musiałbym, gdzieś to konsultować, szukać pomysłu na strategię, ktoś musiałby mi pisać posty, robić grafiki itd. Itd., więc no jednak mówię sobie, że dużo zaoszczędziłem i czasu i pieniędzy przez to, że sam te kompetencje do firmy wnoszę, dlatego też mam takie podejście, że w ogóle lubię się bardzo uczyć i robić nowe rzeczy, próbować, eksperymentować. Za każdym razem jest to pewna forma jakby zabijania czy akceptowania własnego wstydu, tego mierzenia się z porażką, z tym, że coś nie wychodzi. Gdzieś na własną rękę staram się dużo też kontentu tworzyć, czy to jakieś instagram story czy vlog, czy podcast i oczywiście te pierwsze razy to ciężko się na to patrzy zwykle, ale wiem, że jeśli wstyd mi jest coś publikować to znaczy, że się czegoś nauczyłem. A najważniejsze jest to, że to zrobiłem w ogóle, że odpaliłem ten aparat, że ten telefon do ręki zacząłem nagrywać. Generalnie wydaje mi się, że założenia trochę za dużo rzeczy bierzemy zbyt poważnie i traktujemy zbyt poważnie i patrząc na pięknie wypicowane profili na instagramie my też musimy mieć super zdjęcia, musimy mieć super zdjęcia, super wyglądać, musimy jeść super rzeczy. Jak nie mamy tego to nie mamy nic do powiedzenia, no wydaje mi się, że te rzeczy się wydobywają z nas, jak robimy coś, a jak nie robimy nic no to ciężko, żeby coś z nas wyszło, coś ewoluowało.

    J.P.: Poza tym to też jakby te media to wszystko to jest tak nowe, że to nie jest tak, że mamy tak, jak nie wiem, że istnieje już od 100 lat, że są specjaliści, do których można iść i się wszystkiego nauczyć i w ogóle 10 lat przy jakimś mistrzu pracować i później się jest tym super rzemieślnikiem. Tylko to po pierwsze jest nowe, po drugie jest coraz nowsze, to cały czas ewoluuje, więc jedyny sposób, żeby czegoś takiego się nauczyć to po prostu to robić, a człowiek uczy się na błędach, więc robić z błędami, a potem robić tych błędów mniej, a potem znowu więcej, bo znowu wchodzi jakaś nowa platforma, albo nowa forma i tak dalej. No i w ten sposób i no odwagi!

    M.J.: Też trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nie każdy chce istnieć w mediach społecznościowych, pokazywać swoją twarz. To też jest akceptowalne, szczególnie w przypadku bardziej introwertycznych ludzi albo takich, którzy nie lubią pokazywać siebie, tego, co robią. No mogą oni rozwijać oczywiście inne kompetencje, ale wydaje mi się, że ta możliwość tworzenia kontentu jest też na pewno w jakimś stopniu terapeutyczna i trochę jednak pomaga w takim rozwoju własnym, uczy nas samych trochę o nas samych. To jest też tak, że jak rozmawiamy z kimś, mamy jakąś myśl, mamy jakąś tezę np. E-commerce to przyszłość i chciałbym napisać posta i napiszę tam trzy akapity i opublikuję, ktoś mi skomentuje, a potem porozmawiam z tobą o tym. Nagle w mojej głowie zaczynają się pojawiać myśli, które są kontynuacją tego, któych nie miałem pisząc tego posta. Mówi się, że bogaci myślą na papierze itd, w momencie, kiedy zaczynamy coś zapisywać to musimy zapisać to musimy zapisać trzy zdania, żeby w naszej głowie w ogóle pojawiły się kolejne trzy, żeby pojawiło się rozwinięcie. Musimy odblokować pewne rzeczy, dlatego to tworzenie kontentu, te rozmowy, pisanie jakieś takie, czy morning journal, pisanie porannego notatnika, czyli wyrzucanie tego z podświadomości. Moim zdaniem są pomocne właśnie w takiej ewolucji, czy no rozwoju własnego ja.

    J.P.: W ogóle robienie czegoś nowego to jest przecież cały czas. Jakby jak się nie robi czegoś nowego to się człowiek nie rozwija. Ja właśnie w zeszłym roku miałem tak, że zacząłem gdzieś tam pracę na uczelni i zacząłem tam współpracować z takim serwisem, powiedzmy piszę jakieś tam artykuły, gdzieś tam z mojej dziedziny i też muszę powiedzieć, że to jest jakby coś, co teoretycznie mógłbym robić te artykuły itd. No i skończyłem dziennikarstwo, więc teoretycznie mam papiery na to, że jestem dziennikarz i mogę pisać, natomiast nie robiłem tego, bo zajmowałem się filmem i teraz, jak zacząłem to robić to po pierwsze to też było jakieś przełamanie, bo pod swoim nazwiskiem muszę napisać coś, jakąś opinię na przykład czy coś i ktoś się może przyczepić, że ma inne zdanie albo inną wizję. To też jest takie trochę, trzeba trochę odwagi, a po drugie przygotowując się chociażby do tych zajęć, które prowadziłem albo do tych artykułów się strasznie dużo nauczyłem różnych rzeczy, bo znam jakiś temat no i mogę o nim napisać stronę A4, ale żeby napisać trochę ciekawiej no to robiłem sobie research i nagle się okazywało, że o! Tak było, ale teraz jest coś nowego, jakaś nowa metoda albo o coś takiego, ale można to ugryźć w ten sposób o a tu jest świetny przykład, żeby prostym językiem wytłumaczyć coś skomplikowanego. I naprawdę ostatnie kilkanaście miesięcy poza jakby no całą tą dziwną sytuacją i tym, że ten biznes taki trochę był, że nie wiadomo, co będzie no to uważam to z aabrdzo rok. W sensie takim nazwijmy to samo rozwojowym, nie? Po prostu czuję, że w ciągu ostatniego roku więcej się nauczyłem, niż załóżmy w ciągu ostatnich poprzednich jeszcze trzech lat załóżmy mniej więcej.

    M.J.: Wiesz, co nawet słuchając tego, co mówisz w ogóle mam wrażenie, że niestety słowo rozwój osobisty dostało trochę po tyłku i nie potrzebnie, ja się tym interesuje dobrych paręnaście lat, brzmi dziwnie […]

    J.P.: No spaczone zostało trochę przez tych coachów w cudzysłowiu.

    M.J.: Dokładnie i jednak kiedy, gdzieś myślę, że przepracowałem sobie spojrzenie na to, bo rozwój osobisty tam Richard Bandler, NLP, Mateusz Grzesiak, czy jakieś tam inne znane postacie. To wszystko zostało wrzucone do jednego worka i mam wrażenie, że sporo ludzi, gdzieś tam w moim wieku i więcej, czy tam 85 – 95 , może trzeci rocznik tak na to patrzą podejrzliwie, że a to taka siara trochę, a jednak uważam, że ten własny rozwój, że ten własny rozwój, można odwrócić te słowa, jest turbo ważny i fajnie może by było gdyby to wróciło w jakiejś takiej bardziej pozytywnej otoczce i aurze, bo to jest po prostu bardzo ważne.

    J.P.: Ale myślę, że każdy jakby nawet nie nazywając tego rozwojem osobistym jakoś tak się rozwija, no bo jak się człowiek nie rozwija, tylko stoi w miejscu się zwija, no bo wszystko idzie do przodu, więc nawet jakbyśmy nie chcieli to jako przedsiębiorcy musimy. Rynek nas do tego zmusza i to jest dosyć dobre i stymulujące, może męczące, ale myślę, że dobre. 

    M.J.: Jak męczące to znaczy, że jakiś wysiłek został włożony.

    J.P.: Jak bolą mięśnie to znaczy, że był dobry trening

    M.J.: Tak, tak.

    J.P.: Super, wiesz co trochę dobiegliśmy od tematyki, polecieliśmy w stronę w stronę filozofii i rozwoju, więc jeszcze na zakończenie wróćmy do tematu roślin. Twojego biznesu. Powiedz, gdzie Cię znajdziemy, jakaś strona internetowa, wasz sklep, social media, gdzie gdzie widzowie mogliby zajrzeć i zakupić sobie roślinki albo na przykład dowiedzieć się o nich czegoś więcej.

    M.J.: Jasne, jest to przede wszystkim strona internetowa MałaSzklarnia.pl i tam my się, te nasze działania wszystkie łączą, mamy facebooka to też jest adres Mała Szklarnia, Instagrama Mała Szklarnia, na YouTube rozwijamy kanał o pielęgnacji roślin, gdzie można posłuchać w jaki sposób pielęgnować poszczególne gatunki roślin, jak monstera, filodendron, begonia, lokacja, aglonema i wiele innych, czy też posłuchać o tym, jakie są choroby roślin, jakie szkodniki te rośliny atakują. Dlaczego warto te rośliny mieć i jak już trochę wracamy do tematu, to na pewno rośliny w otoczeniu zmieniając sporo. Zresztą widać w moim otoczeniu trochę, że tam na przykład mamy taką, prawie trafiłem, gablotkę, gdzie akurat w domu trzymamy rośliny kolekcjonerskie. Karolina się tym głównie zajmuje, gablotka jest po to, żeby odtworzyć bardziej naturalne warunki dla tych roślin, bo jednak dużo roślin, które widzimy na rynku to rośliny egzotyczne. Dlatego mówiąc o pielęgnacji, mówimy o tym, żeby dać tym roślinom taką imitację tych warunków naturalnych, jak ona przyszła do nas, gdzieś z Ameryki Południowej, czy z innych miejsc, to nie wiem. Jeśli jest to paprotka czy kalatea i są to jakieś niskie warstwy lasów tropikalnych, gdzie jest półcień, jest wilgotno. W momencie kiedy taką kalatea przyniesiemy do domu i postawimy na słońcu, nie będziemy jej podlewać, będzie suche powietrze no to ona automatycznie zacznie nam umierać dopiero, jak ją przestawimy trochę do takiego bardziej naturalnego środowiska, czy tego półcienia, zapewnimy jej wilgotność powietrza. No to będzie jej lepiej, zaczynie odżywać, te liście będą rosnąć, więc tu takie gablotki służą temu, żeby tą wilgotność powietrza na przykład podnieść plus zapewnić im odpowiednie nasłonecznienie. Tu można wejść oczywiście w dość szeroki temat naświetlania roślin, czyli dawania im tego impulsu do wzrostu czy do rozwoju systemu korzeniowego. Za mną też gdzieś tam na szafce mam ustawione rośliny, na pewno bycie w otoczeniu roślin dużo zmienia. Dla mnie też symboliczna jest taka sytuacja, może ktoś z was też tego doświadczył, przeprowadzka. Miałem takie mieszkanie, w którym był bardzo duży salon, tam miałem poustawiane rośliny i zawsze w głowie mam ten obraz, kiedy wchodzę do tego salonu i jest po prostu taka zielona otoczka. Od razu tworzy się taki jakiś przytulny klimat, a w momencie wyprowadzki, kiedy te wszystkie rośliny wyniosłem, wszedłem na koniec do tego pustego pokoju to ma się wrażenie, że jest to zupełnie inne miejsce, o innej energii. Także, myślę, że dobrze one wpływają na nasze samopoczucie i komfort psychiczny plus rośliny jako istoty żywe mają w sobie to, że musimy o nie dbać i mamy w głowie każdą z doniczek, którą gdzieś tam w domu posiadamy jeśli zaczynamy się z nimi utożsamiać. Wiem, że musimy o nie dbać, one rosną, pojawiają się jakieś młode liście. To naprawdę potrafi wciągnąć, kiedy wraca się z urlopu, robi się obchód po wszystkich doniczkach, które są w domu, żeby zobaczyć jak one się mają, bo są żywe. One są po prostu inne za każdym razem, kiedy wracamy do domu, więc z tego powodu myślę, że mówiliśmy wcześniej już o samorozwoju. To też jest jakiś taki, jakaś taka część tworzenia własnego otoczenia, które sprawia, że się czujemy w określony sposób. Ja mam na przykład też psa, jakby pies zmienił bardzo dużo w moim życiu, w budowaniu więzi, relacji z tą istotą, także to są fajne rzeczy. Wracając jeszcze do roślin, gdzie możecie nas znaleźć, na pewno mamy też takie usługi, które polegają na tym, żeby zazieleniać biura. Pomagamy wybrać rośliny, które przetrwają w środowisku biurowym, bo nie zawsze jest to gwarantowane niestety, najczęściej jest to suche powietrze, bo ciężko zadbać o wysoką wilgotność powietrza w dużych open spaceach, chyba że ma się sporo nawilżający i jakoś się o to dba. Także raz, że doradzamy, pomagamy wybrać, a dwa w zależności od lokalizaji jestesmy w stanie taką sprzestzreń zaaranżować, także można znaleźć nas na stronie Małaszkalrnia.pl na facebooku, na instagramie, na youtubie. Mnie też można znaleźć jako Miłosz Jarosiewicz w sieci społecznościowej na linkedin, na instagramie. Może w kolejnym jakimś mieście niedługo poza Wrocławiem i Krakowem też stacjonarnie jesteśmy.

    J.P.: Super, więc zapraszam serdecznie na wszystkie social media, strony internetowe i do zazieleniania swojego otoczenia. No i ewentualnie do wizyty stacjonarnej, bo już na szczęście pandemia mam nadzieję nam mija, więc powrócą sklepy tradycyjne z tradycyjnym oglądaniem, tradycyjnych produktów na tradycyjnych półkach.

    M.J.: Robimy też warsztaty, bo też właśnie wiąże się z pandemią, nie mogliśmy ich robić, jak wszystko było zamknięte, ale jest to świetny sposób spędzenia czasu, bo sam powiedziałeś, że ususzyłeś kaktusa.

    J.P.: To akurat nie zdarzyło się mi, ale myślę, że byłbym w stanie, tak.

    M.J.: Okay, także myślę, że takie żywe doświadczenie też jest super i robimy warsztaty, gdzie można przyjść przez godzinę, dwie, trzy, posłuchać o podstawach pielęgnacji roślin i w ogóle też w trakcie tych warsztatów przesadzić sobie roślinę, podlać ją jakby, zobaczyć, jak to jest, rozpocząć swoją roślinną przygodę.

    J.P.: I do tego, do tego, serdecznie zachęcam wszystkich, a tobie Miłosz bardzo dziękuję za niezwykle ciekawą rozmowę.

    M.J.: Ja również dziękuję za zaproszenie, miło mi było.

    J.P.: Super, wielkie dzięki.

    M.J.: Do usłyszenia.

    J.P.: A my widzimy się, jak zawsze już w przyszłym tygodniu, jak co środę o godzinie 10. A tymczasem zachęcam do zazieleniania swojego otoczenia. No i do zobaczenia, już w przyszłym tygodniu. Cześć!

  • Każdy ruch się liczy, czyli kondycja fizyczna dzieci (i rodziców) po pandemii – Zdalnie #040

    ➡️ Jaki jest poziom sprawności fizycznej współczesnych dzieci?
    ➡️ Dlaczego WHO zmieniło swoje wytyczne względem aktywności fizycznej?
    ➡️ Jak pandemia wpłynęła na kondycję dzieci i ich rodziców?
    ➡️ Jaka jest strategia Helsinek jeśli chodzi o transport i dlaczego może to być ważne dla nas w Polsce?
    ➡️ Co możemy zrobić, żeby żyć zdrowiej?

    Między innymi o tym rozmawiam z gościem tego odcinka Zdalnie o onlajnie. Statystyki i prognozy są przerażające. Z każdym rokiem obniża się poziom aktywności fizycznej społeczeństwa co prowadzi do chorób, otyłości i złego samopoczucia. W rezultacie zmniejsza się nasza motywacja, chęć do działania, a poziom wewnętrznej energii zaczyna oscylować wokół zera. Pandemia, delikatnie to ujmując, nie zmieniła tego trendu. Jakub Kalinowski jest prezesem Fundacji V4Sport, która od wielu lat promuje zdrowy tryb życia wśród dzieci i ich rodziców.

    Fanpage fundacji:
    https://www.facebook.com/V4sport.Fundacja
    LinkedIn Jakuba:
    https://www.linkedin.com/in/jakub-kalinowski-435a1710a/

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

  • Ilu Polaków wierzy w spisek? Czyli pandemia okiem socjologa – Zdalnie o onlajnie #039

    ➡️ W jaki sposób społeczeństwo postrzega pandemię?
    ➡️ Czy nasz stosunek do pandemii ewoluuje z czasem?
    ➡️ Czy boimy się zakażenia?
    ➡️ Ile procent osób zmieniło zdanie na temat pandemii po tym, jak koronawirusa przeszedł ktoś z ich rodziny czy bliskich?
    ➡️ Ilu jest w Polsce „koronasceptyków”?

    Między innymi o tym rozmawiamy w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest dr hab. Barbara Pabjan z Zakładu Socjologii Kultury i Cywilizacji Uniwersytetu Wrocławskiego.

    Profil dr hab. Barbary Pabjan na stronie Instytutu Socjologii:
    https://www.socjologia.uni.wroc.pl/Profile-pracownikow/dr-hab-Barbara-Pabjan

    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify:
    https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw==
    Anchor:
    https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker:
    https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast:
    https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts:
    https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public:
    https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

  • Nigdy się nie poddawaj, czyli własny serwis VOD: inmotorsport.tv – Zdalnie o onlajnie #037

    ➡️ Ile gigabajtów danych „produkuje” filmowiec?
    ➡️ Czy można całkowicie zmienić branżę po 40-ce?
    ➡️ Jakie przeciwności losu spotykają przedsiębiorców i dlaczego nie można się poddawać?
    ➡️ Ile razy można zostać okradzionym w ciągu kilku miesięcy?
    ➡️ Jak z tych wszystkich doświadczeń wyjść obronną ręką i osiągnąć sukces?

    Między innymi o tym rozmawiam z gościem tego odcinka Zdalnie o onlajnie. Arek Torski jest założycielem platformy VOD dla pasjonatów sporów motorowych – inmotorsport.tv. Na przestrzeni lat pracował w różnych branżach. Rozmawiamy zarówno o platformie VOD jak i o tym, jakie (czasami wręcz nieprawdopodobne) sytuacje, spotkać mogą przedsiębiorcę oraz w jaki sposób, dzięki ogromnemu samozaparciu i ciężkiej pracy, można z nich wyjść obronną ręką.

    Platforma VOD:
    https://inmotorsport.tv/
    Fanpage inmotorsport.tv:
    https://www.facebook.com/inmotorsport
    Instagram inmotorsport:
    https://www.instagram.com/inmotorsport/
    Strona firmowa:
    http://torskee.com/
    Fanpage Arek Torskee film:
    https://www.facebook.com/torskeefilms
    Instagram:
    https://www.instagram.com/arektorski/

    Zdalnie o onlajnie to internetowy program dla osób interesujących się marketingiem online, video marketingiem, sprzedażą internetową, social mediami i biznesem.
    —-
    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify: https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw
    Anchor: https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker: https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast: https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts: https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public: https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

  • Onkomuzyk, czyli warsztaty muzyczne dla pacjentów onkologicznych – Zdalnie o onlajnie #035

    ➡️ Kim jest i czym właściwie zajmuje się „Onkomuzyk”?
    ➡️ Jak warsztaty muzyczne wpływają na pacjentów onkologicznych?
    ➡️ Jak naprawdę nazywają się cymbałki?
    ➡️ Czy można nie mieć słuchu muzycznego?
    ➡️ Czy można zrobić instrument z turystycznej butli gazowej?

    O tym i nie tylko rozmawiam w tym odcinku Zdalnie o onlajnie. Moim gościem jest polski Patch Adams – Michał Drezner. Michał, jak sam o sobie mówi, jest onkomuzykiem – prowadzi muzykowanie terapeutyczne dla pacjentów onkologicznych, ich rodzin oraz personelu medycznego.

    Fanpage:
    https://www.facebook.com/onkomuzyk.fanpage
    Kanał YT:
    https://www.youtube.com/channel/UCTRW2Zc6boZZbbqfMdZX6pQ
    Instagram:
    https://www.instagram.com/drezner.onkomuzyk/
    Patronite:
    https://patronite.pl/onkomuzyk
    Zrzutka:
    https://zrzutka.pl/onkomuzyk

    Zdalnie o onlajnie to internetowy program dla osób interesujących się marketingiem online, video marketingiem, sprzedażą internetową, social mediami i biznesem.
    —-
    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify: https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw
    Anchor: https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker: https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast: https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts: https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public: https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x

  • Jaką kawę wybrać i jak zaparzyć ją na różne sposoby? Etno Cafe – Zdalnie o onlajnie #033​

    ➡️ Jaka kawa jest najlepsza?
    ➡️ Co wpływa na jej smak?
    ➡️ Co mówią nam oznaczenia na opakowaniach kawy?
    ➡️ Czym jest AeroPress i na ile sposobów można dzięki niemu przygotować kawę?
    ➡️ Czy można napisać doktorat na temat kawy?

    W tym odcinku Zdalnie o onlajnie rozmawiamy o kawie – najpopularniejszym (zaraz po wodzie) napoju na świecie. Moim gościem jest Karol Przesmycki – trener baristów w Etno Cafe.

    Strona Etno Cafe:
    https://etnocafe.pl/
    Sklep internetowy Etno Cafe:
    https://sklep.etnocafe.pl/
    Fanpage:
    https://www.facebook.com/ETNO.CAFE
    Kanał YT:
    https://www.youtube.com/c/EtnoCafeTV/

    Zdalnie o onlajnie to internetowy program dla osób interesujących się marketingiem online, video marketingiem, sprzedażą internetową, social mediami i biznesem.
    —-
    Najnowsze odcinki Zdalnie o onlajnie znajdziesz na:
    https://zdalnie.vireomedia.pl/
    https://facebook.com/VireoMedia/

    Zdalnie o onlajnie w formie podcastu odsłuchasz tutaj:
    Spotify: https://open.spotify.com/show/2CUILNoZEZ5E8oF2glF7c5
    Google Podcasts:
    https://www.google.com/podcasts?feed=aHR0cHM6Ly9hbmNob3IuZm0vcy8yZTQ0MjE0NC9wb2RjYXN0L3Jzcw
    Anchor: https://anchor.fm/zdalnie-o-onlajnie
    Breaker: https://www.breaker.audio/zdalnie-o-onlajnie
    Overcast: https://overcast.fm/itunes1525424122/zdalnie-o-onlajnie
    Pocket Casts: https://pca.st/fwltcvep
    Radio Public: https://radiopublic.com/zdalnie-o-onlajnie-Gyqw3x